Jakich działań zabrakło w Starej Wsi? Przemocą domową wciąż zajmujemy się „przy okazji”

W wielu krajach Europy osoby z doświadczeniem przemocy domowej mówią o tym, jak ważna była dla nich reakcja sąsiada czy pracownika społecznego. Nam takich relacji brakuje – mówi Maja Kuźmicz, kierowniczka „Niebieskiej Linii”.
Czyta się kilka minut
Okolice Starej wsi, oddziały specjalne policji przeszukują zabudowania w poszukiwaniu Tadeusza Dudy, który zastrzelił córkę i jej męża. 1 lipca 2025 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Okolice Starej Wsi, oddziały specjalne policji przeszukują zabudowania w poszukiwaniu Tadeusza Dudy, który zastrzelił córkę i jej męża. 1 lipca 2025 r. // Fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Anna Goc: W Starej Wsi Tadeusz Duda zastrzelił córkę i jej męża, ciężko postrzelił teściową. Przemoc domowa w tej rodzinie trwała od kilku lat. Czyich reakcji i jakich działań zabrakło?

Maja Kuźmicz: W tej historii, na ile znamy jej przebieg z mediów, podjęto sporo działań, by nie doszło do tak dramatycznego finału. Sprawa była w prokuraturze, Tadeusz Duda miał postawione zarzuty znęcania się nad członkami rodziny. Pokrzywdzone kobiety – żona i teściowa – a także świadkowie przemocy, czyli córka i jej rodzina, nie mogli na tym etapie zrobić nic więcej.

Pokrzywdzone nie mogły, a służby?

Jeśli chodzi o działania służb, to należało skutecznie odizolować sprawcę i zabezpieczyć broń, jednak ciężko mi o tym mówić bardziej szczegółowo. Bez dostępu do akt trudno powiedzieć, jak do tego doszło, że sprawca, który miał sądowy zakaz zbliżania się do teściowej, dzielił z nią podwórko. 

W zależności od tego, na jakim etapie jest sprawa, zakaz zbliżania się sprawcy do osoby pokrzywdzonego mogą wydawać policja, prokuratura lub sąd. Wezwana na interwencję policja może dodatkowo wydać nakaz opuszczenia mieszkania przez sprawcę. Nakaz jest wykonywany natychmiast, funkcjonariusze towarzyszą sprawcy w opuszczeniu domu, dopilnowują, aby oddał klucze i zabrał potrzebne mu rzeczy. 

Policja nie ma obowiązku zapewnić sprawcy lokum, to jest jego sprawa. Ma opuścić miejsce, w którym przebywa osoba pokrzywdzona.

Policja wykorzystuje te narzędzia?

Od 2020 r., czyli od momentu, kiedy nabyła te uprawnienia, do końca 2024 r. wydano prawie 44 500 nakazów/zakazów, co pokazuje, że procedura jest wykorzystywana coraz częściej. Czy wystarczająco często? Trudno powiedzieć: w 2024 r. liczba procedur Niebieskich Kart wszczętych tylko przez policję wynosiła ponad 59 tys. Nakaz opuszczania mieszkania wydany przez funkcjonariusza może zabezpieczyć osobę czy osoby pokrzywdzone. Jednak nakaz ten, podobnie jak zakaz zbliżania się sprawcy do pokrzywdzonych, to narzędzia, które dopiero od kilku lat leżą w kompetencjach policji.

Może się wydawać, że kilka lat to wystarczająco, by przeszkolić się z nowych rozwiązań. Jednak interwencje dotyczące przemocy domowej okazują się najtrudniejsze. Funkcjonariusze oprócz wiedzy i doświadczenia muszą zmierzyć się z własnymi przekonaniami na ten temat, mając przed sobą rodzinę, zastaną sytuację i związane z nią emocje.

Jak Pani ocenia zaufanie do policji, gdy trzeba wezwać funkcjonariuszy, bo w sąsiedztwie dzieje się coś niepokojącego?

Mamy różne doświadczenia w tej sprawie. Tak jak w innych instytucjach – w policji są osoby zaangażowane i rozumiejące misję przeciwdziałania przemocy, ale też takie, których działania można nazwać zaniedbaniem i powodowaniem wtórnej wiktymizacji pokrzywdzonych.

Jeśli chodzi o reagowanie świadków na przemoc, która dzieje się za ścianą, rolę odgrywa tu nie tylko zaufanie do policji, istotne są także mity i stereotypy, np. „nie należy się mieszać w sprawy rodzinne”, „a może moje zgłoszenie tylko pogorszy sprawę?”. To bardziej złożony i trudny temat odpowiedzialności społecznej.

Brakuje przeszkolonych ludzi?

Brakuje działów, zespołów zajmujących się przemocą domową, wyspecjalizowanych w tym temacie. W wielu miejscach przemocą zajmujemy się „przy okazji”. A warto zaznaczyć, że nie każdy policjant, psycholog czy pracownik socjalny ma predyspozycje do tej pracy, nie każdy chce się tym zajmować. Tego nie można nie zauważać.

Kolejną kwestią są osobiste przekonania. Ze szkoleń, które prowadzimy dla policji, wynika, że funkcjonariusze w sytuacji interwencji muszą szybko połączyć wiedzę z własnymi przekonaniami dotyczącymi przemocy domowej. I tu pojawia się problem, bo w Polsce dalej bywa ona traktowana jako wewnętrzna sprawa rodziny, w którą nie zawsze należy się mieszać.

Wciąż mamy społecznie tendencję do tego, żeby nie dostrzegać przemocy. A w sytuacjach, które wzbudzają nasz niepokój, należy raczej zakładać przemoc i uruchamiać procedurę, by ją później ewentualnie wykluczyć, niż sprawę bagatelizować. Należy sprawdzić zagrożenie, a nie je umniejszaniać.

Analiza danych z ośrodków pomocy społecznej pokazuje, że przemoc domowa bywa też traktowana jako tło dla innych problemów. Zgłaszane są problemy z uzależnieniem, bezrobociem, zdrowiem czy innymi trudnościami, przemoc jest tłem.

Członkowie rodziny Tadeusza Dudy i jego sąsiedzi – jak wynika z przekazów medialnych – wiedzieli, że ma broń. Dlaczego nie została mu odebrana, skoro miał zarzuty o znęcanie się nad członkami rodziny?

Zgodnie z procedurą „Niebieskiej Karty” policja, jeszcze przed wpłynięciem zawiadomienia w tej sprawie do prokuratury, mogła odebrać broń i zabezpieczyć amunicję, właśnie po to by zapobiec takiemu rozwojowi sytuacji. Dlaczego do tego nie doszło? Trudno powiedzieć. Na pewno procedury do tego zobowiązywały. Prawdopodobnie można było również zastosować tymczasowy areszt wobec sprawcy.

Abstrahując od tej sytuacji: procedura „Niebieskiej Karty” służy m.in. temu, aby zbadać sytuację, gdy podejrzewamy, że dochodzi do przemocy domowej. Nie musimy mieć pewności, wszczynając procedurę.

Wciąż przeważa inne podejście?

Funkcjonuje przekonanie, że jeśli ktoś zgłosi niepokojące zachowania u sąsiadów, a okaże się, że do przemocy w ich domu nie dochodzi, to zgłaszający powinien się wstydzić wtrącania w nie swoje sprawy. Tymczasem przemoc domowa jest zbyt skomplikowanym problemem, by można ją było wychwycić gołym okiem. 

To wymaga czasu, obserwacji i analizy, a także współpracy różnych instytucji i służb – policji, pomocy społecznej, przedstawicieli oświaty, ochrony zdrowia. Czyli ludzi, którzy mogą mieć wiedzę na temat rodziny i którzy powinni się tą wiedzą umiejętnie wymieniać.

Jednak żeby to zadziałało, musimy mieć też przekonanie, że przemoc domowa nie jest sprawą wewnętrzną rodziny, tylko przestępstwem i że naszym zadaniem jest ją zatrzymywać. 

Moje słowa mogą brzmieć banalnie, ale życie pokazuje, że przeciwdziałanie przemocy nie jest takie oczywiste. Wystarczy, że jeden członek tej grupy – policjant, nauczyciel, lekarz – będzie miał podejście umniejszające przemoc, i to już może zaszkodzić rodzinie, która potrzebuje pomocy.

Z danych policji za 2024 r. wynika, że osób, które doznały przemocy domowej, było blisko 87 tys. Jak to się ma do skali zjawiska?

Pełnych danych nie posiada żadna instytucja. Gdy wraz z zespołem SGH pracowaliśmy nad raportem „(Nie)widzialne koszty przemocy domowej w Polsce”, zobaczyliśmy czarno na białym, że właściwie każdy resort, który zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy domowej albo reaguje na jej konsekwencje, gromadzi je w zupełnie inny sposób. Gdy próbowaliśmy te dane zestawić, okazało się, że to jest niemożliwe. Policja ma swoje, pomoc społeczna – swoje, podobnie ochrona zdrowia. 

W Ministerstwie Cyfryzacji powstał więc pomysł na cyfryzację procedury „Niebieskiej Karty”, co – miejmy nadzieję – sprawi, że dane będą gromadzone w jednym miejscu w jeden sposób.

Jednak nie wszędzie tam, gdzie dochodzi do przemocy, ta procedura jest rozpoczynana. Osoby upoważnione do jej wszczynania nie zawsze podejmują właściwą decyzję o tym, czy dana sytuacja kwalifikuje się jako przemoc domowa. I tu jest moment krytyczny, bo umykają nam z pola widzenia rodziny z tym doświadczeniem.

Warto byłoby zapytać przedstawicieli rządu, decydentów, komendantów o priorytet przeciwdziałania przemocy domowej i o działania, które w tej sprawie podjęli. Także o środki finansowe, które na te działania przeznaczyli. Ten temat jest pomijany.

Czy zmienia się obraz osób z doświadczeniami przemocy domowej?

Na takie osoby wciąż patrzy się podejrzliwie. I nawet jeśli coraz mniej jest komentarzy, że same są sobie winne, to brakuje podejścia rozumiejącego, że w takiej sytuacji może znaleźć się każdy. Osoby, którym udało się wyjść z przemocy domowej, rzadko też chcą dzielić się tym, że im się powiodło.

W Polsce brakuje tego, co w wielu krajach Europy funkcjonuje jako społeczne wsparcie – zbierania relacji osób z doświadczeniami przemocy domowej, które opowiadają o tym, jak ważna była dla nich reakcja sąsiada czy pracownika społecznego. Jak im pomogła w najgorszym momencie, albo wręcz uratowała życie.

Czyli historii, gdzie wsparcie państwa, społeczeństwa, pomaga wyjść z przemocy domowej. Pozytywnych przekazów, które mogłyby także wspomóc osoby pracujące w tych instytucjach i realizujące trudne zadania. Dodać im wiatru w żagle, bo to trudna i obciążająca psychicznie praca.

„Mów o tym, co dzieje się w domu” – to przekaz zespołu Dagadana w teledysku, który miał premierę na 30-lecie „Niebieskiej Linii”. Czy widać zmianę pokoleniową w mówieniu o przemocy domowej?

Obserwujemy, że dzisiejsi dwudziestolatkowie dostrzegają ją zdecydowanie wyraźniej. W poprzednich pokoleniach obawa przed stygmatyzacją była dużo większa. Mniej było możliwości korzystania z fachowej pomocy. Świadkowie przemocy często nie zgłaszali jej także w obawie przed pogorszeniem sytuacji osób pokrzywdzonych. Młodsi nie mają trudności w nazywaniu tego, czego są świadkami. To budujące i dające nadzieję.

Maja Kuźmicz // archiwum prywatne

MAJA KUŹMICZ jest kierowniczką „Niebieskiej Linii” Instytutu Psychologii Zdrowia PTP. Psycholożka, trenerka, superwizorka, specjalistka ds. przeciwdziałania przemocy domowej z ponad 20-letnim doświadczeniem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Stara Wieś, stary temat