Reklama

ETA z bliska

ETA z bliska

07.10.2008
Czyta się kilka minut
Na ulicach miast w Kraju Basków strach jest nadal elementem codzienności. Do protestu przeciw terrorystom z ETA dołączają filmowcy.
Bohater filmu "Strzał w głowę" /fot. materiały dystrybutora
P

Pozory mylą, jak to w życiu. Jak w przypadku tego mężczyzny, który wstaje, robi sobie śniadanie, zastanawia się nad wyborem gumy do żucia w kiosku. W banku załatwia jakieś sprawy, spotyka znajomych. Na przyjęciu poznaje kobietę, zaprasza do siebie. Nieśmiały, nie wie, jak ją pocałować. Idą do łóżka. Rano kobieta wychodzi, a on zaczyna kolejny dzień.

Wygląda przeciętnie. Koło czterdziestki, misiowaty, broda, plecak. Życiowo nieporadny, łagodny. Pewnego dnia wsiada ze znajomym (z wyglądu: profesor literatury na miejscowym uniwersytecie) do auta i rusza z San Sebastian ku pobliskiej Francji. Spędzają noc w domu przyjaciół, rozmawiają. Następnego dnia idą do restauracji.

Tam spojrzenie misiowatego 40-latka krzyżuje się ze spojrzeniem młodego mężczyzny, który z kolegą popija kawę. Robi się nerwowo. Chwilę później na parkingu padają strzały. I jedyne słowa w całym filmie: "Psy!". Giną dwaj mężczyźni: funkcjonariusze Guardia Civil, formacji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo (akurat nie byli na służbie). Strzelają członkowie ETA: misiowaty i kolega, ten o wyglądzie profesora.

Strach w Kraju Basków

Ta historia nie jest fikcją. Zamach z 1 grudnia 2007 r. wstrząsnął Hiszpanią. Także Jaime Rosalesem, 37-letnim reżyserem, który postanowił nakręcić film. Tak powstał "Strzał w głowę": obraz, który, choć nie zdobył ważnej nagrody, był największym wydarzeniem zakończonego w minioną sobotę 56. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w San Sebastian.

Traf chciał, że jego pokaz odbył się w trzy dni po kolejnym zamachu ETA w Kraju Basków: wybuch auta-pułapki zabił jedną osobę, a 15 ranił. W tym samym czasie przed Pałacem Festiwalowym odbywały się demonstracje rodzin terrorystów: domagały się przeniesienia bliskich do więzień bliżej ich domów. Przyglądający się temu mieszkańcy San Sebastian nie kryli oburzenia: - Zabijają nas, wywołują psychozę, a teraz żądają większych praw dla zwykłych morderców - krzyczała kobieta wychodząca z kina.

Rosales postanowił odtworzyć tamte zdarzenia i zostawić je bez komentarza. - Celowo wyciąłem bohaterom głos, choć widać, że o czymś rozmawiają - mówi "Tygodnikowi". - Uważam, że jeśli pozbawi się ich ideologii, w którą wierzą, wtedy same fakty ukażą absurd sytuacji, w jakiej żyją od lat mieszkańcy Kraju Basków.

Trudno nie przyznać mu racji, nawet, gdy jest się jedynie zagranicznym dziennikarzem akredytowanym przy festiwalu. "Strzał w głowę" otwiera oczy. Daje do zrozumienia, że od lat na ulicach Bilbao, San Sebastian i innych miast Baskonii wyczuwalny jest strach. Że terrorystą może być każdy przypadkowy i niepozorny przechodzień. To przerażające odkrycie dla kogoś, kto na co dzień nie musi mierzyć się z tym problemem. - Chciałem pokazać też, że ludzie w Kraju Basków mają tego dość - dodaje Rosales. - ETA reprezentuje ledwie garstkę skrajnych nacjonalistów, a ludzie chcą pokoju i normalności.

Wtóruje mu Andrea, mieszkanka San Sebastian ożeniona z Polakiem: - Czuję się Baskijką, ale nie widzę sensu walki o niepodległość. Mamy ogromne przywileje, jesteśmy społecznością autonomiczną w ramach Hiszpanii, prawo nam to gwarantuje.

W Europie XXI wieku

Pytany, kto jest odbiorcą filmu (ETA, rząd w Madrycie czy zwykli Baskowie lub Hiszpanie) Rosales powiedział: - Chciałbym, aby "Strzał w głowę" wywołał ruch. By ludzie zrozumieli, że muszą się porozumieć, że ideologia nienawiści do niczego nie doprowadzi. Jeśli zrozumieją to również terroryści, sam fakt istnienia ETA nie będzie już mieć znaczenia.

Przejmujący obraz Rosalesa podzielił festiwalowych widzów, wśród których przeważali Baskowie: były owacje na stojąco, ale i gwizdy. Krytycy przyjęli film ciepło; suchej nitki nie zostawił tylko lewicowy dziennik "El Pais". W komentarzach zastanawiano się, czy "Strzał w głowę" ma szansę na Złotą Perłę, bo dotyka problemu lokalnego i może być niezrozumiały. Ale jury, któremu przewodniczył Jonathan Demme (reżyser "Milczenia owiec") zdecydowało się unikać tematów kojarzących się z polityką. Festiwal wygrała turecka "Puszka Pandory" Yesim Ustaoglu: opowieść o 90-latce cierpiącej na chorobę Alzheimera. Jury doceniło też Michaela Winterbottoma za reżyserię "Genui" (opowieści o rodzinie, która po utracie matki przenosi się z Chicago do Włoch i zaczyna nowe życie). Najlepszym aktorem został Argentyńczyk Oscar Martinez ("Opuszczone gniazdo"), a publiczność swą nagrodę przyznała braciom Coen i ich rewelacyjnemu "Tajne przez poufne".

I mimo że "Strzał w głowę" nie znalazł się wśród nagrodzonych, na wielu to on zrobił największe wrażenie. Pokazał, że w XXI w. skrajne nacjonalizmy i terror - bynajmniej nie islamski - wciąż znajdują w Europie poklask lub przynajmniej zrozumienie. I uzmysłowił, że w takich miejscach jak Kraj Basków nigdy nie wiadomo, kim jest niepozorny sąsiad: dobrym człowiekiem czy bestią, gotową zabijać z zimną krwią.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]