Jak ułożyć życie rodziny z geniuszem szachowym pod jednym dachem

Antek Radzimski ma 14 lat i jest szachowym mistrzem świata. Za jego sukcesem stoi historia całej rodziny, która od siedmiu lat podporządkowuje życie talentowi chłopca.
Czyta się kilka minut
Antoni Radzimski, szachowy mistrz świata w kategorii U14, ze zwycięskim pucharem. Zabrze, 1 lipca 2026 r. // Fot. Jacek Taran
Antoni Radzimski, szachowy mistrz świata w kategorii U14, ze zwycięskim pucharem. Zabrze, 1 lipca 2026 r. // Fot. Jacek Taran

Na wakacjach we Francji Antek wypatrzył ulicznego szachistę, który ogrywał kolejnych turystów. Kiedy naprzeciw niego usiadł jedenastoletni chłopak z Polski, role się odwróciły. Po dwóch wygranych partiach Antek odszedł od stolika bogatszy o 20 euro. Tak było niemal wszędzie. Dokądkolwiek Radzimscy wyjeżdżali, ich syn szukał nie zabytków, lecz szachownicy.

Od kilku tygodni Antek jest mistrzem świata do lat 14. Kiedy rozmawiamy, nie odrywa wzroku od ekranu. Rozgrywa kolejną partię. 

– To jest jego życie – mówi Adam Radzimski, ojciec chłopca. – Wrócił z mistrzostw, wszedł do pokoju i pierwsze, co zrobił, to włączył szachy. Nie potrafi wyprasować koszulki, ale na szachownicy ogarnia absolutnie wszystko.

W przedpokoju, na ogromnej komodzie nie ma już miejsca na kolejne puchary. Ten najnowszy i największy błyszczy dumnie na samym środku. Na ścianach obok wiszą rodzinne zdjęcia i obrazy namalowane przez starszą siostrę, Zuzę.

Jak szachy zmieniły życie rodziny

Czerwcowe mistrzostwo świata we włoskim Montesilvano było dla szachowego środowiska wydarzeniem. Antek wygrał osiem z jedenastu partii, zwyciężając w czterech ostatnich rundach. Tytuł zapewnił mu również automatyczne uzyskanie tytułu mistrza międzynarodowego, przyznawanego przez federację szachową FIDE.

Był to kolejny krok w błyskawicznie rozwijającej się karierze Antka. Wcześniej zdobył już tytuł wicemistrza świata do lat 12, medale mistrzostw Europy i mistrzostwo Polski juniorów. W wieku trzynastu lat i siedmiu miesięcy jako najmłodszy Polak w historii przekroczył granicę 2400 punktów Elo – szybciej, niż zrobił to późniejszy arcymistrz Jan Krzysztof Duda.

Siedem lat wcześniej Antek po prostu lubił grać w piłkę nożną i nic nie zapowiadało, że porzuci tę pasję. Ale kiedy tata nauczył go grać w szachy, stały się one główną osią ich rodzinnego życia.

Ojciec Antka jest architektem. Zaczynał w pracowni Roberta Koniecznego, później prowadził własną firmę w Zabrzu. Dziś najczęściej można spotkać go za kierownicą, w drodze na kolejny turniej.

– To nie była żadna decyzja – mówi Adam Radzimski. – Wszystko działo się powoli. Było coraz więcej wyjazdów, coraz mniej projektów. Nigdy nie powiedziałem sobie, że zamykam firmę. Po prostu któregoś dnia uznałem, że nie da się już jej utrzymać. Na parę miesięcy trafiłem na bezrobocie.

Katarzyna Radzimska, mama Antka i dyrektorka jednego z zabrzańskich liceów, przyznaje, że szachy całkowicie zmieniły rytm ich życia. – Mieliśmy swoje plany, chcieliśmy budować dom. Tymczasem chłopaki ciągle były w rozjazdach. Nie było ich w święta, podczas wakacji lub rodzinnych uroczystości. Zostawałam sama z dziewczynkami, a to rodziło konflikty. Potem przyzwyczaiłam się, że ich nie ma. A teraz denerwuje mnie, kiedy za długo siedzą w domu – śmieje się.

Radzimscy mają troje dzieci. Zuza maluje i występuje w konkursach recytatorskich z autorskimi monodramami. Halinka uwielbia konstruować wszystko, co da się zbudować z patyków, śrubek i kawałków drewna. Antek żyje w świecie 64 pól.

Ta różnorodność ma też swój medyczny rewers. Zuza urodziła się z zespołem Turnera, co wymaga stałej opieki endokrynologicznej i nieustannych diagnoz. Halinka zmaga się z przewlekłym reumatoidalnym zapaleniem stawów. Antek ma tylko jedną nerkę i zdiagnozowany zespół Aspergera. Cała trójka posiada orzeczenia o niepełnosprawności.

O tym biologicznym obciążeniu rodzice mówią jednak ze spokojem. – My tego nie rozpatrujemy w kategoriach dramatu – tłumaczy Katarzyna. – To jest po prostu zadanie do wykonania. Taka sama rzeczywistość jak odrobienie lekcji czy logistyka wyjazdu Antka na turniej.

Szachy, zespół Aspergera i buty dla kolegi

W tej opowieści podział ról wydaje się klarowny: Adam odpowiada za pasję i sukces, Katarzyna – za prozę życia: terminy u specjalistów, rachunki i stabilność rodzinnej konstrukcji. Sama w szachy grać nie umie, ale turnieje syna bardzo ją stresują. – Chyba nie nadaję się na matkę sportowca – przyznaje. 

Najtrudniejsza okazała się jednak konfrontacja z barierą ekonomiczną. Talent Antka rósł odwrotnie proporcjonalnie do domowego budżetu. Wyjazdy stawały się coraz dalsze, trenerzy drożsi, a sportowa machina wymagała ciągłych nakładów. Poszukiwania sponsorów nie zawsze kończyły się sukcesem. Do tego doszła całkowita utrata kontroli nad własnym czasem. 

– Nie dało się niczego ustalić. Nie mogliśmy zaplanować wakacji, bo trzeba było czekać na kalendarz rozgrywek. Ani umówić się ze znajomymi na sylwestra, bo może akurat będzie ważny turniej – mówi mama Antka. – Wiele razy krzyczałam: „Nie jedźcie na ten turniej!”. A potem sama się z tego wycofywałam, gdy widziałam, jak bardzo Antek tego chce. Nie potrafiłam powiedzieć: „dość”, choć próbowałam. Mówiłam: najpierw szkoła i obowiązki. 

Próby ograniczenia szachowej pasji Antka kończyły się dramatycznie. Chłopiec wpadał w rozpacz. Mówił, że jeśli nie będzie mógł grać w szachy, to się zabije. Dzisiaj już tak nie reaguje, a oni nauczyli się żyć z jego talentem.

W tym wszystkim nie chodzi tylko o medale. Szachy są dla Antka miejscem, w którym czuje się bezpiecznie. Zespół Aspergera sprawia, że źle odnajduje się w nowych miejscach i wśród obcych ludzi. Nawet na zajęcia wyrównawcze z matematyki nie poszedł ani razu, bo były tam dzieci, których nie znał. Przy szachownicy świat jest przewidywalny. Poza nią – znacznie mniej. 

Choć rodzinny budżet coraz bardziej podporządkowywał się szachom, Adam i Kasia od początku umówili się na jedną rzecz. Pieniądze wygrywane przez Antka należą do niego. Nie chcieli finansować z nich pracy trenerów czy wyjazdów – to były jego nagrody. Wyjątek zdarzył się, kiedy Antek przystępował do pierwszej komunii świętej. Wówczas większość pieniędzy z prezentów postanowił przeznaczyć na wyjazd na mistrzostwa świata do Batumi. 

Po jednym z turniejów Antek za wygrane pieniądze kupił koledze bardzo drogie sportowe buty. – Mama tego chłopca chciała nam je oddać, ale nie zgodziliśmy się – wspomina Kasia. – Skoro Antek kupił je z własnych pieniędzy i z własnej woli, prezent należał do kolegi.

Rozmowa wychowawcza odbyła się później. Delikatna, bo przecież tak naprawdę Antek nie zrobił nic złego.

Wizje rodzicielstwa i terapia małżeńska

Cena talentu młodego szachisty rosła z czasem nie tylko w złotówkach. Katarzyna wspomina, że dwa lata temu mieli duży kryzys i trafili na terapię. Trudno im się było wówczas porozumieć: mówili do siebie, ale się nie słyszeli. Wracali do tych samych pytań: co jest ważniejsze dla Antka – kolejny turniej czy szkoła? Co z potrzebami innych dzieci? Katarzyna przyznaje, że po prostu rozjechały im się wizje rodzicielstwa. Chciała, żeby to wszystko było bardziej poukładane, bo choć rozwój talentu jest ważny, dziecko musi też normalnie dorastać. 

Adam patrzył na to inaczej. – My zawsze byliśmy różni – mówi spokojnie. – Kasia była świetną uczennicą. Ja uciekałem ze szkoły, żeby jeździć na rolkach. Dzisiaj po prostu wierzę, że jeśli Antek naprawdę ma zostać jednym z najlepszych szachistów na świecie, to nie da się tego zrobić na pół gwizdka.

Rodzina Radzimskich: Adam, Antek z psem Oreo, Katarzyna i Zuza. Najmłodsza Halinka już na wakacjach. Zabrze, 1 lipca 2026 r. // Fot. Jacek Taran

Na małżeńskiej terapii szybko się okazało, że problem nie polega na tym, kto ma rację. Oboje usłyszeli coś, co dziś powtarzają niemal tymi samymi słowami: są różni, ale nie muszą się zmieniać, muszą tylko lepiej rozumieć siebie nawzajem. Kiedy pytam, za co dziś się nawzajem cenią, nie myślą długo.

– Podziwiam męża za poświęcenie – mówi Kasia. – Ja chyba nie umiałabym tak jak on. Potrafi całkowicie oddać się temu, co robi. Najpierw była architektura, teraz są szachy i Antek. Wiem, że jeśli w coś uwierzy, zrobi to na sto procent.

Adam: – Cenię Kasię za mądrość, otwartość, siłę. Zawsze uważałem, że dzięki niej zaszedłem dalej, niż bym to zrobił bez niej. Kiedy się poznaliśmy, niewiele wiedziałem o życiu. Dzięki Kasi stałem się innym człowiekiem. Jestem jej za to wdzięczny. 

Gdy dziś myślą o drodze, którą przeszli, nie zastanawiają się, czy można było wybrać inaczej.

Jak pogodzić mistrzostwo w szachach ze szkołą?

Szachowy mistrz o swoich zwycięstwach mówi rodzinie niewiele. – Jak wygra, to przychodzi i rzuca tylko: „No i wygrałem” – mówi mama Antka. – Czasami z daleka pokazuje wyciągnięty w górę kciuk – dodaje Adam. 

Znacznie więcej emocji wywołują u niego porażki. – Kiedy był młodszy, płakał, krzyczał, rzucał się. Teraz jest spokojniejszy, ale nadal bardzo źle przeżywa przegrane – przyznaje ojciec i podaje przykład z Budapesztu. Antek miał praktycznie wygraną partię, ale jeden błąd sprawił, że zwycięstwo wymknęło mu się z rąk. – Chodził po mieście i kopał latarnie. Darł się na pół Budapesztu. Bałem się, że ktoś wezwie policję.

Sam Antek jest małomówny, z trudem udaje się go namówić na przerwę w partii i kilka słów. O swoich emocjach mówi ze spokojem. – Jak przegram z kimś lepszym ode mnie, łatwiej to zaakceptować. Wiem wtedy, że miałem prawo przegrać. Ale kiedy przegram albo zremisuję z kimś słabszym, jestem naprawdę zły.

Ojciec dodaje: – On jest jak Cristiano Ronaldo, który pomimo ponad czterdziestu lat płacze po przegranym meczu. Jemu po prostu tak zależy na wygrywaniu.

Sukcesy szachowe są ważne, ale jest jeszcze szkoła. Antek często wyjeżdża na turnieje, więc przez dużą część roku nie ma go na lekcjach. Ma świetną pamięć słuchową i doskonale radzi sobie z historią czy geografią, ale jeśli nie usłyszy materiału w klasie, trudno mu go później nadrobić. Największym zmartwieniem pozostaje matematyka i egzamin ósmoklasisty. 

– Wszyscy myślą, że skoro jest szachistą, to matematyka przychodzi mu z łatwością. A to nieprawda. Matematyki trzeba się uczyć i ćwiczyć, tak jak szachy. A jego po prostu często nie ma w szkole – tłumaczy mama chłopca.

Na szczęście szkoła nie robi problemów z nieobecnościami. Dyrektor rozumie, że nie da się być wybitnym sportowcem i mieć same piątki. Kłopot w tym, że za rok o przyjęciu Antka do liceum zdecyduje wynik egzaminu i liczba punktów. Za tytuł mistrza świata dodatkowych nie dostanie.

– To jest dla mnie niezrozumiałe – mówi Kasia. – System premiuje laureatów konkursów przedmiotowych, czasami bardzo błahych, a mistrzostwo świata w szachach nie ma znaczenia. Przecież to też efekt lat pracy, nauki i ogromnej dyscypliny.

Dzieci mają być szczęśliwe

Zawieszona kariera ojca, samotne święta mamy i sióstr, kryzys małżeński, niepewność przyszłości, kłopoty finansowe. Ludzie często ich pytają, czy warto było zapłacić taką cenę.

Odpowiedź jest prosta. – Robimy to, bo nasz syn jest z tym po prostu szczęśliwy. Nie potrafię zrozumieć tych pytań – mówi Adam. – Moje życie nigdy nie obracało się wokół pieniędzy, tylko wokół pasji. W karierze architekta najtrudniejsze było zawsze to, że o kontrakty i projekty trzeba się ubiegać na polu golfowym czy w drogiej restauracji. To nie dla mnie. Zawsze robiłem coś dlatego, że to kochałem. Jestem dumny, że syn robi tak samo.

Jest jeszcze jedno pytanie, które wraca częściej niż inne. Czy sukces Antka nie odbywa się kosztem sióstr? – Nigdy nam tego nie powiedziały i nie dały tego odczuć, ale z tyłu głowy ciągle kołacze mi pytanie, czy dziewczyny nie czują się traktowane niesprawiedliwie – przyznaje Kasia.

Rodzice starają się, by po powrocie z turniejów Antek miał takie same obowiązki jak Zuza i Halinka. Nie chcą go faworyzować. – Powiedzieliśmy Zuzi, że jeśli znajdzie swoją drogę, będziemy gotowi inwestować w jej rozwój tak samo, jak w rozwój Antka – zapewnia Adam.

Na ekranie konsoli wirtualne figury zmieniają pozycje w nieuchwytnym dla laika tempie. Niedługo Antek zamieni ekran na prawdziwą szachownicę – czekają go kolejne rundy w barwach klubu szachowego w Czarnej na Podkarpaciu (zaproponowano mu tam lepsze warunki) i kadry narodowej Polski, drużynowe pojedynki w Polsce i Czechach. I chociaż brakuje już wolnego miejsca na kolejne puchary, to nikt nie zamierza kupować nowej komody. Przeorganizują przestrzeń, tak jak przez ostatnie siedem lat musieli przeorganizować życie.

Kiedy Antek pakuje torbę na turniej, na stole leżą terminy wizyt lekarskich Zuzy i Halinki. Życie Radzimskich rzadko przypomina harmonijną architekturę, to raczej partia szachów błyskawicznych. Choć Katarzyna i Adam patrzą na świat z różnych perspektyw, cel mają jeden: dopilnować, by w tym całym pędzie wszystkie ich dzieci były szczęśliwe.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł