Hydra w panamie

Najnowszy film Soderbergha to ilustrowany podręcznik współczesnego kapitalizmu dla początkujących, oczywiście z krytycznym zacięciem.
Czyta się kilka minut
Gary Oldman i Antonio Banderas w filmie „Pralnia” / MATERIAŁY PRASOWE NETFLIX
Gary Oldman i Antonio Banderas w filmie „Pralnia” / MATERIAŁY PRASOWE NETFLIX

Przaśne peerelowskie mieszkania zdobiła ongiś fototapeta z palmą na plaży – utopijne marzenie o egzotycznych wyspach szczęśliwych. Dziś stała się ikoną zamorskich rajów podatkowych, tych wszystkich Seszeli, Bahamów i Kajmanów, gdzie dyskretnie dojrzewają wielkie fortuny, nienękane przez rodzime urzędy skarbowe. Ten obrazek kilkakrotnie pojawia się w „Pralni”, najnowszym filmie Stevena Soderbergha. Stanowi ostateczny cel podróży, w którą zabiera nas dwóch dowcipnych dżentelmenów sączących martini, zagranych przez Gary’ego Oldmana i Antonia Banderasa.

A wszystko zaczyna się od wizyty na pustyni, gdzie człowiek pierwotny dopiero co wynalazł prototyp pieniądza. Krążąc pomiędzy prehistorią a współczesnością, między zwykłymi półkami sklepowymi a nocnymi klubami dla różnej maści wilków z Wall Street, dwaj panowie w cekinowych smokingach fundują nam, maluczkim, propedeutykę do współczesnej neoliberalnej ekonomii. Jak na ironię, nazywają się, i w filmie, i w rzeczywistości, Jürgen Mossack i Ramón Fonseca. To właśnie oni jeszcze niedawno próbowali zablokować rozpowszechnianie „Pralni” przez Netfliksa. Lecz choć po aferze z Panama Papers wiadomo z grubsza, jak gigantyczna jest skala prawniczej kreatywności stosowanej przez firmę Mossack Fonseca, to z pewnością jej twórcy zasłużyli sobie na lepszą opowieść.

Soderbergh przestał wreszcie nas kokietować, że na dobre żegna się z kinem, bo w istocie zmienia tylko co jakiś czas technologiczne narzędzie produkcji czy dystrybucji. Najnowszy jego film, który miał premierę na festiwalu w Wenecji, to ni mniej, ni więcej jak ilustrowany podręcznik współczesnego kapitalizmu dla początkujących, oczywiście z krytycznym zacięciem. Prócz rekinów finansjery przewodnikami po różnych obszarach szarej strefy są tu mocno szemrani afroamerykańscy biznesmeni i „białe rękawiczki” prowadzące negocjacje z chińską oligarchią.

Przedstawicielką i rzeczniczką drobnych ciułaczy, najbardziej pokrzywdzonych przez dziurawy system, staje się w filmie niejaka Ellen Martin – emerytka i świeżo upieczona wdowa walcząca o powypadkowe odszkodowanie. Gra ją ze swadą niezniszczalna Meryl Streep, i nie jest to w filmie jej jedyna rola. Kiedy wreszcie jej bohaterka otrzyma świadczenie i będzie mogła kupić za nie wymarzony apartament w Las Vegas, zderza się ze ścianą korupcji, reprezentowanej przez cyniczną agentkę nieruchomości (w tej roli Sharon Stone). Tymczasem główna bohaterka odkrywa po drodze kolejne „prawdziwe tajemnice”: schowane gdzieś w Indiach Zachodnich firmy reasekuracyjne, łańcuchy fasadowych spółek, ludzi-słupy, a wszystko to misternie powiązane ze światem przestępczym i brudną polityką. Gdzie ma zatem szukać pomocy zwyczajna obywatelka oszukiwana przez widmowe korporacje? W mediach? W kościele? A może powinna chwycić za spluwę i zrobić z tym wszystkim raz na zawsze porządek? Zazwyczaj kielich goryczy wylewa się wprost do urny wyborczej, ale tego już obraz Soderbergha nie pokazuje.

Widać za to jak na dłoni sprawdzone wzorce, które go zainspirowały. W głośnym filmie „The Big Short” (2016) Adama McKaya, opisującym finansowy kryzys sprzed dekady, gwiazdka Selena Gomez tłumaczyła nam, siedząc za stołem w kasynie, jak działa instrument finansowy zwany „syntetycznym CDO”, a Margot Robbie podczas kąpieli z bąbelkami wyjaśniała, czym jest kredyt hipoteczny typu subprime. Soderbergh najwyraźniej w tym kierunku celuje, ale brakuje mu wdzięku i myli mu się błyskotliwa, pobudzająca szare komórki ironia z edukacyjną łopatologią.

Czy rzeczywiście trzeba średnio rozgarniętemu widzowi unaoczniać w całej dosłowności, czym jest pranie brudnych pieniędzy, zaraźliwe łapówkarstwo, szantaż ekonomiczny i „kajdany ukryte w prawniczym bełkocie”? Tylko wtedy, kiedy traktuje się swój film służebnie, niczym prosty przewodnik po dzisiejszym świecie wirtualnego pieniądza, a zarazem bombastyczne oskarżenie Ameryki o bycie strażnikiem zdeprawowanego systemu, w którym „ubodzy mają przerąbane”.

Jako że mozaikowy scenariusz „Pralni” jest adaptacją książki nagrodzonego wcześniej Pulitzerem dziennikarza śledczego Jake’a Bernsteina, który został też producentem wykonawczym filmu, trudno tak do końca zarzucać mu publicystyczno-instruktażowy charakter. Soderberghowi udaje się przecież zawrzeć w tej anegdotycznej formule cały dzisiejszy świat zbudowany na rozmytej odpowiedzialności i pozorowanej sprawiedliwości – świat, w którym fetyszem stała się prywatność rozumiana jako ochrona informacji o monstrualnych nadużyciach. Sęk w tym, że reżyser, jak i scenarzysta Scott Z. Burns, powrzucali do tej niskogabarytowej pralki rzeczy w ogóle nieposegregowane, po czym upchnęli je kolanem i włączyli program na wysokie obroty. Efektem jest lekko wypłowiała satyra, która rozpada się na poszczególne, lepsze lub gorsze epizody, a bohaterowie, godni bez mała szekspirowskiej epiki, pozostają zaledwie czarującymi przekręciarzami.

I aż się nie chce wierzyć, że autentyczni Mossack i Fonseca mogli poczuć się tą farsą zniesławieni. Bo w filmie „Pralnia” ci dwaj zabawni panowie w białych – nomen omen – panamach, obsługujący 240 tysięcy firm w rajach podatkowych, są przecież tylko dziećmi, nie zaś rodzicami prawnego potwora. A ten, choć zdemaskowany i unieszkodliwiony, co jakiś czas przecież się odradza, niczym mitologiczna hydra.©

PRALNIA (The Laundromat) – reż. Steven Soderbergh. Prod. USA 2019. Dostępny na platformie Netflix.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2019