Jak to na wojence ładnie

Czyta się kilka minut
 /
/

Izraelici, rozżaleni milczeniem Boga, bez ogródek mówią Mu prosto w oczy: „Pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś, umartwialiśmy się, a nie zwracałeś uwagi”. Na co Bóg, też bez ogródek, odpowiada: „Taki jest post, którego pragnę: zdjąć kajdany bezprawia, rozwiązać więzy jarzma, wyzwolić uciemiężonych, połamać wszelkie jarzmo; z głodnym dzielić się chlebem, przyjąć do domu biednych i bezdomnych, przyodziać nagiego, którego zobaczysz, i nie odwracać się od swoich bliskich! Wtedy jak jutrzenka zabłyśnie twoje światło i szybko zabliźnią się twe rany”. Izajasz, opisując ten spór ludzi z Bogiem, burzy nabożne przekonanie tych, którzy uważają, że dzięki skrupulatnemu wypełnianiu praktyk religijnych zasłużą u Boga na lepsze traktowanie. Coś z tego i nas trapi, wciąż nasze posty to sprawa żołądka, a nie rozumu i serca. Wciąż nie mamy odwagi stanąć przed Bogiem twarzą w twarz. Jako dowcip opowiadano przed laty, jak to w sylwestrowy wieczór warszawianie z Pragi wódeczkę mogli wypić na miejscu, ale zakąsić kiełbaską mogli dopiero na środku wiślanego mostu, gdyż prawobrzeżny biskup, w przeciwieństwie do lewobrzeżnego, nie udzielił dyspensy. Ach, ta lewica! Ale nie czas na żarty ani na dosładzanie przerażającej rzeczywistości.

Żona walczącego na froncie ukraińskiego żołnierza Andrija, Polka, Michalina Nesterenko, opowiada o mężczyźnie, który wrócił „z frontu, bo był ciężko ranny. Ten człowiek z nikim nie rozmawia. Siada przy stole ze spuszczoną głową i tak siedzi. (…) Kiedy ktoś w końcu zapytał go wprost, dlaczego nie chce rozmawiać, odpowiedział: »Nie mogę z wami rozmawiać, ponieważ zabijałem ludzi«”.

Natalia z Mariupola: „Wojna zostaje w człowieku. Tutaj w Polsce mamy wspaniałe mieszkanie, niedaleko poligonu. Wczoraj stałam na przystanku i słyszałam tam strzały. Dostałam ataku paniki. Serce zaczęło mi walić. Wiedziałam, że to tylko szkolenia, ale w Mariupolu były cały czas strzały. Nasze miasto zostało zniszczone razem z ludźmi. Tylko nieliczni przeżyli. Kiedy siedzisz i nie masz gdzie się schować...; albo masz gdzie się schować, ale nie możesz zostawić niedołężnej mamy…; widzisz, że wokół okna latają. Wybuchy i panika. A ty nie możesz nic z tym zrobić. Mam nadzieję, że nikt nie będzie przeżywać tego, co ja przeżyłam”. Żeby ta nadzieja się spełniła, potrzebny jest wielki, na skalę światową, post – zwłaszcza tym, którzy egoistycznie zapatrzeni w siebie, w swoją rodzinę, naród, oczarowani jasnością kazuistycznych doktryn czy bezduszną ideologią nie chcą widzieć, że do baków wlewają krew, nad palnikami kuchenek zaś i atrapami świec, również ołtarzowych, unosi się woń putrescyny, a „chciwość bierze górę nad solidarnością”.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2023