Halo, czy to ktoś?

Louise Kennedy była zaskoczona wynikami testu. Irlandzka weterynarz starała się o prawo stałego pobytu w Australii. W ramach procedury musiała zaliczyć test angielskiego.
Czyta się kilka minut

Dla native speakera – drobnostka. Oblała jednak część ustną. Egzaminator uznał, że Kennedy nie potrafi sprawnie rozmawiać we własnym języku. Egzaminatorem – dodajmy – był komputer. Najprawdopodobniej maszyna nie potrafiła zrozumieć irlandzkiego akcentu.

Podobne sytuacje mogą czekać każdego z nas. Coraz częściej rozmawiając on-line z przedstawicielem jakiejś instytucji (nie tylko banku), mówimy do udającej człowieka maszyny, dalekiej od zrozumienia tego, co mamy na myśli. I nie chodzi tylko o akcenty.

Pierwsze „rozmawiające” systemy pojawiły się w Stanach Zjednoczonych już pół wieku temu. Program ELIZA, stworzony przez Josepha Weizenbauma w Massachusetts Institute of Technology w 1968 r., potrafił udawać psychoterapeutę. Reagował na słowa klucze i udzielał odpowiedzi „z puszki”: np. kiedy w pytaniu pojawiło się słowo „podobny”, komputer pytał: „w jaki sposób?”.

Dzisiejsze odpowiedniki tamtych systemów, tzw. chatboty – mnożące się wraz z popularnością komunikatorów, napędzane mechanizmami uczenia maszynowego – mają rozwijać się i rozmawiać o wiele bardziej naturalnie. Są tanią, skuteczną formą kontaktu z klientem, niewymagającą tworzenia call centers i zatrudniania ludzi, pozwalającą jednak utrzymać iluzję, że z klientem rozmawia ktoś – a nie coś.

Wystarczy jednak, żeby sytuacja odbiegła od standardu, a iluzja pryska. Zza okienka czatu wygląda krzemowa twarz komputera, który nie rozumie kontekstu – a przede wszystkim: nie rozumie ludzi. Zwykle to irytujące, ale w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych pojawiają się już chatboty dla pogotowia czy policji. Tu brak zrozumienia kontekstu, niuansów mowy czy emocji dzwoniącego może być groźny. Bo jeśli świat opanują chatboty, to albo maszyny nauczą się rozumieć nas, albo my zaczniemy porozumiewać się jak maszyny. Na razie bliżej jest do tego drugiego. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2017