Da się żyć offline. To może być rozwijające i przyjemne

Co dziesiąty Polak unika bycia online. Co ciekawe, w grupie tej wyróżnia się zwłaszcza pokolenie „młodych analogowców”.
Czyta się kilka minut
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara

Można powiedzieć, że jestem hedonistą” – wróciły do mnie słowa Ireneusza Kani, gdy czytałam otwierający to wydanie tekst Olgi Drendy „Jak ze starych technologii i bycia offline uczynić życiowy luksus”. Znał 25 języków, choć mówił, że nie ma do nich głowy. Przetłumaczył ponad sto książek, choć głównie tych, których sam był ciekaw. I – niezależnie od wieku – stawał na rękach, trenował przysiad ze sztangą, martwy ciąg i wyciskanie na ławeczce, bo był przekonany, że bez dbałości o ciało trudno o zadowalający stan ducha. 

Wszystko to offline. Zamiast smartfona, wolał telefon stacjonarny. Zamiast komputera, zeszyty i ołówki. Zamiast spędzać czas przed jakimkolwiek ekranem, wolał jeździć na rowerze albo słuchać muzyki wpatrując się w drzewa. I choć był jednym z najintensywniej pracujących znanych mi ludzi, był jednocześnie jednym z najbardziej zadowolonych z tego, co robił.

Czy to kwestia pokolenia? Być może, ale i wyboru. – Był tylko jeden człowiek we współczesnej historii, który przewidywał, że wynalazki mogą obrócić się przeciwko człowiekowi. Był nim Lem – powtarzał.

Wygląda jednak na to, że ludzi, którzy obawiają się wpływu „wynalazków”, choć w innej perspektywie, bo na ich własne życie – przybywa. Pretekstem tekstu Drendy są najnowsze badania Narodowego Centrum Kultury, z których wynika, że co dziesiąty Polak wyraźnie unika bycia online. Tym ciekawsze, że w grupie tej wyróżnia się zwłaszcza pokolenie osób w wieku od 18 do 24. „Młodzi analogowcy” – bo tak nazwali ich badacze, pokazują, że da się żyć offline. I że może to być, mimo pozornych niewygód, znacznie bardziej rozwijające, a i przyjemne.

W tym kontekście warto też sięgnąć po tekst Magdaleny Bigaj, prezeski fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa w dziale „Psyche”, która pisze o największych nieporozumieniach debaty wokół tzw. zakazu mediów społecznościowych. I zadaje nam wszystkim spóźnione pytania: „Coraz wcześniej wręczaliśmy dzieciom smartfony, by »nie były wykluczone« (z czego?), cyfryzowaliśmy szkoły, by uczyły kompetencji przyszłości (jakich?), zapraszaliśmy do rozmaitych ciał doradczych przedstawicieli big techów, wierząc, że zostaniemy tygrysami gospodarki cyfrowej (dla czyich korzyści?)”.

Jeden z bohaterów tekstu Olgi Drendy przyznaje, że bycie offline ma też „aspekt uzdrowiskowy”. Tym bardziej polecam, by czas offline’u spędzić z wydaniem „Tygodnika”, które najlepiej czytać równolegle z książką „Duszność” Violette Leduc i tekstem o pisarce Marka Bieńczyka

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Offline i aspekt uzdrowiskowy