Jezus gorszyciel

Żyć z Jezusem nigdy nie było łatwo, szczególnie Jego najbliższym.
Czyta się kilka minut

Począwszy od rodziny, a skończywszy na apostołach, Jezus wciąż wprawiał wszystkich w zakłopotanie, zaskakiwał, przerażał, a nawet gorszył. Przypuszczano, że postradał zmysły, wręcz – że działa na polecenie Belzebuba, a nie Ducha Bożego. W pewnym momencie także „Jego Matka i bracia” ulegli tej czarnej legendzie i postanowili wpłynąć na Jezusa, powstrzymać Go przed dalszym działaniem. Nasłuchawszy się oskarżeń pod adresem krewnego, mogli się obawiać, że jeśli Jezus będzie dalej postępował w tak „szalony” sposób, źle skończy. W końcu przeciwko Niemu występowali przedstawiciele ówczesnego establishmentu politycznego i religijnego, ale i tzw. zwykli ludzie. Gdzie więc szukać przyczyn tego tragicznego w skutkach nieporozumienia?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale niezmiernie trudna do przyjęcia. W zetknięciu z Jezusem zarówno grzesznik, jaki święty czuje się nieswojo, wpada w zażenowanie, zaczyna powątpiewać... i coś z tym musi zrobić. Co? Rozsądzić, kto ma rację – on czy Jezus, człowiek czy Bóg? Dzieje się tak od początku świata. „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie – mówi Adam do Boga – przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”. Co się stało, że Adam zaczął bać się Boga, z którym dotychczas czuł się jak najlepiej? Czy przekroczył Boże zakazy? Niekoniecznie. Bóg przecież nie zjawia się przed Adamem jako kat, lecz delikatnie podchodzi do winowajcy. Dyskretnie sygnalizuje Adamowi swoją obecność. Nie chce go zaskoczyć, daje mu czas na przygotowanie się do tego trudnego spotkania. Niestety, Adam tej Bożej delikatności już nie dostrzega. Boże starania odczytuje inaczej. Nie wierzy już, iż Bóg nadal darzy go przyjaźnią, dlatego boi się stanąć przed Nim twarzą w twarz i powiedzieć: „Moja wina”. Ucieka w krzaki, naiwnie sądząc, że uda mu się odroczyć czas spotkania z Bogiem, po którym nie spodziewa się już niczego innego jak tylko kary.

Dzisiaj słowem Boga jest Kościół. Patrząc na Adama i Jezusa, widzimy, że można mieć rację, można lepiej od innych analizować współczesność, a nawet trafniej prognozować przyszłość. Na niewiele się to jednak zda, jeśli przez życzliwość do otoczenia i do siebie nawzajem nie zdobędziemy zaufania – a zamiast tego wszędzie będziemy widzieć jedynie Belzebuba, jednocześnie głosząc, że wszędzie jest tylko Bóg. Przykład współczesny? W ostatnich miesiącach zaskoczyła nas, stosowana przez Rosjan na Ukrainie, tzw. wojna hybrydowa. A przecież już równe pół wieku temu ojcowie Soboru Watykańskiego II ostrzegali, że „złożoność obecnej sytuacji i powikłania w relacjach międzynarodowych pozwalają na to, by wskutek wykorzystania nowych, a przy tym podstępnych i przewrotnych metod, przedłużały się wojny ukryte. W wielu wypadkach wykorzystanie metod terrorystycznych uchodzi za nowy sposób prowadzenia wojny”. Dlaczego się o tym nie pamięta? Nie stawiajmy tego pytania innym. Stawiajmy je sobie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2015