Po raz pierwszy przychodzę do państwa z debiutem. Krzysztof Hoffmann nie opublikował jeszcze książki poetyckiej, ale kiedy przeczytałam kilka jego wierszy, od razu zdecydowałam, że muszę się podzielić tym odkryciem. Nie mogłam przestać myśleć o jego utworach, a jeden z nich – publikowany na tej stronie – ogromnie mnie poruszył. Czytałam go wiele razy, na głos i po cichu, aż w końcu nauczyłam się go na pamięć.
Wiersz „Tak miało być” jest jak scena filmowa: mężczyzna wsiada do samochodu, chwilę się waha i w końcu odpala auto. Wyraźnie chciałby zostać, ale nigdy nie dowiemy się dlaczego. Jest noc, cisza i ciemność. Przypominają mi się wszystkie chwile, kiedy, jak on, chciałam sobie lub komuś bliskiemu powiedzieć: zostań. Ten moment może trwać sekundę albo wieczność, lecz zapamiętuje się go na zawsze. Aż w końcu się rusza, choć po drodze, jak w wierszu Hoffmanna, może czekać wszystko albo nic. Nie ma żadnej gwarancji ani obietnicy spełnienia.
W tym utworze ważny wydaje się ruch i powtarzane czynności: mężczyzna przyspiesza, zwalnia, puszcza kierownicę, zamyka oczy, gasi światła. Gna do życia czy ku śmierci? Powiedziałabym, że i tu, i tam. „Tak miało być” to bowiem jedno z najtrudniejszych zdań, które – czy tego chcemy, czy nie – trzeba będzie wypowiedzieć. Warto wtedy – na głos lub po cichu – zanucić: „Zakochuj się w szumie, świście, ciszy, każdym dźwięku, w śpiewie”.
Tak miało być
Była północ, za kwadrans, gdy wsiadał w samochód,
ale nie chciał odjeżdżać, ani gnać przed siebie.
Choć pracował po drodze, nie czekał go dochód.
Puste place, ulice, przyspieszał po trochu,
latarnie się zmieniały w rwany ścieg na niebie.
Północ pięć na zegarku, prowadził samochód.
Wyjechał poza miasto. Słupki na poboczu
migały odblaskami. Ustał smak po chlebie.
Zgasił światła. Po drodze nie czekał go dochód.
Na obecność poza nim nie szukał dowodu
więc wolno zamknął oczy – nic nie pokolebie.
Druga czterdzieści w nocy, prowadził samochód.
Aż mógł przestać prowadzić. Poszukał sposobu
by puścić kierownicę. Nie czuł się w potrzebie
tej pracy rąk po drodze, nie czekał go dochód.
I było jak być miało. Pomyślał: „Zakochuj
się w szumie, świście, ciszy, każdym dźwięku, w śpiewie”.
Może mogło już świtać, wciąż jechał samochód.
Choć pracował po drodze, nie czekał go dochód.
Krzysztof Hoffmann (ur. 1983) mieszka w Poznaniu, gdzie pracuje na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Publikowany wiersz jest debiutem poetyckim.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















