Reklama

Pod ochroną

Pod ochroną

06.06.2016
Czyta się kilka minut
Od czasu, gdy w 2001 r. wybuchła sprawa proboszcza z Tylawy, wiemy, że problem wykorzystywania seksualnego nieletnich dotyczy Kościoła w Polsce. Sprawdziliśmy, jak sobie z nim radzą poszczególne diecezje.
Kardynał spowiadający się w bazylice św. Piotra, marzec 2015 r. Fot. Alessandro Bianchi / AP / EAST NEWS
D

Dużo zostało zrobione – przede wszystkim udało się stworzyć środowisko ludzi, którzy wiedzą, jak reagować na podobne sytuacje – mówi o. Adam Żak, jezuita. To na jego barki Konferencja Episkopatu Polski złożyła zadanie, zdawać by się mogło, niewykonalne: przełamania nawyku udawania, że problemu nie ma. W czerwcu 2013 r. został koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży. Biskupi postanowili też, że w każdej diecezji pojawi się delegat czuwający nad ochroną dzieci i młodzieży. – W 2015 r. przeszkoliliśmy 76 księży i 58 specjalnych duszpasterzy. To nie byli ludzie przypadkowi. Teraz współpracują ze sobą, dzielą się doświadczeniami – mówi o. Żak.

Głównym zadaniem delegata jest rozmowa z osobą, która zgłasza do kurii problem wykorzystania seksualnego osoby nieletniej, i decyzja o rozpoczęciu wstępnego dochodzenia kanonicznego. Taki pierwszy kontakt jest bardzo ważny. Dawniej obowiązywała procedura przyjmowania skarg, z zasady trudna dla skarżącego. – To było traumatyczne przeżycie dla ofiary wykorzystania seksualnego. Byłem przerażony, gdy słyszałem te pytania – mówi ks. Jacek Prusak, psychoterapeuta, kiedyś poproszony przez osobę pokrzywdzoną o towarzyszenie w trakcie takiego przesłuchania.

Dziś – przynajmniej teoretycznie – podobne przeżycia nie powinny mieć miejsca. Delegaci wiedzą, jak reaguje ofiara i jak działa sprawca – potrafią tę wiedzę dostosować do konkretnej sytuacji. Pracują w każdej diecezji i w każdym większym zgromadzeniu zakonnym. Do pomocy mają kilkudziesięciu duszpasterzy osób pokrzywdzonych, ich bliskich i wspólnot zranionych przestępstwem wykorzystania seksualnego małoletnich. Zadanie tych drugich jest bardziej subtelne; zresztą na razie osoby pokrzywdzone nieczęsto uciekają się do ich pomocy. Przyznaje to ks. Artur Chłopek, duszpasterz powołany rok temu w archidiecezji krakowskiej. Także ks. Zygmunt Wirkowski, duszpasterz diecezji warszawsko-praskiej, nie miał jeszcze kontaktu z pokrzywdzonymi. Mówi o tym kanclerz miejscowej kurii ks. Dariusz Szczepaniuk, który jest jednocześnie delegatem abp. Henryka Hosera.

Jak znaleźć delegata

Ważne, by informacja o delegatach i duszpasterzach była łatwo dostępna: zwracał na to uwagę biskupów o. Żak. Sprawdziliśmy diecezjalne strony internetowe. Informacje o funkcji delegata i kontakt do tej osoby zamieściły jedynie archidiecezja krakowska, poznańska, warmińska oraz diecezje: łomżyńska, bydgoska, elbląska, ełcka, sosnowiecka, zamojsko-lubaczowska, zielonogórsko-gorzowska i bielsko-żywiecka.

Na stronie archidiecezji wrocławskiej kontakt trudno znaleźć. Wskazał go nam dopiero kanclerz kurii, ks. Rafał Hołubowicz. – Zastanowimy się, czy tego nie uprościć – zadeklarował.

Na stronach pozostałych diecezji nie znaleźliśmy niczego. Kilka osób odpowiedzialnych za kurialne serwisy internetowe zapowiedziało, że niezwłocznie taką informację opublikują, m.in. kanclerz archidiecezji warszawsko-praskiej czy rzecznik kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. Po interwencji „Tygodnika” informacja o biskupim delegacie znalazła się w zakładce „Kuria metropolitalna” na stronie archidiecezji warszawskiej. Z kolei kanclerz archidiecezji gnieźnieńskiej, ks. Zbigniew Przybylski, przekonywał, że zakładka z kontaktem jest w przygotowaniu. – Proszę mi wierzyć, to kwestia najbliższych dni – zapewniał.

Rzecznik archidiecezji gdańskiej, ks. Rafał Starkowicz, brak informacji usprawiedliwiał przebudową diecezjalnej strony internetowej. Z kolei kanclerz archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, ks. Sławomir Zyga, wyjaśniał, że kontaktu nie zamieścili, bo delegat biskupa to ta sama osoba co kanclerz. – Osoby, które tego potrzebują, dodzwonią się tak jak państwo – mówił. Zapytany, czy nie prościej byłoby opublikować informację o jego drugiej funkcji i skrócić tym samym drogę poszukiwania pomocy, odpowiedział: – Wezmę taki pomysł udoskonalenia komunikacji pod rozwagę.

Z punktu widzenia ofiar przemocy seksualnej i ich rodzin najprościej byłoby, gdyby na stronach internetowych wszystkich diecezji pojawiła się w widocznym miejscu jednakowo oznakowana zakładka z kompletem informacji: kontaktem do delegata biskupa i duszpasterza ds. pomocy ofiarom przemocy seksualnej, linkami do dokumentów i wytycznych KEP. Wzorcem mogłaby być strona archidiecezji krakowskiej.

Najpierw profilaktyka

Instytucjonalnym wsparciem o. Żaka jest Centrum Ochrony Dziecka powstałe przy jezuickiej Akademii Ignatianum w Krakowie. To ono organizuje szkolenia – m.in. dla księży diecezjalnych. Prymusem w tych szkoleniach jest diecezja przemyska (czyżby nauka wyciągnięta z błędów popełnionych przy sprawie proboszcza z Tylawy?). Od nowego roku akademickiego ruszą na Ignatianum studia podyplomowe w zakresie zapobiegania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich i innych form przemocy wobec dzieci.

COD przygotowało program profilaktyki na Światowych Dniach Młodzieży. Apeluje w nim, by w każdym większym zespole odpowiedzialnych w diecezji czy zakonie za organizację ŚDM wyznaczyć tzw. osobę zaufania, do której młodzież mogłaby zgłaszać niepokojące zachowania (mianowanie takiej osoby jest standardem dla zorganizowanych grup z zagranicy). Wymieniono także inne formy ochrony: uświadomienie wolontariuszom i kapłanom różnic kulturowych wśród młodzieży uczestniczącej w ŚDM, sprawdzenie miejsc noclegowych: czy noclegi u osób prywatnych posiadają rekomendację proboszcza, a w przypadku tych np. w szkołach – jak wyglądają pod kątem dyskrecji toalet, natrysków, sypialni. Eksperci z COD podkreślają, że „propozycje działań w zakresie ochrony młodych przed wykorzystaniem seksualnym nie wynikają z podejrzliwości wobec naszego kraju lub wobec osób świeckich czy duchownych zaangażowanych w ŚDM, tylko z doświadczenia, że imprezy masowe przyciągają osoby problematyczne”.

Kłody pod nogami

– Nie ma w Polsce żadnego sytemu odpowiedzi na problem wykorzystania seksualnego nieletnich – przekonuje o. Żak. – Jest prawo karne, które odstrasza, i to jedyna prewencja poza propozycjami Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje). Żadna szkoła nie jest zobowiązana do przechodzenia takich szkoleń. Istnieją pojedyncze działania. W Gdańsku np. działa miejski ośrodek interwencji kryzysowej. Prezydent miasta zobowiązał podległe mu jednostki szkolne czy sportowe do szkoleń w tym ośrodku.

O. Żak przyznaje: – Kłód pod nogami nie brakuje. Czasem doświadczamy braku przekonania do naszych działań wśród niektórych przełożonych kościelnych. Ale tak zwykle jest tylko do pierwszego przypadku nadużycia seksualnego, który się w danej jednostce kościelnej pojawia i którym trzeba się zająć.

Za przykład potwierdzający zmianę myślenia jezuita wskazuje na przeprosiny, które jeden z przełożonych kościelnych wystosował do osoby pokrzywdzonej, przesłuchanej przez kościelną komisję bez należytej troski o jej komfort psychiczny. Kanclerz warszawsko-praski ujawnia z kolei, że abp Hoser trzy razy spotkał się z osobą pokrzywdzoną – na jej życzenie.

– Czasem błędów nie da się uniknąć, bo spowodowane są paniką, gdy dochodzi do nagłych przypadków, albo gdy wcześniej problem był bagatelizowany – zauważa o. Żak.

Mądrzy po szkodzie

Takiej sytuacji doświadczył właśnie biskup warszawsko-praski we wrześniu 2013 r. Wtedy to media nagłośniły fakt, że podlegający mu proboszcz z Tarchomina mimo wyroku za molestowanie ministrantów nadal jest proboszczem, odprawia msze (w tym dla dzieci) i opiekuje się też ministrantami. Powszechne oburzenie wywołały zwłaszcza słowa ówczesnego kanclerza kurii, ks. Wojciecha Lipki, że tzw. „inne czynności seksualne”, za które został skazany proboszcz, można różnie interpretować. Za próbę „wybielania” przestępstwa stracił stanowisko.

– Od tej sytuacji sporo się zmieniło – przekonuje jego następca, ks. Szczepaniuk. Kanclerz kurii warszawsko-praskiej szczegółowo opisuje, jak w tej chwili załatwia się takie sprawy. – Na pierwszym spotkaniu najważniejszą rzeczą jest wysłuchanie tej osoby. Po samym zgłoszeniu trudno ocenić, czy zgłaszane czyny są prawdopodobne. Dlatego zawsze wszczynamy wstępne dochodzenie kanoniczne, by dojść do prawdy. Dopiero rzetelne dochodzenie, polegające na zebraniu dowodów, relacji poszkodowanego i sprawcy, i ewentualnych świadków, oraz opinii biegłych pozwala ocenić, co się wydarzyło.

Osoby małoletnie wysłuchuje się w towarzystwie opiekunów i w obecności psychologa – tak jak to stanowią „Wytyczne” obowiązujące w Polsce od marca ubiegłego roku.


Po stronie ofiar: o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich, zmowie milczenia i innych grzechach polskiego Kościoła piszemy konsekwentnie od lat. Wybór najważniejszych tekstów „TP” z ostatniego dwudziestolecia na temat, który wstrząsa dziś Polską, w bezpłatnym i aktualizowanym, internetowym wydaniu specjalnym.


– Mieliśmy jedną taką sytuację – mówi ks. Szczepaniuk. – Gdy do kurii zgłasza się osoba pełnoletnia, w spotkaniu nie bierze udziału psycholog. Diagnostyka przeprowadzona przez biegłego psychologa jest istotna w dalszym postępowaniu, aby zobaczyć, czy wydarzenie zostawiło w psychice poszkodowanego jakieś ślady. Prawie zawsze ofiary godzą się na spotkanie z psychologiem. Jeśli po takiej diagnostyce psycholog orzeknie, że osoba potrzebuje terapii, wtedy taką terapię proponujemy: albo zapewniając własnego psychologa, albo opłacając psychologa wybranego przez poszkodowaną osobę.

Kanclerz potwierdza słowa o. Żaka, że nie można działać samemu. W kurii warszawsko-praskiej powołany został zespół kryzysowy. W jego skład wchodzą, oprócz ks. Szczepaniuka, dwaj psychologowie, prawnik i duszpasterz.

– Osobę ujawniającą nadużycia seksualne księdza zawsze informuję, że w tej sytuacji musimy rozpocząć wstępne dochodzenie kanoniczne, ale że ma też ona prawo zgłosić to do prokuratury – wyjaśnia duchowny. – Jeżeli to zrobi, nie rozpoczynamy dochodzenia lub rozpoczęte wstrzymujemy i czekamy na wynik świeckiego śledztwa. Dzięki naszemu prawnikowi posiadamy dostęp do dokumentów procesowych i orientujemy się, w jakim kierunku zmierza sprawa.

Biskup jako przełożony oskarżonego księdza ma obowiązek bronić go, dlatego może mu być niezręcznie kierować sprawę do prokuratury. Dlatego Aneks nr 2 dołączony do „Wytycznych” daje takie uprawnienia delegatowi, choć zgodnie z polskim prawem karnym nie ma takiego obowiązku. – Nie zdarzyło mi się iść do prokuratury, ale mieliśmy przypadek, że po poinformowaniu poszkodowanego o takiej możliwości, zgłosił się sam – przyznaje ks. Szczepaniuk.

Co robi biskup z oskarżonym księdzem? – Kiedy do kurii trafia pierwsza informacja, że ktoś kogoś posądza o czyny seksualne, musimy ją zweryfikować – tłumaczy kanclerz. – Jeśli oskarżenie okazuje się prawdopodobne, wtedy osoba oskarżona jest wzywana do kurii, informujemy ją o oskarżeniu i prosimy o ustosunkowanie się na piśmie. Kierujemy ją również na diagnostykę psychologiczną. Jeśli zebrane dowody wskazują na winę, wówczas biskup podejmuje decyzję o odsunięciu księdza od pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą.

Może ponadto usunąć z urzędu, przenieść tak, aby nie dopuścić do powtórzenia się tego typu zachowań, zabronić publicznego odprawiania i sprawowania sakramentów. Jeśli śledztwo prowadzi prokuratura, są postawione zarzuty, księdza zatrzymano – biskup zawiesza go w czynnościach kapłańskich.

Wyniki wstępnego dochodzenia kanonicznego (obojętnie, czy potwierdzi oskarżenie, czy nie) wysyłane są do Kongregacji Nauki Wiary. Gdy dochodzenie uprawdopodobni zarzucane księdzu czyny, to ona podejmuje ostateczną decyzję w jego sprawie.

Kanclerz podaje statystykę: – W ciągu tych trzech lat prowadziliśmy 10 postępowań. Są na różnym etapie. Jedno zostało zakończone przez Stolicę Apostolską – nie był to ciężki przypadek. Proces był sprawnie przeprowadzony – zastosowano terapię psychologiczną obu stron. Dwie sprawy zostały umorzone. Trzy toczą się w prokuraturze. Pozostałe prowadzimy na gruncie kościelnym.

– Trafiały mi się trudne sytuacje – mówi na koniec rozmowy kanclerz. – Np. osoba poszkodowana przychodziła nastawiona agresywnie. Na ataki na Kościół odpowiadałem, że rozumiem jej nastawienie, bo ma do tego poważne powody. Każdy by tak zareagował. Jeżeli ktoś przychodzi tu, do kurii, od początku musi wiedzieć, że nie mamy prawa mu nie wierzyć i zależy nam na poznaniu prawdy.

Kanclerz powtarza, że nawet błahe zgłoszenia nie były i nie będą bagatelizowane. Można odnieść wrażenie, że to mądrość po szkodzie.

Co dalej

Ojciec Żak snuje plany. Na jesieni powinny ruszyć punkty kontaktowe. To miejsca, w których zatrudnieni będą świeccy psychologowie i prawnicy, stwarzające ofiarom warunki spotkania poza budynkami kurii. To powinno zwiększyć komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa, a także uniezależnić rozwiązanie problemu od tego, czy miejscowy biskup docenia ważność sprawy nadużyć seksualnych w Kościele.

– Moje działania, niestety, spowolniła choroba, z którą się mocuję od października – zwierza się o. Żak. – Liczę, że po terapii, która powinna zakończyć się w lecie, nabiorę sił.
Bliscy współpracownicy jezuity mówią, że choroba jeszcze zwiększyła jego determinację. Domyślają się, że jest traktowana jako ofiara za sprawę. ©℗


 


ogłoszenie społeczne

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, debiutowała w 2014 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego”. Redaktorka wydania internetowego „Tygodnika Powszechnego”. Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przede wszystkim zdrowia i determinacji o. Żakowi, Jezuicie. Mam dużo wiary w jego działania,

Bardzo dobrze, że w sprawie pedofilii podjęto kroki - pewnie pierwsze najtrudniejsze, ale naprawdę trudne do zauważenia. Szczególnie w perspektywie tego, że sprawa Paetza nie została wyjaśniona a on sam bierze bardzo aktywny udział w religijnych uroczystościach świąt państwowych i kościelnych, jakby nic się nie stało. Wygląda ano, że on REPREZENTUJE KOŚCIÓŁ. Dla przeciętnego obserwatora, który nie wie że Paetz nie pełni już f-cji biskupich. To trochę wygląda niestety tak jakby Kościół przekazywał, że albo nie interesuje nas ta sprawa (było to już tak dawno) albo, że takim silnym jak on to wolno robić wszystko.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]