Człowiek, który ciągle chodzi. Wystawa fotografii Józefa Makala

Z jakiegoś powodu chciał, by tamte czasy były zapamiętane inaczej, niż opowiadał je język władzy. I choć niektórzy pozowali, to jednak pozowali na własnych zasadach.
Czyta się kilka minut
Józef Makal, „Jutro niedziela”, lata 60. XX w., ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach
Józef Makal, „Jutro niedziela”, lata 60. XX w., ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

Pracownica przędzalni „Przyjaźń” w Zawierciu pochyla się nad maszyną i uśmiecha do siebie. Kobieta z zakładu przemysłowego na Górnym Śląsku, która trzyma małe urządzenie w jednej dłoni, a drugą uruchamia wajchę, też się uśmiecha, i też nie do nas. Podobnie jak dwóch mężczyzn na linii produkcyjnej Fiata 126p w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Tychach, którzy stoją uśmiechnięci nad maską samochodu. A więc coś do nich mówił, rozbawiał ich celowo?

Inni są skupieni. Jak mężczyzna, który analizuje coś przed szafą sterowniczą w cementowni „Rudniki” i już prawie podnosi słuchawkę telefonu. Kobiety, które wpatrują się w ekrany w Zakładzie Urządzeń Komputerowych „Mera-Elzab” w Zabrzu. I mężczyzna, który obsługuje maszynę na budowie Kopalni „Pniówek” w Pawłowicach. A więc może wchodził do zakładów niezauważony?

Niektórzy jednak pozują. Jak załoga z Przedsiębiorstwa Materiałów Podsadzkowych Przemysłu Węglowego, sfotografowana podczas budowy Huty „Katowice”. Kilku mężczyzn w kaskach ustawiło się na tle maszyn i próbują nie grzęznąć w ziemi. I jeszcze ta pracownica Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych (na zdjęciu) – jak ona na niego patrzy.

Józef Makal, Pracownica Olkuskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych, lata 60-70. XX w. // ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

W spojrzeniach ludzi, których fotografował Józef Makal, odbija się i on, i jego praca. Także to, jak chciał, by byli zapamiętani.

Postaci i przestrzenie w zdjęciach Makala

Zaczął od ebonitowego Kodaka, który dostał na pierwszą komunię, a potem schował na strychu przed ludźmi, których sprowadziła wojna. Ktoś mu go ukradł, a on się nie zraził. Zanim jego zdjęcia zaczęły ukazywać się codziennie w „Dzienniku Zachodnim”, publikował krótko w młodzieżowym tygodniku „Co dalej?” i w „Panoramie”.

Bezimienni robotnicy przy robocie. Matka z dzieckiem niosącym zwinięty dywan przez katowicki rynek. Mężczyzna z zegarem pod pachą. Kobiety, które fotografował przy okazji, gdy schodził z piątego piętra katowickiego Domu Prasy, gdzie była redakcja, a potem zamieszczał, nie podpisując, w rubryce „Sympatyczna”. Nadzy górnicy w łaźni, gdzie dotąd nie wchodził nikt poza nimi. 

Zakłady pracy z rurami biegnącymi po ścianach i oknami u sufitu, dzięki którym wpada dzienne światło, i tak niemające szans z tym sztucznym generowanym przez dziesiątki lamp. Przemysłowy krajobraz wielkich kominów, do których dymu za bardzo się przyzwyczailiśmy. Apokaliptyczne piece, większe niż ci, którzy je obsługują; pocięte i porozrzucane na placu budowy przęsła. Bajzel roboty i zapach papierosów zapalanych pod kurtką.

Z jakiegoś powodu chciał, by tamte czasy były zapamiętane inaczej, niż opowiadał je język władzy. Nie było tu szarego PRL-u i przodowników pracy. Choć była ciężka robota i była bieda. I choć niektórzy pozowali, to jednak pozowali na własnych zasadach.

Jeśli dzieci pytają: „co to?” i „jak to działa”, to Makal odpowiadał na te pytania z dziecięcą ciekawością. Widać, że nie wychodził z aparatem w teren, bo takie dostał zlecenie w redakcji, tylko dlatego, że nie potrafił wysiedzieć przy biurku, gdy wokół tyle się działo.

Od 28 maja w Muzeum Śląskim w Katowicach można oglądać wystawę „Józef Makal. Cztery dekady, jedno spojrzenie”.

Śląski Henri Cartier-Bresson i decydujący moment 

Być może nie byłoby tej wystawy, gdyby kilkanaście lat temu się nie spotkali. Kamil Myszkowski studiował wtedy dziennikarstwo, a w zauważonym na ulicy starszym człowieku, z długą brodą, w kapeluszu, białym garniturze i o lasce – rozpoznał Józefa Makala. Śląski Henri Cartier-Bresson – tak się wtedy o nim mówiło, bo podobnie jak paryski fotoreporter, ojciec fotoreportażu, i ten śląski potrafił uchwycić decydujący moment. I to niejeden.

Umówili się w Centrum Informacji Miejskiej w Sosnowcu, gdzie Makal miał w zwyczaju pijać kawę i rozmawiać z ludźmi, którzy szukali informacji o mieście. Przyszedł z reklamówką w kwiaty, z której wysypał zdjęcia. Wtedy już prawie nie widział, więc przy każdym pytał, co na nim jest, żeby – po kilku wskazówkach – o nim opowiadać.

Z dr. Kamilem Myszkowskim z Instytutu Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego, pomysłodawcą i kuratorem wystawy, umawiamy się na kilka miesięcy przed wernisażem. Zjeżdżamy na poziom minus cztery w muzeum. Zajmujemy niewielki stolik w rogu hali ogromnego magazynu zbiorów.

Szacuje się, że Józef Makal zrobił od 2,5 do 3,5 mln zdjęć. – Swój dorobek, zawodowy i zdjęcia prywatne, przechowywał w redakcyjnej szafie. Na początku lat 90. przeszedł na emeryturę, a zdjęcia zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach – mówi Myszkowski. – Dzisiaj mamy 48 odbitek i 3646 negatywów i diapozytywów w zbiorach muzeum, które rodzina odnalazła przypadkowo kilka lat przed śmiercią Makala. A także zdjęcia z archiwum rodzinnego i te, które znajdują się w Pałacu Schoena Muzeum w Sosnowcu.

Nagrodzone zdjęcia Józefa Makala

Zaczynamy od odbitek.

Na pierwszej ludzie stoją przed domem, przed którym płynie wezbrana rzeka. Jedna z kobiet brodzi w wodzie (na zdjęciu). To powódź w okolicy Wodzisławia Śląskiego z lipca 1966 roku.

– Makal wsiadł do amfibii z żołnierzami, którzy płynęli z pomocą. Chwilę po tym, jak zrobił to zdjęcie, ich łódź zderzyła się ze słupem wysokiego napięcia, a Makal przewrócił się i rozbił głowę, nie wiadomo, czy stracił przytomność. Po odpłynięciu amfibii słup przewrócił się, a ci, którzy byli wtedy w wodzie, zginęli – opowiada Myszkowski.

Józef Makal, „Powódź”, okolice Wodzisławia Śląskiego, lipiec 1966 r. // ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

Patrzymy na zdjęcie jeszcze raz. Tym razem głównie na kobietę, która stoi w wodzie. – O tym, że prąd raził śmiertelnie ludzi, Makal dowiedział się kolejnego dnia, gdy jako świadek został wezwany do prokuratury – mówi Myszkowski. – Zdjęcia nie można było opublikować w polskiej prasie, bo na pierwszym planie był krzyż. Dopiero gdy dostało nagrodę agencji TASS na wystawie „Intrepress-foto 66” w Moskwie, można je było pokazać i u nas.

Odwraca odbitkę na drugą stronę. – Zobacz, tu jest nawet informacja, gdzie Makal wysłał to zdjęcie. Jest pieczęć Katowickiego Towarzystwa Fotograficznego, którego był członkiem. Obok pieczątka z Buenos Aires i z Sydney. Więc w tych krajach fotografia mogła brać udział w konkursach lub być pokazywana na wystawach – opowiada.

Na drugiej odbitce Plac Czerwony (na zdjęciu). – Makal zrobił je w latach sześćdziesiątych w Moskwie. Na pierwszym planie chłopiec, który rozgrywa swoją grę małymi żołnierzykami. W tle prawdziwi żołnierze na tle Kremla, który rozgrywał sytuację polityczną bloku wschodniego – mówi. – Makal miał świadomość, że zdjęcia, które robi, są ważne: i historycznie, i artystycznie. I że potrafił uchwycić decydujący moment.

Józef Makal, „Przed defiladą”, Plac Czerwony w Moskwie, lata 60. XX w. // ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

Ostatnie, zatytułowane „Jutro niedziela”, to zdjęcie chłopca, który zarzuca obiema rękami na plecy plecioną siatkę z butelkami. Pozuje? Chyba nie. Coś jednak przyciąga jego wzrok, bardziej od fotografa, który musiał podejść bardzo blisko, by zrobić mu zdjęcie. Brytyjskie wydawnictwo zamieściło to zdjęcie w wydaniu „Photography Year Book” w 1965 roku, gdzie zebrano najlepsze zdjęcia z tego roku z całego świata.

Katowice na starych zdjęciach

Na wystawie można zobaczyć 250 zdjęć Józefa Makala, podzielonych na trzy tematy: człowiek, miasto, przemysł/praca.

– Spójrz, jaka to jest historia przemysłowych Katowic – pochyla się nad zdjęciami Myszkowski.

Makal fotografował Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie przez ponad czterdzieści lat. Po zestawieniu tych zdjęć widać, jak bardzo rejon się zmieniał i ile od niego oczekiwano.

Wybieramy najstarsze zdjęcia Katowic. Oglądamy dawne miasto, którego żadne z nas nie ma prawa pamiętać. Początek lat 60., widok na ulicę Staromiejską i znajdujący się przy Rynku dom handlowy Zenit, który wtedy był budowany. Na innym zdjęciu pierzeja od Rynku do Spodka w 1974 r., czyli obecna Aleja Korfantego, a wtedy ulica Armii Czerwonej. 

– Rynek też się zmienił, zobacz, zniknęły niektóre budynki, nie ma już na przykład Pałacu Ślubów i tego domu handlowego – pokazuje Myszkowski. – A tu dom handlowy „Skarbek”, jeszcze bez windy. Przejście pod Rondem Ziętka dzisiaj wygląda zupełnie inaczej, nie ma tam już pasażu ze sklepami. No i budynek historycznego dworca w Katowicach z charakterystyczną kładką, pamiętasz ją?

Gdy Myszkowski pracował nad wystawą, robił kwerendę w archiwalnych wydaniach „Dziennika Zachodniego”, porównywał negatywy z wydrukowanymi zdjęciami, jak były kadrowane i adiustowane. Potem z niektórymi chodził po mieście, sprawdzał, jak przestrzenie, które Makal fotografował, się zmieniły.

– Identyfikacja niektórych miejsc, zwłaszcza kopalń, które się przebudowywały lub zostały zlikwidowane, jest prawie niemożliwa. Stąd tyle tu ludzi w „nieznanych zakładach pracy”. Tym bardziej, że Makal, jako fotoreporter „Dziennika Zachodniego”, robił zdjęcia w całym regionie.

Zdjęcie Makala, które nie mogłoby się ukazać w prasie

Był wszędzie tam, gdzie coś się działo. W styczniu 1958 r. zjeżdżał z Władysławem Broniewskim i z górnikami do kopalni. – Trzeba pamiętać, że pod ziemią bywa i plus 40 stopni. Jest ciemno, ciasno, trudno o odejście. Zdjęcia są więc robione z bliska. Makal opowiadał, że Gomułka nie lubił brudnych twarzy, więc z fotografem zjeżdżał pod ziemię ktoś z ręcznikiem.

9 września 1967 r. fotografował wizytę de Gaulle’a. 7 czerwca 1972 r. przyjazd Fidela Castro do Katowic. Kubańczyk przebrał się od razu w górniczy mundur, który dostał w prezencie. W drodze z Katowic do Zabrza, Makal został z nim pomylony. „Pamiętam, miałem na sobie granatową koszulę z pagonami i jednakowe spodnie. Do tego jeszcze ciemna broda i czapeczka. Gdy wysiadałem z samochodu ktoś krzyknął »O, Fidel!«, dziewczyny z kwiatami zaraz przybiegły mnie witać. Od razu to podłapałem i krzyknąłem »Salute señorina, saluto camarade!«” – opowiadał w rozmowie, którą przeprowadził z nim Myszkowski.

Józef Makal, Wizyta Leonida Breżniewa na terenie budowanej Huty Katowice, lipiec 1974 r. // ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach

W lipcu 1974 r. fotografował delegację z Breżniewem. – Mamy tutaj Leonida Breżniewa, Edwarda Gierka, Zdzisława Grudnia (na zdjęciu). Niestety do czasu wizyty Breżniewa nie udało się wybudować Huty „Katowice”, dlatego zabrali go na plac budowy. Postawili parkan i wręczyli Breżniewowi legitymację pierwszego pracownika Huty „Katowice” – opowiada Myszkowski. I zwraca uwagę na wymowny gest dziennikarza, który próbuje nagrać przemówienie i wciska w kadr rękę z mikrofonem. – I to zdjęcie na pewno nie mogłoby się ukazać w prasie – mówi. – Dlatego Makal zawsze powtarzał, że fotografuje na dwie ręce. Jedno zdjęcie robi dla gazety, drugie dla siebie, do archiwum, na lepsze czasy.

Na 25-lecie pracy Makala na pierwszej stronie „Dziennika Zachodniego” ukazał się o nim tekst. Na pytanie, kto to jest fotoreporter, odpowiedział: „To człowiek, który ciągle chodzi, wszystko widzi i ma dobry refleks”.


Zdjęcia Józefa Makala pochodzą ze zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Człowiek, który ciągle chodzi