Gazeta ciekawa jak list pasterski

Stary problem, jakie powinno być "katolickie medium", podjął na łamach "Niedzieli" (nr 45/08) przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. Przykładami pozytywnymi są dlań Radio Maryja i Telewizja Trwam oraz "Gość Niedzielny", "Niedziela", "Idziemy", "Przewodnik Katolicki" i "Pielgrzym". Przykładem negatywnym - "Tygodnik Powszechny"...
Czyta się kilka minut

Z przeprowadzonych przez nas w ubiegłym roku badań rynku prasy wynika, że przedstawiciele młodej inteligencji, określający się jako wierzący i praktykujący, nie chcą kupować pisma z przymiotnikiem "katolicki". Dlaczego? Właśnie ze względu na ten przymiotnik. "Katolickie" oznacza dla nich manipulujące faktami, zamieszczające artykuły tendencyjne i podejmujące wyłącznie tematy wewnątrzkościelne. W trzech miastach, w kilku odrębnych grupach, odpowiedzi badanych brzmiały mniej więcej tak samo - a lektura "Tygodnika Powszechnego" była dla nich zaskoczeniem, ponieważ nie znajdowali w nim ani nawracania na siłę, ani gotowych odpowiedzi na każde pytanie.

Stary problem, jakie powinno być "katolickie medium", podjął na łamach "Niedzieli" (nr 45/08) przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik. Przykładami pozytywnymi są dlań Radio Maryja i Telewizja Trwam oraz "Gość Niedzielny", "Niedziela", "Idziemy", "Przewodnik Katolicki" i "Pielgrzym". Przykładem negatywnym - "Tygodnik Powszechny".

Ksiądz Arcybiskup nie ukrywa, że ma wątpliwości co do "eklezjalności linii promowanej od lat" przez nasze pismo. Na podstawie jego tekstu spróbuję wskazać cechy, które - zdaniem Przewodniczącego KEP - podważają katolickość medium. Nie chodzi mi przy tym o sam "Tygodnik": niechęć doń Ksiądz Arcybiskup manifestuje nie od dziś, a z uprzedzeniami nie da się dyskutować. Ciekawsza i warta refleksji jest wyłaniająca się z jego obecnej wypowiedzi wizja katolickich mediów w ogóle.

Tak więc katolicki tygodnik nie może chodzić po obrzeżach ortodoksji, a już, nie daj Boże, jej przekraczać. Ma być jak listy pasterskie Episkopatu, które, jak wiadomo, budzą ogromne zainteresowanie wiernych.

Gdy "pojawia się jakaś bieda kapłańska, np. eks-ksiądz", wolno katolickiemu pismu "współczuć i zachęcać do jej przezwyciężenia (...) pomagać mu zrozumieć sytuację, zachęcać do nawrócenia". Wysiłek zrozumienia człowieka, który odszedł, nawet jeśli wspólnie przebyło się wielki kawał drogi, jest niedopuszczalny, a wzgląd na tych (czytelników, uczniów), dla których takie odejście jest niepojętym szokiem, dopuszcza tylko "pomagać jemu zrozumieć sytuację". Można go skrytykować, ale nie dopuścić do głosu. Dostrzeganie w nim człowieka jest odczytywane jako "robienie z niego bohatera".

Niedopuszczalne okazuje się pisanie o "problemie teologa, który całe swoje życie niedomagał w ortodoksji, w wierności Kościołowi i został upomniany przez Stolicę Apostolską w trosce o prawdy wiary". Chodzi o ks. prof. Wacława Hryniewicza, który całe życie służył Kościołowi i któremu Kongregacja nie zarzuciła bynajmniej "niedomagań w ortodoksji". Nic to, że na naszych łamach zapewniał o tym abp Józef Życiński. Zdaniem przewodniczącego KEP pisanie o tym należy najwyraźniej pozostawić prasie laickiej.

Trapiące katolików pytania dotyczące encykliki "Humanae vitae" są również niedopuszczalne. Rozumiem, że obowiązki nie pozwalają Księdzu Arcybiskupowi na siedzenie w konfesjonale, nie doświadczył więc trudu tłumaczenia, dlaczego natura aktu małżeńskiego otwartego na dawanie życia jest do pogodzenia z coraz bardziej precyzyjnymi metodami naturalnymi, a nie do pogodzenia z żadnymi metodami antykoncepcyjnymi. Roma locuta, causa finita. Próby zrozumienia wątpliwości wiernych odczytywane są jako atak: władza kościelna powinna wkroczyć i nakazać milczenie - w tym przypadku ks. Jackowi Prusakowi.

Przyszłość katolickich mediów w Polsce widzi Przewodniczący Konferencji w rozwoju "Niedzieli", Radia Maryja i Telewizji Trwam. Być może ma rację, czytelnicy o tym zdecydują. Ale zdecydują w ten sposób nie tylko o przyszłości katolickich mediów, ale całego Kościoła w Polsce. Co zaś się tyczy "Tygodnika", dzisiejszy numer potwierdza najgorsze przewidywania Księdza Arcybiskupa. Na stronie 8. rozpoczynamy druk cotygodniowych komentarzy do żydowskich czytań biblijnych w synagodze. Czy jest to do pomyślenia w czasopiśmie katolickim?!

Jak powiedział abp Michalik w wywiadzie dla "Niedzieli" (16 września 2007 r.): "wydaje mi się, że nadchodzi czas, albo już nadszedł, że to sami wierni muszą rozróżniać, który z głosów biskupich jest głosem Kościoła, a który wyrazem jego prywatnej opcji czy preferencji".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 46/2008