Podobno żyjemy w najlepszym z możliwych światów. Dzięki wirtualnym kreacjom możemy stać się tym, kim chcemy, albo kim się w danej chwili czujemy. Dlaczego zatem dzisiejsze pokolenia wydają się zestresowane bardziej niż jakiekolwiek inne w przeszłości? Z takim pytaniem zostawia nas film dokumentalny „Real”, czyli esej o tym, jak uzależnienie od technologicznych protez sprawia, że nasze wirtualne funkcjonowanie powoli staje się jedyną realnością. Pokazywany na festiwalu specjalizującym się w prawach człowieka, dokument Adele Tulli uświadamia również, jak w imię chwilowego dobrostanu lekką ręką pozbywamy się tych praw.
Niby nic tu nowego nie usłyszymy: że rządzi nami „ekranoza”, cyfrowa inwigilacja, terror aplikacji, sztuczne wizerunki i transmisje z życia. Że wespół z postępującą robotyzacją mieszkamy w świecie coraz bardziej zapośredniczonym, połączeni zaś ze sobą jak nigdy dotąd, czujemy się coraz bardziej samotni.
„Real” jest właśnie podróżą przez ten wieloświat nieskończonych możliwości. Dokąd prowadzi bohaterów filmu? Tych bardziej zasobnych do luksusowego ośrodka odwykowego dla nałogowych graczy komputerowych, choć przecież polecane niedawno w tej rubryce „Wyjątkowe życie Ibelina” odsłaniało dużo jaśniejszą stronę „samotności w sieci”. Osobom wykluczonym w realu internet może dawać więcej niż tylko lichą namiastkę wspólnoty.
Tak czy inaczej, tym razem twórcy filmu urządzają nam przebieżkę, trochę powierzchowną, trochę rozpoetyzowaną, przez rozmaite zjawiska i problemy, jakie składają się na dzisiejszy, coraz bardziej odrealniony świat. A kino dokumentalne dopiero poszukuje języka, by opisać to coraz mniej dostrzegalne uwięzienie. Ciągle czeka na swojego Godfreya Reggio, który cztery dekady temu, w trylogii zapoczątkowanej „Koyaanisqatsi”, uchwycił ducha cywilizacyjno-egzystencjonalnego chaosu.
Tymczasem rzeczywistość skrzeczy na każdym kroku. Na przykład w Irlandii Północnej, gdzie pomimo zakończenia konfliktu między katolickimi republikanami i protestanckimi unionistami ćwierć wieku temu zbiorową tożsamość ciągle meblują trumny i wypełniają traumy. A przynajmniej w dzielnicy New Lodge, republikańskiej enklawie Belfastu, dokąd zabiera nas dokument „Bloki” Alessandry Celesii.
Niezwykle żywa pozostaje tutaj pamięć o Bobbym Sandsie, bojowniku IRA, który w 1981 roku zagłodził się na śmierć w brytyjskim więzieniu, co później wstrząsająco odtworzył film fabularny „Głód” Steve’a McQueena. Zresztą prawie każda tutejsza rodzina ma swojego prywatnego męczennika i swoje niezaleczone rany. Dzieci, które ongiś były świadkami śmierci bliskich, a nierzadko same chwytały za broń, do dziś z trudem odnajdują się w warunkach pokoju. Swoista gettoizacja katolickiej populacji nie sprzyja pojednaniu, kwitnie dilerka i przemoc domowa. Dokumentalistka wybrała sobie kilkoro bohaterów, by poprzez ich codzienność, wspomnienia i emocje uchwycić kruchość politycznej stabilizacji w tej części Europy.
O zbiorowej terapii będzie musiała też kiedyś pomyśleć Ukraina, co tak dotkliwie uzmysławia nam film „Przechwycone” Oksany Karpovych, polecany już przy innej okazji na łamach „Tygodnika”. Tutaj na ekranie właściwie nie widzimy ludzi – są tylko pośpiesznie opuszczone ukraińskie mieszkania, niedługo potem splądrowane przez rosyjską armię.
W czasach kiedy łatwo powszednieją – niestety – widoki ludzkiego cierpienia czy obrazy zrujnowanych domów, ten suchy zapis opustoszałych wnętrz, czyjejś pogwałconej prywatności, robi miażdżące wrażenie. Nie mniejsze niż zarejestrowane przez kijowski wywiad i puszczone teraz zza kadru telefoniczne rozmowy agresorów ze swoimi matkami czy żonami.
Dlatego między innymi warto oglądać dobre kino dokumentalne – dzięki swojej surowej naoczności bardzo często przynosi skuteczną odtrutkę na wszelkie wirtualne iluzje.
24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy WATCH DOCS online, MOJEeKINO.pl, 22 listopada – 1 grudnia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















