Ukraina i Polska. Sąsiedzi, którzy próbują przestać ze sobą rozmawiać

W relacjach ofiar ich krzywda zawsze będzie wychodzić na pierwszy plan i zwyczajnie nie wypada tłumaczyć im, że jej pielęgnowanie do niczego nie prowadzi. Gorzej, gdy to samo dotyka społeczeństwa.
Czyta się kilka minut
Marek Rabij
Marek Rabij

W świetnym tekście prof. Grzegorza Motyki, którym otwieramy w tym numerze dział Świat, pada nazwisko, przy którym zatrzymuję się za każdym razem, gdy je usłyszę. Roman Szuchewycz. Jedna z czołowych figur ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, a potem również głównodowodzący Ukraińskiej Powstańczej Armii, czyli UPA.

Przyszedł na świat w 1907 r. w Krakowcu. Niespełna kilometr w linii prostej dzieliło to senne galicyjskie miasteczko od wsi Pyszówka, w której dziewięć lat wcześniej urodził się mój dziadek Stanisław. Obaj na pewno nieraz minęli się w uliczkach Krakowca. Może nawet rozmawiali. A jeśli tak – to co takiego zaszło między młodym Romkiem a Staszkiem, że kilkadziesiąt lat później los zetknął ich pośrednio w inny sposób?

W nocy z 6 na 7 kwietnia 1944 r. Pyszówkę zrównali z ziemią ukraińscy nacjonaliści. Na miejscu zginęło 63 mieszkańców. Tablica pamiątkowa ku ich czci znajduje się dziś 650 km na zachód w dolnośląskich Gaworzycach, umieszczona w cmentarnym murze, z którego jeszcze za PRL skuto poniemieckie tablice nagrobne. Jej fundatorzy, potomkowie garstki ocalałych z rzezi, tuż obok ufundowali na szczęście drugą, po polsku i niemiecku. Pamięci tych, którzy zamieszkiwali wieś do 1945 r.

Ilekroć myślę o Szuchewyczu, zastanawiając się, czy mógł osobiście wydać rozkaz wymordowania dawnych sąsiadów, wracają też rodzinne opowieści o tamtej nocy. Wieczorem do domu dziadka miał zapukać inny Ukrainiec i ostrzec, żeby na noc nie zostawali w domu, bo nad ranem przyjdą po nich z siekierami. To samo znalazłem we wspomnieniach ocalałej mieszkanki Pyszówki. Znamienne, że ani ona, ani mój dziadek nie zapamiętali nazwiska tego człowieka.

W relacjach ofiar ich krzywda zawsze będzie wychodzić na pierwszy plan i zwyczajnie nie wypada tłumaczyć im, że jej pielęgnowanie do niczego nie prowadzi. Gorzej, gdy to samo dotyka społeczeństwa. Polską literaturą, jak mówi Monika Wolting w okładkowej rozmowie z Moniką Ochędowską, rządzą dziś stereotypy i uprzedzenia. Ukraina i Polska – ostrzega z kolei Grzegorz Motyka – popełniają w istocie ten sam katastrofalny błąd. Robią wszystko, żeby Romek i Staszek znów przestali ze sobą rozmawiać. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Romek i Staszek