Reklama

Dramat średniej burzy

Dramat średniej burzy

23.08.2019
Czyta się kilka minut
To nie była tatrzańska burza stulecia. To była burza, której skutki nie mają precedensu w tym stuleciu. To nie była burza, której skutki dało się przewidzieć. To była jednak burza, którą prognozowano.
Drugi dzień akcji ratunkowej w Tatrach po tym, jak piorun uderzył w Giewont, 23 sierpnia 2019 r. / Fot. Paweł Murzyn/East News
W

W wyniku nawałnicy, która przeszła wczoraj przez Tatry, zginęły po polskiej stronie cztery osoby. Łącznie pięć, bo uderzenie piorunem strąciło ze słowackiej Banówki obywatela Czech. Rannych zostało ponad 150 osób.

Wczorajsze popołudnie w Zakopanem wyglądało tak, jakby w mieście doszło do ataku terrorystycznego albo jakby w Tatrach rozbił się samolot. Nad głowami latały helikoptery. Do biało-czerwonego toprowskiego sokoła dołączyły cztery żółto-czerwone eurocoptery Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z ekipami z Krakowa, Kielc, Gliwic i Sanoka. Jeden z nich, pilotowany przez byłego pilota TOPR-u, latał w góry. Pozostałe transportowały poszokodowanych do szpitali w Zakopanem, Nowym Targu, Limanowej, Suchej Beskidzkiej i Krakowie. Przyleciał też policyjny blackhawk, pozostając w odwodzie akcji. Zamknięto kilka ulic, w tym drogę do Kuźnic, którą pędziły na sygnale karetki oraz terenowe landrovery TOPR-u.

Burza, która w czwartek przed godziną 13. przetoczyła się przez Tatry, budziła przestrach nawet w Zakopanem, gdzie grzmoty momentalnie towarzyszyły piorunom – co świadczyło o tym, iż uderzały bardzo blisko.

Tuż po 13. do centrali Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego wpłynął pierwszy sygnał o turyście porażonym piorunem opodal Chudej Przełączki w rejonie Czerwonych Wierchów. Niedługo potem przyszła wiadomość o najtragiczniejszym w skutkach uderzeniu pioruna. Już o 13.30 ratownicy dostali SMS-y polecające wziąć goreteksowe kurtki i stawić się w centrali.

W większości nie wiedzieli jeszcze, że jadą na jedną z największych akcji ratowniczych we współczesnej historii Pogotowia.

Wzięło w niej udział ponad 180 ratowników: toprowców, goprowców z Grupy Podhalańskiej, strażaków, ratowników medycznych, strażników Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Najniebezpieczniejsze miejsce w Tatrach

Piorun, który uderzył w Giewont, poraził wszystkich znajdujących się na prowadzącym na szczyt ciągu łańcuchów. Szlak na Giewot od podnóża jego skalnej kopuły jest jednokierunkowy. Wejście prowadzi ciągiem sztucznych ułatwień zainstalowanych na wapiennych skałach wyślizganych od ponad stu lat przez buty setek tysięcy turystów. Schodzi się, korzystając z podobnego ciągu łańcuchów po przeciwnej stronie kopuły. Stojący na szczycie od 1901 r. piętnastometrowy krzyż, symbol Zakopanego, jak magnes przyciągający tam od stulecia kolejne pokolenia turystów i pielgrzymów, przydaje dodatkowej popularności dostojnemu szczytowi zwanemu Śpiącym Rycerzem, wznoszącemu się nad miastem 600-metrową północną ścianą. Ale sprawia też, wraz ze wspomnianym systemem łańcuchów, że Giewont podczas burzy uchodzi za najniebezpieczniejsze miejsce w Tatrach.

Już samo przebywanie w trakcie wyładowań atmosferycznych w jego rejonie może grozić poważnym porażeniem, a pozostawanie na szczycie lub kontynuowanie podejścia – śmiercią. Co kilka lat, a czasem wręcz co roku, dochodziło na tym szczycie do porażeń w wyniku uderzenia pioruna.

Największa jak dotąd wywołana burzą tragedia na szczycie Giewontu zdarzyła się 82 lata temu. Jej wstrząsający opis, przytoczony za „Księgą wypraw” TOPR-u przez Michała Jagiełłę, może posłużyć wyobrażeniu sobie skutków wypadku burzowego w Tatrach:

„Po dojściu na szczyt Giewontu członkom ekspedycji przedstawił się następujący widok: w oddaleniu ok. 10 m od krzyża leżały doszczętnie zwęglone zwłoki dr. Leopolda Schlönvogta i Jana Mroza, stykając się plecami. Po przeciwległej stronie krzyża leżały już zimne zwłoki sprzedawcy ciastek Kazimierza Bani. Siłą powstałego prądu powietrza przy wyładowaniu elektryczności rzucony został dr Erwin Schlönvogt około 50 m ku południowi”.

Poszkodowany zmarł później w szpitalu. Bilans tamtej burzy wynosił czterech zabitych i 13 rannych. Dokładnie dwa lata później na wierzchołku Świnicy, w poprzedzające wybuch wojny wakacje, w wyniku porażenia i nastałej po nim paniki zginęło sześć osób, w tym pięcioro harcerzy.

Świadkowie wczorajszej tragicznej burzy mówią o kamieniach latających w powietrzu w wyniku ukruszenia skały na Giewoncie przez siłę uderzenia pioruna. Tuż po katastrofie Tatrzański Park Narodowy zamknął zresztą uszkodzony szlak na Giewont, który na jesieni miał i tak doczekać się planowego remontu.

Wśród poszkodowanych są osoby rażone odłamkami kamieni niczym pociskami. Dominują poparzenia, obrażenia mechaniczne spowodowane upadkiem ze skał w wyniku wyzwolonej przez piorun fali uderzeniowej lub paniki, która wybuchła po trafieniu. Ale lekarze wymieniają też szereg innych obrażeń z listy tych, które może wywołać porażenie: problemy z krążeniem, utratę wzroku, utratę słuchu…

Jednocześnie w relacjach przebijają się głosy, że skutki zdarzenia można było zminimalizować lub nawet uniknąć tragedii, gdyby pośród turystów nad chęcią osiągnięcia szczytu dominowała odpowiedzialność za siebie i innych uczestników wycieczki.

Może przejdzie bokiem

Nieprawdziwe są stwierdzenia, że burza nadeszła niespodziewanie i że nie była prognozowana. Owszem, nie pojawiała się we wszystkich prognozach, ale zagrożenie burzami wymieniano w porannych komunikatach pogodowych. W prognozie pogody Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej dla Tatr i Podhala z godz. 5.20 czytamy: „W dzień zachmurzenie umiarkowane i duże. Możliwe przelotne opady deszczu, w Tatrach burze…”.

Dzień był rzeczywiście pochmurny, przynajmniej z perspektywy Tatr Zachodnich, w których sam, dokładnie w rejonie Doliny Chochołowskiej, przebywałem. Od rana na wysokości 1500–1600 m wisiały chmury zwiastujące, jak się wydawało, raczej przelotny deszcz. Ale kryły one chmury burzowe, które widać było z innych miejsc Tatr, chociażby ze słonecznej z rana Głodówki odsłaniającej widok na całe Tatry od wschodu na zachód. Widoczny na radarach burzowych front nadciągał od rana ze Słowacji, przetaczając się od Bratysławy przez Bańską Bystrzycę, Liptowski Mikułasz w kierunku Tatr od południowego zachodu.

Burza przyszła, owszem, szybko, sam przechodziłem wówczas przez Iwaniacką Przełęcz licząc na szybsze zejście do Doliny Kościeliskiej i schroniska na Ornaku. Ale od pierwszych głuchych odgłosów grzmotów do pojawienia się piorunów trzaskających w szczyty ponad głowami minął przynajmniej kwadrans. Kwadrans, który powinien wystarczyć na opuszczenie najbardziej zagrożonych miejsc, zminimalizowenie ryzyka.

Tymczasem inny przewodnik tatrzański, który wraz z klientami opuścił wierzchołek Giewontu po pierwszych sygnałach nadchodzącej burzy, mówił w radiu, że próbował zawracać turystów zmierzających ku szczytowi i fragmentowi szlaku ubezpieczonemu łańcuchami. W większości jednak bezskutecznie.

„Może przejdzie bokiem”, „szczyt jest już blisko” – słyszałem niejednokrotnie w podobnych przypadkach, próbując reagować na nieodpowiedzialne decyzje – a raczej brak decyzji – napotkanych turystów, którzy chcieli dalej iść na szczyt. Widywałem też nieraz całe rodziny chroniące się przed towarzyszącym burzy deszczem pod najwyższymi w okolicy drzewami lub niemalże przyklejone do piorunochronu przymocowanego pod okapem dachu drewnianego schroniska.

Niestety burza, chociaż jest najpoważniejszym zagrożeniem letnich wędrówek górskich, ciągle w oczach wielu jawi się raczej jako coś, czego boją się tylko dzieci. Chociaż zasady dotyczące unikania w jej trakcie szczytów i innych wystających obiektów – samotnych drzew, cieków wodnych, a zwłaszcza metalowych konstrukcji i elementów – wydają się równie proste, jak inne powtarzane już w dzieciństwie przez rodziców i opiekunów zasady. Na przykład ta o niewkładaniu ręki do ognia czy niechodzeniu po potłuczonym szkle.

A wejście na Giewont w warunkach nadciągającej burzy można porównać do wycieczki do kraju ogarniętego wojną w momencie prowadzonego tam ostrzału.


CZYTAJ TAKŻE

RYZYKO PORAŻAJĄCE: O zagrożeniach od pioruna wiemy wciąż mało. Jak się uchronić przed porażeniem i nie ulec mitom?


Poszukiwanie winnych

Wokół czwartkowej burzy narosło już trochę mitów. Co najmniej jeden z nich wymaga pilnej weryfikacji, zanim na dobre rozkręci się machina poszukiwania winnych. Bo już nawet sam prezydent Andrzej Duda wczoraj popołudniu, gdy jeszcze trwała akcja ratunkowa i spływały wciąż rozbieżne informacje na temat rozmiarów i skutków feralnej burzy w Tatrach, napisał na Twitterze: „Potworna burza w Tatrach. Zakopiańczycy mówią, że od kilkudziesięciu lat nie było takich wyładowań atmosferycznych nad górami”.

Wtórowały mu głosy turystów i internautów: o braku ostrzegających przed tą burzą komunikatów czy esemesowych alertów pogodowych, do których przyzwyczaiło nas już Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Podobnie, jak było z zarzutami wobec synoptyków po nawałnicy w Borach Tucholskich, tak i teraz machina poszukiwania winnych może wskazać właśnie meteorologów. Bo nie przewidzieli burzy, „jakiej nie pamiętają najstarsi górale”. Śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci wszczęła Prokuratura Rejonowa w Zakopanem.

Trzeba więc podkreślić: nie da się stuprocentowo trafnie przewidywać zjawisk atmosferycznych i ich rozmiarów, zwłaszcza gdy chodzi o zjawiska lokalne. W dodatku tak bardzo lokalne. Ta sama burza nad Doliną Chochołowską i Kościeliską nie siała takiego spustoszenia, jak w rejonie Giewontu, a w Tatrach Wysokich była ledwie słyszalnym epizodem. Burze w górach mogą być gwałtowne i nieprzewidywalne.

W specjalnym komunikacie IMGW podało: „Wczorajsze burze nie spełniały obowiązujących w naszym kraju kryteriów przewidzianych dla ostrzeżeń o burzach”. Wyjaśnia mi to meteorolog zawodowo zajmujący się pogodą w Tatrach:

– Była to burza średniej wielkości, w trzystopniowej skali przyjętej w meteorologii na Hali Gąsienicowej otrzymała najniższy stopień, w rejonie Hali Kondratowej mogła być drugiego stopnia, ale na pewno nie najwyższego. Po naszej części Tatr odnotowano maksymalnie kilkanaście wyładowań, a bywają nierzadko burze z kilkudziesięcioma wyładowaniami, trwające kilka godzin. Wystarczył jeden piorun, który trafił w kopułę szczytową Giewontu, by skutki były tragiczne. Ale gdyby burza była silniejsza i trwała dłużej, efekty mogłyby być jeszcze gorsze.


CZYTAJ TAKŻE

APOLONIUSZ RAJWA, przewodnik tatrzański, były meteorolog na Kasprowym Wierchu: Na Krupówkach pojawiała się tzw. Biała Pani. Ubierała się w białą suknię, wychodziła w niej i obchodziła latarnie. Wtedy ludzie mówili: o, będzie wiało.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz od 2002 r. współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, autor reportaży, wywiadów, tekstów specjalistycznych o tematyce kulturalnej, społecznej, międzynarodowej, pisze zarówno o...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Nie jest to miejsce bezpieczne. Idą na niego masy żółtodziobów, facet w telewizji opowiadał, że był pierwszy raz w górach. To był jeden z poszkodowanych. Nie wiem czy Giewont jest dostosowany do takiej masy ludzkiej, która jest kompletnie nieprzygotowana. Są tam łańcuchy i jest krzyż robią się zatory ludzkie, właściwie jest to miejsce pułapka. Dla bezpieczeństwa mas ludzkich i ratowników można by zminimalizować niebezpieczeństwo zamykając ten szlak. Przy okazji odetchnął by Giewont. Może czas na takie zmiany. To że jest to miejsce bardzo niebezpieczne wiadomo od dawna. P.s. a Pan Duda to w swoim niemądrym stylu. Jest to człowiek nad wyraz przeciętny i niemądry. Czego by nie powiedział jest durne. Proszę sobie przypomnieć jaką elitę sędziowską mianował i jak przemawiały jak do wojska. Litości niebiosa.

krzyż na Giewoncie powinien zostać zdemontowany, to nie pierwsze ofiary jego pysznej tam i zupełnie niepotrzebnej obecności - nb u nas w Skoczowie podobne monstrum postawiono niemal w centrum miasteczka, w terenie licznie odwiedzanym przez spacerowiczów, wypada czekać na powtórkę z tragedii

Ciekawe, kogo za winnego uzna nasza dzielna "niezależna" prokuratura. Przecież wszczęto dziarskie dochodzenie.

Chodzi tylko o to, żeby się "pokazać". Swoją drogą po burzy w Suszku obwiniano meteorologów, w tym pana już w wieku emerytalnym, bo ostrzeżenie zostało wydane drugiego stopnia (a nie trzeciego, a skąd ludzie z prokuratury znają stopniowanie? Czy potrafią je zastosować etc.) Winna nie była organizacja sztabów kryzysowych, które pracowały do 16, politycy na plaży, w tym premier, pan z MSWiA, nie było zaniedbania w systemach alarmowych, mimo że PŁB wnioskowali o utworzenie takiego, ale meteorolodzy. Tak to jest kiedy najważniejsze osoby w państwie latają odrzutowcami w trybie pilnym do centrum badmintona.l, a przyłapani tłumaczą się: oni też latali! To jest stan umysłu.

Taka jest właśnie nasza rzeczywistość. Pamiętam ówczesnego ministra wojny, słynnego znawcę wybuchów puszek i parówek, który ugrzązł w piasku , pojazdem wojskowym i z głupią miną zastanawiał się co ma zrobić. Z tego co do mnie dotarło, skarżono także jakiegoś harcerza. Ze niby burzę wywołał?

Gdy pierwszy raz byłem na szczycie Rysów a było to na początku lat 70-tych, ubiegłego wieku, na szczycie tym po polskiej stronie, wmurowana była tablica z brązu, która informowała, że dnia tego, roku tego ( daty niestety nie pamiętam ) Włodzimierz Ilicz, był na szczycie Rysów.

stałym punktem programu każdej wycieczki było obsikanie wodza

No, ale, co to ma do tematu artykułu?

Nie Giewont jest ptoblemem, nie łańcuchy ani krzyż. Bez krzyża Giewont też będzie trafiany piorunami, jeśli akurat nad nim będzie burza. Problemem są turyści bez wiedzy o zagrożeniach ( pogoda w górach, ekwipunek), bez umiejętności psychofizycznych ( kto z tego tłumu beztrosko i sprawnie chciałby wejść np. na 8-o metrową drabinę pod swoim blokiem. To przekonanie o łatwej dostępności szczytu jest problemem. Stąď tłum przypadkowych ludzi na szlaku, który przecież nie jest chodnikiem. Taki tłum to brak możliwości szybkiego przemieszczania się, wręcz odcięta droga ucieczki, panika i duża liczba poszkodowanych w razie wypadku. Są w Tatrach miejsca bardziej zatłoczone, są bardziej eksponowane szlaki, są miejsca wyżej położone, a Giewont kumuluje w sobie te rozmaite zagrożenia. To ludzie decudują jak do tych zagrożeń podchodzą. Zdjąć krzyż, ogrodzić Giewont, zamknąć Tatry,tak można w nieskończoność. To nic nie da. Dla marzenia, kaprysu, wyczynu ludzie podejmowali ryzyko albo bagatelizowali ryzyko i zawsze będą ti robić.

Te monumentalne krzyże (Giewont, Tarnica, itp) na szczytach są przede wszystkim przejawem brzydoty, zaśmiecaniem krajobrazu. Krzyż ma swoje trwałe miejsce w polskim krajobrazie i zapewne jest akceptowalny. Ale na Boga, nie na szczytach gór!

Żebyś nie czuł się samotny w swoim nieszczęściu, masz tutaj całą kolekcję krzyży nierzadko bardziej monumentalnych od tego na Giewoncie. https://de.wikipedia.org/wiki/Gipfelkreuz.

...ale bez wątpienia te krzyże są owocem i symbolem najzwyklejszej p y c h y, świadectwem zaprzedania Ewangelii diabłu - a niech sobie stoją, pomniki Lenina tez wydawało się, że będą na wieczność

Krzyże znajdują się na bardzo wielu szczytach Alp, Dolomitów, jak również w słowackiej części Tatr, np.Gerlach, Krywań. Nikomu one nie przeszkadzają w Szwajcarii, Włoszech, Austrii, Niemczech.......Za to widzę u nas w Polsce, zwolennikom, jak sądzę powszechnej miłości, poszanowania i tolerancji, oraz wszystkiego tego co nazywamy prawami człowieka, Krzyż, zaczyna przeszkadzać. I każdy pretekst jest dobry, tym razem chodzi podobno o bezpieczeństwo. Domyślam się że niektórym z owego zacnego towarzystwa, Krzyż tylko odwrócony, bynajmniej by nie przeszkadzał. Lecz, to już jest inasza inszość.

...i zupełnie niepotrzebnie ideologię dobudowuje: nie trzeba być naukowcem ani elektrykiem by się [prawidłowo] domyślać, że taka monstrualna stalowa konstrukcja to łakomy kąsek dla ☠piorunów☠, że stawianie takich konstrukcji - niezależnie od tego czy to utwór krzyżopodobny, nierdzewny Jezus, czy schody do nieba - w miejscach t ł u m n i e odwiedzanych przez ludzi, a w szczególności na s z c z y t a c h gór czy pagórków, znacząco z w i ę k s z a ryzyko ich ☠p o r a ż e n i a☠ - z bardzo dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że nie byłoby tej t r a g e d i i, gdyby tego krzyża na Giewoncie nie było - tyle w temacie, kto nie rozumie niech włoży palec do gniazdka choćby ☠230V☠ na otrzeźwienie ☠☠☠ a co do krzyży w Alpach itepe - po pierwsze wszystkie one z tego samego fundamentu kościelnej pychy wyrastają, i to je łączy - dzieli zaś różne z uwagi na lokalizację/dostępność i atrakcyjność miejsca potencjalne zagrożenie jakie stanowią dla ludzi - na koniec: w to, że "nikomu one [krzyże] nie przeszkadzają w Szwajcarii itede" wg Pana - nie mam najmniejszych podstaw wierzyć, za to jestem przekonany, że niejeden z nich do czyjejś ☠śmierci☠ mógł się nieraz przyczynić, tak jak już nieraz przyczynił się ten z Giewontu [https://www.tvn24.pl/tatry-sierpniowe-tragedie-na-giewoncie-w-1937-roku-i-na-swinicy-w-1939,963728,s.html]

jestem świadkiem, twojej następnej notyfikacji - góry + pieruny. Jednak Eddie, jest problem a nawet dwa problemy. 1 - jakbyś czytał ze zrozumieniem info z ostatniej tragedii na Giewoncie, to dowiedziałbyś się, że piorun uderzył w łańcuchy, które pomagają wejść ( i zejść) na szczyt. To właśnie dlatego, jest tyle ofiar. Jakbyś dodatkowo, kiedykolwiek był na Giewoncie, to wiedziałbyś że owe łańcuchy, są dość daleko od Krzyża, który jest, ci solą w oku.Jak się idzie na Giewont, to właśnie wedle tych łańcuchów, są czarne, wypalone miejsca, od uderzenia piorunów. 2 - Świnica, piękny szczyt z pięknym widokiem. Też zabezpieczony łańcuchami i drabinkami. Pioruny lubią szczyt Świnicy i jak słusznie zauważyłeś, krótko przed wybuchem II wojny, zginęło tam, od uderzenia pioruna 5 harcerzy a kilka następnych osób, było rannych. Tylko Eddie, na szczycie Świnicy nie ma Krzyża. Co oczywiście nie oznacza, że drogi Eddie w ramach mea culpa, mea maxima culpa mógłbyś go tam postawić. Co niewątpliwie zostanie ci policzone, jako in+. Szczęść Boże!

krzyż-skała-łańcuchy, tak relacjonują wydarzenie TOPRowcy i świadkowie, linki do relacji Pan znajdzie - ale to nie ma znaczenia, bo p i o r u n o c h r o n wymyślił i zasady jego oddziaływania opracował Benjamin F r a n k l i n już w połowie XVIII wieku - skoro jednak Pan najwyraźniej sceptyczny, nikt mu nie zabroni podczas burzy chronić się pod metalowymi kolosami, najlepiej w kształcie krzyża

Z czego wynika, że gdzie jak gdzie, ale na Giewoncie zadbano o bezpieczeństwo wyjątkowo starannie, wyposażając szczyt w piorunochron. Jeśli jednak będziesz w czasie burzy trzymał się przewodu odprowadzającego, to skutek może być opłakany. Przez twoich najbliższych. Do twojej wiadomości: metale nie "przyciągają" piorunów bardziej od innych substancji. Piorun najczęściej uderza w najwyższy punkt w danej okolicy, którym może być drzewo, ceglany komin albo skalisty szczyt. Metale natomiast są dobrymi przewodnikami, co wykorzystał Franklin w swoim wynalazku. Jego piorunochron to metalowy pręt umieszczony na szczycie budynku i koniecznie UZIEMIONY, żeby ładunek elektryczny mógł się rozproszyć w gruncie, zamiast uszkodzić czy zapalić konstrukcję bądź porazić znajdujących się w środku ludzi. Nie uchronisz Giewontu przed piorunami usuwając krzyż, możesz natomiast uchronić go przed turystami (a ich przed takimi wypadkami) usuwając łańcuchy.

zostałeś, przy pomocy Krzyża na Giewoncie i Benjamina Franklina, skutecznie uziemiony. Inaczej. Nauka po raz kolejny, odniosła tryumf nad zabobonem.

że Pan ni w z ą b nie rozumie o co w tym piorunochronie i elektryczności chodzi

Piorunochron ma inicjować wyładowanie????? A co ty miałeś z fizyki? Dawniej była lufa a teraz jedynka. Zobacz sobie jak i gdzie powstaje wyładowanie atmosferyczne i do czego służy piorunochron, bo normalnie nie masz o tym pojęcia, tylko swoim sposobem się mądrzysz. Porównanie Krzyża na Giewoncie do piorunochronu, jest jak najbardziej na miejscu. Bo on właśnie tam odprowadza wyładowanie w teren, czyli w skały. Masz jakieś pojęcie o instalacji odgromowej na bloku czy domku? Chyba takie, jak w temacie KK i Krzyża na Giewoncie. To by wszystko tłumaczyło.

już w 8 klasie w podstawówce wygrałem olimpiady powiatowe z matematyki i fizyki ☺, a na studiach na wydziale 'elektrycznym' AGH u prof. Massalskiego egzamin z fizyki zdałem na 5 ☺☺ [z matematyki zresztą podobnie, u docenta Bierskiego - kto zna te klimaty, wie o co chodzi ☺☺☺], tam też nb zaliczyłem laboratorium z techniki ☠wysokich napięć☠ - co do "wyładowania w teren" - proponuję zapoznać się z pojęciem 'napięcia krokowego', ono tłumaczy dlaczego obok krzyża/piorunochronu też jest niebezpiecznie - podsumowując, widać wyraźnie, że jest Pan kompletnym laikiem i ignorantem w temacie, proponuję raczej się modlić niż zabierać w nim głos

Dopiero teraz zauważyłem ten kuriozalny wpis. Napięcie krokowe... No cóż, nie bez kozery ma to coś wspólnego z krokiem, a konkretnie z rozstawem stóp nieszczęśnika, w pobliżu którego zostanie przyłożone do ziemi wysokie napięcie. Z zerwanego przewodu linii przesyłowej lub od bliskiego uderzenia pioruna. Naprawdę nie jest istotne, czy piorun uderzy w skałę, czy krzyż na tej skale. Dyplomu AGH i zaliczeń na piątkę tylko pogratulować, ale wiadomość o tych osiągnięciach wywołuje refleksję, że niezbyt mocna (łagodnie mówiąc) pozycja naszego kraju w światowej nauce i technice to niekoniecznie dziedzictwo komunizmu albo ludowej pobożności, ale źródło tego stanu rzeczy jest dokładnie tam, gdzie biją źródła sukcesu innych nacji - na uniwersytetach i politechnikach z takimi profesorami i studentami, jak widać na załączonym obrazku. Miejmy nadzieję, że młode pokolenie przełamie tę smutną akademicką tradycję.

Bo pływasz w temacie, jak łabędź po stawie. Przypominam twoje dwa pierwsze posty, otwierające dyskusję. Chcesz usunąć Krzyż z Giewontu, bo w/g ciebie to on odpowiada za tragedię. A to zwykła bzdura. Nie chrzań mi o napięciu krokowym, bo wystarczy stanąć na jednej stopie, czy złączyć obie stopy razem i napięcie krokowe = 0. Napięciem krokowym chcesz magistrze, tylko zagmatwać temat. Tylko Eddie, źle trafiłeś. Reasumując, bo późna godzina. Zasada działania, instalacji odgromowej na domku jednorodzinnym po uderzeniu pioruna, jest dokładnie taka sama, jak uderzenie pioruna w Krzyż na Giewoncie. Różnice występują w miejscu zastosowania i rodzaju użytych materiałów. I to wszystko,panie magistrze,od wysokich napięć.

nie wiem, czy kompletna ignorancja tu winna odnośnie wiedzy z zakresu nauk ścisłych, czy zacietrzewienie ideologicznie motywowane - nie sadzi się na dachach drzew w roli piorunochronów, a metalowe mają za zadanie właśnie i n i c j o w a ć wyładowania, ściągać je na siebie - i taką rolę spełnia ten metalowy kolos na Giewoncie, to po pierwsze - a po drugie, znajomość choćby podstaw fizyki uświadomiłaby Panu, że otoczenie piorunochronu jest również strefą zagrożenia i tak było w przypadku Giewontu - na koniec jedna uwaga: Pański wniosek, że "na Giewoncie zadbano o bezpieczeństwo wyjątkowo starannie, wyposażając szczyt w piorunochron" - jest najzwyczajniej w świecie i d i o t y c z n y

Oczywiście, że przypisywanie krzyżowi na Giewoncie roli piorunochronu jest najzwyczajniej w świecie idiotyczne, ale to twój pomysł. Może na użytek mniej pojętnych należało zaznaczyć ironię odpowiednią emotikonką, jednak w obliczu niedawnej tragedii wstawianie uśmieszków wydało mi się niestosowne. A podstawy fizyki sam sobie przypomnij zanim zaczniesz pouczać o nich innych. Piorunochron inicjuje wyładowanie? Ściąga pioruny, bo jest z metalu? A kiedy piorunochronów ani innych metalowych konstrukcji nie było, to piorunów też? I nie uderzały szczególnie chętnie w budynki oraz inne obiekty górujące nad swoim otoczeniem? W czasach Franklina faktycznie niejeden się dziwił pomysłowi celowego ściągania gromów, zamiast - jak każe ludowy rozum - ich odpędzania. Na przykład zapaloną gromnicę. Jest lepsza, bo z nieprzewodzącego elektryczności wosku (halo! to ironia!)? Czy w czasie burzy w górach jesteś bezpieczny na szczycie, na którym nie stoi żaden metalowy obiekt? Już bez odbioru, bo to nie ma sensu.

już nieraz prowadziły na pośmiewisko, no i się Panu przytrafiło - tak, jest bezpieczniejszy kto stoi na górze bez metalowego krzyża niż ten, co na szczycie z krzyżem, i bezpieczniejszy stojący obok drzewa a nie kupy złomu strzelającej w niebo - w szkole podstawowej tego uczą i tłumaczą dlaczego

Wiem, łamię postanowienie, żeby nie odpowiadać, ale głupota przestaje być zabawna, kiedy może prowadzić do nieszczęścia. https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2018-07-13/oto-co-moze-sie-z-wami-stac-gdy-podczas-burzy-schronicie-sie-przed-deszczem-pod-drzewem/. Dla czytających po angielsku - oficjalna strona amerykańskiej służby meteorologicznej: https://www.weather.gov/safety/lightning-myths. Dla nieczytających lub leniwych tłumaczę stosowny punkt: "Mit: metalowe konstrukcje lub metalowe przedmioty w pobliżu ciała (biżuteria, telefony komórkowe, odtwarzacze mp3, zegarki itp.) przyciągają pioruny. Fakt: wysokość, spiczaste zakończenie i odosobnienie to czynniki decydujące o tym, gdzie uderzy piorun. Obecność metalu nie czyni absolutnie żadnej różnicy jeśli chodzi o miejsce wyładowania. Góry są zbudowane ze skał, ale pioruny uderzają w nie wielokrotnie w ciągu roku. Kiedy zbliża się burza, natychmiast podejmij działanie szukając bezpiecznego schronienia i nie trać czasu na pozbywanie się metalowych przedmiotów. O ile metal nie przyciąga piorunów, to przewodzi prąd, trzymaj się więc z daleka od metalowych ogrodzeń, szyn, otwartych trybun na stadionach (ang. bleachers - to w końcu strona dla Amerykanów) itp.". Jeszcze raz do wszystkich, których zaskoczy burza w górach: 1) schodźcie jak najszybciej; szczyt to najgorsze miejsce - z krzyżem, czy bez 2) jeśli się da, to nie trzymajcie się łańcuchów 3) a w ogóle to sprawdzajcie prognozy, jeśli są niepomyślne - nie ruszajcie na szlak. Krótko mówiąc - nie dajcie się zaskoczyć.

w laboratorium wysokich napięć [choć wciąż daleko niższych niż te, które generują wyładowania elektryczne] ustawiłbym Pana pod źródłem, z metalową tyczką w lewej ręce i dajmy na to drewnianą w prawej, po czym włączył urządzenie - proszę zgadnąć, którą rękę miałby Pan po sekundzie s p o p i e l o n ą?... miłych snów o polu elektrycznym i o własnej g ł u p o c i e życzę, i z Panem Bogiem

linii energetycznej powiedzmy 110 kV. I co się ptaszkowi dzieje? Ano nic. A wiesz dlaczego? Bo ptaszek, jest dobrze odizolowany od ziemi. Dokładnie tak samo było by z tobą w tym laboratorium wysokich napięć. Gdybyś był dobrze odizolowany od ziemi, nic by ci się nie stało. Miłych elektrycznych snów.

od wiedzy, niestety

Ja się na żadne eksperymenty nie piszę, zwłaszcza na uczelni, która dała dyplom elektrykowi komentującemu tutaj pod nickiem Eddiepolo. Co tam jeszcze zdaniem śląskich uczonych przyciąga pioruny? Pani McWilliams ze znanego inteligencji nietechnicznej opowiadania Marka Twaina była przekonana, że oprócz metali także światło, przeciągi, śpiewanie i - uwaga! - wełniane pantalony. <ironia>A tu jacyś nieodpowiedzialni ludzie radzą zabierać na górskie wycieczki wełniane swetry i skarpety</ironia>.

W góry chodzi sie z głową, na własną odpowiedzialność. Kto jej nie posiada - ponosi konsekwencje. Nie ma co szukać winnych. Myślę, ze nasze Państwo ma ważniejsze sprawy do ogarnięcia.

Może rozwiązaniem na otrzeźwienie naszych domorosłych taterników byłby obowiązek wykupowania obowiązkowej polisy ubezpieczeniowej, przed wejściem na szlak? wiadomo, Polak wtedy dopiero trzeźwieje , kiedy musi zapłacić.

Myśli Pan, że gdyby ci poszkodowani mieli wykupione polisy ubezpieczeniowe, nawet przy sobie, to by ich wtedy nie poraziło? To był niestety wypadek. Nikt nie wie, gdzie i kiedy uderzy piorun. A może nawet porazić w domu. Pewnych zasad trzeba jednak przestrzegać. Dobrze, że się o nich przypomina.

Nie proszę Pani, mnie chodziło o tych którzy wbrew logice pchali się pod krzyż, pomimo widocznej zmiany pogody (byli tacy, także , którzy się wycofywali), tych którzy wbrew ostrzeżeniom wchodzili w góry wczoraj i przedwczoraj, uważając , że TOPR po nich przyjdzie. Generalnie chodzi mi o to, że to nie ja będę musiał płacić za głupotę innych ze swojej kieszeni, a TOPR nie będzie cierpiał na wieczny niedobór forsy z powodów politycznych. Generalnie, powstrzymałoby, to, może, owczy pęd naszych rodaków.

a tymczasem proszę bardzo, taka pogoda na Jasnej Górze: ♝Biskup Kaszak do środowisk LGBT: nie ściągajcie na nas wszystkich gniewu bożego♝ - od kilku dni wiadomo już prawie wszystkim [DRU się jeszcze broni, ale widać, że bez przekonania..;)], że to złomiaste konstrukcje w kształcie krzyża na szczytach gór najlepiej ściągają pioruny, a co za/przed tym idzie oczywiście i gniew boży - biskup Kaszak najwyraźniej słyszał, że dzwoni, ale nie wie, że to w jego kościele

O co chodzi. Już dokładnie przykryli swoje grzechy wyhodowaną przez siebie i nagłaśnianą "ideologią LGBT+". Czy ktoś jeszcze myśli o pedofilii w KK i jej kryciu przez wielebnych biskupów? Już po temacie. Teraz mamy inny przekaz dnia.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]