Reklama

„Gotowość” Kościoła gdańskiego

„Gotowość” Kościoła gdańskiego

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Prezydent Gdańska chce usunięcia pomnika księdza Jankowskiego z przestrzeni publicznej. Metropolita gdański nie zamierza się spieszyć z wyjaśnianiem sprawy zarzutów wobec nieżyjącego prałata.
Pomnik ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku, grudzień 2018 r. / Fot. Wojciech Stróżyk / REPORTER
Pomnik ks. Henryka Jankowskiego w Gdańsku, grudzień 2018 r. / Fot. Wojciech Stróżyk / REPORTER
N

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat do gdańskiej Kurii nie wpłynęły żadne doniesienia potwierdzające zarzuty podnoszone w mediach wobec ks. Henryka Jankowskiego – napisał w oświadczeniu opublikowanym 10 grudnia kanclerz Kurii ks. Rafał Dettlaff. Kuria stwierdziła, że nie jest kompetentna do podejmowania jakichkolwiek decyzji w sprawie losu pomnika prałata z św. Brygidy. Jednocześnie „wyraża gotowość podjęcia próby rzeczowego i zgodnego z prawdą zbadania wszystkich możliwych aspektów tej sprawy, w myśl Wytycznych Konferencji Episkopatu Polski”.

Mamy zatem oględnie i niejasno wyrażoną gotowość zajęcia się sprawą ks. Jankowskiego. Wcześniej można było sądzić, że Kościół gdański nie podejmie żadnych działań (komentarz, który ukaże się w wydaniu papierowym „TP”, był pisany jeszcze przed publikacją tego oświadczenia). Taki wniosek można było wysunąć z wypowiedzi delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży archidiecezji gdańskiej ks. Krzysztofa Szerszenia. Ksiądz delegat w rozmowie z KAI w piątek 7 grudnia zaznaczył, że – po pierwsze – „jak dotąd do archidiecezji nie zgłosiła się żadna osoba z oskarżeniem wobec ks. Jankowskiego”, a „zgodnie z Wytycznymi wstępnego dochodzenia kanonicznego, punktem wyjścia do podjęcia działań przez delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży jest zgłoszenie się osoby z oskarżeniem”. Po drugie, jeśli by taka osoba się zgłosiła, będzie wysłuchana, ale jednak „w świetle prawa, trudno jest wszcząć postępowanie wobec osoby zmarłej”. I po trzecie, „nie podejmuje się działań jedynie na podstawie artykułu prasowego, bez zgłoszenia ze strony świadków zdarzeń”.

Wszystkie te zastrzeżenia nie mają jednak uzasadnienia w obowiązującym w Kościele prawie. Po pierwsze, zgodnie z kanonem 1717 Kodeksu Prawa Kanonicznego i artykułem 16 motu proprio Jana Pawła II z 2001 r. „Sacramentorum sanctitatis tutela” ordynariusz wszczyna wstępne dochodzenie kanoniczne, gdy otrzyma prawdopodobną wiadomość o przestępstwie. Po drugie, artykuł 8. Wytycznych obowiązujących polski Kościół stwierdza, że w przypadku śmierci oskarżonego nie należy wszczynać dochodzenia kanonicznego, „chyba że zasadnym wydałoby się wyjaśnienie sprawy dla dobra Kościoła”. Wyjaśnienie sprawy ks. Janowskiego jak najbardziej łączy się z dobrem Kościoła, gdyż dotyczy dobra ofiar. I po trzecie, artykuł Bożeny Aksamit z „Dużego Formatu”, zawierający wypowiedzi ofiary występującej pod swoim nazwiskiem, jak najbardziej ma charakter „prawdopodobnej wiadomości o przestępstwie”. Zatem są wystarczające przesłanki, by wszcząć wstępne dochodzenie kanoniczne.

Ks. Szerszeń jako doktor prawa kanonicznego doskonale o tym wszystkim wie, dlaczego wobec tego mówił nieprawdę? Czy chodzi o to, że wypowiadał pogląd swojego przełożonego, abp. Sławoja Leszka Głodzia, który nie należy do hierarchów uznających problem pedofilii w Kościele za wymagający szybkich reakcji?

W niedawno ogłoszonym Stanowisku Episkopatu na temat wykorzystania seksualnego nieletnich biskupi stwierdzili m.in., że ból ofiar jest ich bólem. Zgodnie z duchem tego stanowiska (które abp Głódź także podpisał) biskup gdański powinien – nie czekając na specjalne okoliczności – powołać komisję do wstępnego dochodzenia kanonicznego. Najlepiej, gdyby znalazł się w niej obok kanonisty i prawnika także psycholog, który dbałby o to, by kontaktujące się ofiary miały pełne poczucie bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Żeby jednak potencjalne ofiary chciały się w ogóle skontaktować z komisją, biskup powinien najpierw je o to poprosić. Na razie można odnieść wrażenie, że archidiecezja utrudnia taki kontakt – na stronie internetowej nie ma żadnej informacji na temat delegata przyjmującego zgłoszenia (informacje o nim znalazłem za to na stronie krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka).

Komisja, wbrew sugestiom z gdańskiej Kurii, miałaby szerokie pole do działania. Przede wszystkim, istnieją archiwa umorzonych przez prokuraturę procesów, wytoczonych przez ofiary ks. Jankowskiemu jeszcze w 2004 r. Fakt, że procesy te zostały przez świecki wymiar sprawiedliwości umorzone, niczego nie blokuje w postępowaniu kościelnym. Poza tym komisja za pośrednictwem redakcji „Dużego Formatu”, w którym ukazał się reportaż o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez ks. Jankowskiego, może przekazać prośbę o kontakt do cytowanej przez gazetę ofiary.

Możliwe, że trzeba też sprawdzić, czy poprzednik abp. Głodzia, nieżyjący już abp Tadeusz Gocłowski nie zaniedbał swoich obowiązków. Gdy prokuratura prowadziła postępowanie wobec ks. Jankowskiego, które potem umorzono, archidiecezja gdańska miała obowiązek wszcząć własne dochodzenie wstępne, a jego wyniki przesłać do Kongregacji Nauki Wiary (wymagają tego normy wspomnianego motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela”).

Praca komisji winna się zakończyć próbą sformułowania rozstrzygnięcia, czy w świetle zeznań ofiar i w świetle opinii psychologicznej oskarżenia są prawdopodobne. Leży to w interesie ofiar, a tym samym Kościoła.

Czytaj także:

O. Adam Żak, koordynator episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży: Nie mam żadnych przesłanek, by uznać, że w polskim Kościele postępowano inaczej niż w amerykańskim albo irlandzkim.

Artur Sporniak: Ważny głos biskupów w sprawie pedofilii

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Skąd te ,delikatnie mówiąc, przeinaczenia w wypowiedziach przedstawiciela Kurii i samego Głódzia? Problem Jankowskiego znany był od dawien dawna. Poprzednicy Głódzia przenosili Jankowskiego z parafii do parafii zamiatając problem pod dywan. Prokuratura oczywiście umarzała śledztwo (może jakiś wpływ na te umorzenia miała sprawa księdza z Tylawy, tak ochoczo umarzana przez umęczonego przez komunę prokuratora Piotrowicza?). Dalsza część serialu z udziałem nadzwyczaj wielebnych biskupów mających nadzieję, że sprawa zaniknie. A może Straszliwy Potwór Gender ją przykryje? Nadal oczekuję na obiecywany przez naszych uświęconych raport o pedofilii w naszym Kościele. Gdzież ten raport jest, kto go przygotowuje? Jakiś skryba kurialny?

..hmm..wygląda mi, że ziomal, znaczy się pobratymiec :)

Wszystkim raptem jest niezmiernie przykro. Tak do końca to nie wiem z jakiego powodu, ale chyba główną przyczyną jest rozlanie się tego szamba. Pamiętam nieco jeszcze z czasów afery Stella Maris, gdy przy każdej okazji podkreślano, że Gocłowski o niczym nie wiedział - oj biedniutki. W mojej okolicy kuria przejęła od państwa wyrobiska po żwirowni, nad samiuśkim morzem, w celach rekultywacji za symboliczną złotówkę. Pięknie uzbroiła teren, podzieliła na działki budowlane i wystawiła na sprzedaż za grube pieniądze. Interes chyba nie wypalił bo wszystko prawie zarosło krzakami. Takich interesów dziś Głódź, a i jego poprzednik robią i robili wiele. Całkiem niedawno oskarżano naszego biskupa o nocne balangi, wprowadzenie fali w seminarium, upokarzanie młodych kapłanów, wysyłanie ich w nocy po wódkę i zagrychę. Co tam na prawdę się dzieje, tak na dobrą sprawę wcale mnie nie interesuje. Buduje się i nas mnóstwo kościołów i o dziwo wierni wcale tym zachwyceni nie są, nawet zaczęli pomrukiwać pod nosem z niezadowolenia, ale kto tam otwarcie warknie, strach dupę ściska. Za Poprzednika diecezji siedział na karku komornik, dziś już nikt nie pamięta o zajętych meblach czy samochodach, jest blichtr i wszelaka zasobność. To skarb mieć takich pasterzy, wszak jak powiadał mój syn na studiach - po co miesiąc przed egzaminami zakuwać jak głupi, 10 minut wstydu i poprawka.

są tacy [politruki? naiwniacy?] co twierdzą, że zdecydowana większośc księży to ludzie uczciwi, przyzwoici i bogobojni - śmiem wątpić, gdyby tak faktycznie było, to owa zdecydowana większośc już dawno zdecydowanie by się od zdecydowanej obleśnej mniejszości odcięła - choćby dla Jezusa i Ewangelii, jeśli nie dla świętego spokoju

Kościół[biskupi] zrobi wszystko,by wszystkie afery pedofilskie z udziałem duchownych zostały zamiecione pod dywan.Różnica między tym co jest dzisiaj,a powiedzmy rok temu polega na tym,że teraz biskupi muszą zrobić wszystko by uwierzono im ,że zrobią wszystko,by wyjaśnić każdy przypadek pedofilii w kościele.Muszą zadowolić Franciszka i wiernych,którzy są wobec biskupów coraz bardziej nieufni.Poza tym biskupi boją się odszkodowań idących w miliony po wyroku z Poznania.

ks. Szerszeń "mówił nieprawdę", czyli kłamał? Rozwadnianie języka omówieniami czy lżej brzmiącymi synonimami nie jest potrzebne, bo i sprawa jest bardzo poważna. Gdy czytam teksty katolickich publicystów, mam jedną i tę samą refleksję: w państwie prawa sytuacjami molestowania seksualnego czy gwałtów na dzieciach powinny się zajmować przede wszystkim prokuratura i sądy. Z mojego - osoby dalekiej od KK - punktu widzenia nie jest to aż tak istotne, czy biskupi łaskawie się takimi casusami zajmą (KK jest tutaj też oskarżonym i stoi pod pręgierzem, jak mógłby być sędzią w swojej sprawie?). Na pewno jednak powinni zgłaszać przestępstwa organom ścigania (nie robią tego - bo...? no właśnie!). W sprawie Jankowskiego prokuratura też miałaby się czym zająć - ktoś wiedział o jego zbrodniach (zapewne mnóstwo osób) - byli to zapewne i świeccy, i duchowni. I nic nie zrobili. Niektórzy być może kryli i tuszowali - w 2004 r. Jankowski miał już wszak kłopoty i wyśliznął się.

W pełni zgadzam się z tym zdaniem. To są sprawy dla organów ścigania, nie dla łąskawie pochylających się biskupów i ich otoczenia. Tyle, że żyjemy w kraju w którym prokurator zerka na minę biskupa, a całą polityczna wierchuszka pląsa przed facetem z Torunia oczekując jego łaskawości, wyzywając mnie od mało kochającego Polskę, bo ja nie pląsam.

.

bo tak się składa, że każda po kolei władza w II RP z biskupami się układała, ci szantażem politycznym na niej kolejne korzyści i przywileje wymuszali, nie było nikomu z tego grona na rękę zajmowanie się plagą rozpasania wśród kleru - dobry Bóg da, skończyły się czasy popełnianych przez katolickich księży bezkarnie gwałtów nie tylko na dzieciach, ale i na Ewangelii

W przypadku Lecha Wałęsy kolejny już raz przekonujemy się, że mamy do czynienia z kłamcą i hipokrytą. Przecież ksiądz Jankowski przez wiele lat należał do grona najbliższych przyjaciół Lecha Wałęsy a Parafia św. Brygidy była dla Wałęsy drugim domem. Niedawno Sławomir Cenckiewicz stwierdził: "Od dawna wiadomo o agenturalnej działalności księdza Jankowskiego ale to - o dziwo - nikogo nie interesowało". W Polsce się przyjęło, że o agentach UB lepiej milczeć bo zwykle znajdują się oni po stronie opozycji. Opozycja jest przeciwna "polowaniu na czarownice". Jeśli donosisz na kolegów za pieniądze to nie masz się czego wstydzić. https://nczas.com/2018/12/04/afera-wokol-niezyjacego-ksiedza-pralata-jankowskiego-slawomir-cenckiewicz-zwraca-uwage-na-ciekawy-aspekt/

A to przecież taki szlachetny obrońca demokracji jest: "W wywiadzie rzece, który ukaże się w formie książki pod tytułem Celebryci i bandyci Masa opowiada między innymi historię skradzionego auta Daniela Olbrychskiego. Był to dwunastoletni Nissan Patrol, do którego aktor miał duży sentyment. Popularny Masa tak opowiada o sytuacji, kiedy Daniel Olbrychski poprosił o pomoc mafię: „Olbrychskiemu zapie*dolono kiedyś auto i przyszedł z tym problemem do „Pruszkowa”, tak mu ktoś doradził – wspomina Sokołowski. Skierowali go do Pawlika o wdzięcznym pseudonimie Krzyś. A ten, wychowany na Wołodyjowskim i Kmicicu, jak zobaczył Olbrychskiego, to aż mu się d*pa z radości zaślimaczyła, temu staremu recydywiście.” „Pawlik pomógł mu odzyskać to auto. Kiedy złodzieje zadzwonili z żądaniem okupu, zagroził im połamaniem żeber, nakrzyczał na nich, popisywał się przed Olbrychskim, jak to on jest ważny”- dodaje. Jak dalej opowiada, następnego dnia rano Olbrychski zastał swoje stare, skradzione auto przed własnym domem w Podkowie Leśnej, wypucowane i z pełnym bakiem miał być prze szczęśliwy. „Gdy złodzieje oddali samochód, Olbrychski o mało w dupę nie wszedł Pawlikowi z wdzięczności” – wspomina Masa. „Potem się na wódce spotykali i zostali koleżkami. Mocno się zakumplowali” – dodaje."
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]