Reklama

Jak sobie radzić

Jak sobie radzić

01.04.2019
Czyta się kilka minut
Często muszę odpowiadać na pytanie, jak feministka radzi sobie z mizoginią. Zadają je także moderatorzy spotkań literackich.
N

Nic dziwnego, to pytanie fundamentalne i pasuje do wielu sytuacji codziennych i czytelniczych. Na przykład do składów paneli festiwalowych, w których przeważają mężczyźni. Do niepisanych, lecz twardych hierarchii w świecie poetyckim. Forów popularnych portali, wrzących po opublikowaniu materiału o zarobkach w kulturze. Wydawanych pośmiertnie zapisków tuzów scenopisarstwa, którym scena w klubie go-go wydawała się osią każdej fabuły, gdyż klub pełen nagich kobiet po prostu musimy podglądać z kinowego fotela. Do korespondencji Leopolda Tyrmanda i Sławomira Mrożka, w której ten drugi mityguje tego pierwszego w sprawie uwag na temat partnerek życiowych. A co z Czesławem Miłoszem? Miłosz to był nieustępliwy samiec alfa, może wyrzuciłam z domu jego książki? I co, poleciała za nimi kolekcja prozy Philipa Rotha?

Współczesność tylko na pozór jest łatwiejsza. Pisarze współcześni doby tak zwanego backlashu, czyli reakcji lękowej przed ukruszeniem męskiej dominacji, dostarczają wielu pretekstów, by publicznie pytać krytyczkę, jak sobie radzi, co zażywa po lekturze. Czyta Margaret Atwood na zmianę z Barbarą Klicką, a jak się jej skończą, to Zofię Nałkowską przekłada Małgorzatą Rejmer? Zostaje we własnym pokoju, z półkami wypełnionymi dziełami kobiet? Nie jest na bieżąco, czy przeciwnie – tropi „wykroczenia”, posługując się znanym tylko feministkom kluczem? A może udaje, że nie ma problemu, bo literatura dzieli się wyłącznie na złą i dobrą?

Ostatnio to standardowe pytanie padło podczas „Urodzin Leca” w Teatrze Polskim w Szczecinie. Jak mogę przełykać wyniosłe inwokacje „o piękne panie”, jowialne porady z dziedziny życia seksualnego, których udzielał czytelniczkom genialny autor „Myśli nieuczesanych”? Mierzę się z nimi czy lawiruję między ładunkami lekceważenia?

Wiedziałam, że egzamin z konsekwencji zbliża się nieuchronnie. Czesałam tego Leca z każdej strony, badając własne reakcje. Były wątłe, nie wywoływały potrzeby rzucenia nową edycją aforyzmów o ścianę. Drugą ręką kartkowałam Michela Houellebecqa oraz Jonathana Littella – ci światowej sławy pisarze to są dopiero przewrotni krytycy równościowych mrzonek – więc Lecowe nawoływanie dziewcząt do rozkrzyżowania nóg wydało mi się niewinną igraszką. Utworów ewidentnie ustawiających kobiety w pozycji głupszych znalazłam kilkanaście w zbiorze liczącym kilkaset myśli. Frywolne, ale i mentorskie, złożyłyby się na broszurkę.

W teatrze powiedziałam, że odpuszczam, biorąc pod uwagę specyfikę obyczajową lat 50. i 60., gdy powstała większość aforyzmów. Jednak w głębi czytelniczej duszy nie jestem przekonana do własnej odpowiedzi. Być może odpuszczam, ponieważ nie mam wyjścia, jeśli chcę czytać. Cały tamten świat, o którym tak często rozmawiam podczas dyskusji literackich, zaludniony jest postaciami mężczyzn, przywiązanych do swoich miejsc w kawiarniach, posad w czasopismach, ról w kulturze. Zdjęcia pokazują ich w zmiętych garniturach, na tle książek, czasem w towarzystwie pięknych kobiet. Są tak bardzo u siebie, zbuntowani lub złamani politycznie, niezłomni lub kunktatorscy. Finezyjni erudyci, poeci i prześmiewcy. Ich żarty publiczność przyjmuje gromkim śmiechem, ich dylematy rozważamy na uniwersyteckich seminariach. Nie wiedzą, że za kilkadziesiąt lat wszystko to zniknie, a biografki i monografistki opiszą ich życie i twórczość jako należące do zamkniętej epoki patriarchalnej. Puszą się, wydani na pastwę analiz, podejmowanych przez młode polonistki, których nie zdołają już uwieść. ©

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]