Reklama

Ładowanie...

Festiwal Wratislavia Cantans jest co roku wyjątkowym świętem muzyki

Festiwal Wratislavia Cantans jest co roku wyjątkowym świętem muzyki

28.09.2022
Czyta się kilka minut
Niegdyś królowała tu twórczość oratoryjna i kantatowa, z co najwyżej wycieczkami w innych kierunkach, teraz od lat dopuszczalne są wszystkie gatunki, choć dominanta śpiewu – zgodnie z nazwą festiwalu: śpiewający Wrocław – pozostaje czytelna.
Z

Zawsze z muzyką wokalno-instrumentalną przyjeżdża do Wrocławia – i w Polsce wyłącznie do Wrocławia – jeden z największych współczesnych mistrzów, John Eliot Gardiner. Zwłaszcza w ostatnich latach wizyty legendarnego dyrygenta stały się dość częste: w ubiegłej dekadzie przyjechał z wielkim oratorium Handla, Izrael w Egipcie, w następnej zaś już z Bachowską Pasją wg św. Mateusza, z operą Powrót Ulissesa do ojczyzny Monteverdiego (która podczas dwóch koncertów w Narodowym Forum Muzyki została nagrana na płyty), z Requiem Verdiego – teraz zaś z Missą Solemnis Ludwiga van Beethovena. Co jest poniekąd ukoronowaniem możliwości repertuarowych – i to ukoronowaniem wymarzonym, bo nawet jeżeli niegdyś symfonie Beethovena pod batutą Gardinera budziły kontrowersje, to Missa Solemnis zawsze była jego wyjątkowym arcydziełem.

Z tym szczególnym utworem Beethovena sprawa nie jest bowiem prosta. Kompozytor stawia tu nadzwyczajne wymagania wobec muzyków, zwłaszcza śpiewaków, ale także dyrygenta. Msza, początkowo pomyślana jako utwór z okazji ingresu bliskiego Beethovenowi arcyksięcia Rudolfa Habsburga na tron biskupi w Ołomuńcu, rodziła się jako dzieło uniwersalne, prędko przerastając wszelkie liturgiczne możliwości wykonawcze. Sam odbiorca dedykacji czekać musiał na nią trzy lata dłużej, niż wskazywał kalendarz, przede wszystkim jednak otrzymał utwór o skali niemal niespotykanej – i zupełnie niepraktycznej. Dziś wprawdzie ów muzyczny kosmos wykładni zbawienia należy do najważniejszych utworów w swoim gatunku, lecz czy ułatwia to związane z nim dylematy wykonawcze?

Naturalnie, nikt nie stara się wpasować Mszy do liturgii, jej żywot toczy się w salach koncertowych i na płytach. Pozostaje jednak problemem dla dyrygentów, którzy wpierw muszą zebrać wykonawców, w tym śpiewaków (solistów, ale i chór), będących w stanie udźwignąć wymagania dzieła, a następnie muszą zrozumieć i rozplanować całą dramaturgię i formę 80- albo i 90-minutowej kompozycji (zależnie od tempa). Że nie jest to łatwe i oczywiste, przekonujemy się, słuchając większości kreacji, podpisywanych także przez dyrygentów wybitnych, albo wręcz wielkich, jak Clemens Krauss. Pełnych sukcesów na przestrzeni historii nagrań policzyć można ledwie kilka – a znaczone są one nazwiskami wyjątkowymi: Toscaniniego i Klemperera. Ponad 30 lat temu dołączył do nich, swym pierwszym nagraniem, właśnie John Eliot Gardiner.

Następnym utrwalił Missę Solemnis jako swe bezsprzecznie szczytowe osiągnięcie; obecnie, podróżując z Mszą Beethovena po świecie, potwierdza swój wyjątkowy związek z tym utworem. W tournée Gardiner prowadzi kwartet solistów (imponująca swobodą Lucy Crowe – sopran, znakomita, zwłaszcza w dalszych partiach Mszy Ann Hallenberg – mezzosopran, bardzo przekonujący Giovanni Sala – tenor, i na tym tle poprawny bas Matthew Rose) oraz swoje własne dwa zespoły: fenomenalny The Monteverdi Choir i Orchestre Révolutionnaire et Romantique.

Msza D-dur pod batutą Gardinera – podobnie jak inne utwory wokalne – jest przede wszystkim retoryczna. Chór, podobnie jak soliści, śpiewa w sposób zrozumiały, wyraźnie artykułując głoski i oddając charakterystyczne gesty muzyczne, podkreślające sens słów. Sens ten rozumie jednak przede wszystkim dyrygent, nie tylko triumfalnie i z blaskiem zachwycając się „Gloria”, lecz i z czułą delikatnością prezentując „Et incarnatus est”, gdy w tekście wyznania wiary mowa o przybraniu przez Chrystusa człowieczeństwa. Nie zabraknie kontrastu, gdy po chwili bolesne, rwane dysonanse krzyczą o ukrzyżowaniu, albo gdy końcowe „Dona nobis pacem” jest już nie tylko łagodną prośbą, lecz niemal wykrzyczanym dramatycznie żądaniem – co zwłaszcza dziś brzmi potężnym znaczeniem.

Tę semantykę wspiera też zrozumienie detali w partii orkiestry, których Beethoven nie wprowadzał przecież w sposób przypadkowy: od imponujących puzonów w częściach triumfalnych, po cudowny, zmysłowy flet towarzyszący wcieleniu, które tu (jak u Mozarta w Mszy c-moll) najwyraźniej jest aktem najwyższej miłości, nie upadkiem Boga – albo też znowu flet towarzyszący początkowo solowym skrzypcom w Benedictus.

Cała retoryka Gardinera nie na wiele by się jednak zdała, gdyby nie jego wyjątkowa umiejętność uchwycenia i ukazania formy dzieła. Mistrzowie mają świadomość, że potrzebuje ono – mimo podniosłego charakteru – szybkich temp (nawet zazwyczaj powolny Klemperer mieści Missę Solemnis poniżej 80 minut); Gardiner na tym polu ścigał się dotąd już tylko z najszybszym nagraniem Toscaniniego. Tym razem troszkę zwolnił, uwypuklając elementy liryczne i nadając im szczególny charakter (solo skrzypcowe w Benedictus zdawało mi się obrazować – po raz pierwszy miałem podobne wrażenie – owego „błogosławionego, który idzie w imię Pańskie”), ale także budując kontrasty dramaturgiczne: części szybkie były wciąż bardzo szybkie (jak „Gloria in excelsis”, w której nawet pewne detale ulegały lekkiemu zatarciu), ale wolne bywały wyraźnie zwolnione (np. wyskandowana fuga „et vitam venturi”). Przejrzysta faktura (idealny balans nawet najmocniejszych brzmień), puls i rygoryzm rytmiczny pomagały jednak wciąż zachować formę – niezmiennie imponującą zwartością, wciągającą logiką.

To właśnie te dwie wartości w interpretacji Mszy uroczystej pozostają najwyższym wyzwaniem – ale i one przynoszą najwyższą nagrodę.


Dorota Kozińska: Zachęcam do rozsmakowania się w pokarmie miłości – jak nazwał muzykę Szekspirowski książę Orsino – zwłaszcza że w tym sezonie nie grozi nam śmierć z przejedzenia.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]