Flanelowe ciastka

Celem pisania jest podtrzymywanie ludzi przy życiu. Przeważnie chodzi o konkretnego człowieka: o życie tego, który pisze.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / / Fot. Grażyna Makara

Przestaniesz pisać – jakbyś już nie żył. To uzależnienie tak silne jak papierosy i alkohol, lub nawet silniejsze. Kurt Vonnegut pisał na starość, że ciągle ma nadzieję, iż papierosy w końcu go zabiją. „Ogień na jednym końcu i głupek na drugim”. Zginął, jak wiadomo, zaplątawszy się w smycz, kiedy wyprowadzał psa na spacer. Pisał jednak (i palił) do końca.

Nie jest prawdą, że pisarz nie wie, co stanie się z jego dziełem. Na ogół wie bardzo dobrze. W epoce, w której nadspodziewanie rozwinęły się media konkurencyjne wobec książki, nie ma powodu udawać, że pisze się dla „późnych wnuków”. Efekt musi być natychmiastowy, jak przy zastrzyku adrenaliny. Dopóki pisarz żyje i pisze nowe książki, także jego wcześniejsze utwory mogą liczyć na uwagę czytelników. Książki pisarzy, do których jeszcze 20-30 lat temu ustawiały się kolejki po autograf, dziś są usuwane z bibliotek.

Nie brak wszakże piszących, którym nie chodzi jedynie o ich własne życie. Vonnegutowi na pewno nie chodziło tylko o własne. Kafce też zapewne nie. Z opowiadań Kafki, wznowionych właśnie w grubym tomie przez Państwowy Instytut Wydawniczy, bardzo lubię to, w którym narratorem jest człowiek-most: wczepiony palcami rąk w jeden brzeg przepaści i stopami w drugi, czeka na zabłąkanych, którzy zechcą po nim przejść na drugą stronę. W końcu zjawia się pierwszy turysta. Najpierw bada wytrzymałość mostu laską, poprawiając nieszczęśnikowi opadające poły surduta, a potem nagle skacze obiema nogami na sam środek jego rozciągniętego nad przepaścią ciała. Człowiek-most próbuje się odwrócić – i leci w dół.

Opowiadanie sugeruje, że nawet pisarz-most musi się liczyć z upadkiem w nicość. Czy ktoś go tam zepchnie, czy po prostu sprawi to ludzka obojętność, nie ma znaczenia. Żeby nie było tak całkiem smutno – wiecie, jaki jest najśmieszniejszy dowcip według Vonneguta? „Ostatniej nocy śniło mi się, że jadłem flanelowe ciastka. Kiedy się obudziłem, nie było kocyka”.

Tak czy owak, pisarze robią wszystko, żeby w ten świat wpompować nieco życia. Literatura naprawdę budująca to nie zawsze ta, która za taką chce uchodzić. „Mnie zawsze irytowali artyści nazbyt fanatyczni”, pisał w „Dzienniku” Witold Gombrowicz. „Nie znoszę poetów, którzy są zanadto poetami, i malarzy zbyt oddanych malarstwu. Ja w ogóle domagam się od człowieka, żeby się nigdy niczemu całkowicie nie oddawał”. Fragment powyższy – zresztą potrzebny Gombrowiczowi, żeby podkreślić różnicę między nim a Schulzem – nie ma na celu zdyskredytowania kogo- i czegokolwiek. Mówi tylko tyle i aż tyle: sztuka nie znosi fanatyzmu. Także fanatyzmu sztuki. Kto nie umie wzruszyć ramionami, patrząc na rezultaty swojej roboty, niech lepiej szuka innego zajęcia.

W Nicei oszalały człowiek wjechał w tłum ludzi ciężarówką, a ja usiłuję zabawić Państwa rozmową o pisaniu? Nie, wcale nie. Chcę tylko, naokoło i nieporadnie, zwrócić uwagę, że wokół każdego faktu, także takiego jak ten – straszny, ścinający krew w żyłach – natychmiast gromadzą się słowa. I bardzo jest ważne, żeby tym słowom od razu z uwagą się przyglądać. Przemoc przywołuje przemoc, na to – wydaje się – nie ma rady. Zaraz też zaczyna się walka o władzę, choćby to był tylko rząd dusz na małą skalę, powiedzmy: na skalę internetowych znajomych. Albo na skalę państwa. Czy w takich sytuacjach ktoś mówi coś nowego? Raczej nie. Pisarz nie jest mądrzejszy od innych, ale przynajmniej nie jest – nie powinien być – pochopny. Jego zadanie to pilnować słów. Wykonuje to zadanie, jak umie, w chwilach, w których nic się nie dzieje, i wtedy, gdy dzieje się coś gwałtownego.

Nawiasem mówiąc, auto wjeżdżające w tłum to jeden z sennych koszmarów, który prześladował mnie wiele lat temu. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2016