Reklama

Jedna ciepła, jedna zimna

Jedna ciepła, jedna zimna

02.07.2008
Czyta się kilka minut
Książki mają swoją temperaturę. Można by je ustawiać w szeregi, od zimnych po ciepłe. Malownicze, zmysłowe, pełne sugestywnych obrazów - to te "ciepłe". Albo oschłe, powściągliwe, skupione na fabule, w surowych dekoracjach, jakby pozbawione powietrza i nadziei - zimne (co nie znaczy, że gorsze).
"Ostatni elf" - okładka
"

"Ostatni elf" należy do kategorii bujnych, optymistycznych baśni - stawiam go na półce obok "Hobbita", "Braci Lwie Serce" i "Atramentowego serca". Ma tę samą gęstą, pejzażową scenografię, rozległe plany, plenery w technicolorze.

Świetny początek - Yorsh, samotne elfie dziecko, błąka się w deszczu po lesie. Od wielu dni jest w podróży, jego siły są na wyczerpaniu. Nagle słyszy szczekanie psa i czuje zapach dymu. Chwilę później, po raz pierwszy w życiu, staje oko w oko z człowiekiem. Od babci wie, że ludzie to głupcy, którzy zjadają elfy z rozmarynem. Ten jednak człowiek, aczkolwiek mówi od rzeczy, nie tylko go nie zje, ale uratuje małe, elfie życie. Człowiek jest kobietą.

Niebawem do tej pary dołączy samotny myśliwy. Wkrótce mały Yorsh ściągnie na swoich opiekunów poważne kłopoty - udzielanie pomocy elfom uchodzi za przestępstwo w kraju rządzonym przez tyrana. Jakkolwiek elf wypiera się posiadania magicznych mocy, to przecież z dziecinną łatwością krzesze ogień za pomocą wyobraźni, czyta myśli i uzdrawia małe zwierzęta. Jest prostolinijny jak dziecko - nie rozumie sarkazmu i ironii, przez co język ludzi wydaje mu się niedorzeczny. Jego umiejętność współodczuwania bywa kłopotliwa: raz po raz zanosi się płaczem nad cierpieniem zabijanych przez myśliwego zwierząt.

Kobieta, mężczyzna i Yorsh trafiają do lochu w mieście tyrana. Tak jak popadli w niewolę za sprawą elfa, tak też zdołają zbiec dzięki elfim magicznym mocom. Podczas ucieczki poznają przepowiednię, która powierza Ostatniemu Elfowi misję uratowania świata od potopu i zagłady. Tu losy dwojga ludzi i Yorsha rozdzielą się, aby w symboliczny sposób spotkać się ponownie, kiedy elf osiągnie dojrzałość.

Książka jest zachwycająca - dowcipna, pełna oryginalnych pomysłów fabularnych, chociaż jednocześnie odwołuje się do baśniowych toposów i stanowi miks wątków rycerskich, smoczych i elfickich z legend europejskich. Tytułowy elf uosabia naiwne, prostolinijne dobro: osamotnione, zagłuszane chwastem głupoty i okrucieństwa. Jego dyskryminowana odmienność przywodzi nam na myśl wszystkich wyrzuconych poza nawias, poniżanych, zamykanych w gettach - ze strachu, z głupoty, z toksycznej zazdrości. Bez kaznodziejskich chwytów retorycznych, ogródkiem, za pomocą baśniowej metafory Silvana De Mari układa dekalog przyzwoitego człowieka - nawet jeśli ten człowiek ma szpiczaste uszy i przyjaźni się ze szczurami.

Silvana De Mari przez lata pracowała jako chirurg w Turynie, a następnie jako wolontariuszka w Etiopii. Autorka książki patrzy na nas ze skrzydełka okładki: ujmująca, inteligentna twarz. Jest pisarką i psychoterapeutką. "Ostatni elf" przyniósł jej cztery ważne nagrody literackie i kilkanaście przekładów na języki obce. Kontynuacją opowieści o Yorshu jest "Ostatni ork", czekający na polski przekład.

***

A teraz książka "zimna" - thriller dla młodzieży, trochę gotycki, bardzo "piwniczny", bez happy endu. "Tunele" stawiam na półce obok powieści Alexa Shearera i Philipa Ardagha.

Brytyjski wydawca "Tuneli", Barry Cunningham (ten sam, który "odkrył" Joanne Rowling i Cornelię Funke) wróży książce popularność porównywalną z Harrym Potterem. Podobnie jak "Harry", powieść ma konstrukcję otwartą. Jej zakończenie otwiera furtkę do kolejnych przygód. Podczas gdy pierwszy tom zyskuje sobie rosnące grono fanów ("Tunele" sprzedano do 38 krajów), tom drugi czeka na publikację, a duet autorski pracuje nad tomem trzecim.

Dziwna, mroczna książka. Recenzenci brytyjscy słusznie nazwali ją "klaustrofobiczną". Czy może być inaczej, skoro akcja w większości rozgrywa się pod powierzchnią ziemi? Czternastoletni Will Burrows (burrow - ang. "nora") jest entuzjastą wykopalisk. Chłopiec podziela pasję ojca-naukowca, który każdą wolną chwilę spędza, drążąc podziemne tunele. Dotychczasowe wysiłki ojca i syna bywały daremne, ale oto pewnego dnia szczęście im sprzyja - odnajdują opuszczony podziemny peron kolejowy. Podnieceni odkryciem, utrzymują je w tajemnicy.

Will jest albinosem i odludkiem - wrodzony brak pigmentu naraża go na szyderstwa rówieśników, toteż woli archeologiczne hobby od kolegów. Jedyny wyjątek robi dla Chestera, szkolnego "odmieńca" (dotkniętego przykrą egzemą), którego dopuszcza do swoich sekretów. Rodzina Willa w niczym nie przypomina szczęśliwych rodzin z telewizyjnej reklamy - chłopiec dorasta pomiędzy sfrustrowanym ojcem i matką pogrążoną w depresji. Jest jeszcze młodsza siostra - rzeczowa, bezduszna i dziwnie niepodobna do Willa.

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy doktor Burrows z synem dokonują podziemnego odkrycia, robotnik pracujący przy rozbiórkach natknie się na coś, co wygląda jak gigantyczny szyb wentylacyjny. Chwilę później zostanie porwany i zniknie bez śladu. W mieście pojawiają się dziwni osobnicy o bladej skórze. Nie minie wiele czasu, a zniknie również ojciec Willa. Chłopiec wraz z przyjacielem wyruszają pod ziemię, na poszukiwanie zaginionego doktora Burrowsa. Odtąd bohaterowie książki nie ujrzą światła dziennego, a my podążymy za nimi do podziemnego miasta, które jest ponurą, karykaturalną repliką życia na powierzchni.

Książka jest niezwykle plastyczna - sugestywnie opisuje podziemne krajobrazy i stęchłe zapachy. Atmosfera zagrożenia, chłodu i mroku towarzyszyć nam będzie przez kolejne kilkaset stron. Czytając, dzielimy strach i wstręt z młodymi bohaterami książki. Autorzy prowadzą nas przez wilgotne korytarze i bezludne miasta. Pozwalają oglądać wyobrażone jaskinie i podziemny labirynt. Pociągi-widma pędzą w ciemnościach. Chwilami okrutna, chwilami przejmująca, książka ma splątaną, zagadkową fabułę, bardzo w "chłopięcym" guście. Dzieciaki zaimpregnowane na grozę poprzez kontakt z telewizją i grami komputerowymi odnajdą tu dobrze znany dreszcz emocji. Chłopcy, których nie kręci "Ania z Zielonego Wzgórza" i którym "Tomek wśród łowców głów" wydaje się poczciwą ramotką, będą usatysfakcjonowani. Będą się bać i czytać z płonącymi uszami mocną, mroczną baśń dla twardzieli.

Silvana De Mari, Ostatni elf, przeł. Anna Filip, Warszawa 2008, Wydawnictwo W.A.B.

Roderick Gordon i Brian Williams, Tunele, przeł. Janusz Ochab, Warszawa 2008, Wydawnictwo Wilga

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]