Reklama

Dzieci z Niska: Boimy się, że stracimy siebie nawzajem

Dzieci z Niska: Boimy się, że stracimy siebie nawzajem

20.10.2021
Czyta się kilka minut
W opisanej przez nas sprawie braci wyrywanych z rodziny zastępczej interweniuje wojewoda i Rzecznik Praw Dziecka. A przybrana siostra chłopców pisze do sądu: „nie jesteśmy śmieciami, które można przenosić z kubła do kubła”.
Fot. Pixabay/jarmoluk
C

Chodzi o dwójkę nastolatków z podkarpackiego Niska, których historię opisaliśmy we wspólnej publikacji portali „Tygodnika” i Radia TOK FM ponad trzy tygodnie temu, a także (szerzej) w papierowym wydaniu „TP”.

W maju 2017 r. chłopcy (wówczas ośmio- i dziesięciolatek) trafili do Elżbiety i Katarzyny, sióstr tworzących dwie osobne, choć znajdujące się pod dachem tego samego domu rodziny zastępcze. Wiek dzieci nie dawał szansy na adopcję. Niemożliwy był też powrót do rodziny biologicznej – w 2019 r. matka utraciła prawa rodzicielskie do chłopców. Zdawało się więc oczywiste, że dzieci aż do uzyskania pełnoletniości pozostaną pod opieką jedynych dorosłych, którzy gwarantowali im stabilność. Zwłaszcza że polskie państwo – z różnym skutkiem w różnych częściach Polski – już dekadę temu obrało kurs na deinstytucjonalizację: przechodzenie z systemu opartego na domach dziecka do rodzin zastępczych.

„Próbowałyśmy im dać stabilność – opowiadała nam trzy tygodnie temu Elżbieta. – Najpierw żyli na walizkach, marząc o powrocie do mamy. Gdy to okazało się niemożliwe, myśleli o adopcji. A kiedy i to nie wypaliło, zostałyśmy my. Tu mają swój dom, ale też życie rodzinne. Babcię, dziadka, ciocię, wujka”.

Tymczasem Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Nisku dwa miesiące temu wysłało wniosek do sądu – chłopcy mają trafić do zlokalizowanego w Rudniku, czyli na terenie tego samego powiatu, domu dziecka. Sąd w Nisku niedługo potem podjął decyzję zgodną z wnioskiem PCPR (to wyrok pierwszej instancji, nieskutkujący na razie przeniesieniem dzieci).

Sprawą jako pierwsza zajęła się ogólnopolska Koalicja na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej. Zaprotestowały też organizacje lokalne: Fundacja Wielkie Serce dla Dzieci i Stowarzyszenie na rzecz Rodziny i Zastępczego Rodzicielstwa „Nowy Dom”. We wspólnej publikacji zaalarmowanych przez organizacje redakcji „TP” i tokfm.pl wykazaliśmy, że urzędnicy powiatowi podają sprzeczne motywy swojego działania. We wniosku skierowanym do sądu tłumaczą swoją decyzję koniecznością robienia miejsc w rodzinach zastępczych dla najmłodszych (zgodnie z prawem nie wolno umieszczać w placówkach dzieci do 10. roku życia). W rozmowie z nami dyrektorka niżańskiego PCPR Marta Ciosmak sugerowała tymczasem, że chodziło o wychowawczą niewydolność rodziny zastępczej, nie podając jednak żadnych konkretów.

Teraz sprawą zajęły się instytucje – ogólnopolskie i lokalne. Rzeszowski Urząd Wojewódzki przeprowadził w niżańskim PCPR kontrolę. Jej wyniki, jak dowiaduje się „Tygodnik”, są jednoznaczne: proceder przenoszenia dzieci z rodziny do placówki jest niedopuszczalny, zaś urzędnicy nie działali dla dobra dzieci. Z kolei Rzecznik Praw Dziecka zgłosił udział w dalszym postępowaniu, zwrócił się także o interwencję do dwóch resortów: Ministerstwa Sprawiedliwości o objęcie sprawy nadzorem, a do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej „o podjęcie czynności w związku z ujawnionymi nieprawidłowościami”. Reaguje też jeden z niżańskich radnych. Jan Kowal, który historię rodziny poznał dzięki „TP”, zapowiada zajęcie się sprawą podczas najbliższych obrad działającej w starostwie Komisji Zdrowia i Pomocy Społecznej, której przewodniczy.

Ta historia ma też ogólnopolskie, systemowe tło (opisaliśmy je szczegółowo w „TP” 40/2021 wraz z Michałem Janczurą): niedobór rodzin zastępczych, którego przyczyną są tyleż złe przepisy, które nie gwarantują zawodowym rodzinom godziwych warunków pracy, co nieudolność niektórych powiatów. Konsekwencją tego jest zatykanie się systemu i traktowanie dzieci – zgodnie z określeniem użytym trzy tygodnie temu w „TP” przez Annę Krawczak z Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW – jak lokalnego „zasobu ruchomego” (podobne jak w Nisku wnioski PCPR-ów zdarzają się też w innych miejscach).

– Dla niektórych powiatów utrzymywanie status quo, czyli systemu opartego na domach dziecka, jest wygodne. A przepisy nie tylko nie wymuszają zmian, ale nawet do nich nie zachęcają. Nikt nie rozlicza samorządów z tego, czy mają miejsca w rodzinach zastępczych, czy kierują dzieci do placówek. Nie mówię nawet o karaniu powiatów nieudolnych, co niektórzy postulują, ale o nagradzaniu tych sprawniejszych. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej jest w tej kwestii bierne, nie prowadzi również żadnej bazy dobrych praktyk – komentuje Joanna Luberadzka-Gruca z Koalicji na rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej.

Ekspertka Koalicji dodaje, że sprawa z Niska jest dla niej jednoznaczna: – Mimo że analizowałam ją od każdej strony, w działaniach PCPR-u i w decyzji sądu nie doszukałam się niczego, co by miało związek z dobrem dziecka – podsumowuje Luberadzka-Gruca. – A rozgłos wokół sprawy i zainteresowanie nią kilku instytucji jest dla mnie jaskółką nadziei, że dobrze zakończy się nie tylko ta historia, ale też że nie będą się zdarzały kolejne do niej podobne.

Elżbieta i Katarzyna z Niska czekają na uzasadnienie wyroku pierwszej instancji – po jego otrzymaniu planują wniesienie apelacji. Jak mówią, zdarzenia z ostatnich tygodni wpłynęły nie tylko na chłopców, ale też na poczucie bezpieczeństwa pozostałych dzieci. Ich 13-letnia podopieczna wysłała nawet do sądu i do PCPR-u list.

„Dzięki ciociom [Elżbiecie i Katarzynie – red.] poczuliśmy, że jesteśmy potrzebni, że ktoś nas w końcu pokochał – napisała. – Przenoszenie dzieci, czyli nas, po tak wielkim okresie czasu jaki ze sobą jesteśmy, to jest wielka trauma, którą nie zapomni się do końca swojego życia, i to będzie wina sądu oraz ludzi, którzy się do tego przyczynili. Nasze ciocie nie są pogotowiem opiekuńczym, tylko rodziną zastępczą (kochającą). My się po prostu boimy, że stracimy siebie nawzajem. Teraz, gdy ktoś przychodzi do nas, nie wiemy, czy jest po naszej stronie, czy nie, i za każdym razem ciocie słyszą: »Ten pan lub pani jest dobry, czy nie?«. (…) Nie jesteśmy śmieciami, które można przenosić z kubła do kubła. Jesteśmy dziećmi”.


Przemysław Wilczyński, Michał Janczura: W podkarpackim Nisku sąd wyrywa nastolatków z rodziny zastępczej. I kieruje ich do domu dziecka. Oto, jak w niejednym powiecie wygląda odmieniana od lat przez wszystkie przypadki deinstytucjonalizacja.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]