Jezus wyszedł

Wszyscy trzej synoptycy opisują powołanie Mateusza/Lewiego przez Jezusa (Mk 2, 13-17; Mt 9, 9-13 i Łk 5, 27-32), i – jak zwykle – każdy robi to nieco na swój własny sposób.
Czyta się kilka minut

Pierwszym szczegółem, który wyróżnia narrację św. Łukasza, jest słowo „wyszedł”: „wyszedł i zobaczył celnika imieniem Lewi”. Czytając św. Marka i św. Mateusza, mamy wrażenie, że Jezus zobaczył przyszłego apostoła i ewangelistę jakby przy okazji – po prostu przechodząc (Mk 2, 14). U Łukasza działanie Jezusa wygląda na celowe: wychodzi z domu właśnie po to, by zobaczyć Lewiego – tak jakby go szukał.

Przed owym „wyjściem” Jezus jest w swoim domu w Kafarnaum; właściwie nie tyle swoim, co Piotra i Andrzeja, u których się zatrzymał – ten dom stanie się w niedalekiej przyszłości pierwszym „kościołem” (Domus Ecclesiae) w tym mieście. Dookoła Niego siedzi ogromny tłum – tak wielki, że czterech ludzi (niektórzy komentatorzy domyślają się w ich osobach Piotra, Andrzeja, Jana i Jakuba), którzy chcą przynieść do Niego człowieka sparaliżowanego, muszą wyjść na dach i dopiero stamtąd spuścić go na noszach przed Jezusa. I – pamiętamy – Jezus najpierw odpuszcza mu grzechy, a potem – na dowód tego, iż ma taką moc – uzdrawia go także z paraliżu i odsyła do domu. Na ten widok wszyscy wielbią Boga. Wszyscy, ale nie Lewi/Mateusz...

Jego w tym tłumie nie ma. Pozostał na swoim cle, przy swoim zajęciu, w swoim świecie. Nie porwała go fala ludzi zmierzających do domu Jezusa. Jezus, jeśli chce go spotkać, musi ku niemu wyjść.

Paralityka uzdrowił w swoim własnym domu; Mateusza/Lewiego musi „uzdrowić” (ostatecznie) w jego własnym domu. Zaproponuje mu uczniostwo jeszcze w jego miejscu pracy, ale pierwszy kawałek drogi ucznia odbędą do jego domu, i to tam ostatecznie (były już) celnik dozna pełnego nawrócenia, siedząc z Jezusem i apostołami przy posiłku. Tak, bo skutecznym lekarstwem na chorobę Mateusza okazało się nie moralizatorstwo czy pouczanie, ale doświadczenie przyjaźni i wspólnota stołu.

Trudno nie zobaczyć w tej perykopie rzeczywistego programu pastoralnego dla Kościoła dziś. Potrzebujemy dziś Kościoła „wychodzącego” (Franciszek zawarł tę ideę we frazie: „Ecclesia in uscita”) – Kościoła, który wychodzi, by się uważnie rozejrzeć, i poszukać tych, którzy pozostają na zewnątrz.

To prawda – pozostając wewnątrz ciągle jeszcze możemy mieć wrażenie, że otaczają nas tłumy, i że – skoro przychodzą – to im należy się przede wszystkim nasza uwaga i energia (my zaś ucieszymy się tym, że doznają łaski i stają na nogach). Jezus jednak pokazuje nam wyraźnie: są tacy, którzy (przynajmniej w tym momencie) nie są w stanie wejść do waszego kościoła. Jeśli chcecie ich spotkać, potrzebujecie do nich „wyjść” na zewnątrz. To prawda, nie musicie! Jeśli jednak ich zlekceważycie, może się okazać, że przegapiliście najlepszego kandydata na apostoła i ewangelistę. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2020