Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kobieta na ulicy

Kobieta na ulicy

31.08.2010
Czyta się kilka minut
Bohaterka wierszy Krystyny Miłobędzkiej, pisanych w czasie stanu wojennego, spowiada się z relacji z "ogromnym my tego kraju", które jednocześnie zagarnia ją i odrzuca.
O

O tym, że doświadczenie początku lat 80. było dla Miłobędzkiej ważne, mówi tom "Pamiętam. Zapisy stanu wojennego", złożony z tekstów publikowanych w drugim obiegu w latach 1981-86. Jedna z najważniejszych polskich poetek ostatnich lat, spokrewniona twórczo z Leśmianem i Białoszewskim, określana bywa najczęściej piewczynią intymności, skupienia, "trudu mowy". O zbiorze "Pamiętam" Wojciech Falkiewicz, syn poetki, powiedział: "Mam wrażenie, że to inna mama". Co w "zapisach stanu wojennego" może się wydawać zaskakujące? Jarosław Borowiec wskazuje na nieobecne wcześniej w poezji Miłobędzkiej doświadczenie wspólnoty. Ja chciałabym mówić o tym tomie inaczej. "Zapisy stanu wojennego" wydają mi się naturalną kontynuacją kobiecego pisania autorki "Domu, pokarmów", tekstami, w których kobieta nie tyle jest członkiem wspólnoty, co próbuje wejść w przestrzeń publiczną i w sferę polityki.

Bohaterka "Pamiętam" czuje się współtwórczynią historii:

nie zapomnij tej sierpniowej mszy w zajezdni

przy Wejherowskiej

zamordowany dnia 19 października przez Służbę Bezpieczeństwa

i nas wszystkich

jesteśmy Anna Walentynowicz wiatr w polu

Współuczestnictwo, bycie w miejscach, bycie w "my" ("nas wszystkich", "jesteśmy"), którego przykłady zaczerpnęłam z trzech różnych utworów, ma dla niej wielką wagę. "Pół wieku żyłam po to!", wykrzykuje. "Jestem. Współżywa, współczynna, współwinna", powtarza, objaśniając, co dla niej oznacza przeżywanie tego momentu wspólnej, społecznej historii. Poczucie bycia obecną, aktywną, odpowiedzialną, to jednak za mało, by mówić o następującej po 50 latach życiowej cezurze. Przytoczony wyżej okrzyk pobrzmiewa ironią. Dalej w tym samym tekście czytam: "Znikam jestem. (...) Nie wiem, co to znaczy. (...) Jestem żeby wiedzieć znikam? Znikam żeby wiedzieć jestem?". Co to znaczy, że kobiecy głos, wyraźnie zaznaczający swoją przynależność płciową (końcówki rodzajowe przymiotników i czasowników), mówi o własnej odnowie i jednocześnie o utracie siebie?

Teksty Miłobędzkiej, i dawne, i nowe, można czytać jako zapis doświadczenia kobiecości. W latach 70. poetka pisała:

Nie mogę ruszyć się z domu. Moje plecy są czwartą ścianą,

moja noga zastępuje drzwi. Kiedy odejdę, dom runie. Jeżeli

wstanę i pójdę do ciebie, nie będę miała domu.

(...) Ze

spodziewania w zapomnienie, skurczona na ziemi

czy łóżku

we wnuczkę prababkę i głębiej. Tymczasem. Na potem.

Pokazano tu kobietę zrośniętą z domem, będącą elementem pewnej przestrzeni, jak ściana czy drzwi. Bohaterka Miłobędzkiej podziela los pokoleń kobiet, "wnuczek, prababek i głębiej", czując się jak one więziona, "skurczona na ziemi czy łóżku".

30 lat później, w roku 2004, mówi:

rozbierz się z Krystyny

z dziecka matki kobiety

lokatorki kochanki turystki żony

zostaje rozbieranie

smugi zrzucanych ubrań

lekkie ruchy, nic więcej

"Krystyna", "matka", "kobieta" to role pełnione w życiu. Są jak ubrania: wydawałoby się, że nie one budują tożsamość tej, która w nie wchodzi. A jednak - po porzuceniu roli nic nie pozostaje, tylko "smugi zrzucanych ubrań / lekkie ruchy, nic więcej".

W przytoczonych wyżej tekstach kobiecość funkcjonuje jako kategoria społeczna i kulturowa, nie biologiczna. Tak samo jest w tomie "Pamiętam". Tylko miejsce, z którego przemawia bohaterka, zdaje się być inne. Nowe społeczne doświadczenie wydaje się symbolicznie przenosić ją z domu - na ulicę.

zobacz tyle krzyżyków skrzyżowań krzyży

do twego wyjścia na ulicę

(...) będziemy próbowali mówić się w milczeniu

dokładnymi rzeczami, wyrazami miasta

Ulica oznacza tu nowy język, którego trzeba się nauczyć. Jednocześnie aktualne pozostaje odwieczne skojarzenie: ulica to nie miejsce dla porządnych kobiet. Bohaterka "zapisów..." podejmuje trud nauki "wyrazów miasta". Nie idzie jej to jednak dobrze. Zamiast mówić, wciąż pogrąża się w milczeniu. "Uczę się wiedzieć głośno", wyznaje w kolejnym zapisie; "milczenie. Powiedzieć to milczenie żywym głosem", powtarza. Dawniej kobieta na ulicy była wyrzuconą poza nawias społeczny. Bohaterka "zapisów...", mimo najlepszych chęci, nie może się w przestrzeni miasta, czyli po prostu przestrzeni publicznej, odnaleźć:

(...) Nie szłam w żadnym pochodzie, bałam się.

Od lat przywykłam do szeptu, poszli inni.

Kobieta mówiąca w "Pamiętam" boi się, ale nie dlatego nie może iść w pochodzie. Ona nie idzie, bo "od lat przywykła do szeptu". Ulica, miasto, polityka, historia są przestrzeniami, w których kultura nie przewiduje miejsca dla kobiety. Podział ten, w Polsce bardzo wyraźny, sprawił, że społeczne poruszenie przedstawione na kartach "Pamiętam" odbywa się bez kobiet. Głos wojennych wierszy Miłobędzkiej jest świadom tej sytuacji, a jednocześnie w charakterystycznie kobiecym poczuciu winy "spowiada się" ze swojej relacji z "ogromnym my tego kraju", które jednocześnie zagarnia go i odrzuca:

byłam wszędzie i nigdzie, oślepiają mnie tysiące świec,

nie umiem mówić chórem

Nie miejsce tu, by wyliczać konsekwencje takiego układu dla żeńskiej części populacji. Niech wystarczy cichy krzyk bohaterki Miłobędzkiej, "blisko oddalonej" - dalekiej od siebie w narzuconej, domowej bliskości. I jeszcze słowa z tomu "Pamiętam" o zniewoleniu, nieznaniu wolności:

nie umiem wolności, nie wiem ile jej potrzebuję

Jedyną postacią przywołaną z nazwiska w "Pamiętam" jest Anna Walentynowicz. Dziś fakt, że od jej sprawy zaczęła się historia "Solidarności", nie funkcjonuje w powszechnym odbiorze; pamięta się raczej o tym, jak Lech Wałęsa przeskoczył przez płot. To jeden z wielu znaków, że kwestia obecności kobiet w przestrzeni publicznej pozostaje nierozwiązana.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Nauczycielka, współzałożycielka Szkoły Demokratycznej w Krakowie, autorka tekstów i wywiadów publikowanych m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, dotyczących zwłaszcza problematyki wychowania...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]