Francuski rząd upadł. Jak poradzi sobie Macron z państwem bez ustawy budżetowej?

Efekty środowego obalenia centroprawicowego rządu Michela Barniera odczuje zapewne nie tylko Francja. Prezydent Macron nigdy dotąd nie był tak słaby jak dzisiaj. Z różnych stron sceny politycznej słychać głosy domagające się jego dymisji.
z Paryża
Czyta się kilka minut
Premier Francji Michel Barnier po wyniku wotum nieufności wobec jego rządu. Zgromadzenie Narodowym w Paryżu, 4 grudnia 2024 r. // Fot. Alain Jocard / AFP / East News
Premier Francji Michel Barnier po wyniku wotum nieufności wobec jego rządu. Zgromadzenie Narodowe w Paryżu, 4 grudnia 2024 r. // Fot. Alain Jocard / AFP / East News

W poniedziałek po południu stało się jasne, że upadek rządu jest przesądzony. Nie pomogło nawet to, że w środę premier apelował z trybuny parlamentarnej do sumienia i odpowiedzialności deputowanych, cytując autora „Małego księcia”, Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. Negocjacje mające uratować mniejszościowy rząd trwały niemal do ostatniej chwili. Choć Barnier ustąpił liderce skrajnej prawicy Marine Le Pen w kilku ważnych kwestiach, to rozmówczyni wciąż podbijała stawkę. 

Upadek rządu Barniera

W środę wotum nieufności wobec rządu Barniera, złożone przez blok lewicy Nowy Front Ludowy (NFP), poparła zdecydowana większość parlamentu: 331 na 574 deputowanych. 

Tym samym rząd padł pod ciosami dość egzotycznego sojuszu: NFP, w którym dominuje liczebnie radykalna lewica Jeana-Luca Mélenchona, i skrajnie prawicowej partii Marine Le Pen – RN. Dwa polityczne bieguny połączyło w tym przypadku odrzucenie programu zaciskania pasa proponowanego przez Barniera. 

Francja bez ustawy budżetowej na 2025 rok

Wraz z jego rządem upadł bowiem projekt ustawy budżetowej na przyszły rok. Stąd obawy, że jeśli nowy rząd nie przeforsuje jej na czas, czyli do końca roku, od 1 stycznia Francji grozić będzie tzw. shutdown (czyli wstrzymanie pobierania podatków przez państwo, wypłat wynagrodzeń w sferze budżetowej etc.). 

Miejscowi konstytucjonaliści uspokajają, że taki czarny scenariusz, choć teoretycznie możliwy, jest praktycznie nierealny. Jak tłumaczy dziennik „Le Monde”, w przypadku zablokowania budżetu w parlamencie francuska ustawa zasadnicza przewiduje wprowadzenie prowizorium budżetowego w drodze specustawy. Co do meritum, przedłuża ona tymczasowo wydatki i dochody z minionego roku – aż do czasu przyjęcia zwykłej ustawy budżetowej. A na taką specustawę w parlamencie jest zgoda. 

Główne pytanie jednak brzmi: czy Francja może nadal żyć ponad stan, jak przez ostatnie niemal dwie dekady? 

Zadłużona Francja

Pod względem wysokości długu publicznego Francja zajmuje dziś niezbyt chwalebne trzecie miejsce w Europie, po Grecji i Włoszech (w 2024 r. mur zadłużenia ma przekroczyć 112 proc. PKB), a deficyt budżetowy ma przekroczyć do końca roku 6 proc. To dwukrotnie więcej niż pułap dopuszczany przez Brukselę. Rząd Barniera próbował uzdrowić finanse państwa przez redukcję deficytu budżetowego na kwotę około 60 miliardów euro.

Ostre cięcia budżetowe stały się dla Francji przykrą koniecznością. I ktokolwiek dojdzie do władzy, nie ucieknie przed tym wyzwaniem. Tu dochodzimy do drugiego, obok budżetowego, kluczowego problemu Francji – politycznej chwiejności. Żadna z głównych sił politycznych nie jest w stanie zbudować większości parlamentarnej. I, jak na razie, nie widać wyjścia z tego impasu. 

Co zrobi prezydent Macron?

Za ten stan rzeczy francuscy komentatorzy zgodnie – i raczej słusznie – obwiniają prezydenta Macrona, który w czerwcu, całkiem niespodziewanie, rozwiązał przedterminowo poprzedni parlament. Od tego czasu rozbicie sceny politycznej na trzy bloki – z silnymi ekstremami na prawicy i lewicy – blokuje stworzenie rządowej większości. A według konstytucji nowe wybory można rozpisać najwcześniej latem przyszłego roku. 

Wobec impasu już nie tylko radykalna lewica, ale i część prawicy wzywa prezydenta Macrona do dymisji. Ten jednak odpowiedział w miniony wtorek, że rządzić będzie (to cytat) „do ostatniej sekundy”, a jego kadencja upływa w 2027 roku. Mimo że popiera go dziś, według sondaży, tylko jedna czwarta Francuzów. 

Przyparty do muru Macron chce przejąć inicjatywę i jak najszybciej, czyli przed weekendem, ogłosić nazwisko nowego premiera. Wśród możliwych kandydatów wymienia się kilka nazwisk z kręgu centrum i prawicy, w tym obecnego ministra obrony, Sébastiena Lecornu, i byłego kandydata na prezydenta, François Bayrou, ale też polityków lewicy, np. Bernarda Cazeneuve’a, który był już premierem w latach 2016-2017. Rzecz w tym, by nowy gabinet miał żywot dłuższy niż ten Barniera, który odwołano ledwie po 3 miesiącach. 

Francja, siódma gospodarka świata, jest także potęgą atomową i filarem UE. Jej zapaść, jeśli tylko się przedłuży, odbije się na kondycji całej Europy i na jej wsparciu dla Ukrainy. Wypada wierzyć, nawet wbrew rozsądkowi, że jest wciąż czas, by zatrzymać to groźne dryfowanie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”