Reklama

Dyskretny urok wielkości

Dyskretny urok wielkości

03.01.2007
Czyta się kilka minut
Wydając trzytysięczny numer naszego pisma, myślimy o Jerzym Turowiczu. Bez niego nie byłoby ani numeru tysięcznego, ani dwutysięcznego, ani w ogóle "Tygodnika Powszechnego. To dzięki Jerzemu "Tygodnik był tym, czym był i - jeśli wolno tak powiedzieć - czym jest.
Jerzy Turowicz i ks. Józef Tischner /fot. W. Druszcz
D

Dokumenty niegdyś ściśle tajne, a dziś w coraz większym stopniu znane, pokazują, jak nieznośna dla władz PRL była obecność "Tygodnika". A przecież, dzięki mądrej strategii Turowicza, nie mogły go ostatecznie zlikwidować. Więzi ze światową elitą kulturalną nadawały perypetiom krakowskiego pisma wymiar wydarzeń międzynarodowych, a Ksiądz Prymas Wyszyński i arcybiskupi krakowscy przypominali kiedy było trzeba, że "Tygodnik" należy do, jak się wtedy mówiło, "stanu posiadania Kościoła" - tak więc zadzierając z "Tygodnikiem", zadzierało się z Kościołem.

Nie znaczy to jednak, że droga, którą wybrał Turowicz dla siebie (i, siłą rzeczy, dla swojego pisma), była łatwa. Niezłomni wrogowie reżimu zarzucali Jerzemu zbyt daleko posunięty kompromis, władze widziały w jego działalności permanentne, trudne do okiełznania zagrożenie. Korzystając z kościelnego "parasola ochronnego", twardo stojąc na stanowisku, że "Tygodnik" jest pismem katolickim, Turowicz często sprawiał kłopoty hierarchom i "dobrym katolikom", podejmując sprawy, których lepiej było nie dotykać, jeśli się chciało zachować kościelną "poprawność polityczną". Publikowaliśmy na naszych łamach jego korespondencję z kardynałami Wyszyńskim i Wojtyłą, będącą dokumentacją tamtych kłopotów. Dzięki Bogu obaj hierarchowie mogli się z Jerzym nie zgadzać, ale wsłuchiwali się w to, co mówi, i nigdy nie stracili doń zaufania. Można rzec, że "Tygodnik" w pewnym sensie sam sobie zawdzięczał szykany, które przychodziło mu znosić. Turowicz miał jednak genialne wyczucie dopuszczalnych etycznie granic kompromisu, a unikanie kłopotów nigdy nie było dla niego (i dla pisma) wartością naczelną.

***

Kim był? Na czym polegała niekwestionowana wielkość Jerzego Turowicza? Czym zdobył sobie pozycję moralnego autorytetu, ważnego dla milionów Polaków, zresztą nie tylko Polaków? Jak dokonał tego, że tytuł pisma, które przez ponad pół wieku redagował, zachował - mimo pokoleniowej wymiany niemal całej ekipy - ciężar gatunkowy?

Szukając odpowiedzi na te pytania, sięgam do słów drukowanych na tych łamach zaraz po jego śmierci. Mówią świadkowie jego życia i dzieła, bliscy i dalecy. Wszystkich chyba nurtują te same pytania, wszyscy usiłują uchwycić sekret wielkości Jerzego, źródła jego siły i skuteczności jego oddziaływania.

Pisał Jerzy Giedroyc, świadek często bardzo krytyczny wobec "Tygodnika": "Tylko dzięki Niemu (Turowiczowi) zaczęła się ewolucja polskiego Kościoła w kierunku wytycznych II Soboru. »Tygodnik« był jedynym ciągłym ośrodkiem niepodległościowym - prowadził walkę z przerostami nacjonalizmu, z antysemityzmem. Walcząc o prawa człowieka, stał się szkołą tolerancji. Całą tę akcję Turowicz prowadził pragmatycznie, dyskretnie, z dużym kunsztem dyplomacji, aby uchronić swój warsztat pracy, ale nie unikał w kryzysowych momentach twardych decyzji, które mogły spowodować zamknięcie pisma, jak to miało miejsce w dniu, kiedy odmówił uczczenia na łamach śmierci Stalina".

Kard. Jean-Marie Lustiger, arcybiskup Paryża i przyjaciel, widzi to samo, ale nie skupia się na strategii, docieka źródeł: "Jerzy Turowicz, w jednym z najtragiczniejszych okresów Historii, wiernie i odważnie dawał świadectwo Prawdzie. Nieustannie, z siłą Ewangelii, budził sumienia; z cierpliwym miłosierdziem skupiał, bez względu na istniejące między nimi różnice, wszystkich tych, którzy chcieli bronić wolności i godności Człowieka. Będąc świeckim chrześcijaninem, był w oczach wszystkich znakiem Kościoła Chrystusowego i nadziei, którą Ten głosił".

Prof. Andrzej Szczeklik: "Mówił nam, że niebezpieczną rzeczą jest szukać wrogów i dopatrywać się spisku, bo to zwalnia od odpowiedzialności. Pokazywał, iż często nie jest wskazana zawzięta walka, ale zrozumienie przyczyn, a nieraz nawet rozsądny kompromis, który umie doprowadzić do zmiany sytuacji. Był w tym podobny do Josifa Brodskiego, który nade wszystko przestrzegał przed wskazującym palcem, wytykającym winy innym. Sam Jerzy Turowicz w latach najważniejszej próby był dla nas wzorem odwagi. Jednym z tych, którym Polska zawdzięcza odzyskanie niepodległości".

O wielkości i mądrości Jerzego Turowicza mówią Wisława Szymborska i ks. Józef Tischner. Ich wypowiedzi, jak zresztą właściwie wszystkie, wzajemnie się dopełniają: "Jego mądrość nie lubiła wielkich słów, bo prawdziwej mądrości nie są one potrzebne. To dobre dla krzykaczy, którzy używają ich jak szczudeł, żeby dodać sobie wzrostu i znaczenia. Jerzy Turowicz niczego nie musiał udawać, niczego sobie dodawać, do niczego pretendować. Bez szczudeł - pieszo wchodził na karty polskiej historii jako jeden z najświatlejszych synów naszej ziemi" (Wisława Szymborska). Zarazem miał w sobie jakiś przedziwny "zmysł nieomylności". "Może czasem Turowicz nie miał racji, ale przeważnie to ją jednak miał. Doprawdy, nie umiem dziś wskazać przypadku, by Turowicz nie miał racji... A przecież każda z kluczowych decyzji uwikłana była w sieć tysięcznych zależności" (ks. Józef Tischner).

I zmarły w tych dniach przyjaciel, współpracownik "TP" Tadeusz Chrzanowski: "Chwała Ci Jerzy, za to, że tak wspaniale dopełniłeś swego obowiązku wobec Polaków, choć wiele wycierpiałeś nie od komunistów, ale właśnie od oszołomów i nawiedzeńców, których tu nad Wisłą nigdy nie brakowało".

Tischner nie umie wskazać przypadku, by Turowicz nie miał racji, tymczasem sam Turowicz bynajmniej nie rościł sobie prawa do nieomylności. W zwięzłym tekście zamieszczonym w "Więzi" ("Rachunek sumienia Kościoła w Polsce" nr 3/1996) rozlicza się z błędów i zaniedbań swojego środowiska, a właściwie własnych: ze zbyt jednostronnego zaangażowania politycznego po 1989 r., co przyczyniło się do pogłębienia podziałów w społeczeństwie, z niedostatku dialogu z katolikami o diametralnie różnej orientacji, z przemawiania z góry, z pozycji "katolicyzmu otwartego" bez zrozumienia dla katolików inaczej myślących, niekiedy z braku solidarności z Kościołem hierarchicznym i krytykowania go, czasem bez zastanowienia, czy ta krytyka Kościołowi pomaga, czy jego działalności szkodzi, i wreszcie - w sferze kultury - ze zbyt małej obrony wartości chrześcijańskich.

***

Kim był Jerzy Turowicz? Abp Józef Życiński, nawiązując do rozmowy Chrystusa z Samarytanką w Sychar i do poezji Herberta, napisał: "O ileż uboższe byłoby świadectwo wiary kształtujące obraz Kościoła w Polsce, gdyby brakło w nim duchowego realizmu i mądrości serca pana Jerzego. Na tle wielkich polskich dramatów i małych polskich sporów jawi się on niczym Pan Cogito rozmyślający »nad estetyką hałasu«. Pan Cogito z krakowskiego Sychar potrafił skutecznie wnosić światło Ewangelii w mroki naszych poszukiwań i lęków. Potrafił konsekwentnie troszczyć się o to, by woda ze źródła Jakuba mogła koić pragnienie wszystkich spragnionych. Świadomi duchowej odpowiedzialności za to dziedzictwo, winniśmy dziś wspólnie dzielić troskę o przyszłość tego źródła. Aby w epoce wyjątkowo głębokich przemian ktoś nie wpadł przypadkowo na pomysł, żeby urynkowić źródło w Sychar i źródlaną »wodę życia« rozprowadzać wyłącznie w plastikowych pojemnikach z krzykliwą etykietką".

Dziś można dodać do tego tylko to jedno zdanie: kiepski będzie nasz los, jeśli zapomnimy o przesłaniu Jerzego Turowicza.

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]