Reklama

Inteligent wyklęty patrzy na Smoleńsk

Inteligent wyklęty patrzy na Smoleńsk

23.04.2017
Czyta się kilka minut
Elity odcinają się od ludu, przypisują mu myślenie magiczne. Bo „dzikie” masy musi dzielić od oblężonego królestwa rozumu przepaść.
Manifestacja Obywateli RP, Warszawa, 10 kwietnia 2017 r. Fot. Michał Dyjuk / FORUM
K

Kolejną godzinę przeglądam publikacje naukowe i próbuję znaleźć punkt zaczepienia w twardych danych. Na próżno. Za chwilę zamkną bibliotekę, a ja znów zostanę z niczym. W Polsce na pewno istnieją jakieś elity! Przecież ciągle słyszę o nich od polityków, czytam w gazetach...

Badania pokazują, że „elity kulturalne” nie uczestniczą w kulturze w stopniu, jaki sobie wyobrażamy; „elity finansowe” nie mają pieniędzy i wielopokoleniowej stabilności, jaka definiuje je w krajach zachodnich; nie mamy nawet tworzących odrębną klasę społeczną „elit politycznych”, porównywalnych z francuskimi czy rosyjskimi (ale to chyba dobrze?).

W poszukiwaniu polskich elit jedynym możliwym do pochwycenia tropem okazują się więc mity. Głęboko zakorzenione, lecz nieprecyzyjne wyobrażenia o etosie inteligenta, jego misji i statusie społecznym (zwykle zbyt niskim). A zwierciadłem, w którym od...

18562

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przeczytałem artykuł pod wpływem rozmowy autora w TOKfm. Artykuł jest głęboko fałszywy. Ludzie oczywiście tworzą grupy: stowarzyszenia, gangi, elity też; ostatecznie jesteśmy potomkami członków stad, plemion, ludów, podwładnych różnych władców; stanów, warstw i koterii. Oczywiście każda grupa potrzebuje znaków rozpoznawczych, które są oznaką przynależności: język/slang, stroje obyczaje, maniery, czyli kody wzajemnej rozpoznawalności i przynależności, zwane kulturowymi. Z religią smoleńską jest inny problem. Ona powstawała planowo jako część strategii partii politycznej, która miała wtedy, jak sądzę tylko, zapewnić jej lepszą pozycję-o zwycięstwie jeszcze nikt nie myślał. Po katastrofie, po pierwsze krytyczna opozycja chciała szybkiego sprowadzenia zwłok do Kraju. Obawiałem się wtedy, że pośpiech się obróci przeciw rządzącym. Po drugie ówczesna opozycja, od początku, sugerowała zamach, a to że komisja rozważa hipotezę zamachu: oczywiście każda komisja rozważa różne scenariusze, ale kiedy ktoś odpowiednio stylistycznie podkreśli jeden, napiera to właściwego sensu. To samo było później z prokuraturą, że nie wyklucza zamachu. A niby jak na początku ma wykluczyć, ale jak się tak powie w publicystycznym programie, to coś znaczy itd. Myślę, że autor nie czytał wypowiedzi dr Laska, który pracowicie tłumaczył jak to było. Dla mnie najważniejsze jest jak, decydent może nie podjąć decyzji o alternatywnym lotnisku, a pilot może nie szanować sygnału „pull up”. Nie wiem, nie rozumiem. Tak jak chce autor wymieniałem poglądy z prostym ludem, czyli z elektrykiem, który powtarzał po RM, że Tupolew to przerobiony bombowiec i powinien zwyciężyć brzozę, a na lotnictwie się zna, bo pracował kiedyś w zakładach lotniczych, ze ślusarzem, który uważa, że Discovery źle to przedstawił, bo nasi piloci nie mogli zejść tak nisko. I tu się zastanowiłem. Przecież w ten sposób rozumowały największe umysły ludzkości. Przypomniałem sobie historię o Arystotelesie przeczytaną w pewnej popularno-naukowej książce. Najmędrszy wtedy umysł ludzkości pomyślał, bardzo podobnie. Uświadomił sobie, że ciała w próżni będą spadały z tą samą prędkością /przyspieszeniem/- tak samo jak później Newton, ale uznał to za nienaturalne, przecież większe-cięższe powinny spadać szybciej. Uznał więc, że istnienie próżni jest niemożliwe i wprowadził pojęcie wypełniającego świat eteru, tak żeby się wszystko zgadzało. Drugi raz eter pojawił się w głowach wybitnych fizyków po publikacji równań Maxwella z których wynikało, że prędkość fali elektromagnetycznej, czyli światła jest niezależna od układu odniesienia. Na rozum, nawet wybitny to się nie zgadzało, więc znowu wprowadzono eter, żeby względem niego prędkość była stała. Na koniec o inteligencji. Jesteśmy narodem absolwentów kiepskich szkół, takich , którym się uczyć nie chciało i nic nie rozumieją i takich którzy wkuwali regułki i też nic nie rozumieją. Jako absolwent politechniki i wiem dlaczego piłka strzelona „fałszem” skręca, tylko dzięki amerykańskiej książce dla szkół średnich „Fizyka dla dociekliwych. Tu trzeba wrócić do podstaw, pozytywizmu i reformy oświaty, ale nie deformy PiSu. O dzisiejszej szkole nie wiem za dużo, ale koncepcja, żeby uczyć przyrody zamiast przedmiotów jak to być może czynił Arystoteles, bardzo mi się podoba.

za ten komentarz :-) To rozumiem.

To już kompletne zabuksowanie w stosach śmiecia, jak rzekłby poeta:-) (Koła naszej epoki / Buksując w złożach śmieci/ Nie dogonią nas bosych) Alboście inteligenci albo grzebcie się dalej w tym zastępczym temacie. Religia smoleńska panuje boście ludowi innej nie dali

Myślę, że Autor poruszył wiele kwestii, które poruszyć należało, ale jednocześnie coś zafałszował, i coś stracił z oczu. Prawdą jest to, co mówi o pogardzie elit, ale i zwykłych, szeregowych ludzi "anty-pisu", do "ludu smoleńskiego", o pewnej równowadze w owej pogardzie i mowie nienawiści pomiędzy obydwoma ludami - "smoleńskim" i, nazwijmy go tak upraszczająco, "warszawki". Można by tu długo dywagować skąd się to bierze, można cofać się do "etosu inteligencji", nawet do kultury folwarczno-pańszczyźnianej i dipolu "pan"/"cham"... Jest ewidentnie złą i szkodliwą dla naszej kultury, dla rozwoju naszego społeczeństwa owa pogłębiająca się przepaść, wyrażana nienawistnym stosunkiem wzajemnym, coraz bardziej dotkliwą niemożnością prowadzenia cywilizowanej debaty, a także coraz trudniej wyobrażalnego wspólnego działania dla przyszłości. Ale czyż nie jest tak, że za ten stan rzeczy winę ponoszą, być może w równej mierze, a być może nie, "elity" polityczne dwóch śmiertelnie zwaśnionych ugrupowań, które żywią się nawzajem swoimi słabościami, jednocześnie zgodnie korzystając z ciągłego napędzania tej wojny plemion, która jest ich, tych dwóch partii żywiołem, jest jednocześnie warunkiem i racją ich bytu? My, szeregowi członkowie plemienia, obojętnie którego, pozwalamy się napędzać, i nie zauważamy, jak owa wojna nas odziera z kultury, a czasem wręcz z człowieczeństwa. I w tym jest bieda straszna, a bierze się ona z zakleszczenia w tym duopolu PO-PiS'owym, który nas nie tylko zubaża intelektualnie i duchowo, ale blokuje nasz rozwój. Lecz Autor powinien, moim zdaniem, zauważyć nędzę tych klanów politycznych, których jesteśmy ofiarami, i, dla uczciwości, nie przedstawiać sprawy tak, jakby teoria zamachu nie była po prostu zbudowana na kłamstwie i ohydnej manipulacji, stworzonych w celu równie ohydnym: szczucia jednych przeciw drugim. I tu nie można, moim zdaniem, mówić o równowadze winy obu "elit", choć zapewne żadna nie jest całkiem czysta. Budowanie tak ufundowanej "równowagi winy" jest też pewną manipulacją, której można było, nie tracąc nic na obiektywizmie, uniknąć.

Na własny użytek ową wspomnianą przez Sz. P. pogardę odczuwam nie w stosunku do babć moherowych, zaczadzonych w kościołach kadzidlanym dymem i szamańskimi zaklęciami kapłanów - ale do tego kościoła właśnie, do tych jego szamanów uprawiających de facto szatański kult po wiejskich plebaniach i pałacach biskupich. Cóż babcia może, czy jej mąż dziadek, cóż wymyśli swym niechby nawet 120-IQowym rozumem, całe życie tresowana do posłuszeństwa i bicia czołem w posadzkę przed proboszczem i biskupem. Oni wierzą, a jak w coś wierzysz - to istnieje, jak to niedawno na przykładzie Boga red. Boniecki z zachwytem tłumaczył. Do cynicznych manipulatorów, bezczelnych łgarzy, zimnych drani, także tych w sutannach, czuję pogardę. Szarej smoleńskiej masy mi co najwyżej żal - no, dopóki nie zaczyna na mnie pluć i wyzywać.

I to dość paskudna. Redaktor starannie zafałszował rzeczywistość, dzieląc Polaków na lud smoleński pielęgnujący mit smoleński (innymi słowy obrzydliwe, łajdackie wręcz kłamstwo, autoryzowane m.in. przez część hierarchów kościoła katolickiego co już katolikowi z trudem mieści się w głowie) i jakoweś elity. Starannie pominął całą masę Polaków, które do miana jakiejś elity w żadnym razie nie pretendują a uważają się za lud zwykły, racjonalnie odróżniający obrzydliwe kłamstwo od rzeczywistości. I nie tylko o łajdactwo smoleńskie tu chodzi. Skoro założenie jest manipulacją, to oczywiście nie ma najmniejszego sensu polemizować z kolejnymi fragmentami tak rozwijanych tez.

Pejoratywny eufemizmem "teoria spiskowa" jest użytecznym kamuflażem dla realnie spiskujących, knujących, konspirujących, którzy chcieliby pojęcie "spisek" wymazać ze słownika. Jest ich bronią, mieczem i tarczą wobec tych którzy mogą ich zdemaskować, ujawnić, obnażyć. Jednak zjawisko zwane "spisek" nie jest jakąś fantazją. Jest powszechnym, znanym wszystkim od zawsze doświadczeniem. Dlatego właśnie nie można z góry odrzucić wersji zamachu w przypadku tragedii smoleńskiej, jak to zostało w trybie spisku zrobione.

Jak rozumiem intencją tekstu jest skłonienie elit/inteligencji do krytycznej autorefleksji, a kluczowa teza jest taka, że „ciemny lud” („irracjonalny”, „odrażający” i „przerażający”) jest kreacją samej elity/inteligencja, która jest źródłem dowartościowania - a wręcz samozadowolenia. O ile próba krytycznego spojrzenia na zbyt powierzchowne i uproszczone interpretacje obserwowanych dzisiaj zjawisk społecznych jest jak najbardziej cenna, o tyle z konstrukcją niektórych argumentów budzi moje poważne wątpliwości. Na przykład fragment tekstu, w którym do jednego worka zostały wrzucone trzy nazwiska: Gombrowicz, Bareja oraz Koterski. O ile można się zgodzić, że w polskiej literaturze, a szerzej kulturze, da się prześledzić topos „pana i chama”, o tyle nie przebiega on według wykładni „deprecjonowania ciemnego ludu” (i na zasadzie binarnej opozycji: dowartościowywania „inteligenta”). Jeśli Gombrowicz pisał, że w tym samym stopniu konstruujemy („formę”), co jesteśmy (przez „formę”) konstruowani, to ten autor, bardziej pasowałby do uzasadnienia tezy, że zjawisko społeczne, które w analizowanych tytułach prasowych zostało nazwane „religią smoleńską”, czy „ludem smoleńskim” jest wypadkową „kreacji” oraz „reakcji na”: reagując na to co się dzieje, nadano mu nazwę, poddano kolejnym interpretacjom – dzięki czemu nadano mu „konkretny kształt” – nadano znaczenie, opatrzono wizerunkiem, przypisano funkcje, jakie spełnia. A teraz: Stanisław Bareja. Wpisanie „chłoporobotnika” w topos „pana i chama” – w przypadku filmów Barei -, oznacza wypreparowanie go z kluczowego kontekstu: PRL-u, tu: konkretnie PRL-owskiej „nowomowy”. Jeśli się nie uwzględni, tego, że w schyłkowym PRL-u hasła, takie jak np. „Człowiek Dobrej Roboty”, „Przodownik Pracy (Socjalistycznej)” były powszechnie dekodowane jako ich dokładne zaprzeczenie, to filmy Barei stają się w zasadzie bez sensu. PRL obiecywał chłoporobotnikom awans społeczny (miał to wypisane na sztandarach), a doprowadził (w wielu przypadkach) do degradacji społecznej tak chłopów, jak i robotników, a ich awans społeczny sprowadził do purnonsensu. Co do „Dnia świra” Koterskiego – ten przykład mnie najbardziej zastanawia… Jeśli chodzi o konstrukcję protagonisty – Adasia Miauczyńskiego – to jest on świetną wykładnią „krytyki fantazmatycznej” (Marii Janion), która w tym samym stopniu naświetla polską kulturę, jak i problemy polskiej inteligencji (humanistycznej). Adaś ma przede wszystkim problem z samym sobą i relacjami ze światem (rodzina: żona, matka, syn… sąsiedzi…) i funkcjonowaniem w świecie codzienności, a ucieczka w świat własnych fantazji, pogłębia przepaść między nim, a tym co „realnie” dookoła. Ja osobiście nie wiem, gdzie tu jest „pan i cham”? Dialogi Adasia z (eks)żoną, czy synem nie pozostawiają wątpliwości, że degrengolada jest i dzieje się „tu” – nie gdzieś „tam”. Adasiowe fantazjowanie natomiast – obcowanie z „wyższą kulturą” (czy: aspirowanie do niej) i przenoszenie się do świata swojego „lepszego ja” – nie przez przypadek jest stale przerywane, przez wdzierającą się do niego brutalną rzeczywistością. Na koniec może jeszcze jeden przykład, pośrednio obecny w tekście – Sławomir Mrożek. Dramatem, w którym mamy ewidentnie do czynienia z konstrukcją „pana i chama” są „Emigranci” (1974). Tyle że konstrukcja tej pary bohaterów wcale nie służy uzasadnieniu, czy utrwaleniu opozycji „wyższości” inteligenta bez grosza (emigranta politycznego - AA) i „niższości” pracującego na czarno za marne grosze wyrobnika (emigranta ekonomicznego - XX), lecz opatruje ją znakiem zapytania. Dialog, który toczą AA i XX nie pozostawia wprawdzie wątpliwości, że mentalnie są to dwa światy, pokazuje jednak przy tym, że dokładnie te dwa światy, składają się na obraz „polskiej mapy mentalnej” – że nie sposób ich od siebie oddzielić. Do tego umiejscowienie AA i XX w „obcym”, a jednocześnie „tym lepszym” świecie, w którym wspólnie wegetują w suterenie, dekonstruuje hierarchę „wyższości”/„niższości”. Dochodzące do sutereny za pośrednictwem rur kanalizacyjnych odgłosy „lepszego” świata nie pozostawiają złudzeń, jaki jest status polskich emigrantów – i nabierają wymiaru symbolicznego. Podsumowując: nawet jeśli da się odesłać do istniejącego w polskiej kulturze toposu „pana i chama”, to już twierdzenie, że jest on bezkrytycznie funkcjonalizowany przez środowiska inteligenckie, jest daleko idącym uproszczeniem. Może źródeł „religii smoleńskiej”, czy „ludu smoleńskiego” (pozostając przynajmniej na chwilę przy tych określeniach) tzn. zaistnienia pewnego zjawiska społecznego, i takich a nie innych reakcji na nie, poszukać gdzie indziej? Myślę konkretnie o wspomnianych już powyżej fantazmatach polskiej kultury i to tych „długiego trwania”? Można sięgać do nich, afirmując je, wówczas emocja i wspólnotowe przeżywanie stają się cnotą, gest Rejtana zyskuje rangę wykładni, a bohaterów stworzonych przez Sienkiewicza nazywa się własnymi przodkami. Można też odwrotnie: poddawać własny paradygmat kulturowy krytycznej refleksji, żeby lepiej zrozumieć siebie, wykładni szukać w cytatach z „Rejsu”, „Seksmisji”, czy „Barei”, a sienkiewiczowskich bohaterów traktować z przymrużeniem oka, będąc (w ówczesnym sporze po stronie i) zaczytanym w Stanisława Brzozowskiego. I na koniec (tu odsyłam do najnowszych badań socjologicznych, bo takie są i jest tam sporo ciekawych rzeczy na ten temat): mówienie dzisiaj o opozycji: „inteligencja” (szlachta) / „lud” (wieś) jest czystym fantazmatem. Gros naszego społeczeństwa ma pochodzenie chłopskie i dopiero od dwóch ewentualnie trzech pokoleń żyje w miastach. Odcinanie się od własnego rodowodu, kult (neo)szlacheckości (nie bez znaczenia jest tu utożsamianie pochodzenia szlacheckiego z inteligenckim) i odżegnywanie od „ciemnego ludu” mogą wynikać z tego „nowego” ciągle jeszcze, nieugruntowanego i niepewnego statusu.

"Może wyśmiewanie cudzego gustu i zachowań służy zamaskowaniu faktu, że sami nie bardzo wiemy, jak należy się zachować i czym się zachwycać? Może szydzenie z teorii spiskowych ma odwrócić naszą uwagę od tego, że poza własną specjalizacją tak naprawdę coraz mniej rozumiemy świat?" Wlasciwie mialabym do wielu zdan tego artykulu komentarz, zwykle oznaczony znakiem zapytania. Ogranicze sie tylko do wyzej cytowanego. Oczywiscie nie znam sie na wielu dziedzinach nauki. Nie znam sie na medycynie. Ale o opinie ide do lekarza, ew. jeszcze jednego lekarza, i jeszcze onnego, ale nie szukam porady u znachora. I jesli oceniam negatywnie opinie znachora i dziwie sie, ze ludzie takiemu znachorowi wierza, to mozna z tego wysnuc wniosek, ze tymi ludzmi pogardzam? Sa tacy ludzie, ktorzy krytykuja, i tacy wsrod nich sa, co ujawniaja swoja pogarde. Tyle ze ja widze znacznie wiecej pogardy i agresji z tej drugiej strony. To gdzie sa ci inteligenci? Tam, gdzie prof. Mikolejko, czy tam, gdzie dr Berczynski i Nowaczyk? Czy to, ze nie zgadzam sie z autorem, ze uwazam, ze zbyt prosto ocenia sytuacje, ze wyciaga zbyt daleko idace wnioski, moze upowazniac do uznania, ze czyms/kims pogardzam? I co by z tego mialo wyniknac? No i co z ta wybuchajaca stodola?

Nie chce mi się komentować artykułu, ponieważ posługując się retoryką naukową dokonuje wielu uproszczeń i manipulacji. To artykuł nadający się do "wSieci" i chyba pierwotnie dla tego pisma został napisany... Droga Redakcjo, nie zamieniaj TP w "Tygodnik w sieci"! Ale warto zlecič jakiemuś rzetelnemu naukowcowi opracowanie zagadnienia "mitologii" rządzących wyobraźnią współczesnych środowisk inteligenckich, określających się jako demokratyczne, liberalne, lewicowe, europejskie, itp.

Tak semiotycznie wymieszanych i pomieszanych zagadnień i problemów dawno nie czytałem w TP. Może rzeczywiście przez pomyłkę tu zamieszczony miał sie ukazać "wSieci".

i wciąż mam problem z jego zawartością. Jest dla mnie bulwersująca i czuję się, jakby ktoś mnie spoliczkował. Dlaczego? To pierwszy artykuł w Tygodniku Powszechnym,po przeczytaniu którego mam poczucie, że ktoś próbuje mnie zmanipulować, a raczej zagrać na moich emocjach i to w negatywnym sensie. Udało się to Autorowi-moje nadciśnienie dało o sobie znać.W sprawie katastrofy smoleńskiej kieruję się rozumem, nie wiarą. Uważam, że kapłani religii smoleńskiej też "tak mają". To co głoszą do swoich wiernych, to tylko zamierzona manipulacja i gra na emocjach tych ludzi. Najgorsza z technik zarządzania "zasobami ludzkimi", budząca złe emocje, dzieląca społeczeństwo, prymitywna, ale, jak się okazuje, skuteczna. Założenia "mitu smoleńskiego" uważam za fałszywe, podawane ludziom w złej wierze. A robią to właśnie obecnie rządzący nami, z nadania suwerena, jak to często podkreślają. Po prostu nowe elity. To one wykluczają takich jak ja, "samoswoich", skłonnych do refleksji, szanujących ludzi i ciężko pracujących, ale też nie poddających się manipulacjom, z którejkolwiek strony by one nie przychodziły. Nazywa się nas ludźmi gorszego sortu (J.Kaczyński), ujadaczami(A. Duda), oderwanymi od koryta (A.Duda) komunistami i złodziejami (J. Kaczyński wraz z p. Brudzińskim). To są przedstawiciele elit. Czy oni łączą społeczeństwo, czy jednak dzielą, co? A te kazania w kościołach i kościelne celebry miesięcznic smoleńskich, które od dawna nie są wydarzeniami upamiętniającymi kogokolwiek, tylko zwykłymi wiecami politycznymi, zagrzewającymi do tego żeby iść, walczyć, zwyciężać i wreszcie pokonać zdrajców narodu.Do czego są tam potrzebni kapłani, czy nie przypadkiem do uwiarygadniania "religii smoleńskiej"? Kto w tej sytacji jest wykluczającym, a kto wykluczonym? Bijmy się w piersi i wyznawajmy winy, ale każdy niech wyznaje swoje. Wtedy zasypiemy podziały w społeczeństwie. Utopia, prawda? "Ludowi smoleńskiemu" życzę, by doszedł do swojej Ziemi Obiecanej. Myślę, że po odrzuceniu podawanych mu fałszywych "prawd wiary", wzbudzeniu zdolności do autorefleksji wspólnej i każdego z osobna, zawierzeniu Temu Który Jest, stanie się tak. Amen

Ten artykuł to też manipulacja. Bo ukazuje podział całkiem nieprawdziwy. Nie każdy, kto nie wierzy w zamach smoleński, gloryfikuje PO i lata rządów tej partii i nie każdy żywi pogardę dla "ciemnego ludu". Owszem, z powodu nachalności propagandy PIS-owskiej, społeczeństwo się polaryzuje, ale nie należny za to winić żadnych "elit" (jeśli już, to polityczne - obecnie rządzące). Wyśmiewanie absurdalnych "dowodów" zamachu we wspomnianych artykułach jest zupełnie uzasadnione i uprawnione i nie ma nic wspólnego z wynoszeniem się nad "ciemny lud". Cóż można innego zrobić, skoro nie da się dyskutować na argumenty a wszyscy fachowcy zostali okrzyknięci zdrajcami? Podział na wiernych i niewiernych "religii smoleńskiej" nie pokrywa się zresztą ani z podziałami tzw. klasowymi (status wykształcenia) ani z podziałami religijnymi. Nie wiem, może istnieje jakiś gen podatności na manipulację, a może chodzi o zdolność krytycznego myślenia a może, po prostu, są ludzie niezadowoleni ze swojego życia i skłonni za wszelką cenę znaleźć winnych tego stanu. Winni są ci "oni", którzy okradli, zrujnowali, działali na szkodę i można im przypisać wszystkie podłości. Im więcej tym lepiej, tym bardziej komfortowo będą się czuli i tym mniejszą odpowiedzialność za swoje nieudane życie będą odczuwać. Na takich emocjach żerują właśnie rządzący. Artykułem czuję się osobiście obrażona, bo chodź "religii smoleńskiej" nie wyznaję, nad nikogo się nie wynoszę i nikim nie gardzę ani nie obśmiewam. Ubolewam nad teraźniejszością i zapewne przyszłością naszego biednego społeczeństwa, które dostało się pod władzę tak cynicznego i, niestety, zdolnego manipulatora jakim jest Kaczyński. Co gorsza, wydaje się, że Kościół w Polsce czuje się jego zakładnikiem z powodu gwarancji przystopowania przez PIS przeniknięcia do Polski światowych tendencji liberalizacji prawa w kwestiach in vitro, małżeństw homoseksualnych itp. To niewesoła sytuacja a tworzenie dodatkowych sztucznych podziałów społecznych i obarczanie za nie winą elit, nazwijmy to, intelektualnych, niczemu nie służy.

Dodam więc tylko, że dość zabawne jest w tygodniku katolickim przeczytać tak pokrętny i relatywizujący tekst. 10 porzykazań jest w sumie prostych. Była bomba termobaryczna i mgła helowa, czy nie było, Szanowny Autorze? Myli Pan oburzenie normalnego, uczciwego człowieka na bezczelne kłamstwa z pogardą inteligenta dla mas.

Tekt Autora jest smutnym dowodem na fakt, ze o elitach intelektualnych i kulturalnych w Polsce możemy zapomnieć. Analiza sytuacji w tekście jest załosnie płaska i nie siega do podstawowych przyczyn zjawisk. A przecież oś podziałów w polskim społeczeństwie jest całkiem inna niż rzekomo wynoszące się "elity" i pogardzane "smoleńskie ciemniaki". Jedni chcą Polski zjednoczonej z Europą i przejmującej jej osiagniecia w dziedzinie postrzegania jednostki, społeczeństwa, narodu i państwa. Czyli jesteśmy otwarci na inność rasową, kulturowa i ideowa, nie absolutyzujemy narodu i nie jesteśmy w związku z tym ksenofobiczni, akceptujemy wolną gre sił społecznych i gospodarczych, nie wtracamy się wiec zbytnio do innych i może nie mamy zbyt "miękkich serc" dla różnic społecznych, nie absolutyzujemy też "suwerenności" państwowej rozumiejąc, ze jest ona mitem nie do zrealizowania we współczesnym swiecie. Nie sa to żadne "elity", bo elity od dawna już gryza piach. Sa to po prostu ludzie zainteresowani w dobrym zyciu tak pod względem materialnym, jak i ideowym, czyli zyciu wolnym od fobii i mitów politycznych i religijnych. Ludzie z drugiej strony barykady postrzegają sprawy inaczej: szczują cudzoziemców, zwłaszcza o innym kolorze skóry, nienawidzą Europy widząc w niej wszystko, co najgorsze: liberalizm, tolerancje, zwłaszcza religijną, gender etc. Ponieważ uwazaja, ze "Polacy, Polacy ponad wszystko" jednocześnie wytykając Niemcom ich pieśń sprzed dwustu lat zawiarajacą taki passus, roją sobie, ze Polska nie zajmuje miejsca w swiecie, na jakie zasługuje, nie zastanawiając się, ze Polska wedle współczesnych kryteriów na szczególne miejsce w owym swiecie rzeczywiście nie zasługuje zwazywszy jej potencjał gospodarczy i ludzki (ci, co mieli "głowę", używają jej za granicą i odnoszą sukcesy). Cóż, nie da się ukryc, ze ta część społeczeństwa, która tak uważa, nie odznacza się ani specjalnym wykształceniem, ani zdolnoscia do konstruktywnej refleksji i samodzielnego myslenia. Tacy ludzie sa wszędzie, może w Polsce jest ich zbyt dużo, niemniej byli zawsze i nie tu jest problem. Problemem jest, ze grupa inteligentnych, sprawnych polityków postanowiła te mase wykorzystać dla zdobycia władzy i jej się to udało. Waznym instrumentem okazało się podsycanie odczuć właściwych dla tych ludzi, a "religia smoleńska", czy histeria antyniemiecka były tylko jednymi z elementów. Na wczorajszym warszawskim Marszu Wolnosci pojawili się (nie mowię - odważni, bo byli eskortowani przez licznych policjantów) kontrmanifestanci. Trzech z nich niosło szturmówki z napisem "Winni zbrodni smoleńskiej wciąż nierozliczeni", czwarty - dzierżył szturmówke z napisem: "Lepsza polska kaczka niż Angeli niemiecka sobaćka". Owi "kapłani", czyli koryfeusze złej zmiany nieustannie te dwa aspekty swej propagandy antyeuropejskiej (bo o to chodzi) podtrzymują. Sprawa dla części społeczeństwa wykształconej i proeuropejskiej jest sprawą "być albo nie być". Atakowanie przeciwnika jest konieczną forma walki politycznej. Czy podkreślanie niższości intelektualnej i zwyczajnej ciemnoty adwersarzy jest dobrym sposobem? Z pewnoscią nie słuzy to jedności polskiego społeczeństwa i w przyszłości może okazac się trudno gojaca się raną. W moim przekonaniu raczej należy atakować "szatanów, którzy sa tam czynni" i "rękę, a nie slepy miecz".

Najlepiej w godzinę po katastrofie smoleńskiej jest przyczynę określił ambasador Jerzy Bahr (obecny na miejscu) w rozmowie telefonicznej z min Sikorskim . "Nie powinni byli lądować". Widział mgłę, znał stan lotniska. Nota bene, każdy kierowca samochodu wie, że nawet najlepszą limuzyną i najlepszy kierowca nie może pędzić samochodem w gęstej mgle, nawet gdy GPS wskazuje, że mieści się w dozwolonej normie, ani tym bardziej gdy ogłasza "przekroczyłeś dozwoloną prędkość". I to by było na tyle.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]