Duma blokersa

Wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej to dzieło totalne. Obejmuje sztukę i dokument - przy czym jedno płynnie przechodzi w drugie. Jest symbiozą obrazu, muzyki i słowa. Łączy estetyzm z manifestem społecznego zaangażowania. Ukazuje blokowisko jako fenomen niejednoznaczny: niszczący, ale i stymulujący.
Czyta się kilka minut
Jarosław Jeschke, "Obrazy z wielkiej płyty", 2003-04 /
Jarosław Jeschke, "Obrazy z wielkiej płyty", 2003-04 /

W wieku sześciu, siedmiu lat lubiłam rysować dom. Dzieliłam kartkę na wiele krateczek o tych samych, mikroskopijnych wymiarach, a potem w każdej umieszczałam rodzinę ze wszystkimi potrzebnymi jej do życia sprzętami. Istny rebus. Pamiętam, jak bardzo byłam dumna z pomysłu na miarę meblościanki: na obrazku umywalkę udało mi się zmieścić nad piętrowym łóżeczkiem dla dzieci!

Na warszawskiej wystawie nieoczekiwanie zobaczyłam pracę, która przypomniała mi dzieciństwo: "Habitat" (1993-96) Katarzyny Józefowicz to sporych rozmiarów model, którego poszczególne segmenty wypełnione są szufladami; wychylają się z nich mniejsze szufladki, potem jeszcze mniejsze - i tak bez końca. Tak oto blok staje się rodzajem powieści szkatułkowej. Czy może to zresztą dziwić? Za każdym z tysiąca okien, które przepruwają osiedlowe prostopadłościany, kryje się inny los.

Ten wątek powraca na wystawie kilkakrotnie. W projekcji wideo pt. "Miasto" Andrzej Barański zwraca uwagę na powtarzalność i wzajemne zagłuszanie się pojedynczych historii w przestrzeni, w której krzesło może stanąć w jednym tylko miejscu, a gwóźdź wbity w podłogę zamienia się w sznurek spływający z sufitu sąsiada. "Blok", czyli "hipertekstowa powieść" internetowa Sławomira Shuty i Marcina Maciejowskiego, za pomocą jednego kliknięcia (odpowiadającego zapukaniu do drzwi) pozwala nam wejść w codzienność mieszkańców dziesiątego piętra: ktoś kogoś lubi, ktoś czegoś żałuje, ktoś jest na kogoś zły. Ot, życie jak życie - wszak

"w domach z betonu nie ma wolnej miłości/są stosunki małżeńskie oraz akty nierządne/Casanova tu u nas nie gości".

O dziwo, w obydwu tych przypadkach nie mamy poczucia, że uczestniczymy w procederze "podglądactwa". Pojawia się ono - jako zaplanowany koncept - dopiero w "Inwigilacji 2005" Rocha Forowicza. Artysta zaplanował jej realizację w trzech etapach. Najpierw z użyciem kamery podglądał mieszkańców kilku bloków. Potem to, co zarejestrował, wprowadził do internetu i powiadomił o filmie jego mimowolnych bohaterów. W ten sposób chciał ich zachęcić do aktywności i komunikacji - przynajmniej za pomocą komputera. "Inwigilacja" ukazuje jakąś prawdę o anonimowości blokowisk, ale zawiera też w sobie spore niebezpieczeństwo: dialog internetowy zawsze jest sterowany, a więc sztuczny; często potwierdza jedynie wyobcowanie.

Dlatego dobrze, że fragment pracy Forowicza zestawiono na wystawie z filmową rejestracją klasycznego już dzisiaj projektu Pawła Althamera "Brudno 2000". Z domu na Sadybie artysta przeprowadził się na to osiedle w połowie lat 70. Po latach wspominał: "Poręcz była wykręcona z taką determinacją, jakby ktoś chciał jej nadać nowy kształt. Było w tym coś twórczego, może jakaś potrzeba wykrzyczenia buntu". 27 lutego 2000 roku zmobilizował mieszkańców swojego, przerażającego wielkością, bloku przy ulicy Krasnobrodzkiej 13, by o godzinie 19.00 zapalili bądź zgasili światło, w taki sposób, by na budynku pojawiła się dwójka i trzy zera. Bunt objawił się jako radosne, solidarne działanie.

Kiedy Althamer - wspomagany przez harcerzy - przygotowywał się do działania na ulicy Krasnogrodzkiej, pojęcie "blokersów" już istniało. W 1997 roku stworzyła je młoda artystka Maria Zbąska: jej osiedlowe fotografie ukazały się wtedy w "Gazecie Wyborczej". Dwa lata później na łamach tego pisma rozpętała się debata o młodzieży przełomu wieków. Marcin Prokop - wówczas 22-letni student bankowości - pisał: "Nie mam ochoty podejmować żadnej chorobliwej rywalizacji. W imię rywalizacji niszczy się kolegów, w imię rywalizacji traci się godność, w imię rywalizacji brudzą się ręce. Ja tak nie chcę".

Słowa te mogłyby stać się tekstem, wyśpiewywanym rytmicznie przez rodzimych raperów (ich muzyka - podobnie jak legendarna punkowa piosenka "Brygady Kryzys" pt. "Radioaktywny blok" - towarzyszy nam na wystawie). Są też znakomitym dopełnieniem wierszy Mirona Białoszewskiego - przewodnika po "Dziedzictwie betonu". Blokersi to przecież postaci z jego wiersza: "Korytarz górny/zapasowy/więc kołyskowy/dziecko bloku/w zawieje/osiem wylotów matek/mu pieje/dmucha pcha/i to słychać/i ono słucha".

To jeden z wielu współczesnych, nierzadko sprzecznych aspektów osiedlowej autoidentyfikacji: nie tyle rezygnacja, ile akceptacja, a może nawet duma z nieprzyjaznego miejsca, w którym przyszło żyć. Wiąże się z nią walka o indywidualizm: w Zamku Ujazdowskim oglądamy obrazy i obrazki, które Ryszard Górecki wypożyczył od mieszkańców bloku zaprojektowanego przez Oskara Hansena na Przyczółku Grochowskim. "Cygańska Matka Boska" i "Gavroche", skórzana róża i rodzinny portret - cała ściana znaków pojedynczości.

A początki? Klamrą spinającą ekspozycję jest dokument. Zwiedzanie zaczynamy od projekcji filmowych. Stare kroniki mają w sobie coś z atmosfery serialu "Alternatywy 4". I nie wiadomo, co wygrywa w rywalizacji o miejsce na skali absurdu: piosenka Igi Cembrzyńskiej (w białym, ekstrawaganckim kapeluszu) o powstającym na początku lat 60. warszawskim osiedlu Za Żelazną Bramą, czy scena, w której jakiś szczęśliwiec otrzymuje klucze do mieszkania spółdzielczego - wraz z goździkiem, misternie ułożonym na zmiotce.

Obserwujemy entuzjazm, towarzyszący wprowadzeniu technologii "wielkiej płyty", która zastąpiła "trójki murarskie" - doskonałym dopełnieniem tej sekwencji okażą się w finale ekspozycji czarno-białe fotografie Wojciecha Wilczyka, który w całej Polsce fotografował fabryki, zajmujące się niegdyś produkcją wielkich komponentów, które składały się na budynki, dziś podupadłe bądź zmieniające funkcję. Wystawę kończą też wspomnienia architektów, którzy w PRL-u budowali wielkie osiedla. Co zostało z ich pierwotnych projektów? Gdzie leżała granica kompromisu z władzą i propagandą? A może bloki wyrażały utopię miasta idealnego?

Pozostaje jeszcze jeden aspekt - estetyczny. Jednym z najbardziej poruszających elementów wystawy jest skromny zapis projektu "Lochy Manhattanu" Józefa Robakowskiego z 1989 roku. To prawdziwa lekcja artystycznej pokory. Najbardziej niezależnych twórców polskich (byli wśród nich m.in. Mirosław Bałka, Jerzy Kalina, Andrzej Ciesielski, artyści związani z "Gruppą", "Łodzią Kaliską" i "Łodzią Fabryczną") Robakowski zaprosił do podziemi łódzkiego blokowiska, nazywanego powszechnie "Manhattanem". I tam okazało się, że ich prace przegrywają z groźną, despotyczną architekturą.

Jednak blokowiska bywają też piękne - zimną, konstruktywistyczną urodą, rodem wprost z wczesnodwudziestowiecznych awangard. Wystarczy spojrzeć na panoramiczną fototapetę Wiesława Stępnia albo rytmiczne obrazy Karoliny Zdunek.

Kim więc był Le Corbusier, autor pierwszych blokowisk: charyzmatycznym twórcą "maszyny do mieszkania" czy destruktywnym "Leninem architektury"? W jakim stopniu doświadczenie państw postkomunistycznych jest naturalną konsekwencją, a w jakim zaprzeczeniem jego idei? Żeby o tym podyskutować, warto arcydzielną warszawską wystawę wyeksportować.

"BETONOWE DZIEDZICTWO. OD LE CORBUSIERA DO BLOKERSÓW"; Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski; kuratorzy: Ewa Gorządek i Stach Szabłowski; aranżacja: Grupa Robocza (Zuza Foggt i Maks Dobkowski); filmowy partner wystawy: telewizja Kino Polska; wystawa czynna do 9 września 2007 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2007