Sytuacja przed meczem była klarowna. Po srogiej lekcji od Hiszpanów, z którymi przegrali 3:0, po pechowym (wyrównującą bramkę stracili w doliczonym czasie gry) remisie z Albańczykami, Chorwaci musieli wygrać z Włochami. A po tym, co pokazali w tamtych spotkaniach, umówmy się: można było mieć wątpliwości, czy zdołają. O problemach starzejącej się linii pomocy Brozović-Kovacić-Modrić niezliczone teksty napisano już przed turniejem, podobnie jak o kłopotach ze zdrowiem innego weterana, Ivana Perisicia, i o braku skutecznego napastnika. Kto zdoła strzelić gola Włochom? Kto pokona potężnego bramkarza Donnarummę, nieraz już na tych mistrzostwach ratującego skórę kolegom? Do przerwy zresztą to raczej interwencje Livakovicia utrzymywały Chorwatów w meczu – wyglądało na to, że jeśli ktoś zdoła tu zdobyć bramkę, to Włosi: statystyka tzw. goli oczekiwanych w tamtym momencie wynosiła 0,42 po stronie Włoch i zaledwie 0,04 po stronie Chorwacji. Mówiąc prostszym językiem: bramkarz Italii nie miał nic do roboty.
Ale w 54. minucie, po zagraniu ręką Frattesiego w polu karnym, musiał się wykazać: Chorwaci mieli jedenastkę. Do piłki podszedł ich lider i najbardziej doświadczony zawodnik, 39-letni kapitan drużyny Luka Modrić. Człowiek, którego tyle już razy odsyłano na emeryturę, że aż wstyd przypominać – ale na pewno zaczęto to robić na dobre w 2018 r., kiedy to po świetnych mistrzostwach świata otrzymał Złotą Piłkę. „U podstaw wszystkich sukcesów leży wiara w siebie, nawet gdy inni próbują was zniechęcać, mówiąc: »To nie ma sensu«. Zawsze jest sens!” – odpowiadał sceptykom niedługo później w wydanej także po polsku autobiografii, tłumacząc, że zamierza grać tak długo, „jak tylko będą niosły mnie nogi, a piłka słuchała”.
Słuchała go, jak pamiętamy, i na mundialu w Katarze, i w meczach Ligi Narodów 2023, gdzie doszedł z Chorwacją aż do finału. Dzisiaj jednak, kiedy podszedł do rzutu karnego, można było mieć wrażenie, że właśnie go słuchać przestała: uderzył w stronę lewego słupka bramki Donnarummy, ale na tyle blisko środka, że golkiper Włochów nie miał problemu z odbiciem strzału. Czy przejął się tym niepowodzeniem? A może nie miał czasu? Jego koledzy przecież niemal natychmiast odzyskali futbolówkę, Sucić dośrodkował w pole karne, Budimir uderzył z najbliższej odległości, Donnarumma znów obronił, ale później piłka posłuchała wezwania Modricia po raz kolejny: odnaleźli się na piątym metrze przed linią bramkową i Chorwat skierował ją pod poprzeczkę, tym razem lewą nogą, skoro prawa trzydzieści trzy sekundy wcześniej okazała się nieposłuszna. „Tak! Tak! Tak! Odczekał tylko chwilę!”, wołał oszołomiony rozwojem wypadków Dariusz Szpakowski, a mnie przypomniał się mundial 2018 i mecz Chorwacja-Dania, podczas którego Modrić najpierw nie wykorzystał jednego karnego, by potem podejść do kolejnego strzału z jedenastu metrów i przesądzić o awansie Chorwatów do ćwierćfinału.
Pisanie o nim zawsze należało do moich ulubionych zajęć. Wtedy, w 2018 r. wracałem np. do anegdoty o tym, jak trener Milanu, Niels Liedholm, postanowił ściągnąć do klubu Carlo Ancelottiego po tym, jak zobaczył, że młody wówczas Włoch – skądinąd do dziś trenujący Modricia w Realu – nosi babci wiadra z mlekiem. „Dobry pomocnik to taki, który oddaje się do dyspozycji innych” – tłumaczył Liedholm i przez lata brzmiało to właśnie jak opowieść o Modriciu, nieustannie pokazującym się kolegom do gry nie po to, by ją sobie podporządkować, a raczej po to, by stworzyć taką możliwość innym; patrzenie, jak rosną przy nim Rakitić, Brozović czy Kovacić, było doprawdy niebywałą przyjemnością.
Ale pisywało o nim wielu. Jorge Valdano np., argentyński mistrz świata z 1986 r., zwracał uwagę, że kapitan Chorwatów przypomina nam, śmiertelnikom, o istnieniu czasu i przestrzeni. Choć nie jest tak silny jak, dajmy na to, Lukaku, choć nie jest tak szybki jak Mbappé, choć nie robi na boisku rzeczy niemożliwych, jak niegdyś Maradona, to rozsnuwa nad nim mgiełkę zdrowego rozsądku („Kiedy widzisz, jak podaje, mówisz do siebie pod nosem: »Na jego miejscu zrobiłbym tak samo«” – powiada Valdano, choć natychmiast zastrzega, że to, co robi Modrić, tylko Modrić potrafi). Kiedy patrzysz, jak odgrywa piłkę do kolegów, rzekłbyś, że mecz oddycha w rytmie jego podań – proszę wybaczyć, ale naprawdę nie potrafiłem odmówić sobie przyjemności przywołania tego cytatu po raz kolejny.
Zwłaszcza że przywołanie go pozwala napisać, że mecz Chorwacja-Włochy stracił oddech w 80. minucie, kiedy zmęczony Modrić opuścił boisko. A kiedy już go nie było, powtórzył się schemat ze spotkania z Albańczykami: Chorwaci stracili kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, a w końcu dali sobie wydrzeć prowadzenie, co stało się, a jakże, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Obrońca Calafiori, jak rasowa „dziesiątka” – jak Modrić, można by powiedzieć – przedarł się środkiem, odegrał do wychodzącego lewą stroną Zaccagniego, który zdobył wyrównującą bramkę, i to Włosi grają dalej, a szanse Chorwatów na wyjście z grupy spadły niemal do zera.
Gdybym był, dajmy na to, scenarzystą i przyniósł taki pomysł na film jakiemuś reżyserowi, odrzuciłby go z pewnością, jako zbyt kiczowaty. Gdybym opowiedział tę historię kibicowi, nie zrobiłaby na nim najmniejszego wrażenia. W piłce nożnej takie rzeczy po prostu się zdarzają. Jeden z najwspanialszych piłkarzy w dziejach futbolu ostatnich dekad nie wykorzystuje karnego na wielkim turnieju – jakież to oklepane. Piłkarz ten dostaje drugą szansę – zdarza się rzadziej, ale przecież pamiętamy i takie historie. Drużyna pewna sukcesu traci ciężko wywalczone prowadzenie w ostatnich sekundach – w zasadzie norma. Kończę pisać ten tekst patrząc w smutne oczy Luki Modricia trzymającego w dłoniach nagrodę dla najlepszego piłkarza meczu i bardzo bym nie chciał, żeby jego futbolowa historia skończyła się w tym miejscu. Z drugiej strony – i ten cytat również w „Tygodniku” przywoływałem, pisząc, a jakże, o Luce Modriciu: „Wciąż o Ikarach głoszą – choć doleciał Dedal, / jakby to nikłe pierze skrzydłem uronione / chuda chłopięca noga zadarta do nieba / – znaczyła wszystko”.
„Dziwna planeta i dziwni na niej ci ludzie. / Ulegają czasowi, ale nie chcą go uznać / Mają sposoby, żeby swój sprzeciw wyrazić” – to już nie Bryll, to Szymborska. Szymborska o Modriciu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















