Jeśli głęboką nocą podróżna znajdzie na drodze zwłoki własnego wujka, najlepiej, żeby nie wpadała w panikę ani nie mówiła na ten temat za dużo. W pobliżu bowiem znajduje się burdel, co mogłoby źle rzutować na reputację zmarłego. „Fred już taki jest” – podsumowuje przez telefon ojciec głównej bohaterki, a ona mogłaby teraz zawołać „Freddy nie żyje – koniec koszmaru!”. Bo film „Jak zostałam perliczką” to osadzona we współczesnej Zambii i trochę zakręcona opowieść o zmowie milczenia wobec bezkarnych wujaszków i ich bezbronnych ofiar. Ubrana w kolorowe afrykańskie stroje, ze szczyptą magii, ale przecież nie tak bardzo lokalna, jak by się mogło zdawać.
Reżyserka Rungano Nyoni nadała swojej głównej bohaterce imię Shula, niczym w poprzednim filmie, „Nie jestem czarownicą”, co w języku bemba oznacza tę, która „oczyszcza ziemię rękami”. Młoda kobieta, zagrana przez Susan Chardy, gdyby urodziła się w innej rodzinie, mogłaby być kiedyś tamtą dziewczynką, oskarżoną przez wspólnotę o czary, skazaną na wykluczenie i trzymaną w specjalnym rezerwacie w charakterze atrakcji turystycznej. Nowy tytuł też przynosi barbarzyńskie zwyczaje, choć już nie zabobony, wymierzone przeciw kobietom i dzieciom. Tym razem odbite w inaczej zakrzywionym zwierciadle.
Dzisiejsza Shula, podobnie jak sama Nyoni, jest po części przybyszką z zewnątrz i takie podwójne spojrzenie rządzi na ekranie. Młoda kobieta pracuje w międzynarodowej firmie i od lat żyje po swojemu. Jadąc po nocnej imprezie do rodzinnego domu (dostatniego i otwartego, najwyraźniej z tamtejszej klasy średniej), powraca do świata, z którym czuje się mocno związana i z którego zarazem ongiś uciekła. Tym bardziej nie może liczyć, że podczas przygotowań do pogrzebu coś wreszcie zostanie w jej rodzinie rozliczone – bo przecież „o zmarłych tylko dobrze”.
Ta uniwersalna maksyma trzyma się mocno zwłaszcza tam, gdzie przez lata zamiatano pod dywan najbardziej ohydne przestępstwa w wykonaniu patriarchy rodu, a pochówek oznacza szczególne wydarzenie dla całej wspólnoty. Doskonale znamy tę formułę dramaturgiczną: oto podczas familijnej uroczystości wychodzą wreszcie na jaw stare grzechy oraz ich bardzo długie cienie.
W tym przypadku będzie nieco inaczej. Nie trzeba długo czekać, aż jedna z bohaterek, wiecznie podpita kuzynka, nazwie wujka Freda zboczeńcem, jednakże cały ten rozgadany babiniec, zgromadzony wokół kilkudniowych ceremonii pogrzebowych, tradycyjnie nabiera w tym temacie wody w usta. I nie chodzi jedynie o żałobne okoliczności; wydaje się, jakby w ogóle nie istniał tutaj język, którym dałoby się opowiedzieć o tamtych krzywdach, zwłaszcza w przypadku starszego pokolenia kobiet. A kiedy przedstawicielka najmłodszej generacji, która z początku odmawia przyjazdu na pogrzeb, nagrywa matce filmik z oskarżeniem, ta próbuje ją uciszyć znanymi skądinąd słowami: „tylko nie mów nikomu”. Jak w takich okolicznościach wydobyć z siebie donośny głos?
Od początku można się spodziewać, że obdarzona pokerową twarzą Shula wsadzi w końcu jakiś kij w rodzinne mrowisko czy w pełne groteskowej nadekspresji obrzędy, graniczące z głęboką hipokryzją. Lecz urodzona w Afryce i wychowana w Wielkiej Brytanii scenarzystka szuka podpowiedzi w naturalnym otoczeniu swoich bohaterek. I tak jak egipski reżyser Omar El Zohairy w dużo słabszym filmie „Pióra” (2021) zamieniał przemocowego męża i ojca w kurczaka, tak u Nyoni z pomocą, oprócz czarnego humoru, przyjdzie tytułowa perliczka, spełniająca tu rolę ptasiej sygnalistki. Tylko czy jej głos będzie w stanie się przebić przez głośne żałobne lamentacje?
Twórczyni mówi w wywiadach o swoich związkach z rdzenną kulturą Bemba, która w odróżnieniu od napływowego chrześcijaństwa jest mniej patriarchalna i podkreśla więzi między kobietami. To napięcie widać na ekranie: w zatłoczonych kadrach dominują co prawda kobiety w różnym wieku, ich rozmowy, spory, domowa krzątanina, ale rzeczywistość wydaje się dotkliwie męskocentryczna. Po śmierci wuja, spełniającego przez lata funkcję opiekuna szeroko rozgałęzionej rodziny, wychodzą na jaw jego liczne i grube przewiny, lecz także rozmaite brutalne obyczaje, których strażniczkami bywały same kobiety.
Widać to w sposobie traktowania nastoletniej wdowy po Fredzie, wydanej za mąż jeszcze w dzieciństwie i już wielodzietnej, zaszczutej przez pazerne szwagierki i oskarżanej o śmierć małżonka. Nic dziwnego, skoro bywały ślepe nawet na cierpienia własnych córek – kiedyś w imię świętego spokoju i trwałości rodziny, teraz w imię dobrej pamięci o nieboszczyku.
Oryginalność „Jak zostałam perliczką” polega na tym, że reżyserka opowiada o tym wszystkim lekkim, zawadiackim wręcz tonem, podbijanym pozornie nieadekwatną, surrealistycznie brzmiącą muzyką i zaczerpniętą ze świata zwierząt metaforyką. Oczywiście, w takich przypadkach chciałoby się dopytać dla porządku, na ile tego rodzaju kino – będące koprodukcją Zambii z zachodnimi krajami, firmowane przez BBC czy A24, nakręcone przez bądź co bądź Brytyjkę, zagrane przez ciemnoskórą modelkę, mówione w afrykańskim języku, ale w dużej mierze po angielsku i w zamyśle raczej festiwalowe – reprezentuje zambijską czy w ogóle afrykańską kulturę.
Należy raczej potraktować tego rodzaju film jako kulturowy pomost i osobisty wkład reżyserki w tamtejszą kinematografię, która dopiero raczkuje i pewnie trochę czasu upłynie, zanim samodzielnie zacznie produkować tego rodzaju filmy (Zambia do 1964 r. była brytyjską kolonią).
Albowiem uniwersalne przesłanie „Jak zostałam perliczką” (że również po śmierci krzywdziciela warto dochodzić moralnej sprawiedliwości, a w piekle istnieje osobny krąg dla kobiet, które nie pomogły innym kobietom) może trochę co innego znaczyć dzisiaj na przedmieściach Cardiff, a co innego pod Lusaką.
Ta emancypacyjna komedia w futurystycznej masce à la Missy Elliott, pełna egzotycznych dla nas rytuałów i zapachów lokalnej kuchni, ma jednak swój słodko-gorzki ponadkulturowy urok. Tradycje i traumy, fantazje i absurdy, niezręczności i wzruszenia tworzą w filmie Nyoni energetyczną mieszankę, która wcale nie musi wybuchać z wielkim hukiem, żeby wyrazić znajomy gniew czy zawezwać do właściwie pojętej solidarności. Z żywymi, nie zmarłymi.
JAK ZOSTAŁAM PERLICZKĄ (On Becoming a Guinea Fowl) – reż. Rungano Nyoni. Prod. Wielka Brytania/Zambia/Irlandia/USA 2024. Dystryb. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty. W kinach.
Rungano Nyoni to walijska reżyserka, scenarzystka i aktorka pochodząca z Zambii. Po sukcesach w kinie krótkometrażowym zadebiutowała kręconym w rejonie ojczystej Lusaki i docenianym na świecie filmem „Nie jestem czarownicą” (2017), który był brytyjskim kandydatem do Oscara. Za „Jak zostałam perliczką” otrzymała nagrodę za reżyserię w canneńskiej sekcji Un Certain Regard.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















