Jeniec talibów wolny po pięciu latach

Radość z uwolnienia żołnierza USA, przetrzymywanego przez talibów, przyćmiły w Stanach liczne kontrowersje i trudne pytania.
Czyta się kilka minut

W miasteczku, z którego pochodzi sierżant Bowe Bergdahl, odwołano nawet ceremonię powitania.

Rozgoryczeni są jego towarzysze broni: twierdzą, że Bergdahl nie jest bohaterem, lecz zdrajcą, bo zanim w czerwcu 2009 r. został porwany przez afgańskich bojowników, miał zdezerterować. Członkowie jego plutonu nie mogą przeboleć, że co najmniej sześciu innych żołnierzy zginęło podczas poszukiwań i prób odbicia towarzysza, któremu zarzucają, że nigdy nie traktował służby poważnie. W mailach do rodziców miał wręcz pisać, że wstyd mu za arogancję Ameryki i nie chce marnować życia na „kłamstwa i wspieranie głupców”.

Zastrzeżenia ma też wielu polityków, zwłaszcza republikańskich. Zwracają uwagę, że paktowanie z terrorystami jest naganne i krótkowzroczne. W negocjacjach Waszyngtonu z talibami, prowadzonych z przerwami od pięciu lat, mediował Katar – i właśnie tam doszło do wymiany Bergdahla na pięciu więźniów z Guantanamo. „Mają krew na rękach”, „To zachęta dla terrorystów na całym świecie” – mówią sceptycy.

Ale nie ulega wątpliwości, że dla Stanów Zjednoczonych, wycofujących się z Afganistanu, nawiązanie i podtrzymanie kontaktów z talibami jest ważne. Polityka zagraniczna i polityka w ogóle to nie zajęcie dla dziewic orleańskich. Żyjemy w świecie brudnym i cynicznym. Żołnierze, zdarza się często, dokonują czynów okrutnych; także politycy muszą paktować nawet z diabłem.

Czy należało ratować zdrajcę? To niewłaściwe pytanie – tłumaczy prezydent Barack Obama. „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”: to zasada, na której buduje się silne armie. Bez niej nie ma mowy o zaufaniu, braterstwie i poświęceniu żołnierzy.

W ciągu minionych lat afgańscy porywacze kilkakrotnie pokazali nagranie z uwięzionym Bowe Bergdahlem. Gdyby sierżant nie odzyskał wolności, a doszłoby do jego egzekucji, która niechybnie też zostałaby sfilmowana i natychmiast opublikowana w internecie, miałoby to fatalne skutki propagandowe. Granica między mądrym kompromisem a cynicznym wyrachowaniem bywa cienka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2014