Język, którym mówimy, nie należy do nas. Powstał na długo przed naszymi narodzinami. Dlatego wszystko, co przy jego pomocy budujemy – myśli, teksty, relacje – również nie jest w pełni nasze. Podczas spotkania „Żyjąc nie-naszym życiorysem” Liliana Hermetz i Marta Hermanowicz rozmawiały o tym dziwnym fenomenie, jakim jest alienacja we własnym tekście.

Hermetz mówiła, że zazwyczaj jest częścią rodzinnych historii, które opowiada, ale jednocześnie oddaje swój głos komuś innemu, co nie zawsze bywa łatwe. Hermanowicz z kolei zwracała uwagę, że cała nasza kultura pełna jest nieprzepracowanych traum, które ciążą nad każdym, kto jest jej częścią: „Po wojnie przez wiele dekad dominowała narracja heroiczna, wielu historii nie dało się opowiedzieć, dlatego teraz wracają”.
Autofikcja to bardzo pojemny gatunek – łączy w sobie zarówno elementy biografii, jak i różne krytyczne języki opisu rzeczywistości. Karolina Felberg, prowadząca spotkanie „Od siebie do się. Scenariusze autofikcji”, sugerowała nawet, że autofikcje to opowieści ludzi bezsilnych, na różne sposoby wykluczonych z głównych narracji społecznych. Nie odsłaniając się w pełni, mogą oni dzięki nim przedstawić innym swoją historię.
Jarosław Maślanek z kolei twierdził, że nie lubi za bardzo epatować sobą, woli chować się za pewną konwencją, gdy opowiada swoje historie. Aleksandra Suwała natomiast podkreślała, że autofikcje nie byłyby możliwe bez olbrzymiej pracy reporterskiej – to dzięki niej ludzie potrafią lepiej zakorzenić swoje doświadczenie w historycznych kontekstach. Podobnego zdania była Marta Madejska, która jednocześnie do samej konwencji autofikcji odnosiła się sceptycznie, twierdząc, że bywa dziś nadużywana jako narzędzie autopromocyjne.

„Nigdy nie jestem zapraszany na brytyjskie festiwale, ale jestem bardzo popularny w więzieniach: to coś mówi o życiu literackim na Wyspach” – wyznał Gabriel Krauze, autor powieści „Tu byli, tak stali”. Spotkanie z nim było nieco inne niż wszystkie do tej pory – nie tylko dlatego, że autor zamiast na scenie usiadł na widowni. W swobodnej rozmowie z Jackiem Żebrowskim (do której cały czas włączali się również inni) w pełen pasji sposób opowiadał o swojej wizji sztuki. „Autentyczność literatury polega na tym, że jest ona poruszająca. Jeśli pisze się po to, żeby kogoś zadowolić, spełnić jakieś oczekiwania, to nic z tego nie ma. Ja piszę tak, że ma boleć. Inni potrafią zachwycić pięknem, ale to nie mój przypadek” – mówił Krauze.

Gościem wieczornego spotkania był Andrzej Stasiuk, który w rozmowie z Urszulą Honek opowiadał o swojej ostatniej książce. Było nieco melancholijnie, jako że autor wspominał swoje dzieciństwo, do którego coraz chętniej sięga pisząc prozę. „Czasem jedzie się kilka tysięcy kilometrów, gdzieś do Mongolii, tylko po to, żeby coś sobie przypomnieć sprzed 50 lat. Jakiś krajobraz, kolor, zapach nadbużańskiej wsi” – wyznał Stasiuk. Mówił też, że w podróżowaniu najważniejszy jest powrót. Dopiero w domu wszystkie intensywne doświadczenia mogą zostać odpowiednio przetrawione, ułożone w opowieść.

Później, niejako w kontrze do początku rozmowy, pojawił się temat odczarowywania przeszłości. „Polska wieś, którą pamiętam z dzieciństwa, była jednocześnie fascynująca i przerażająca – mówił Stasiuk. – Dla chłopaka z miasta to był magiczny świat, ale też przesiąknięty przemocą. Teraz próbuję o nim opowiedzieć z całym jego skomplikowaniem i intensywnością”.

Ostatnim gościem czwartego dnia Festiwalu Conrada był norweski pisarz Lars Saabye Christensen. Autor „Półbrata” opowiadał o swoim literackim uniwersum: „Nie piszę powieści autobiograficznych, ale dzielę z moimi postaciami wiele doświadczeń”. Wielu z nich to artyści – ludzie próbujący na swój własny sposób opowiedzieć o świecie, dokonać jego reprezentacji w takim czy innym medium. Łączy ich to, że wszyscy pozostają zawsze niespełnieni – jest w nich niedosyt albo rozczarowanie. „Nie poznałem nigdy artysty, który byłby w pełni zadowolony ze swojej pracy, to pewnie dlatego” – mówił Christensen.
W rozmowie pojawił się też wątek rodziny, którą, w najróżniejszych odsłonach, autor tak chętnie i drobiazgowo portretuje w swoich powieściach. „Każda rodzina ma swoją legendę, bajkę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Uciekamy do niej, gdy czujemy się zagrożeni, gdy nie potrafimy inaczej się porozumieć – mówił Christensen. – I jak każda opowieść nieustannie się ona zmienia, dostosowuje się do tego, co tu i teraz”.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















