Drwa i wióry

W krakowskim dodatku „Gazety Wyborczej” (z 2 marca) Rafał Romanowski precyzyjnie przedstawił wyniki autolustracyjnego procesu prof. Jana Stanka z Instytutu Fizyki UJ.
Czyta się kilka minut

1

Dramatyczność relacji wywołuje z pamięci sprawy, o których niewiele się ostatnio mówi.

2

W roku 2005 (jak przypomina Romanowski jr) prof. Stanek został utożsamiony przez IPN z tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie „Lew”, pojawiającym się w dokumentach dotyczących inwigilacji Barbary Niemiec, niegdyś działającej w podziemnej uniwersyteckiej „Solidarności” i w związku z tym posiadającej status pokrzywdzonej. Zgodnie z obowiązującymi przepisami jego nazwisko znalazło się na dostarczonej pani Niemiec liście zajmujących się nią agentów, ona zaś (również zgodnie z prawem) opublikowała ową listę na łamach „Gazety Polskiej”. Dobrze pamiętam spory o to, czy pokrzywdzeni powinni tak właśnie postępować; dobrze pamiętam powołanie uniwersyteckiej komisji, zajmującej się sprawami pracowników UJ posądzanych o współpracę z SB. Działo się to w okolicach wyborczych zwycięstw PiS; zwolennicy lustracji tryumfowali; niesłusznie oskarżeni nie mieli szans na skuteczną obronę.

3

Prof. Stanek (jak pisze Rafał Romanowski) przez 5 lat bezskutecznie protestował przeciw oskarżeniu; dopiero zmiana odpowiedniej ustawy umożliwiła mu wystąpienie o auto-lustrację. Procedura zakończyła się (ten moment warto podkreślić) złożonym przez IPN wnioskiem o uznanie, iż nie istnieją dokumenty potwierdzające współpracę lustrowanego ze służbami PRL.

4

Swoje stanowisko z roku 2005 IPN tłumaczy ówczesnym stanem prawnym; łatwo to zrozumieć. Nieco trudniej zrozumieć stanowisko Barbary Niemiec. O decyzji wydrukowania stygmatyzującej Jana Stanka „listy agentów” mówi ona dzisiaj: „Takie informacje otrzymałam z IPN-u i takie upubliczniłam. Miałam prawo sądzić, że sprawdzili wszystko dokładnie. Jeśli byłabym znów w takiej sytuacji, zrobiłabym to samo”. Nie chciałaby się spotkać z prof. Stankiem; jego siedmioletnie starania o odzyskanie dobrego imienia komentuje słowami: „Jak jest walka, to są ofiary. Żyjemy w czasach, kiedy każdy nad każdym się rozczula. Widziałam o niebo większe dramaty niż zobaczenie swojego nazwiska na jakiejś liście. Dobrze, że prof. Stanek się z tego wywinął, ale, jak to się mówi, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą”.

5

„Otrzymałam”, „upubliczniłam”, „miałam prawo”, „zrobiłabym to samo”: spokój sumienia i pewność własnych racji godne zazdrości. Gorzej z porzekadłem „gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą” – usprawiedliwiającym postępowanie wszelkiej władzy zwalczającej opozycję.

6

W wierszu, pełnym odwołań do totalitarnej rzeczywistości, pisał niegdyś Stanisław Barańczak (w imieniu tych, którzy byli traktowani jak drwa i wióry): „Gdzie drwa rąbią, tam / wichry wieją, tam śniegi / nigdy nie topnieją, tam wieczne mrozy są powodem, że / stale potrzeba nowego opału / dla tych pieców, od których wzięła nazwę nasza / mroźna epoka; toteż wiemy, że rąbanie / drew jest głęboko celowe, i wiemy, / że słysząc stuk do drzwi, należy polecić żonie, / aby nam spakowała zawiniątko z ciepłą, jak najcieplejszą bielizną”. Gdyby Barbara Niemiec znała ten wiersz, może nie spieszyłaby się (tak sobie powiadam) z porównywaniem niesłusznie oskarżonego człowieka do wiór.

7

Profesorowi Janowi Stankowi należą się, jak sądzę, słowa przeprosin od władz uniwersytetu, które za szybko uwierzyły w kompetencje IPN. Barbarze Niemiec, niegdyś dzielnie działającej w podziemnej „Solidarności”, niczego nie doradzam. No, może odrobiny niewiary we własną nieomylność.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2012