Indeks firm przykazanych. Watykan wskazuje, które inwestycje są zgodne z Ewangelią

Dwa indeksy firm działających zgodnie z nauczaniem Kościoła, które właśnie opublikował Watykan, mają przede wszystkim chronić jego finanse i wizerunek. Czy pomogą też katolikom inwestować bezpieczniej?
Czyta się kilka minut
Siedziba IOR w Watykanie // Fot. Francesco Sforza / Vatican Media
Siedziba IOR w Watykanie // Fot. Francesco Sforza / Vatican Media

W wymagającej sztuce brandingu, czyli nazywania podmiotów gospodarczych, watykański Instytut Dzieł Religijnych (IOR) stanowi niedościgły wzór taktycznego kamuflażu. Jedyny komercyjny bank na terenie Stolicy Apostolskiej, czym de facto jest ta instytucja, zajmuje się obsługą przepływów finansowych w Kościele oraz obracaniem kapitałem klientów. 

W ten sposób IOR ma wypracowywać zyski m.in. na wzmiankowaną w nazwie działalność religijną i charytatywną. Sądząc po najnowszych wynikach, z tym zadaniem radzi sobie wciąż najwyżej przeciętnie.

Finanse Watykanu lekko nad kreską

W ostatnim raporcie rocznym, opublikowanym w czerwcu ub. roku, watykańscy bankierzy zaraportowali urbi et orbi 32,8 mln euro zysku netto, z którego 13,8 mln euro w formie dywidendy przekazali papieżowi. Rok 2024, w porównaniu z poprzednim, przyniósł bankowi wzrost zysku netto o 7 proc. Trudno nazwać to sukcesem w sytuacji, gdy np. banki w Polsce w tym samym czasie zwiększyły zyski średnio o 50 proc., notując najlepszy wynik w dziejach. 

Z punktu widzenia Stolicy Apostolskiej o wiele ważniejsza jest jednak stabilizacja watykańskich finansów, przez które w poprzednich latach przetoczyła się seria plag, od nietrafionych inwestycji aż po oskarżenia o malwersacje i pranie pieniędzy. W 2024 r. IOR zarządzał łącznie 5,7 mld euro, czyli kwotą o ok. 400 mln euro większą niż rok wcześniej. Dla porównania, największy polski bank, PKO BP, miał w tym czasie pod pieczą równowartość ponad 120 mld euro.

Watykan uważa, że ​​takie wyniki świadczą o „roztropnym zarządzaniu” i strategii inwestycyjnej „zgodnej z zasadami Nauki Społecznej Kościoła”. W podsumowaniu raportu jego autorzy z dumą podkreślają, że ponad 12 tysięcy klientów IOR ze 110 krajów może dziś spać spokojnie, bo bank działa wedle międzynarodowych standardów rachunkowości. Aż 79 proc. jego produktów inwestycyjnych osiągnęło wyniki lepsze od branżowej średniej.

Inwestuj po katolicku, czyli w nowe technologie

Wątpliwości co do jakości i transparentności watykańskich finansów mają ostatecznie rozwiać dwa indeksy giełdowe, stworzone przez IOR wspólnie ze znaną amerykańską agencją ratingową Morningstar. IOR US Catholic Principles składa się z 50 podmiotów prowadzących działalność zgodną z doktryną katolicką, co w tym przypadku oznacza po prostu biznes trzymający się z dala od „przemysłu śmierci”: zbrojeniówki, hazardu oraz zaawansowanych biotechnologii, które mogą wykorzystywać ludzkie komórki. 

W amerykańskim indeksie dominują bezpieczne z tej perspektywy Big Techy. Jest Meta (właściciel Facebooka i Instagrama), producent chipów Nvidia, nie brakło też Apple, Tesli, Amazonu, Alphabetu (Google). A także potentaci finansowi – jak Visa czy bank inwestycyjny JP Morgan. Drugi indeks IOR Eurozone Catholic Principles skupia podmioty z Europy, na czele z holenderskim ASML Holding, największym na świecie dostawcą sprzętu do produkcji mikrochipów, oraz Deutsche Telekom i niemiecką firmą informatyczną SAP.

Oba indeksy mają w przyszłości służyć głównie watykańskim bankierom. Zakup akcji czy współpraca z którąkolwiek z firm z obu list nie powinny narazić Stolicy Apostolskiej na trudne pytania o pryncypia, z którymi mierzyła się w przeszłości w kontekście innych inwestycji.

W 2021 r. Libero Milione, były audytor generalny Watykanu, przyznał w wywiadzie, że Rzym kupił akcje firmy farmaceutycznej produkującej pigułki „dzień po”. Kilka lat wcześniej ponad milion euro z kościelnego funduszu zasilanego wpłatami na cele charytatywne trafił na konto producentów filmu „Rocketman” opowiadającego o życiu Eltona Johna.

W kinach obraz zarobił na czysto ponad 140 mln dolarów, ale na watykańskim bilansie tej inwestycji zaważyły bardziej kąśliwe uwagi głównego bohatera „Rocketman”, który pytał publicznie, jakim cudem Rzym godzi zarabianie na filmowej biografii geja z konsekwentną odmową błogosławieństwa dla par jednopłciowych.

Kościelne indeksy giełdowe

Jeśli watykańscy oficjele liczyli, że tym razem obędzie się całkowicie bez podobnych pytań, to mogą czuć zawód. Rzym tłumaczył się dotąd najczęściej nieznajomością mechaniki międzynarodowych finansów. 

Pieniądze na cele niezgodne z jego własnym nauczaniem miały iść przypadkiem, w pakiecie z innymi inwestycjami i bez wiedzy deponenta, którego obsługiwał dom maklerski lub fundusz inwestycyjny. Czasem Kościół po prostu miał paść ofiarą cwaniaków i naciągaczy – jak w przypadku głośnego zakupu luksusowej nieruchomości przy londyńskiej Sloane Avenue, na którym Stolica Apostolska popłynęła w sumie na około 140-150 mln funtów.

W odniesieniu do obu indeksów giełdowych ta sprawdzona strategia obrony nie będzie już przydatna. Nad wykazami pracowano ponad rok, korzystając z know-how firmy Morningstar, która prześwietla rynki kapitałowe od ponad 40 lat. Dołączone do indeksów spółki znane są szeroko opinii publicznej. Nic też dziwnego, że padają pytania o ich ortodoksję. 

W odniesieniu do Mety – głównie o modus operandi Facebooka, którego algorytmy z premedytacją podsycają polaryzację i który od lat wykazuje podejrzaną bezsilność wobec mowy nienawiści oraz manipulacji informacjami. W odniesieniu do Amazona – o politykę socjalną, o której można powiedzieć wiele, ale nie to, że próbuje nadążyć za literą i duchem katolickiej nauki społecznej. Do JP Morgana – o rolę w kryzysie finansowym z 2008 r. i współpracę z Jeffreyem Epsteinem.

Wreszcie do większości spółek z amerykańskiego indeksu – o fundamenty ich polityki kadrowej, której częstym elementem jest np. dofinansowanie do zabiegu in vitro. Na listach płac międzynarodowych korporacji widnieją rzecz jasna osoby o różnych wyznaniach i światopoglądzie, nie ma więc powodu, by ich regulaminami wewnętrznymi rządziło nauczanie Kościoła. Pytania o katolickość firm z IOR Catholic Principles są raczej pytaniami o samą możliwość przeszczepienia etyki chrześcijańskiej do świata, w którym mesjaszem jest efektywność.


Czy katolik powinien grać na giełdzie

Ale studiując oba indeksy, nawet najwierniejszy członek Kościoła katolickiego nie znajdzie wskazówek, jak powinien zarządzać swoimi pieniędzmi. To poprzeczka powieszona stanowczo zbyt wysoko dokumentom, które są w istocie klauzulą wykluczeń odpowiedzialności dla ludzi obracających watykańskim groszem. 

W poszukiwaniu wskazówek dla inwestowania zgodnego z Ewangelią chrześcijanie nie musieli zresztą czekać na głos Rzymu. Amerykańska giełda od dawna ma dla nich dwa otwarte fundusze inwestycyjne (ETF), które lokują pieniądze w przedsięwzięcia zgodne z Biblią. 

Fundusz S&P 500 Catholic Values ETF zgromadził aktywa warte 1,2 mld dolarów (jego portfel jest zresztą łudząco podobny do IOR US Catholic Principles). Inspire International ETF łowi z kolei dobrze rokujące przedsięwzięcia spoza USA, w które bez obaw o zbawienie duszy mogliby inwestować purytańscy klienci z USA. Jego wartość dobija już do 500 mld dolarów. 

Bez względu na wybór punktu odniesienia dla inwestycji, otwarte pozostaje jednak pytanie, czy ortodoksyjne podążanie za magisterium Kościoła da się pogodzić z grą na giełdzie. Watykan niby na to pozwala, ale w Katechizmie Kościoła Katolickiego nieufnie podchodzi do hazardu, podkreślając, że „gry (…) bądź zakłady nie są same w sobie sprzeczne ze sprawiedliwością. Stają się moralnie nie do przyjęcia, gdy pozbawiają osobę tego, czego jej koniecznie trzeba dla zaspokojenia swoich potrzeb i potrzeb innych osób”.

Poważne inwestowanie na parkiecie to strategia budowana na wiedzy i doświadczeniu, nie liczenie na łut szczęścia. W praktyce – zwłaszcza w przypadku zgranych desperatów, niedzielnych inwestorów czy tzw. leszczy, czyli debiutantów – gra na giełdzie to hazard w niemal czystej formie. Badania zachowań uczestników rynków kapitałowych w większości krajów rozwiniętych pokazują, że inwestycje na parkiecie w około 80-90 proc. przypadków kończą się stratą. 

Większości katolików bardziej przydałby się więc raczej indeks gier zakazanych. Z giełdą włącznie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 09/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Indeks firm przykazanych