Reklama

Kółko nam się połamało

Kółko nam się połamało

18.12.2005
Czyta się kilka minut
Reakcja rosyjskiego społeczeństwa i rosyjskich polityków na Pomarańczową Rewolucję niewiele mówi o tym, co wydarzyło się na Ukrainie. Natomiast mówi wiele o problemach samej Rosji oraz o jej planach mających zdyskredytować ideę kolorowych rewolucji.
Prorosyjska i anty-NATO-wska demonstracja w Kijowie, 1 grudnia 2005
J

Jedną z największych trosk przywódców Wspólnoty Niepodległych Państw jest problem sukcesji. No bo jak tu pozostać przy władzy i jednocześnie demokratycznie przekazać ją następcy?

Jeszcze niedawno wydawało się, że Rosja wypracowała model idealny: demokratyczny instrument wyborów miał być ściśle kontrolowany przez władze i wykorzystywany do zapewnienia rządzącej klice wiecznego panowania, władza płynnie przechodzić miała z rączki do rączki, od jednego udzielnego prezydenta do drugiego: od Jelcyna do jego pomazańca Putina, od Kuczmy do wyznaczonego w wewnętrznym plebiscycie obozu władzy Janukowycza.

Albo jeszcze lepiej - jak w azjatyckich satrapiach czy na Białorusi - po dętych referendach trwać miała i ma wieczna władza niezmiennego prezydenta. Tymczasem najpierw w 2003 r. w Gruzji, a potem rok temu na Ukrainie okazało się, że schemat ten nie wszystkim odpowiada.

Po drugiej stronie pomarańczowego lustra

Protesty ukraińskich wyborców, którzy zbuntowali się przeciwko fałszerstwom podczas prezydenckiej elekcji, całkowicie zaskoczyły rosyjską elitę. Przecież wszystko miało pójść zgodnie z opracowanym przez moskiewskich doradców planem: wybory miał wygrać ostentacyjnie popierany przez Kreml kandydat obozu władzy.

Najważniejsze jednak było nie to, że ostatecznie przegrał Janukowycz, uważany za polityka promoskiewskiego, choć nie był ani bardziej, ani mniej prorosyjski czy antyrosyjski niż Wiktor Juszczenko - w tym momencie dla Moskwy bardziej liczyło się to, że Janukowycz był “swój", wyznaczony przez władzę, dający gwarancje utrzymania dotychczasowych układów, działający zgodnie z ustalonym schematem. Najważniejsze było, że nie powiódł się plan przekazania władzy wedle recepty Kremla.

Rosyjskie kręgi polityczne pogrążyły się po Pomarańczowej Rewolucji w stuporze. Prezydent Putin, który osobiście zaangażował się w popieranie Janukowycza, i dla którego jego porażka była wręcz osobistą kompromitacją, przez długi czas nie był gotów do podjęcia rozmów na ten temat nawet w ścisłym gronie kremlowskich “technologów politycznych" [tak określa się politologów, opracowujących dla prezydenta plany kampanii wyborczych - red.].

Zresztą i teraz prezydentowi ewidentnie nie zależy na ocieplaniu stosunków z “pomarańczowym" Kijowem. Strona ukraińska zabiegała o wizytę rosyjskiego przywódcy na Ukrainie. Putin miał przyjechać w połowie listopada, tymczasem Kreml oświadczył, że o żadnych podróżach nie ma mowy. Taktyka chłodzenia współpracy może obowiązywać co najmniej do wyborów parlamentarnych w marcu 2006 r. (o czym poniżej).

Ważniejsze od pomysłu na układanie sobie po nowemu stosunków z Ukrainą było dla moskiewskich elit zabezpieczenie się przed realizacją “pomarańczowego" scenariusza u siebie. Reakcja zarówno rosyjskiego społeczeństwa, jak polityków i mediów na ukraiński Majdan niewiele mówi o tym, co wydarzyło się na Ukrainie, natomiast bardzo wiele - o tendencjach i problemach wewnątrz samej Rosji.

Przez wiele lat rosyjska opinia publiczna w ogóle nie interesowała się tym, co się dzieje u sąsiadów za zachodnią miedzą. Przeprowadzane z rzadka badania sondażowe wskazywały, że znakomita większość Rosjan (79 proc. według badań Centrum Jurija Lewady) uważa Ukraińców i Białorusinów za odgałęzienia tego samego narodu, a niepodległość Ukrainy - za chwilowy kaprys, wynikający z przejściowego osłabienia pozycji Moskwy.

Toteż wydarzenia na Majdanie Nezałeżnosti w listopadzie i grudniu 2004 r. były dla Rosji zaskoczeniem.

Tu rewolucji nie będzie!

W Rosji pokutowały i do dziś pokutują na temat Majdanu propagandowe stereotypy: Pomarańczowa Rewolucja była wynikiem spisku niezadowolonych ukraińskich klanów z Departamentem Stanu USA; bez pieniędzy Sorosa, Bieriezowskiego i innych nic by się nie udało; ludzie dali się omotać i zmanipulować itd.

Wynikało to nie tylko z braku zrozumienia dla istoty wydarzeń w Kijowie. Chodziło i o to, by tej istoty (upominania się o prawa obywatelskie, protestu przeciwko fałszerstwom wyborczym, pragnienia poprawy warunków życia, uzdrowienia państwa) nie pokazywać. Bo a nuż w Rosji znajdą się naśladowcy? Sztucznie wyolbrzymiano antyrosyjskie akcenty, choć protest na Majdanie nie miał takiego wymiaru.

Przez rok, jaki dzieli nas od Pomarańczowej Rewolucji, w stosunkach rosyjsko-ukraińskich niewiele się wydarzyło. W Moskwie nadal przeważa postawa wyczekiwania. I nie jest to bynajmniej przyjazne zainteresowanie rezultatem przemian.

Przeciwnie: ze złośliwą satysfakcją odnotowuje się potknięcia, nieporozumienia wewnątrz obozu “pomarańczowych" (ukraińskie “wojny na górze" interpretuje się jako kryzys państwa, dominuje przekonanie, że należało się tego spodziewać, że nic dobrego z tego nie wyniknie, że to świadectwo słabości władzy). Dalej, w Moskwie wskazuje się na fiasko ideałów Majdanu, wręcz ich zdradę ze strony rządzących, z uporem maniaka wyciąga się straszak separatyzmu.

W ten sposób Kreml wysyła czytelny sygnał własnemu społeczeństwu: zobaczcie, co czeka tych, którzy robią rewolucję: bałagan, zamieszanie, oszustwo, kryzys. Czy tego chcecie? A w powszechnej świadomości Rosjan rewolucja to rzeczywiście wielka zawierucha, która zmiata istniejący porządek; to krew i terror. Bo takie były rosyjskie rewolucje.

Jak zapobiec wirusowi?

Ale, na wszelki wypadek, “góra" przedsięwzięła kroki, które mają zapobiec przeniesieniu się “pomarańczowego wirusa" do rosyjskich miast.

Skoro to najaktywniejsza część młodzieży zorganizowała się i stanowiła awangardę pokojowej rewolucji w Gruzji i na Ukrainie - powołamy rosyjski młodzieżowy “anty-Majdan". Z namaszczenia Kremla powstały aż dwie proputinowskie młodzieżówki: “Nasi", organizacja głosząca oficjalnie chęć walki z faszyzmem, oraz “Młoda Gwardia", młodzieżówka partii władzy “Jedna Rosja", dla której jedynym celem jest bezrefleksyjne popieranie prezydenta.

Warto na marginesie przypomnieć, że kiedy w styczniu 2005 r. na ulice wyszli niezadowoleni ze zniesienia ulg rosyjscy emeryci, popierali ich spontanicznie młodzi ludzie z młodzieżówek liberalnej partii “Jabłoko" oraz Sojuszu Sił Prawicowych, a także radykalni lewacy z partii Eduarda Limonowa. Protestów emerytów nie należy jednak traktować jako przejawu gotowości rewolucyjnej rosyjskiego społeczeństwa, rewolucje domagają się zmian, emeryci - przeciwnie - domagali się rezygnacji ze zmian i utrzymania dotychczasowego systemu.

Obie młodzieżówki to przeciwwaga dla tych, którzy na ulicy chcieliby dochodzić swoich praw. Ewentualnych demonstrantów, którym nie spodobają się “ustawione" wybory albo inne działania władz, będzie teraz tłuc nie milicja, ale ogarnięci słusznym antyrewolucyjnym gniewem członkowie proprezydenckich ugrupowań. Przy okazji, w ramach wychowania patriotycznego, młodych ludzi nauczy się szacunku dla zwierzchności, pogardy dla inności i wiary w nieprzemijającą mocarstwowość Rosji.

A skoro do przygotowania społecznego fermentu w krajach WNP przyczyniły się sponsorowane przez Zachód organizacje pozarządowe, trzeba im przytrzeć rogów w Rosji. Przygotowywana właśnie - i przyjęta w trybie ekspresowym przez Dumę Państwową w pierwszym czytaniu - ustawa o działalności organizacji pozarządowych zobowiązuje cały ten sektor do ponownej rejestracji i znacznie ogranicza możliwości korzystania z zagranicznych dotacji.

"Problem roku 2008"

Dla ekipy rządzącej na Kremlu najważniejszą operacją polityczną będzie rozwiązanie “problemu roku 2008". Wtedy, według konstytucji, powinna nastąpić zmiana na fotelu prezydenckim. Sprawujący dozwolone prawem dwie kadencje Putin powinien ustąpić miejsca następcy, demokratycznie wybranemu w powszechnym głosowaniu.

Opisane powyżej kroki są nie tylko reakcją na wydarzenia w Kijowie, ale także “wyczyszczeniem politycznego pola" w samej Rosji przed rokiem 2008.

Czy dojdzie wtedy do wyborów? Kto zastąpi Putina na urzędzie? Czy ktoś z jego najbliższego otoczenia? Czy w ogóle dojdzie do zmian personalnych? Na te pytania nikt dzisiaj odpowiedzieć nie potrafi.

Jedno natomiast widać gołym okiem: Rosji zależy na jak najszybszym skompromitowaniu i pogrzebaniu idei “kolorowych rewolucji". Odrzucanie przez kolejne kraje Wspólnoty Niepodległych Państw standardów tak zwanej “sterowanej demokracji" stanowi zagrożenie dla czegoś, co Rosja nazywa swoją strefą wpływów.

W podległych Kremlowi mediach (poza nielicznymi wyjątkami do kategorii tej po ostatnich zmianach na rynku prasy należy już większość tytułów; telewizja od dawna jest narzędziem raczej propagandy niż informacji) dyskredytuje się inicjatywy organizowania się krajów postradzieckich bez Rosji. Wyśmiewa się jako pozbawione sensu fora Wspólnoty Demokratycznego Wyboru (grupuje ono kraje regionów kaspijskiego, czarnomorskiego i bałtyckiego) czy GUAM (Gruzja, Ukraina, Azerbejdżan, Mołdawia). W wyraźny sposób podkreśla się niechęć społeczeństwa Ukrainy do członkostwa w NATO. Wyszydza się europejskie aspiracje Ukrainy. Najczęściej spotykanym komentarzem jest: “Ukraina może by i chciała do Unii Europejskiej, ale przywódcy Unii tylko pięknie się uśmiechają, a jak przychodzi co do czego, to rozkładają ręce".

Trucie gazem i nie tylko

Ostatnio Rosja przystąpiła do nowej akcji: obrzydza Europie Ukrainę. Akcja propagandowa rozpętana wokół negocjacji w sprawie cen i tranzytu gazu ziemnego przez terytorium Ukrainy do Europy Zachodniej ma pokazać europejskim odbiorcom, że Ukraina jest partnerem niewiarygodnym, niedotrzymującym zobowiązań, mogącym narazić na szwank bilans energetyczny Europy.

O co chodzi? Ukraina ma podpisany z rosyjskim monopolistą gazowym Gazpromem wieloletni ramowy kontrakt na dostawy gazu. Co roku negocjowane są wielkości eksportu, ceny za gaz i za tranzyt. Co roku negocjacje zamieniają się w targ: nad gazowym płomyczkiem każda ze stron zawsze chce upiec jeszcze jakąś dodatkową pieczeń. Dotychczas większość opłat za gaz rozliczano w barterze - ten wygodny przeżytek pierwszych lat po rozpadzie ZSRR był korzystny dla tych, którzy bezpośrednio obsługiwali dostawy gazu i tranzyt.

Teraz układ nieco się zmienił. Gazprom zapowiedział drastyczne podwyżki cen za błękitne paliwo, przy czym podwyżki dotyczą nie tylko Ukrainy, ale Gruzji, Mołdawii, a nawet Armenii. Ukraina odpowiada na to, że chce trzykrotnie podnieść ceny za tranzyt. Moskwa oskarża Kijów o bojkot rozmów, ba, o ich nieodpowiedzialne zrywanie, choć faktycznie to Rosja przedstawiła w ultymatywnej formie swoje nowe warunki rozliczenia.

“Obie strony znalazły się w sytuacji klinczu. Rosja chciałaby, aby Ukraina przed wyborami parlamentarnymi [wiosną 2006] poczuła, co to znaczy płacić europejskie ceny za dostawy gazu. Prorosyjska opozycja [na Ukrainie] może obiecać wyborcom, że po dojściu do władzy obniży ceny za gaz" - pisze rosyjski tygodnik “Ekspiert".

Jak widać, gazrurka w rękach Kremla może być wspaniałym instrumentem politycznym.

W Moskwie mówi się, że przed marcowymi wyborami - a są one tym ważniejsze, że po ukraińskiej reformie konstytucyjnej zwycięzca ma formować rząd, zaś nowy premier przejmie część obecnych kompetencji prezydenta - rosyjscy doradcy polityczni znowu wzmogli aktywność na Ukrainie. Robią to i zakulisowo, i ostentacyjnie. Czy tym razem zdołają wpłynąć na wynik? Czas pokaże.

Jedną ze spektakularnych akcji, mających zdyskredytować “pomarańczową" ekipę, było nakręcenie filmu pornograficznego z udziałem aktorów podobnych do gruzińskiego prezydenta Micheila Saaka-szwilego i byłej ukraińskiej premier Julii Tymoszenko [zobacz poniżej tekst Marii Dancerz - red.]. Na premierowym pokazie w jednym z moskiewskich klubów nagie hostessy obscenicznie igrały z pomarańczami, a deputowany Dumy Aleksiej Mitrofanow (z partii Żyrinowskiego) nie mógł się nachwalić celności tego “wysoce artystycznego" przedsięwzięcia.

Powrót na łono Rosji?

Duma Państwowa nie ogranicza się do wspierania pornograficznego “anty-Majdanu". 18 listopada zatwierdziła nową pozycję w budżecie na rok 2006: 500 milionów rubli na rozwój demokracji i społeczeństwa obywatelskiego w kraju i za granicą, z czego będą zapewne finansowane m.in. demonstracje przeciwników przystąpienia Ukrainy do NATO i UE.

Moskiewskie elity nie wyleczyły się z traumy po “pomarańczowej" Ukrainie. Nadal przeważa patriarchalne myślenie, oczekiwanie, że “Ukraina wróci na łono Macierzy". Lansuje się pogląd, że trzeba przeczekać najgorsze, bo rozczarowana do Zachodu Ukraina wcześniej czy później zacznie znowu kołatać do bram Kremla.

Za puentę niech posłuży okrutny dowcip, opowiadany z mściwą satysfakcją w Moskwie, przy którym słuchacze zrywają boki ze śmiechu.

Dowcip brzmi tak: bohaterowie bajek przyszli do wesołego miasteczka. Właściciel zaprowadził ich do najnowszej atrakcji: gabinetu prawdy. Pierwsza wchodzi Królewna Śnieżka, wychodzi rozczarowana. “Myślałam, że jestem najpiękniejsza na świecie, a tu się okazuje, że jest jeszcze Śpiąca Królewna" - ociera łzy. Następny wchodzi Tomcio Paluch. Wychodzi rozczarowany. “Myślałem, że jestem najmniejszy na świecie, a tu się okazuje, że jest jeszcze Calineczka" - szlocha.

Przychodzi kolej na Shreka. Wychodzi rozczarowany. Nic nie chce powiedzieć, wreszcie nie wytrzymuje i pyta kolegów: “Powiedzcie, a kto to jest ten Juszczenko?".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Od 1992 r. związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]