W hajnowieckim szpitalu umiera Kurdyjka – była ciężarna i w stanie hipotermii. Pozostawiła męża i piątkę dzieci, lecz kiedy chłopcy i ich ojciec zanoszą się głośnym szlochem, Runa powstrzymuje łzy. Być może domyśla się, że w wieku 16 lat będzie musiała wziąć na siebie nie tylko rolę matki, ale i w wielu sytuacjach zastąpić ojca, niepiśmiennego i całkowicie załamanego po śmierci żony. Tak Agnieszka Zwiefka rozpoczyna historię irackich uciekinierów, docenioną m.in. na Krakowskim Festiwalu Filmowym i na WATCH DOCS, a za miesiąc pokazywaną w programie amerykańskiego festiwalu Slamdance. I, niestety, ciągle aktualną.
Uznana dokumentalistka, twórczyni między innymi „Królowej ciszy” (2014), „Blizn” (2020) i „Viki!” (2023), konsekwentnie podąża tropem nietypowych „siłaczek” – kimś takim była w tych filmach głucha romska dziewczynka z wrocławskiego obozowiska, dawna tamilska „tygrysica” czy sędziwa didżejka ze stolicy.
W dokumencie „Drzewa milczą” reżyserka skupia się na postaci Runy i na losach jej rodziny, która zmuszona była uciekać z Iraku przed atakami ISIS. Szczęśliwie uniknęła pushbacków, choć dni i noce spędzone w zimnym lesie będą długo prześladować bohaterkę. W cieniu tytułowych drzew, które Runa obsesyjnie rysuje w swoim szkicowniku, odbywa się dalsza podróż w nieznane. Kolejnym jej etapem jest podlaski ośrodek dla uchodźców i chociaż filmowana rodzina doczekała się scenariusza dużo pomyślniejszego niż wielu jej poprzedników i następców, nigdy nie zapomni tego stanu zawieszenia w niepewności i strachu.
Problem polsko-białoruskiej granicy powraca w rodzimym kinie dokumentalnym, na przykład w „Lesie” Lidii Dudy czy w „Gościu” Zuzanny Solakiewicz i Zviki Gregory’ego Portnoya, a w produkcji są kolejne tytuły. Twórcy, podobnie jak Agnieszka Holland w fabularnej „Zielonej granicy”, skupiają się na aspekcie humanitarnym. Nie wchodzą (i wcale nie muszą tego robić) w buty publicystów stawiających diagnozy, ani polityków rozgrywających temat na własny użytek. Zwiefka znalazła bohaterkę dla dokumentu wymarzoną, bo odległą od stereotypów związanych z uchodźstwem czy z wyobrażeniami o imigrantkach z Bliskiego Wschodu, nie mówiąc o tamtejszych rolach płciowych.
To Runa najlepiej z całej rodziny odnajduje się w nowych warunkach, najszybciej uczy się polskiego i nawiązuje przyjaźnie, jednak widzimy jednocześnie, jak wiele musi w sobie stłumić, by nie wypaść z tej bohaterskiej roli. Dlatego tak ważne są w „Drzewach” czarno-białe animacje oddające wewnętrzny świat nastolatki, w szczególności leśną gehennę i późniejszą żałobę.
Film łączy zresztą różnorakie techniki: dokument obserwacyjny, materiały chwytane na gorąco smartfonem, nagrania z kamer przemysłowych. Ostatecznie pozwala być możliwie blisko tych ludzi, wyrwanych z ich naturalnego otoczenia, ale też wyrwanych z anonimowości. I z każdą minutą zmiękcza sztywną optykę, w jakiej zwykliśmy patrzeć na to, czego nie znamy i czego się boimy.
„DRZEWA MILCZĄ” – reż. Agnieszka Zwiefka. Prod. Polska/Niemcy/Dania 2024. Max.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















