Reklama

Dynamizm przemieniający świat

Dynamizm przemieniający świat

29.01.2016
Czyta się kilka minut
Co roku, od dwóch tysięcy lat, obchodzimy pamiątkę Narodzenia Jezusa Chrystusa. Ale co roku trochę inaczej, bo historia biegnie naprzód. Dlatego co roku On przychodzi na trochę inny świat.
Giotto, Narodzenie Jezusa (WikiArt.org)
T

To nie jest święto takie jak każde inne urodziny; to jest za każdym razem nowe przyjście. Dwa tysiące lat temu przyszedł do swojej własności, a swoi go nie przyjęli, odmówili mu gościny. Dziś nie odmawiamy gościny, nawet zapalamy świeczki na jego cześć i zastawiamy stół świątecznymi potrawami. Ale, ale cośmy zrobili z jego dziedzictwem? Przechowujemy je w coraz mniejszych grupach, izolowanych od reszty świata, zachowujących skostniałe formy, coś w rodzaju religijnego skansenu. Albo wręcz przeciwnie, tak otwieramy się na postęp i nowoczesność, że z jego nauki wybieramy tylko to, co schlebia naszym instynktom i samozadowoleniu. Albo jeszcze inaczej: jego przesłanie zamieniamy na ideologię do manipulowania ludźmi. Albo rozmiękczamy je w ckliwej pobożności sprowadzającej się do pięknych słów, za którymi niewiele się kryje. Albo po prostu, może najczęściej, ignorujemy. Ignorujemy nieustannie w pogoni za własnymi sprawami. Tymczasem przesłanie Jezusa jest dynamizmem, dynamizmem, który jest zdolny przemienić człowieka od środka, a przez człowieka społeczeństwo i dzieje narodów. Chrystus przychodzący na świat to nie skansen, nie katalog wygodnych przepisów, nie jeszcze jedna partia polityczna, nie mdłe zachęty do pobożnego życia; to siła zdolna zmienić człowieka pod jednym warunkiem, byleby tylko człowiek zechciał po nią sięgnąć.

Dlaczego więc Chrystus pozwala na to, że gdy ponownie przychodzi ,swoi jednak ponownie go nie przyjmują? On pozwala na to, bo Bóg wyposażył człowieka w wolność i tę wolność szanuje. Mógłby, gdyby zechciał, wbudować w nasze mózgi taki mechanizm czy taki program, który by zmuszał nas podążać zawsze za tym co dobre i prawe; mógłby tak zrobić, ale tego nie zrobił i nie chciał, nie chciał mieć etycznych automatów, lecz istoty wolne, to znaczy takie, które mogą powiedzieć „nie”. Mogą także w sposób wolny odpowiedzieć na wezwanie i wznieść się przez to ponad świat materii oraz swoich biologicznych i psychologicznych uwarunkowań. Wolność to wielka rzecz. Gdy czynie tylko to, co mi się chcę, co chce mi się samo, bez udziału mej woli, gdy postępuję za popędem lub naciskami z zewnątrz, wtedy jestem automatem, wykonuję po prostu to, co każde mi jakiś sygnał przychodzący spoza tego obszaru, w którym naprawdę jestem człowiekiem. Natomiast gdy decyduję ja sam, być może wbrew temu, co mi się chce, wtedy wznoszę się ponad świat materii i wykonuję akt naprawdę ludzki, bo pełnym człowiekiem jest się wtedy, gdy decyduje się w wolności.

Chrystus nie zmienił historii, nie nadał jej jakiegoś pchnięcia, by mechanicznie wiodła do swoich dobrych celów, Chrystus stanął przed nami i powiedział „jeśli chcesz, jeśli chcesz, to możesz, to zależy od ciebie”. I dał nam zasoby energii, które są zdolne przemienić nasze życie i bieg świata. Ta historia świata toczy się nadal. I patrząc ludzkimi oczyma można być pesymistą, ale patrząc ludzkimi oczyma nie widzi się pełnej rzeczywistości. Jezus, który przyszedł na świat i nie było dla niego miejsca w gospodzie powiedział również: „miejcie odwagę, jam zwyciężył świat” – to jest zapisane w Ewangelii św. Jana w szesnastym rozdziale. „Miejcie odwagę, jam zwyciężył świat” – i zwróćmy uwagę, nie kiedyś w przyszłości, gdy przyjdę powtórnie zwyciężę świat, on powiedział: jam zwyciężył świat. Czas już dokonany. Bo każdy czyn, w którym w sposób wolny odpowiadamy na jego wezwanie jest zwycięstwem, nie tylko naszym osobistym, indywidualnym, lecz także zwycięstwem nad światem. Bo Bóg liczy inaczej niż ludzie. To, co czcimy dzisiejszym świętem, waży więcej niż cała historia wszechświata.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. 

(Zapis homilii wygłoszonej przez ks. prof. Michała Hellera w kościele pw. św. Maksymiliana w Tarnowie).

Autor artykułu

Kosmolog, filozof i teolog. Profesor nauk filozoficznych, specjalizuje się w filozofii przyrody, fizyce, kosmologii relatywistycznej oraz relacji nauka-wiara. Kawaler Orderu Orła Białego....

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]