Jeśli zastanowić się, co było najważniejszym dziełem pontyfikatu papieża Franciszka, to odpowiedź wydaje się oczywista: rozpoczęcie procesu kształtowania Kościoła w duchu synodalnym. I nie chodzi tu tylko (ani przede wszystkim) o to, że zgodnie z zamierzeniem poprzedniego papieża proces synodalny miał trwać kilka lat i obejmować nie tylko dwa zgromadzenia plenarne w Rzymie, ale także wieloetapowe intensywne prace na każdym „poziomie” Kościoła – w lokalnych wspólnotach podstawowych, w diecezjach, krajowych konferencjach episkopatów i zgromadzeniach kontynentalnych.
Jezusowa wizja wspólnoty – nikt nie ma władzy nad innymi
Najważniejszy jest fakt, że synodalność – która ma polegać na pełnym włączeniu każdej osoby wierzącej we współodpowiedzialność za kształt Kościoła – jest próbą powrotu do ewangelicznej idei wspólnoty uczniów Chrystusa, wyrażonej słowami Jezusa z Ewangelii Mateusza: „wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus” (Mt 23, 8-10).
We wspólnocie, jakiej szkic kreśli w ewangelii Jezus, nie istnieje piramidalna struktura, w której niektórzy posiadaliby głos nauczający, inni zaś (większość) byliby tylko odbiorcami nauczania. Co więcej – we wspólnocie takiej nie istnieje piramidalna struktura władzy. To drugie stwierdzenie może być dla nas dziś mniej oczywiste, ale było ono jasne dla pierwszych czytelników ewangelii, żyjących w społeczeństwie imperium rzymskiego.
W tamtej strukturze społecznej ojciec rodziny czy też rodu (pater familias) posiadał niemal absolutną władzę nad wszystkimi członkami swojego „domu”. Pierwsi chrześcijanie gromadzili się właśnie w takich domach – a zatem Jezusowe słowa, by nikogo na ziemi nie nazywać ojcem, mają i takie znaczenie, że wspólnoty Kościoła nie powinny odtwarzać ówczesnej piramidalnej struktury społecznej z jakąś osobą pełniącą rolę ojca, a więc posiadającą władzę nad innymi członkami wspólnoty.
Dawno nie widziana różnica zdań w Kościele
Większość Kościołów chrześcijańskich (m.in. Kościół katolicki) przez wieki odeszło daleko od Jezusowej wizji wspólnoty równych sióstr i braci, którzy wspólnie słuchają głosu jedynego nauczyciela – Chrystusa, przemawiającego wewnątrz serc i umysłów wszystkich, i którzy są wspólnie posłuszni jedynemu Ojcu – w niebie. Funkcjonując w hierarchicznych strukturach społecznych i ulegając zewnętrznym wpływom kulturowym i politycznym, Kościół wykształcił piramidalną strukturę, w której niektórzy członkowie (biskupi) zgromadzili wyjątkową władzę nauczania i rządzenia – choć „od początku tak nie było”.
Rozpoczęcie przez Franciszka procesu synodalnego jest więc próbą powrotu do Jezusowej idei wspólnoty uczennic i uczniów. Nie jest to proces łatwy, nie tylko ze względów organizacyjnych – wieki funkcjonowania w piramidalnych, hierarchicznych strukturach odcisnęły piętno także na mentalności katoliczek i katolików. Niesie to wiele trudności, co można zobaczyć na kilku istotnych przykładach.
Jednym z elementów synodalności, bardzo bliskim słowom Jezusa zapisanym w Ewangelii Mateusza, jest to, że każda osoba wierząca może szczerze wypowiedzieć swoje rozumienie wiary i pragnienia dotyczące funkcjonowania kościelnej wspólnoty oraz zostać wysłuchana (tj. jej głos powinien zostać usłyszany i wzięty pod uwagę). Ten element synodalności niesie ze sobą jednak wiele napięć wewnątrz wspólnoty. Jeśli sposoby myślenia różniące się od oficjalnej doktrynalnej wykładni są tłumione – a było tak przez długi czas przed pontyfikatem Franciszka – to stworzenie możliwości i swobodnego wypowiadania może ujawnić istniejące, choć niewidoczne różnice zdań.
Tak właśnie się stało w Kościele katolickim podczas procesu synodalnego. Dawno nie żyliśmy w Kościele, w którym jedni swobodnie postulują konieczność udzielania święceń kobietom i uznania wartości związków homoseksualnych, inni zaś publicznie oskarżają tych pierwszych o herezję (czasami nawet sugerując, że o herezję ocierał się papież Franciszek).
Skąd płynie jedność chrześcijan
Leon XIV rozpoczyna zatem swój pontyfikat w Kościele, w którym ujawniło się wiele napięć i różnic w rozumieniu, czym chrześcijaństwo jest i czym powinno być. Nic zatem dziwnego, że w informacyjnej przestrzeni Kościoła pojawia się nie tylko wiele pytań o zasadniczy kierunek nowego pontyfikatu, ale także wiele sprzecznych oczekiwań. Nie powinno dziwić, że są liczne środowiska katolickie, które oczekują, że nowy papież zrezygnuje z synodalnej drogi, która niesie ryzyko, napięcia i sporo chaosu, a przywróci doktrynalny i organizacyjny ład i spokój.
Miejmy jednak nadzieję, że Leon XIV będzie kontynuował proces, który Franciszek dopiero rozpoczął, pozwalając, by Kościół nabierał charakteru coraz bardziej synodalnego. Pomimo trudności, jakie niesie ten proces, przywraca on katolicyzmowi charakter bliższy wizji, jaką znajdujemy na kartach Nowego Testamentu. By jednak ten proces mógł się udać, musi być powiązany z innym – równie ważnym (a może nawet ważniejszym).
Analizując Jezusową wizję wspólnoty z Ewangelii Mateusza, nie można jednak przeoczyć, iż Mistrzowi nie chodzi tylko o to, by Jego uczniowie tworzyli wspólnotę równych sióstr i braci. Przypomina On także, że jest to wspólnota posiadająca jednego Nauczyciela i jednego Ojca. Znaczy to zatem, że chrześcijanie nie tylko są równi wobec siebie, ale także (a może przede wszystkim) otwarci na brzmiące w nich boskie Słowo i trwający w jedności ze swoim boskim Źródłem – Ojcem. Innymi słowami można powiedzieć, że w Jezusowej wizji wspólnota chrześcijańska jest wspólnotą kontemplacyjną.
Warto tu zauważyć, że kontemplacyjny i synodalny charakter chrześcijaństwa ściśle się ze sobą łączą. W synodalności bowiem kluczowa jest umiejętność słuchania siebie nawzajem, uważności nie tylko na swoje własne pragnienia i potrzeby (choć ta też jest istotna), ale w równym stopniu na pragnienia i potrzeby innych. Jest to ta sama umiejętność i postawa, która stanowi rdzeń duchowości kontemplacyjnej: umiejętność i postawa wyciszenia zgiełku własnego umysłu i otwartości, słuchania Głosu, który brzmi w absolutnej ciszy.
Można też zaryzykować tezę, że jedynie takie zakorzenienie w boskiej, tajemniczej rzeczywistości może stanowić podstawę jedności wspólnoty uczniów Jezusa. Zgubienie dostępu do tego wewnętrznego Źródła skutkuje powstaniem alternatywy: rozpad wspólnoty lub próba jej utrzymania politycznymi środkami władzy i centralnej kontroli poprawności doktryny (czyli, w istocie, środkami kontroli myślenia).
Kierunki pontyfikatu Leona XIV
Którą drogą będzie chciał iść Leon XIV? Nie sposób tego precyzyjnie przewidzieć. Można jednak znaleźć sygnały wskazujące, że rozumie on potrzebę i kontemplacji, i synodalności. Sygnały można rozpoznać np. w pierwszym przemówieniu nowego papieża do kolegium kardynałów. Mówił niemal na samym jego początku o konieczności słuchania głosu Zmartwychwstałego, pamiętając, że „Bóg kocha objawiać się nie tyle w huku grzmotu i trzęsieniu ziemi, ile w »szmerze delikatnego powiewu« (1 Krl 19, 12) lub, jak tłumaczą niektórzy, w »subtelnym głosie ciszy«”. Wspomnienie o tym drugim sposobie rozumienia tekstu biblijnego wskazuje na to, że Leon XIV zna i ceni chrześcijańskie nurty kontemplacyjne, dla których jest to jeden z ważniejszych motywów Objawienia.
W tym samym przemówieniu nowy papież podkreślał, że Kościół musi iść drogą wyznaczoną przez Sobór Watykański II, interpretowany w świetle adhortacji Franciszka „Evangelii gaudium” i – co szczególnie znamienne – wskazał kilka najważniejszych w tym kontekście idei swojego poprzednika. Znalazły się wśród nich „wzrost w kolegialności i synodalności” oraz „zwracanie uwagi na sensus fidei”, czyli powszechny zmysł wiary wierzących.
Niektórzy ludzie, znający Roberta Prevosta jeszcze zanim został wybrany na urząd biskupa Rzymu, mówią, że jedną z jego wybijających się cech jest umiejętność słuchania. Jeśli to prawda, jest nadzieja, że jest to papież, który będzie rozumiał i wspierał kontemplacyjny oraz synodalny charakter wspólnoty Kościoła.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















