Fuj, ale ciekawe! Dlaczego tak chętnie sięgamy po to, co obrzydliwe

Dokumenty o seryjnych mordercach, zdjęcia tkanek zaatakowanych przez pasożyty, opisy technik tortur, wywiady z gangsterami czy doniesienia z miejsc katastrof – co nas w tym przyciąga?
Czyta się kilka minut
Wykład z anatomii w historycznym audytorium uniwersytetu w Lipsku, październik 2012 r. // Fot. Waltraud Grubitzsch / DPA / AFP / East News
Wykład z anatomii w historycznym audytorium uniwersytetu w Lipsku, październik 2012 r. // Fot. Waltraud Grubitzsch / DPA / AFP / East News

Stare porzekadło mówi, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Dobrze wiemy jednak, że bez ciekawości nie rozwijałaby się ani nauka („Co znajduje się po drugiej stronie księżyca?”), ani sztuka kulinarna („Jak smakowałoby to pieczywo, gdyby dodać do niego trochę kminku?”), ani kultura („A co, gdyby w sztuce oprócz chóru pojawiał się również pojedynczy aktor?”). Chociaż więc chronimy dzieci przed wieloma innymi rzeczami, to zwykle robimy wiele, aby rozbudzać w nich zainteresowanie światem.

Nasza ciekawość ma jednak i drugie oblicze, którym nie chwalimy się zwykle, gdy poznajemy nowych ludzi, idziemy na pierwszą randkę lub staramy się o nową pracę. Mowa tu o ciekawości dotyczącej zagadnień makabrycznie szokujących, związanych z odczuwaniem dyskomfortu albo wywołujących wstręt. Popychani tym rodzajem zainteresowania, sięgamy po dokumenty o seryjnych mordercach, zdjęcia tkanek zaatakowanych przez pasożyty, opisy technik tortur, filmy z operacji chirurgicznych, wywiady z gangsterami czy doniesienia z miejsc katastrof. O tym, jak bardzo pociągają nas sprawy na co dzień ukryte za zasłoną psychicznego komfortu, dobitnie świadczy też dzisiejsza popularność gatunku true crime.

Psychologowie chęć poznania tego, co niepokojące, groźne czy osobliwe, określają mianem morbid curiosity, co można tłumaczyć jako „chorobliwa” bądź „niezdrowa” ciekawość. Nazwy te nie są jednak najszczęśliwsze – kryje się w nich wartościowanie i sugestia, że w motywacji do poznawania rzeczy szokujących jest coś z gruntu niewłaściwego. Bez takiego obciążenia, opisywane zjawisko mogłoby nazywać się „szkarłatną ciekawością”. Wszak szkarłat to czerwień jasna jak świeża krew, za szkarłatną maską skrywała swą twarz śmierć w opowiadaniu Edgara Allana Poego, a „Studium w szkarłacie” to opowieść o wczesnych śledztwach Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Jaka jednak jest ta nasza chorobliwa czy szkarłatna ciekawość?

W poszukiwaniu zjeżonego włosa

Niegdyś ciekawością dotyczącą wydarzeń związanych z przemocą i śmiercią zajmowano się w ramach badań nad temperamentem. Według Marvina Zuckermana niektórzy ludzie mają silnie rozwinięte potrzeby związane z poszukiwaniem doznań. Potrzeby te popychają w kierunku intensywnych przeżyć i emocjonujących przygód oraz wiążą się z podatnością na nudę podczas wykonywania rutynowych, codziennych czynności. Wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Delaware wykazały, że ludzie chcący oglądać treści pełne grozy i przemocy mają podwyższoną potrzebę doznań, co łączono ze specyfiką budowy ich układu nerwowego i wrażliwością na neuroprzekaźniki. Zgodnie z tym ujęciem przemoc i makabra miałyby interesować widzów głównie dlatego, że budzą silne i długotrwałe emocje. Gdyby zaś na horyzoncie pojawiło się coś bardziej ekscytującego, osoby poszukujące doznań szybko zwróciłyby swoją uwagę w inną stronę.

Koncepcja Zuckermana zainspirowała badaczy z Uniwersytetu w Alabamie, którzy do swojego laboratorium zaprosili kilkadziesiąt osób. Uczestnicy najpierw wypełniali kwestionariusze mierzące ciekawość związaną z budzącymi grozę wydarzeniami. Potem każdej z osób pokazywano doniesienia telewizyjne, z których część dotyczyła negatywnych wydarzeń (np. scenę wypadku, w którym chłopiec został zmiażdżony przez przewróconego SUV-a), a pozostałe prezentowały zdarzenia neutralne bądź pozytywne (np. wyścigi balonów). W trakcie oglądania badanym zmierzono fizjologiczne wskaźniki związane z uwagą oraz poziomem pobudzenia, a także proszono ich o subiektywną ocenę tego, jak bardzo są pobudzeni i jak bardzo każdy z filmów był dla nich ciekawy.

Niezależnie od poziomu ciekawości dotyczącej ponurych spraw, badani uznali materiały związane z przykrymi wydarzeniami za ciekawsze od pozostałych. Między badanymi o różnych poziomach szkarłatnej ciekawości nie odnotowano jednak ani różnic w fizjologicznych wskaźnikach uwagi przy oglądaniu filmów, ani w deklarowanym stopniu zainteresowania nimi, ani w subiektywnych ocenach pobudzenia. Co jednak ciekawe, badani o wysokim poziomie fascynacji niebezpiecznymi treściami mieli wyższe niż reszta wskaźniki fizjologicznego pobudzenia przy oglądaniu doniesień o przykrych wydarzeniach.

Może więc zaciekawienie tym, co mroczne i niebezpieczne, to efekt pogoni za pobudzeniem przekładającym się na dobre samopoczucie? Więcej światła na tę kwestię rzucają wyniki uzyskane przez Suzanne Oosterwijk na Uniwersytecie w Amsterdamie. W jednym z jej badań uczestnicy wielokrotnie wybierali pomiędzy obejrzeniem zdjęcia czegoś neutralnego albo zdjęcia kojarzącego się z przemocą lub śmiercią. Pokazywane zdjęcia podzielono na kategorie społeczną (np. konflikt), fizyczną (np. okaleczone kończyny) i naturalną (groźne węże).

Badani woleli oglądać negatywne zdjęcia z kategorii społecznej częściej niż jakiekolwiek inne obrazy. Kiedy jednak w innym badaniu autorka dodała możliwość oglądania zdjęć zawierających miłe obrazy, w każdej z możliwych kategorii uczestnicy wybierali je częściej niż obrazki makabryczne. Z innej perspektywy, im wyższe było deklarowane przez badanych zainteresowanie przykrymi bądź makabrycznymi widokami, tym częściej wybierali do obejrzenia właśnie takie fotografie. By uniknąć nudy, ludzie mogą więc sięgać nawet po treści na temat przykrych wydarzeń (spójrzmy choćby na telewizyjne paradokumenty prezentujące relacje społeczne silnie nasycone negatywnymi emocjami). Gdy jednak na horyzoncie pojawia się alternatywa, przy makabrycznych doniesieniach pozostaną raczej ci z nas, w których odzywa się szkarłatna ciekawość.

Lepiej się przygotować

Zdecydowanie kompleksowo do badania mrocznej strony ciekawości podchodzi Coltan Scrivner, który zainteresowanie tym, co niebezpieczne, makabryczne czy wywołujące gęsią skórkę, porównuje do zainteresowania seksem. Choć biologiczną funkcją seksu jest rozmnażanie się, na co dzień zajmują nas raczej sygnały mogące do seksu prowadzić, takie jak atrakcyjność fizyczna, okoliczności czy zachowania potencjalnych partnerów. Podobnie sprawy mają się w przypadku śmierci – aby jej unikać, musimy pozostawać czujni na okoliczności prowadzące do utraty życia, stąd też mocno przykuwają one naszą uwagę.

Szkarłatna ciekawość, według Scrivnera, ma więc u swych podstaw przydatny mechanizm adaptacyjny. Aktualnie, naturalny popyt na ważne z ewolucyjnego punktu widzenia bodźce – tak seksualne, jak i związane z potencjalnie zagrażającymi okolicznościami – napotyka jednak obfitą podaż zdjęć, filmów czy animacji.

W piosence do jednej z części przygód agenta 007 Alicia Keys i Jack White wymieniali wiele zwyczajnych rzeczy, które finalnie mogą uczynić kogoś martwym. Fakt wielości możliwych sposobów zadawania śmierci nie umknął uwadze Scrivnera, który zaproponował wielowymiarową strukturę szkarłatnej ciekawości. Stworzona przez niego skala Morbid Curiosity Scale służy do pomiaru aż czterech rodzajów fascynacji rodem z dreszczowca.

Pierwszą z nich jest interesowanie się umysłami ludzi zadających innym fizyczną i psychiczną krzywdę (np. „Byłbym zainteresowany obejrzeniem wywiadu z uwięzionym seryjnym zabójcą mówiącym o jego zbrodniach”), drugą jest fascynacja tym, co przerażające i łamiące codzienny porządek świata (np. „Byłbym zainteresowany uczestniczeniem lub oglądaniem filmu o egzorcyzmach”), trzeci wymiar obejmuje pełne przemocy relacje między ludźmi (np. „Gdybym żył w średniowiecznej Europie, byłbym zainteresowany udziałem w publicznej egzekucji”), czwarty zaś odnosi się do różnych form naruszania lub uszkadzania ciała (np. „Interesuje mnie zobaczenie, jak przebiega amputacja kończyny”).

Mając obiecującą teorię i odpowiednie narzędzie, Scrivner zaczął poszukiwać związków pomiędzy szkarłatną ciekawością a innymi właściwościami psychicznymi oraz codziennymi zachowaniami. Przykładowo, udało mu się ustalić, że tym, co makabryczne i niebezpieczne, bardziej interesują się osoby skłonne do przekraczania reguł, mniej obawiające się własnej śmierci, traktujące innych w wyrachowany sposób oraz dobrze czujące się w silnie emocjonujących sytuacjach. Częściej są to też mężczyźni, ludzie młodsi oraz – co wiedzieliśmy już wcześniej – osoby bardziej podatne na nudę.

Wysoki wynik na skali Scrivnera pozwalał przewidywać, czy, mając wybór, ludzie zdecydują się zapoznać z treściami neutralnymi (np. zdjęcie słynnego budynku czy wywiad z astronautą), czy raczej z czymś wywołującym ciarki na plecach (np. zdjęcie nawiedzonego domu czy wywiad z profilerem pracującym dla FBI). Ponadto, pomiary szkarłatnej ciekawości wykonane w odstępie miesiąca były do siebie bardzo podobne, co wskazuje, że jest ona raczej stałą tendencją umysłową.

Szkarłat w natarciu

Ewolucyjne podejście do ciekawości spraw budzących grozę podkreśla jej strategiczne znaczenie związane z poznawaniem rzeczy mogących zagrażać życiu lub zdrowiu. Jak podają autorzy artykułu opublikowanego w „Evolutionary Studies in Imaginative Culture”, zjawiska typowe dla szkarłatnej ciekawości wystąpiły w trakcie pandemii Covid-19, kiedy to wraz z wprowadzaniem restrykcji w podróżowaniu i codziennym życiu swoją drugą młodość przeżywał w USA film „Contagion – epidemia strachu”, zrealizowany w 2011 r. Być może wielu oglądających potraktowało ten film opowiadający o kryzysie wywołanym przez wirus jako źródło ponurej wiedzy o tym, co ma szansę niedługo naprawdę się wydarzyć. W przeprowadzonych wtedy badaniach uwzględniono zaś fakt, że koronawirus niewątpliwie budzi powszechne zainteresowanie, jednak niektórzy mogą być go ciekawi nieco bardziej niż inni. W tym celu wykorzystano kwestionariusz z pytaniami na temat zarówno ogólnej ciekawości (np. „Jak bardzo jesteś zainteresowany poznaniem wytycznych dotyczących zmniejszania ryzyka zakażenia koronawirusem?”), jak i jej bardziej mrocznej odmiany („Jak bardzo byłbyś zainteresowany zdjęciami tego, co koronawirus robi z organizmem?”).

Przy analizie uzyskanych wyników okazało się, że szkarłatna ciekawość nie miała związków z ogólnym zainteresowaniem koronawirusem, ale korelowała za to z fascynacją dotyczącą aspektów pandemii budzących grozę. W początkowym okresie pandemii swoje pięć minut mieli więc ci, którzy zwykle poszukując wiedzy na jakiś temat, lubią przekraczać granicę psychologicznego komfortu.

Bywa jednak i tak, że suche fakty są mniej ciekawe niż barwna fikcja, a wtedy szkarłatna ciekawość może prowadzić w szpony dezinformacji. Świadczą o tym wyniki zebrane przez Scrivnera i Josepha M. Stubbersfielda, którzy zajęli się kwestią związków między zaciekawieniem mrocznymi osobliwościami a skłonnością do przekonań spiskowych. W jednym z badań wykazali oni, że ogólna tendencja do wiary w spiski wiąże się z ciekawością dotyczącą funkcjonowania umysłów niebezpiecznych ludzi oraz fascynacją tym, co niebezpiecznie i co wykracza poza codzienny porządek świata. Inne badanie pokazało zaś, że osoby preferujące oglądanie szokujących obrazów (np. zdjęcia mężczyzny, który zabił i zjadł swoją dziewczynę – zamiast zdjęcia mężczyzny, który uratował przyjaciela przed utonięciem) częściej chciały poznawać spiskowe wyjaśnienia zdarzeń (np. że fluoryzacja wody wodociągowej to tajny sposób firm chemicznych na pozbycie się niebezpiecznych produktów ubocznych), a nie ich powszechnie przyjęte wersje. Ciekawość i pociąg do szokujących informacji mogą więc tworzyć koktajl wymagający umiejętnego dawkowania. W dzisiejszym świecie nie brakuje wszak sytuacji, gdy estetyka przekazu jest ważniejsza od jego treści.

Przemocowe brzmienia

Ciekawość dotycząca tego, co budzi grozę, może zostać zaspokojona nie tylko przez poszukiwanie informacji, ale również… słuchanie muzyki. Tak przynajmniej twierdzą badacze z Australii, którzy śledzili powiązania pomiędzy szkarłatną ciekawością a preferowaniem ociekających brutalnością piosenek metalowych i rapowych. Jedno z badań Merricka Powella i współpracowników pokazało, że studenci określający się jako fani gatunków zawierających pełne przemocy teksty (np. black metal i gangsta rap) cechowali się wyższym poziomem ciekawości względem tego, co szokujące i makabryczne, niż studenci lubiący inne gatunki muzyki. Innym razem badacze odnotowali, że na podstawie poziomu szkarłatnej ciekawości można przewidywać intencje związane z dalszym poznawaniem brutalnych utworów, nawet jeżeli badani wcześniej nie byli fanami takiego rodzaju twórczości.

Ciekawość makabry wiązała się jednak również z chęcią dalszego wsłuchiwania się w utwory metalowe zawierające pozytywny przekaz. Australijski zespół wyjaśniał to faktem, że choć mrok znikał w takim przypadku z warstwy lirycznej, wciąż pozostawał on w warstwie dźwiękowej, co mogło nadal oddziaływać na osoby lubiące poznawać to, co tajemnicze i niepokojące.

Omawiane badania miały również aspekt jakościowy, którego rezultaty przedstawiono niedawno na łamach czasopisma „Psychology of Popular Media”. Uczestnicy zapoznawali się z kilkudziesięcioma fragmentami utworów metalowych i rapowych, z których część zawierała brutalne przekazy, a część przekazy pozytywne. Zadaniem badanych było wskazanie, czy interesowałoby ich zapoznanie się z dalszym ciągiem utworu oraz udzielenie komentarza na ten temat. Tym, co motywowało badanych do dalszego podążania za utworami z pozytywnym przekazem, były głównie chęć dowiedzenia się, co będzie dalej (np. „Chciałam wiedzieć, czy zmieni się w bardziej delikatny”), podziw („Brzmiało niesamowicie, podobało mi się”) i operowanie kontrastami („Tekst był nieoczekiwany w odniesieniu do brzmienia piosenki”). Inaczej było natomiast w przypadku piosenek zawierających teksty ociekające przemocą.

Choć i tutaj istotne były dostęp do informacji (np. „Chcę zobaczyć, o co chodzi w tej tematyce”) czy podziw („Gitarowy riff jest fajny, więc chcę go posłuchać”), badani ujawniali również motywacje związane z zaciekawieniem brutalnością i makabrą. Mówili np., że coś brzmi trochę przerażająco, ale jednocześnie interesująco, a jedna z osób przyznała wręcz, że do usłyszenia całej piosenki i poznania artysty popycha ją fakt, że tekst jest niezwykle mroczny i obrazowy.

Wzorcowa motywacja

W jednej ze scen „Portretu Doriana Graya” tytułowy bohater oznajmia swojemu mentorowi Henrykowi, że książka, którą ten mu przysłał, była fascynująca. Henryk komentuje to słowami: „Tak, wyobrażałem sobie, że ci się będzie podobała”. „Ja nie powiedziałem, Harry, że mi się podobała. Powiedziałem, że jest fascynująca. A to wielka różnica” – odpowiada Dorian. Dyskusja między postaciami dobrze oddaje to, jak działają na nas sprawy rozbudzające szkarłatną ciekawość. Choć ich przebieg czy estetyka mogą budzić odrazę, i tak z zapartym tchem zastanawiamy się, co będzie dalej, niczym widzowie jednocześnie fascynującego i przerażającego spektaklu. Dlaczego jednak gdy jeden z głosów wewnętrznych mówi nam: „to niebezpieczne!”, drugi zaś: „to ciekawe!”, w wielu sytuacjach ulegamy temu drugiemu, a potem chcemy więcej i więcej?

Odpowiedź na to pytanie częściowo zawarta jest w książce Simona Barona-Cohena „Poszukiwacze wzorów”. Według tego autora, umysły przynajmniej niektórych osób wyczulone są na wychwytywanie i katalogowanie zależności przyczynowo-skutkowych. Nawet wtedy, gdy obserwujemy coś po raz pierwszy, staramy się dostrzec w tym prawidłowości ogólne, a ich odkrywanie działa na nas jak nagroda i napęd do kolejnych obserwacji. Z tego punktu widzenia, odbieramy rzeczywistość jako zbiór systemów, niezależnie, czy chodzi tu o cykl pór roku w przyrodzie, przebieg przyjęcia imieninowego, czy strzelanie do celu. Rozrywki takie jak sport, gry planszowe czy konkursy to właściwie systemy w najczystszej postaci. Odkrycie zasad rządzących danym systemem dostarcza nam satysfakcji, a pojawiające się przy tym trudności zarówno frustrują, jak i napędzają do dalszych poszukiwań. Pewnie wielu z nas pamięta np., ile czasu poświęciliśmy na próby narysowania zamkniętej koperty bez odrywania ołówka od kartki, zanim przyznaliśmy, że to niemożliwe.

Także w sprawach budzących grozę bez trudu odnajdziemy systemowy charakter. By się o tym przekonać, wystarczy cofnąć się o kilka akapitów do stwierdzeń wyjętych z kwestionariusza badającego poziom szkarłatnej ciekawości. Każde z nich odnosi się do procesu, którego wcześniejsze kroki mają określone skutki. Wygląda więc na to, że ciekawość dotycząca tego, co groźne i makabryczne, może być pochodną naturalnej tendencji do poszukiwania i rozumienia prawidłowości, która na co dzień objawia się w formie ciekawości jako takiej. Przy ocenianiu nie warto więc być zbyt radykalnym. „Ta ciekawość jest wściekła, pierwszy stopień do piekła, lecz ostatni stopień do nieba” – śpiewa przecież Grzegorz Turnau.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Fuj, ale ciekawe!