Johann Sebastian Bach: "Cantatas 23"

Z tylnego siedzenia taksówki pięćdziesięcioletni mężczyzna ze znużeniem przygląda się rozświetlającym azjatyckie miasto reklamom. Nie, to nie początek Między słowami. Mężczyzna nazywa się Peter Kooij, jest jednym z najbardziej zasłużonych wykonawców muzyki barokowej, choć jego kariera wydaje się zbliżać do końca. Przyleciał do Tokio pracować nad kolejną płytą.
Czyta się kilka minut
 /
/

Nagranie dwustu ocalałych kantat lipskiego Kantora udało się dotąd jedynie gigantom: Nikolausowi Harnoncourtowi i Gustavowi Leonhardtowi, którzy poświęcili na to niemal ćwierć wieku. Masaaki Suzuki i założone przezeń Bach Collegium Japan swój komplet nagrywają od dziewięciu lat i nie zbliżyli się jeszcze do połowy. Najambitniejszy w dzisiejszym świecie projekt bachowski realizują Japończycy - tak, wydawałoby się, odlegli kulturowo, historycznie i geograficznie... Ich wykonania ujmują muzyczną i religijną kompetencją; żarliwością, której czasem brakuje “mdłym i lekkostrawnym" (jak chce Stefan Rieger) dyrygentom flamandzkim.

Prezentowane tu kantaty nie należą ani do najbardziej znanych, ani najczęściej wykonywanych. Pochodzą z roku 1724, powstały więc na początku lipskiego okresu życia kompozytora. Pierwsza na płycie (“Meine Seel erhebt den Herren", nr 10) to w istocie śpiewane po niemiecku “Magnificat". Otwierający ją chór, w tym wykonaniu może nie tak potężny jak widział go Albert Schweitzer, opiera się na basach, pnących się radośnie i z mocą wzwyż. Ale w bachowskim świecie jak zwykle więcej jest liryzmu, pogodnej troski (aria tenora “Man halte nur ein wenig stille"), a czasem zwykłego smutku - jak w niewiarygodnie pięknym wstępie obojów, fletów i skrzypiec kantaty 107. czy w arii na sopran i obój “Ich will auf den Herrenn schaun...". Bachowski świat Japończyków to też przykład niezwykłej wyobraźni muzycznej kompozytora: gdy słuchamy, że Bóg uczyni potomstwo Abrahama licznym jak piasek plaży, imitujące szum fal skrzypce przenoszą nas nad morski brzeg.

Wśród wykonawców zwraca uwagę debiutujący u Suzukiego kontratenor Matthew White - to niespodzianka, zważywszy, że znany z poprzednich płyt Robin Blaze (podobnie jak przed nim nieodżałowany Yoshikazu Mera) zdawał się dopiero osiągać szczyt swoich możliwości. Niezwykłe wrażenie robi pierwsza aria sopranu: Yukari Nonoshita śpiewa głosem niemal chłopięcym... Co zaś się tyczy basu: gdy trzeba, umie zaryczeć jak lew (zwłaszcza, gdy o lwach śpiewa: “Nach Löwenart mit brüllendem Getöne"), na ogół pozostaje jednak, jak bohater “Między słowami", wyciszony i zdystansowany. Peter Kooij - sprawiający czasem wrażenie zmęczonego życiem i sytuacją, w jakiej się znalazł - wciąż potrafi wszystko.

Bill Murray mówi coś do Scarlett Johansson. Wiem, co mówi, choć nie słyszę słów. Słyszę “Man halte nur ein wenig stille". To musi wystarczyć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2004