Jezus powołuje grzeszników, a nie ludzi bez skazy

Ktoś, kto nie przeżył doświadczenia nawrócenia, będzie ryzykownym ewangelizatorem.
Czyta się kilka minut
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara
Abp Grzegorz Ryś w kościele Mariackim, Kraków, 2014 r. // Fot. Grażyna Makara

Niedawno dzięki liturgii przeżywaliśmy swoje powołanie. Taka jest jej siła, że nie przypomina ona tylko zdarzeń z odległej przeszłości – ona zawsze czyni nas ich uczestnikami. W tym właśnie sensie uczestniczyliśmy wszyscy w powołaniu Szymona, Andrzeja, Jana i Jakuba (zob. Łk 5, 1-11). Ponieważ w tym wydarzeniu Jezus nie powołuje ich jeszcze na apostołów (to wydarzy się dopiero w następnym rozdziale). Zbiera pierwszy Kościół.

Jak on powstaje? Odpowiedź brzmi: z posłuszeństwa Słowu Jezusa („na Twoje Słowo...”). To Słowo jednak nie jest zgoła oczywiste. „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów” – nikt tego nie robi: nie łowi się ryb w południe, a już z całą pewnością nie na głębi. To wbrew całemu rybackiemu doświadczeniu Szymona.

W spotkaniu nie chodzi wszakże o łowienie ryb! Gdy dopłynęli do brzegu, Jezus mówi do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. Otwiera przed nim (powtórzmy: jako przed uczniem, jeszcze nie apostołem) przestrzeń misji. Powołując go do wiary, w tym samym momencie zleca mu zadanie i odpowiedzialność za innych.

Nie przeszkadza Mu w tym wyznanie, jakie minutę temu wypowiedział Szymon: „Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. Słysząc to, Jezus nie mówi: „Ależ skąd! Nie jesteś!”. Nawet nie mówi: „Odpuszczają ci się twoje grzechy…”. Nie! Jezus zleca Szymonowi misję. Dokładnie tak samo, jak trzy lata później, nad tym samym Jeziorem, powie mu: „Paś owce moje”, „Paś baranki moje” (zob. J 21, 15-17). Po tym, jak Szymon trzykrotnie się Go wyparł w czasie Jego męki.

Czy to w ogóle ma prawo zadziałać? Zlecić ciężkiemu grzesznikowi tak poważne zadania? Skoro zawiódł, dopuścił się rzeczy wręcz nieodpuszczalnych. O nie! My tak nie robimy. To skandaliczne i gorszące!

A tymczasem, czy jeśli nie zlecimy grzesznikowi misji i odpowiedzialności, czy mamy prawo mówić, że mu wybaczyliśmy?

I po drugie, czy można posłać w świat i Kościół kogoś, kto nigdy nie zgrzeszył, nie zawinił, nie pomylił się? I ma poczucie własnej niezachwianej sprawiedliwości i nieomylności? Czy można posłać kogoś, kto nie ma rzeczywistego doświadczenia nawrócenia?

Można. Ale wtedy trzeba się bardzo modlić za ludzi, których będzie chciał prowadzić…

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zlecenie dla grzesznika