„Natura bierze odwet” – mówiło się w czasach pandemii i nie tylko w odniesieniu do rozprzestrzeniającego się wirusa. Żyjąc w lockdownie, obserwowaliśmy zmieniające się zwyczaje dzikich zwierząt, które nagle zaczęły przejmować terytoria zajęte dotychczas przez człowieka. Dlatego tak trudno uwierzyć, że pomysł na scenariusz „Królestwa zwierząt” wykluł się jeszcze w epoce przedcovidowej. Opowiada bowiem o tym, co by było, gdyby ludzie, być może pod wpływem jakiegoś nieznanego dotąd zarazka i genetycznej mutacji, zaczęli przeobrażać się w rozmaite gatunki fauny. I jakie byłyby reakcje „zdrowych” homo sapiens na tę ewolucyjną cofkę. Międzygatunkowy film Thomasa Cailleya nie jest co prawda dziełem wybitnym, ale przynosi interesujące ćwiczenie z myślenia i z empatii.
Zostajemy wrzuceni w świat z pozoru taki sam jak nasz i właśnie ów pozór zdaje się najbardziej niepokojący. François (w tej roli Romain Duris) wraz z nastoletnim synem Émilem (Paul Kircher) i łaciatym psem Albertem jadą w odwiedziny do żony i matki, przebywającej w klinice. Już po drodze wdziera się ostre zaburzenie: w kraju trwa stan wyjątkowy, który ma wyłapać i wyizolować ze społeczeństwa półludzkie, półzwierzęce „poczwary”. Dowiadujemy się, że od dwóch lat niektórym ludziom zaczęły wyrastać szpony, kły, dzioby, skrzydła czy łuski. Ponieważ mogą stanowić zagrożenie, zamyka się ich w specjalnych ośrodkach i poddaje brutalnym, ciągle niesprawdzonym terapiom.
Kiedy leżąca w szpitalnym łóżku Lana odwraca głowę ku gościom, jej zniekształconą twarz pokrywa gęsta sierść. Za chwilę, gdy również Émile zacznie obserwować w swoim ciele rozmaite przemiany, pojawią się pytania bardziej ogólne: czy można w dalszym ciągu kochać i chronić kogoś, kto uległ tak drastycznym przeobrażeniom i coraz bardziej w swoich reakcjach przypomina dzikie zwierzę?
Cailley i jego współscenarzystka Pauline Munier robią wiele, by ta dystopijna historia nie przenosiła nas w czasie. To wszystko dzieje się dzisiaj, w znajomych dekoracjach i dziwnie swojskiej atmosferze, co sprawia, że trudno o eskapizm: w takich przypadkach fantazjowanie przestaje być bezpieczne. Zwłaszcza kiedy demonizowane stwory wymykają się spod ludzkiej kontroli, zaczynają atakować i ukrywać się w nielicznych enklawach dzikości. Czyli w lasach, które teraz z powodów bezpieczeństwa zostają przed ludźmi zamknięte (ów zakaz też brzmi znajomo).
„Królestwo zwierząt” staje się w tym miejscu historią buntu przeciwko procedurom absurdalnym i okrutnym. A to, co w kinie grozy byłoby głównym źródłem lęku, czyli transformacja człowieka w zwierzę jako destrukcyjna ingerencja natury w ludzki porządek, we francuskim filmie jest przede wszystkim wyzwaniem rzuconym człowieczeństwu. Być może sformułowanym trochę powierzchownie w czasach posthumanistycznych czy transhumanistycznych debat, ale za to sugestywnym w swoim filmowym kształcie.
Na hybrydyczność obrazu składa się wiele gatunkowych składników: z body horroru (stopniowa przemiana w inny, niższy gatunek), fantastyki naukowej i ekologicznego manifestu („natura bierze odwet”) czy wreszcie z filmów o burzliwym dorastaniu (jako bolesnym odnajdywaniu siebie w nowym ciele). I najlepszy film Cailleya jest wtedy, kiedy nie romantyzuje zwierzęcości. François ciągle odczuwa więź z odmienioną Laną, pragnie ją odszukać i uratować przed opresyjnym systemem, ale nie mamy złudzeń – świat zwierzęcy nie jest już naszym światem i nigdy nim nie będzie. Harmonijne współistnienie byłoby możliwe pod warunkiem, że każda ze stron funkcjonowałaby na własnych prawach i szanowała odrębność tej drugiej, w czym na razie pobrzmiewa życzeniowość.
Najbardziej docenianym aspektem „Królestwa zwierząt” bywa jego strona wizualna, a zwłaszcza realistyczne przedstawienia zwierzęco-ludzkich ciał, co nie zawsze przekłada się na międzygatunkowe konfrontacje. Patrz: wątek człowieka ptaka, z którym zaprzyjaźnia się mutujący w drapieżnika nastolatek. Dobrze wypada na ekranie sama jego transformacja, te wszystkie skrywane przed światem zmiany w fizyczności, odruchach, w zmysłowej percepcji, gorzej natomiast z rozwiązaniami fabularnymi, które czasem zbyt baśniowo przedstawiają zasadniczy konflikt.
„Królestwo zwierząt” to kino, które w atrakcyjnym filmowo kostiumie usiłuje stawiać istotne dzisiaj pytania – o nasze relacje ze światem natury, a w szczególności ze zwierzętami, którymi też jesteśmy w biologicznym wymiarze. Choć przecież ofiarami wcale nie są tutaj zwierzęta, ale – niczym w baśniach – zamienieni w zwierzęta ludzie. W dużej mierze za karę za swoją pychę. I choć nadal przypominają istoty ludzkie, poluje się na nich i eksperymentuje w imię gatunkowej czystości. Co oczywiście uruchamia liczne metafory związane z władzą i wykluczaniem.
Na szczęście rządzi u Cailleya duch anarchistyczno-marzycielski. Podobną energią emanuje zresztą cały film – organiczną, żywiołową, chwilami wręcz zwierzęcą, wyczuwalną także w aktorstwie Durisa i Kirchera. Gdyby ktoś nie uwierzył w wyimaginowany świat na ekranie, być może przekona go ukazana tam relacja między ojcem a synem, będąca nienachalną lekcją akceptacji. I miłości bezwarunkowej, która jest zaprzeczeniem oswajania kogoś na siłę.
To rodzaj kina, które nie ucieka w efekciarską widowiskowość, choć ma ku temu liczne przesłanki. Ani w wyrafinowane eksperymenty z człowieczeństwem na miarę Davida Cronenberga czy Julii Ducournau. Bardziej zresztą odwołuje się do emocji niż do intelektu, co niektórzy pewnie uznają za słabość „Królestwa”. Transgresyjny punkt wyjścia nie znajduje tutaj rozwinięcia. Im dalej w las, tym coraz bardziej zmierza w stronę tego, co międzyludzkie, niż ludzko-zwierzęce.
Tylko co to właściwie znaczy być człowiekiem? „Lubię zwierzęta, ale z daleka” – głosi napis na koszulce jednego z kolegów Émile'a, w czym tkwi zakamuflowane określenie rozmaitych antyludzkich fobii. Pewnie więcej w tym pedagogiki niż pogłębionej filozofii, niemniej cel został osiągnięty. „Królestwo zwierząt” stara się rozszerzać granice humanizmu, nie antropomorfizując zwierzęcego świata, ale pozwalając zobaczyć ludzkie piękno tam, gdzie inni gotowi widzieć już tylko groźny stan przejściowy, osuwający się w potworność. Nawet jeśli takie przesłanie brzmi naiwnie, Cailley i jego aktorzy wcielają je nader przekonująco.
KRÓLESTWO ZWIERZĄT („Le règne animal”) – reż. Thomas Cailley. Prod. Francja/Belgia 2023. Dystrybucja Kino Świat. W kinach od 14 czerwca.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















