Kamyki

No więc dobrze, zanurkowaliśmy, jeszcze raz zanurkujemy – i będzie po wszystkim. Trochę strach, a trochę nie: zejść na dno, złapać leżący tam kamyk i popłynąć z powrotem. Potem czekać, ile tych kamyków zbierze się na brzegu.
Czyta się kilka minut

Lawina nie zawsze zmienia bieg pod wpływem tego, na jakie kamienie natrafi. To smutne, że pewnych procesów nie możemy zatrzymać. A przynajmniej wydaje się, że nie możemy. Od większości startujących w wyborach – myślę o wszystkich wyborach, nie tylko tych aktualnych – dostajemy komunikat, który brzmi: „możecie dalej żyć beztrosko, nic się nie stanie, będzie tylko lepiej”. To skądinąd ciekawe, że ludzie skłonni są słuchać przede wszystkim złych nowin, ale w okresie wyborów zapotrzebowanie na nie nagle spada. Oczywiście, są strachy i jest straszenie tym lub owym. Strach zawsze się sprawdza, a im bardziej nieokreślone jest to, przed czym ostrzega, tym lepiej. Ale ostatecznie ludzie chętniej nadstawiają ucha tam, gdzie ktoś obiecuje im wieczne słońce i zwolnienie z odpowiedzialności. Bywają wprawdzie kandydaci i kandydatki, którzy potrafią śpiewać inne melodie, niekoniecznie kołysanki – i nawet zdarzy się, że ktoś wysłucha ich i się przejmie. Ale jednak większość chce, by ich kołysano: będzie więcej pieniędzy, będzie lepsza służba zdrowia, będą sprawniejsze sądy i policja, i w ogóle wszystko będzie lepsze za mniejsze podatki. Wy tylko musicie przynieść ten kamień.

Niestety, kampania wyborcza nie trwa dziś kilka tygodni, ale na okrągło. I efekt jest taki, że ten spokój, choćby nie wiadomo jak iluzoryczny, zaczyna się nam podobać. Główne przykazanie, którego przestrzegać musi każdy, kto w polityce chce coś znaczyć, brzmi: „nie wymagać”. Ten, kto zamierza stawiać wymagania, ostanie się w polityce tylko przy najwyższym zaangażowaniu. Bo reszta nie wymaga. Reszta załatwi za nas każdy problem. Tyle złych emocji uruchamia się w trakcie kampanii, ale w gruncie rzeczy chodzi o spokój. Wróg, owszem, czyha, ale od czego jest władza? Nie lękajcie się, jest ktoś, kto was obroni.

Ja właściwie nie wiem, czy my, jako naród, mamy w ogóle jakieś braki, jakieś kryzysy, coś, nad czym powinniśmy wspólnie pracować. Kryzysy to mają obcy, czyli zagranica. My natomiast wyłącznie alleluja i do przodu. To znaczy – od pewnego czasu, bo wcześniej nie. Wcześniej była bieda i złodziejstwo. Z tej biedy i złodziejstwa finansuje się teraz różne pomysły, ale to inna sprawa. Wystarczyło nie kraść, tylko normalnie dawać sobie premie, a potem odbierać, żeby znowu sobie dać – i od razu od tego nieustannego przepływu gotówki zrobiło się jej więcej. Tak że dla wszystkich starczy. A jakby ktoś jeszcze nie dostał, to niech się zgłosi, na pewno dostanie, o ile nie jest nauczycielem. Spokój, spokój.

Ale niektórzy nurkują, łapią kamyk i wynoszą na powierzchnię w przekonaniu, że spokój nie jest najważniejszy.

 

To się zdarza na plażach, w górskich strumieniach, a czasem po prostu przy drodze. Ktoś skwapliwie układa jeden kamień na drugim. Powstają fantazyjne słupki, swoiste posążki ludzkiej cierpliwości. Pamiętam, jak spacerowaliśmy z Małgosią niemieckim brzegiem Bałtyku. Na skałach nieznany twórca wzniósł niewysokie konstrukcje, którym wiatr nie mógł nic zrobić, pokonać je mogły tylko ręce dziecka lub przypływu. A przypływ miał nadejść wieczorem. Jeden z takich spontanicznych totemów ustawiony był nieco dalej od brzegu, na kawałku wysokiej skały. Wiadomo było, że on pierwszy padnie ofiarą morza. Na razie jednak trwał w słońcu niczym znak ostrzegawczy lub po prostu znak obecności. Było w tym widoku coś duchowego. Manifestacja siły, o której zapomnieliśmy, że w nas jest. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2020