Dziś wieczór udajemy

Są przedstawienia, które stają się wydarzeniami, zanim staną się czymkolwiek. Aby osiągnąć status wydarzenia, trzeba gwiazd. Z okazji “Dr Hausta" w warszawskim Teatrze Studio spotkały się trzy gwiazdy-nadzieje.

30.01.2005

Czyta się kilka minut

Magdalena Piekorz, która za “Pręgi" według Kuczoka z Żebrowskim dostała główną nagrodę w Gdyni, Wojciech Kuczok - zdobywca nagrody Nike i Michał Żebrowski - aktor grający w filmach wszystkie narodowe bóstwa, starający się od niedawna o stworzenie teatralnej odnogi swojego aktorskiego istnienia. Zestaw bez zarzutu, co natychmiast wykorzystały media i dąć zaczęły w trąby. Zestaw bez skutku. Czyja wina? Wspólna.

Opowiadanie Wojciecha Kuczoka z tomu “Widmokrąg" to historia psychoanalityka, starzejącego się mężczyzny, który, jak to zwykle w literaturze i w życiu bywa, usiłuje doradzać innym mając nieuporządkowane sprawy własne. Nierozliczone traumatyczne przeżycie z dzieciństwa, problemy z kobietami zaostrzone syndromem wieku średniego i, na dokładkę, kłopoty z alkoholem. Autor posłużył się nielinearną narracją, prowadząc czytelnika od końca do środka kłębka. Zmienia też punkty widzenia, oświetlając historię z różnych perspektyw. Mimo że otrzymujemy pełen obraz sytuacji i rozbudowany portret psychologiczny bohatera, opowiadana historia nie jest wcale oryginalna.

Jeśli dobrze przyjrzeć się tekstowi, stanowi on zlepek rozmaitych klisz, fałszywych wyobrażeń i uprzedzeń na temat psychoanalityka, starzejącego się mężczyzny i alkoholika. Gładka literatura, mogąca wielbicielom historyjek dać jakąś czytelniczą satysfakcję, nie nadaje się niestety na początek inspirującej i otwartej przygody z teatrem. Czasami teksty przez swoją wirtuozerię stają się puste, jak gdyby same siebie wydrążyły z treści i emocji.

Na scenie scenograficzna tandeta, czyli wnętrze mieszkania bohatera. Umeblowane w nijakim stylu, który niczego nie dodaje do charakterystyki bohatera monodramu. Podłoga przykryta czarną włochatą wykładziną. Sofa, biurko, lampa, szafa i maszyna do ćwiczeń aerobowych. No dobrze, można powiedzieć, że bohater jest pozbawiony gustu i własnego smaku oraz że nie zaniedbuje swojego ciała, z czego od biedy można wysnuwać dalsze konkluzje, że walką o ciało prowadzoną przy pomocy ćwiczeń fizycznych rekompensuje zupełny brak starań o własną psychikę, zwaną kiedyś duszą, kiedy jeszcze doktorem był Faust, a nie Haust. Mieszkanie udaje nieład. Na biurku leżą rozrzucone pudełka po chińskim jedzeniu kupowanym na wynos. Strasznie to teatralne i niestrawne. Taki bałaganik schludnie zaprojektowany.

Reżyserka debiutująca w teatrze zdecydowała się na formę piekielnie trudną, mianowicie monodram. Postawiła na Żebrowskiego, który stwarzał poczucie bezpieczeństwa i obietnicę dobrze zbudowanej postaci i poprowadzonej roli. W sumie jako reżyser zachowała się nader powściągliwie. Rolę Żebrowskiego sprowadziła do wypowiedzenia tekstu. Spektakl okrasiła niezbyt umotywowanym chwytem: dodała frazę muzyczną z filmów grozy i w jej rytmie czasami kazała aktorowi poruszać się tak, jak człowiek śledzony lub ktoś skradający się. Różowa Pantera.

Wreszcie Michał Żebrowski, dążąc do perfekcji wykonania i zmierzając w kierunku wielokrotnie przez siebie chwalonego profesjonalizmu, stworzył postać ślizgającą się na skórkach od bananów. Gra powierzchownie, nie próbując zejść głębiej w psychikę postaci, zagłębić się w jej motywacjach, pobyć na chwilę sam na sam z Haustem. Cała jego rola to wytężone aktorstwo: miny, grepsy, nienaturalne gesty i wyszukane pozy. Profesjonalnie, to znaczy powierzchownie? Bez naruszania własnej wrażliwości i tabu, bo tu kończy się profesjonalizm, a zaczynają bebechy i amatorka. Można tak sądzić, ale szybko okazuje się, że tak pojęty profesjonalizm jest tylko kuglarstwem. Michała Żebrowskiego pamiętam z jego dyplomowej roli w “Miłości i gniewie". Wciąż mam nadzieję, że uda mu się odnaleźć moc, jaką wtedy miał na scenie, zdolny ciągnąć swoją rolę, spektakl i emocje widzów.

Co więc jest do oglądania w “Dr Hauście"? Udawanie. Udają wszyscy. Wspomniane już pudełka po chińszczyźnie udają bałagan. Autor udaje głęboką znajomość tematu, na który pisze, i tworząc lekko zbrutalizowany świat udaje zaangażowanie w tak zwane ludzkie sprawy. Reżyserka udaje, że potrafi tworzyć teatr dotykający widza, udaje, że prowadzi z widownią głęboką i mądrą rozmowę, że tworzy teatr pełen niepokoju i mroku. Aktor udaje, tout court.

Jest jeszcze publiczność. Ona też ma swoją rolę w zbiorowym seansie udawania. Zarażona wydarzeniem, zanim przyszła do teatru, udaje głębokie przeżycie, podczas gdy tak naprawdę schlebia swojemu gustowi, czyli stara się poczuć lepszą, niż w istocie jest. Traktuje bohatera spektaklu jak zabawnego utracjusza, który budzi jej sympatię z powodu ucieleśnienia w osobie lubianego aktora. I tu już się nic nie da zrobić, mimo że jednym z podstawowych trudów, jakie pokonuje Żebrowski, jest próba grania wbrew własnym warunkom fizycznym. Ale oczywiście profesjonalnie, czyli ostrożnie.

W sumie “Dr Haust" to przedstawienie, jakich w teatrach setki. Zrobiony według reguł gwiazdorskiego bulwaru, konserwatywny i konwencjonalny. Bulwersujący publiczność jedynie kilkoma brzydkimi wyrazami, wywołującymi nerwowy chichot. Miałki, bezpieczny, w którym nikt nie wie chyba, co to takiego gniew. Więc po co tyle o nim pisać? Bo miało być inaczej. Tymczasem świeża krew okazała się starą krwią. Płynie niemrawo, cieknie leniwie. Nic się od tego nikomu nie stanie.

Wojciech Kuczok “Dr Haust", reż.: Magdalena Piekorz, scenogr.: Justyna Smolec, muz.: Adrian Konarski, premiera w warszawskim Teatrze Studio 8 stycznia 2005.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2005