Kierunek Weimar?

Wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Brukseli, Paryżu i Berlinie - nie licząc wakacyjnego i prywatnego spotkania z prezydent Litwy w sierpniu - świadczą o jego ambicji odgrywania istotnej roli w polityce międzynarodowej.
Czyta się kilka minut

W ten sposób po raz pierwszy od wielu lat urząd prezydencki staje się drugim - obok premiera - kreatorem polityki zagranicznej w ramach jednej koalicji politycznej, a nie kohabitacji. Kreatorem pozbawionym wprawdzie władzy nad zasobami resortów rządowych, ale dysponującym kapitałem politycznym, który może wykorzystywać do tworzenia przyjaznego klimatu dla działań rządu na forach międzynarodowych.

To wiadomość dobra z kilku powodów. Przede wszystkim polityka w czasach niepewnych wymaga intensywnych i ciągłych kontaktów na najwyższych szczeblach. Widać to w samej Unii Europejskiej, której działania są dziś ręcznie sterowane przez szefów państw i rządów. Po drugie, mimo dobrych notowań Warszawy w europejskich stolicach, wiele problemów pilnie wymaga rozwiązania. Nie jest przypadkiem, że najbardziej konkretne rozmowy prezydent Komorowski toczył w minionym tygodniu z kanclerz Angelą Merkel, od której zaangażowania zależy m.in. przyszłość Gazoportu w Świnoujściu - projektu, który ostatnio wydaje się sabotowany przez stronę niemiecką. Także polityka wschodnia wymaga nowych impulsów, aby sukces Partnerstwa Wschodniego stał się widoczny.

Otwarte pozostaje jednak pytanie o pomysł Komorowskiego na politykę zagraniczną. Te pierwsze wizyty miały charakter przede wszystkim zapoznawczy. Poza spotkaniami w Berlinie niewiele wiemy o przebiegu rozmów, których część toczona była w cztery oczy, z udziałem jedynie tłumaczy. Większość komentatorów podkreśla reaktywację formuły Trójkąta Weimarskiego jako wyznacznika myślenia prezydenta o Europie i o roli w niej Polski. Trudno jednak z formuły rozmów wnioskować o ich treści, a tym samym o celach samego Komorowskiego.

Wielokrotnie na tych łamach dawałem wyraz swojemu sceptycyzmowi wobec idei weimarskiej. Także dzisiaj trudno mi wyobrazić sobie realne korzyści Polski w działaniu w tym "trójkącie", choć próbować zawsze można i trzeba. Polska od Francji i Niemiec tradycyjnie już oczekuje uznania jako trzeciego filara integracji europejskiej i podpory bezpieczeństwa Unii na wschodzie. Francja z kolei liczy na akceptację przez Polskę swojej wizji Europy i świata, na kontrakty zbrojeniowe, a ostatnio także na sprzedanie nam technologii do budowy elektrowni jądrowej. Niemcy chcą wprawdzie równoważyć Polską mocarstwowe zapędy Francji w Europie, jednak w kwestiach bezpieczeństwa europejskiego będą ostrożnie, ale konsekwentnie budować pozycję Rosji na Wschodzie i dążyć do cięcia unijnych wydatków.

Zbliżające się negocjacje nad nowym budżetem Unii, nad przyszłością NATO po Afganistanie oraz nad rolą Rosji w bezpieczeństwie europejskim mogą się więc po raz kolejny okazać zabójcze dla "formuły weimarskiej". Ale mogą też stworzyć Polsce grunt pod działania, które wzmocnią jej znaczenie - bez popadania w nowe dylematy i niechciane zależności. Wiele zależeć będzie od tego, jak w polityce zagranicznej będzie sobie radzić nowy prezydent.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2010