Możliwe, że jest jeszcze za wcześnie. Możliwe takoż, że jest za sucho. A może za mokro? Tak czy owak, nie przeczytaliśmy w tym roku jeszcze ani jednej wiadomości o znalezieniu wielkiego prawdziwka czy gigantycznej purchawki. Wciąż czekamy na rozmowy ze szczęśliwymi znalazcami, budzącymi – to jasne – zawiść w narodzie. W tym sensie lato tegoroczne jest na razie niekompletne.
Było już sporo – czytamy je zawsze z zainteresowaniem – tekstów o Polakach na wakacjach. Bardzo lubimy utwory o Polakach w samolotach i o Polakach w samolotach klaszczących. Do tego stopnia lubimy, że zaczęliśmy inicjować takie owacje. Z lekkim znudzeniem czytamy o Polakach, którzy wyjechali na zawsze z miasta, i o Polakach, którzy wyjechali na zawsze z Polski, jest coraz więcej tekstów – na to zwróciliśmy ostatnio uwagę – o Polkach, które opuściły ojczyznę i zamieszkały w Arabii Saudyjskiej. Z miliarderami, jako członkinie haremów. Są to, każdy przyzna, historie absolutnie szokujące, ale ciekawe. Też dlatego, że Polek tak wiele już wyjechało, iż zdaje się nam, że zaraz w Polsce będą jedynie mężczyźni, w smażalniach.
Wbrew pozorom, nie mamy dziś zamiaru narzekać na lato, na nowe czasy, na tzw. młodzież czy też na powszechne zgłupienie, do czego zresztą bez trudu można się przyzwyczaić. Mamy bowiem, prócz tzw. dzisiejszych czasów i takowej młodzieży, pokolenia mocno wczorajsze. Trudno tu rozstrzygnąć, które jest ciekawsze i którzy ich przedstawiciele są dla swych formacji reprezentatywni. Weźmy pod lupę – to chyba nie jest niespodzianka – b. Gospodarza. Czy może być on nam modelem wszystkiego, co ludzkie, co mieści się w uniwersum Peerelu? Czasu pozornie minionego? Na pewno. Z tym celnym spostrzeżeniem nie powinni dyskutować nawet najzagorzalsi wielbiciele p. Kaczyńskiego, też dlatego, że i za to go wielbią. Za ów peerelowski charme właśnie, za wintydż całej jego osobowości, osobliwe rozumienie dobrego i złego wychowania, zamglone horyzonty, peerelowskie wartości, które pozornie wydają się bezwartościowe, czy też za starożytne przekonania na temat plackowatości świata, a będące ongiś filarami stabilności, dającymi poczucie bezpieczeństwa.
Weźmy ostatnią, dziwną jednak przygodę prezesa PiS-u. „Odejdź sobie, wolność słowa nie jest dla dzieci” – powiedział ów do dziesięcioletniej, zadającej mu pytanie dziewczynki, schodząc ciężko po schodach tutejszego parlamentu. Skąd się tu wzięłaś? Nie mieszaj się w sprawy dorosłych. Nie przerywaj, jak mówię... Zaraz, jak to szło? „Dzieci i ryby głosu nie mają”. „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie”. Oto cegiełki tkwiące w filarach podpierających porządek świata, za którym b. Gospodarz i tęskni, i który nie tak dawno spróbował wraz ze swymi kolegami, z niejakim sukcesem nam reaktywować. Nawiasem, fraza „odejdź sobie” – zauważmy – jest skrajnie łagodną i grzeczną wersją tego, co p. Kaczyński chciał powiedzieć.
Można oczywiście zapytać, czy małe dzieci powinny wchodzić do polskiego parlamentu i tamże zaczepiać starszych, niemiłych panów. Może i nie powinny. Jest to miejsce i środowisko na pewno bardzo toksyczne, pełne szkodliwych wyziewów i ordynarnych obyczajów. Z drugiej strony, korzyść jest taka, że poznaliśmy szczerą opinię p. Kaczyńskiego na temat praw nieletnich. To nowość, bo do tego, że niemal już każda jego opinia, każda czynność jest czystą rozrywką dla mas, zdążyliśmy się przyzwyczaić.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















