Reklama

Kanał sułtański

Kanał sułtański

w cyklu STRONA ŚWIATA
24.01.2020
Czyta się kilka minut
Aby uczcić stulecie tureckiej republiki, a także wystawić pomnik swoim własnym rządom, prezydent Erdoğan chce przekopać turecką Trację i zbudować wielki kanał – drugi Bosfor, łączący Morze Marmara z Czarnym.
Cieśnina Bosfor, Stambuł, 22 stycznia 2020 r. / FOT. Xu Suhui/Xinhua News/East News
K

Kanał Stambulski, bo taką wybrano dla niego nazwę, ma mieć około 50 km długości, 25 metrów głębokości i od 200 do 400 metrów szerokości. Zostanie wykopany na zachód od Stambułu, w europejskiej części Turcji, z grubsza biorąc równolegle do cieśniny Bosfor, będącej wraz z Dardanelami i maleńkim Morzem Marmara korytarzem i wrotami łączącymi Morze Czarne ze światem.

„To szalony pomysł” – przyznawał 66-letni dziś Recep Tayyip Erdoğan, gdy przed wyborami w 2011 roku wystąpił z nim po raz pierwszy. Krygował się, bo już wtedy znany był z populistycznych zapędów, narcyzmu i gigantomanii. O szaleństwie projektu mówił tylko po to, by zadziwić rodaków i wzbudzić ich podziw, wmówić, że on jeden jest gotów na podobne przedsięwzięcie się poważyć i mu sprostać. „Nasz kanał będzie jednym z największych projektów inżynieryjnych XXI wieku i największy, jakiego się kiedykolwiek podjęto w historii Turcji – przekonywał. – Przyćmi kanały Sueski i Panamski”. Długość Kanału Sueskiego, wykopanego w latach 1859–1869 wynosi 77 km, a Kanału Panamskiego (1904-14) – prawie 200 km.

Wielki kanał

Erdoğan zapewnia, że choć budowa kanału pochłonie około 15 miliardów dolarów, to na dłuższą metę przyniesie Turcji same zyski. Po pierwsze, Kanał Stambulski będzie wolny od ograniczeń, jakie na ruch morski przez Bosfor i Dardanele nakłada Konwencja z Montreux z 1936 roku. Turcja będzie więc mogła pobierać opłaty za tranzyt kanałem (ruch przez cieśniny odbywa się za darmo, a ministrowie Erdoğana zapewniają, że samo myto przyniesie skarbowi państwa miliard dolarów rocznie; minister transportu Mehmet Cagit Turhan obiecywał niedawno nawet 5 miliardów), a dodatkowo korzystać będzie z niego mogła na przykład flota wojenna Stanów Zjednoczonych, dla której Bosfor i Dardanele są praktycznie zamknięte.

Przede wszystkim jednak, zapewnia Erdoğan, Kanał Stambulski odciąży zatłoczony dziś Bosfor, usprawni żeglugę między Morzem Czarnym i Śródziemnym, a także zmniejszy ryzyko katastrof morskich i skażenia środowiska. Po obu stronach kanału powstaną dwa nowiusieńkie, nowoczesne miasta dla pół miliona mieszkańców, a przy całej inwestycji pracę i zarobek znajdzie kilkanaście tysięcy ludzi.

Marzenia władcy

Erdoğan mówi o ekonomii i obrachowuje zyski, ale idzie mu też o mobilizację wyborców i ich poparcie dla mocarstwowej polityki Turcji pod jego rządami. Odkąd w 2003 roku objął władzę jako premier (od 2014 roku rządzi jako prezydent, a wcześniej, w latach 1994-98, był burmistrzem Stambułu), Turcja, korzystając z osłabienia Rosji i USA na Bliskim Wschodzie, odbudowuje swoje wpływy w regionie, którym sto lat temu, jako Imperium Osmańskie, władała. Erdoğan zaś z ochotą wciela się w rolę współczesnego sułtana, rywalizuje w Syrii z odwieczną rywalką Persją (dzisiejszym Iranem), Rosją i Ameryką, wspiera Katar w buncie przeciwko dominacji Arabii Saudyjskiej na półwyspie Arabskim, interweniuje zbrojnie w Libii, przejmuje polityczną opiekę nad Somalią.

Kanał Stambulski ma być kolejną z monumentalnych inwestycji, mających dowodzić zarówno potęgi i nowoczesności współczesnej Turcji, jak politycznego geniuszu Erdoğana. Pod jego rządami w stolicy i kraju zbudowano już największe na świecie lotnisko, największy na świecie meczet, trzeci most nad Bosforem i tunel pod nim, autostrady, rurociągi, elektrownie atomowe. Rozmach zapewniał mu popularność i zwycięstwa w wyborach. Ale świetna passa Erdoğana, zdająca się wróżyć mu dożywotnie panowanie, skończyła się zeszłą wiosną, gdy jego partia niespodziewanie przegrała pierwsze od lat wybory – wybory samorządowe w największych tureckich miastach. Najboleśniejszą porażką była ta ze Stambułu, gdzie Erdoğan zaczynał swój marsz po władzę. Nie pomogła nawet wymuszona powtórka przegranych wyborów burmistrza. W czerwcu prezydencka partia Rozwój i Sprawiedliwość przegrała także dogrywkę i po raz pierwszy od ćwierć wieku Stambuł przeszedł we władanie politycznych przeciwników Erdoğana.


CZYTAJ TAKŻE

PIERWSZA PRZEGRANA SUŁTANA ZWYCIĘZCY: Recep Tayyip Erdoğan, władający Turcją niepodzielnie od piętnastu lat, poniósł pierwszą porażkę – przegrał wybory samorządowe. I przegrał w dodatku w stołecznej Ankarze i Stambule, gdzie zaczynał swój triumfalny marsz po władzę.


Bunt burmistrza

Jego pogromcą okazał się niespełna 50-letni Ekrem İmamoğlu z najstarszej tureckiej partii politycznej, kemalistowskiej Republikańskiej Partii Ludowej, lewicowej i prozachodniej, odwołującej się do idei Mustafy Kemala Atatürka, założyciela nowoczesnej republiki. Burmistrz İmamoğlu, który przymierza się do wyborów prezydenckich wyznaczonych na 2023 rok, sprzeciwia się budowie Kanału Stambulskiego, a jego spór z Erdoğanem może przerodzić się w przyspieszoną debatę i batalię przedwyborczą.

Burmistrz İmamoğlu twierdzi, że proponowany przez prezydenta kanał przyniesie Stambułowi same nieszczęścia. Pochłonie fortunę, znacznie więcej niż wyliczone przez Erdoğana 15 miliardów dolarów, a co gorsza nikt w Turcji na dobrą sprawę nie wie, skąd mają się one wziąć. Natomiast gospodarka, po niedawnym kryzysie, wcale nie jest w najlepszej kondycji, bezrobocie sięga kilkunastu procent.

İmamoğlu, wspierany przez obrońców przyrody, lamentuje, że budowa kanału zniszczy środowisko naturalne Stambułu, spowoduje katastrofę ekologiczną. Dwudziestomilionowa metropolia, położona jednocześnie w Europie i Azji, stanie się wyspą (Erdoğan planuje budowę 6 nowych mostów), odciętą od lądu kanałem i Bosforem, zagrożoną dodatkowo większym ryzykiem trzęsień ziemi.

Przekop pochłonie setki tysięcy drzew, które według burmistrza pójdą pod topór, zniszczy pola, łąki, lasy, zagrozi żyjącym tam zwierzętom i ptakom, zagrozi rolnictwu i rybołówstwu, a nawet źródłom czystej wody dla Bosforu. Obrońcy przyrody, a także zwyczajni Turcy, podobnie jak cały świat, coraz bardziej uwrażliwieni na punkcie zmian klimatu i zatrucia środowiska, coraz częściej i gwałtowniej protestują, ilekroć władze dają pierwszeństwo przemysłowi nad ekologią.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne bezpłatnie. CZYTAJ TUTAJ →


W 2013 roku tysiące ludzi wyszło na ulice Stambułu i storpedowało plany budowy luksusowego osiedla mieszkaniowego w śródmiejskim parku Gezi. Tysiące mieszkańców Stambułu już podpisało petycję przeciwko budowie nowego kanału. Burmistrz İmamoğlu twierdzi, że podobnymi, luksusowymi osiedlami dla wybrańców mają stać się planowane przez Erdoğana nowe miasta nad Kanałem Stambulskim, a prezydent już sprzedaje parcele swoim politycznym sprzymierzeńcom, rodzinie królewskiej z Kataru. Działki budowlane nad przyszłym kanałem kupiła m.in. Moza, matka katarskiego emira Tamima ibn Hamada al Saniego. „A czy to jest zabronione? – oburzał się Erdoğan. – Gdyby ziemię tę kupili jakiś Hans albo George, nikt nie podnosiłby krzyku!”.

İmamoğlu kwestionuje obrachunki Erdoğana dotyczące przyszłych zysków z myta, płaconego przez statki przepływające przez kanał. Burmistrz twierdzi, że z każdym rokiem liczba statków przeprawiających się przez Bosfor maleje. I dlaczego – pyta – miałyby korzystać z płatnego kanału, skoro wciąż będą miały do dyspozycji darmową przeprawę przez Bosfor? Ponieważ przeprawa przez kanał będzie szybsza – odpowiadają ministrowie Erdoğana. – A czas to pieniądz.

Nie przekonuje to burmistrza, który twierdzi, że pomysł Erdoğana jest „zdradą wobec Stambułu”, miasto rozrośnie się o kolejne kilka milionów mieszkańców, na wiele lat przemieni w wielki plac budowy, która sparaliżuje je i uczyni życie jego mieszkańców nieznośnym.

Kryzys gospodarczy, jaki dotknął w ostatnich kilku latach Turcję, sprawił, że o budowie Kanału Stambulskiego przestało się mówić. Pod koniec zeszłego roku władze ogłosiły jednak, że prace wkrótce ruszą, w najbliższym czasie rozpiszą przetargi, do których zgłosiły się już firmy budowlane z Holandii, Belgii i Francji. A ministerstwo środowiska, mimo oburzenia ekologów, obwieściło, że budowa kanału w żaden sposób nie zaszkodzi tamtejszej przyrodzie. „Albo kanał, albo Stambuł” – odpowiedział burmistrz İmamoğlu i ogłosił, że wycofuje złożoną przez jego poprzednika, towarzysza partyjnego Erdoğana, deklarację, że władze miasta będą współpracować z rządem przy budowie kanału. Dodatkowo burmistrz zapowiedział, że rozpisze w Stambule plebiscyt, w którym mieszkańcy miasta opowiedzą się za lub przeciwko budowie kanału.

Sułtan w szachu

„Kanał zostanie wykopany, czy tego chcą, czy nie” – odparł Erdoğan, a jego ministrowie orzekli, że budowa kanału jest sprawą państwową, a nie lokalną, więc rozstrzygać będzie o niej rząd z Ankary, a nie burmistrz ze Stambułu.

Zgodnie ze zwyczajem, Erdoğan i jego dworzanie sięgnęli po populizm i emocje. „Kto się sprzeciwia budowie kanału, nie jest patriotą” – ogłosił koalicyjny partner prezydenta, Partia Ruchu Narodowego, odwołująca się do nacjonalizmu i islamu. „Nie pozwolimy, by ludzie pozbawieni wizji, nie mający celu, nadziei ani nie kochający kraju odwodzili nas od naszych planów – zapowiedział Erdoğan. – Nie będziemy rozmawiać ze złośliwą opozycją, nie zamierzamy tracić na to ani sekundy”.

Sprawa budowy Kanału Stambulskiego może przerodzić się w swoistą próbę sił między Erdoğanem a İmamoğlu. Jeśli Erdoğan wyjdzie z niej po raz trzeci pokonany (zwłaszcza czerwcowe, wymuszone przez niego wybory burmistrza były przykrym upokorzeniem), może nie doczekać stulecia obchodów tureckiej republiki w 2023 roku. W tym samym roku wypadają wybory prezydenckie. Już po zeszłorocznych wyborczych porażkach wielu wiernych dotąd towarzyszy partyjnych Erdoğana przestało wierzyć, że jest niepokonany. W ciągu roku z partii odeszła jedna dziesiąta członków, a niedawni dygnitarze zakładają własne partie i liczą, że podbiorą „sułtanowi” wyborców.

Grudniowy sondaż pokazał, że połowa Turków pierwsze słyszy o tym, iż w Stambule w ogóle ma być kopany jakiś kanał. Spośród tych, którzy wiedzą – Turków, a nie jedynie mieszkańców miasta – 38 procent popiera budowę, a 27 procent się jej sprzeciwia. Jedna trzecia nie wie, co ma o tym myśleć.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Artykuł pana Jagielskiego - jak zwykle ciekawy. Szkoda tylko, że trochę "zgrzyta" przy liczebnikach. Nie: "tysiące ludzi wyszło, storpedowało, podpisało..." A raczej: "tysiące ludzi wyszły, storpedowały, podpisały."

Kiedy czytam o kanale Erdogana, to mam wrażenie, że już to gdzieś widziałem, że skądś to znam... Zniszczenie przyrody, wątpliwe korzyści ekonomiczne, a przeciwnicy to wrogowie kraju, właściwie zdrajcy. Skala tylko nie ta, ale cóż, każdy ma kanał na miarę swoich możliwości. Piotr Dąbrowski
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]