Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

„Dziady” zwykłych ludzi

„Dziady” zwykłych ludzi

19.04.2015
Czyta się kilka minut
Według Zadary żyjemy w czasach, w których Mickiewicz nie jest już aktualny jako obserwator codziennej rzeczywistości. Jest aktualny inaczej.
Bartosz Porczyk (Konrad), Marcin Pempuś (duch), Marian Czerski (duch), Bogusław Danielewski (milczący Bóg / stary Polak) w „Dziadach”, reż. Michał Zadara, Teatr Polski we Wrocławiu Fot. Natalia Kabanow / TEATR POLSKI WROCŁAW
W

W tym roku mija dziesięć lat od debiutu Michała Zadary w teatrze. W ciągu dekady wyreżyserował kilkadziesiąt spektakli. Najciekawsze efekty osiągał zawsze w starciach z klasyką, szczególnie polską. To inscenizacjami takimi jak „Ksiądz Marek” Słowackiego (2005), „Wesele” Wyspiańskiego (2006) czy „Odprawa posłów greckich” Kochanowskiego (2007) z impetem wdarł się na polskie sceny, zyskując od razu miano pierwszoplanowego reżysera.
Zrazu podkreślano fakt, że świeże, nieobciążone osadem interpretacji podejście do klasyki reżyser zawdzięcza temu, iż wychował się i wyedukował za granicą. Chodzi jednak o coś więcej, skoro tę świeżość i bezczelność Zadara zachował do dziś. Wystarczy przytoczyć jego wypowiedź dotyczącą Gustawa z „Dziadów”: „Część IV to rodzaj psychoanalizy upiora – wiwisekcja schizofrenika, który zwariował z powodu miłości i popełnił samobójstwo”. W szkole – murowana...

10065

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

List jest piękny i jest tu np. http://www.e-teatr.pl/en/artykuly/161364.html Tymczasem autor znów pokazuje, że słowa nie mają dla niego znaczenia: "Testy klasyczne i tematy narodowe w rękach Zadary tracą moc łączenia sceny i widowni we wspólnotowym przeżyciu. I nie chodzi tylko o zawiązywanie narodowej wspólnoty – lecz także o przeżywanie rozpadu wspólnotowych więzi." To może chociaż włączy we wspólnotę w przeżywaniu rozpadu wspólnotowych więzi? "Zadarze taki rozpad nie dostarcza żadnej frajdy. Więcej – w ogóle go nie dostrzega." Nie dostrzega go, choć teksty i tematy "w rękach Zadary tracą moc łączenia sceny i widowni we wspólnotowym przeżyciu". Czyli jest to albo przypadek, albo Zadara działa (a może i żyje) jak medium, w jakiejś hipnozie? W końcu "Rozpad jest dla niego faktem dokonanym, stanem naturalnym". "Przez to dialog między sceną a widownią jest dialogiem niejako z każdym z widzów osobno". Ciekawe jak to można sprawdzić empirycznie? Sondaż? Jak reprezentatywna jest wtedy grupa? I jak dociekł tego autor? Czyżby powracała kwestia para-normalnych zdolności? Kiedyś autor bronił się tak: "wykorzystywanie stylistycznej elastyczności języka jest nawet wskazane [...] W swojej pracy recenzenckiej nie zawsze zmierzam do triumfalnego wyłożenia sensów spektaklu. Czasem chcę dać świadectwo czemuś innemu: niepewności, błądzeniu, słabości". Bardzo to wygodne. By było łatwiej można się ograniczyć do oceny: smakuje mi / nie smakuje mi. Ale wygląda to jak dorabianie na siłę filozofii. Przekombinowanie pisanie na pewno nie służy czytelnikom. A kilku uznanych recenzentów /krytyków jeszcze jest, i to takich, którzy pisać potrafią (o dziwo) jasno. Nieśmiała sugestia: może mniej teoretycznych, wykoncypowanych ksiżek czytają?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]