Reklama

Dość wzbudzania kato-lęku

Dość wzbudzania kato-lęku

30.10.2017
Czyta się kilka minut
Płoccy egzorcyści straszą, że demon może w dziecko wstąpić przez dynię. Nasz katolicyzm jest zatruty lękiem.
Fot. Peter Painter / FreeImages.com
Fot. Peter Painter / FreeImages.com
M

Myślę, że gdyby św. Paweł poznał bliżej nasz polski katolicyzm, zasmuciłby się poziomem lęku panującego wśród członków naszych Kościołów. Zdenerwowałby się zaś bardzo tym, że lęk ten wzbudzają też – jeśli nie przede wszystkim – duszpasterze. Smutek i zdenerwowanie Apostoła Narodów wzrastały by zapewne jesienią.

Koniec października bowiem to od kilku lat okazja do zintensyfikowanego straszenia możliwością opętania przez szatana, które grozi dzieciom i młodzieży – oczywiście z powodu uczestnictwa w przebierankach i zabawach z dynią.

W tym roku taki straszący głos wyszedł z diecezji płockiej – której egzorcyści wydali apel do rodziców, by nie pozwalali swym pociechom uczestniczyć „w inicjatywie zwanej Halloween”. Zdaniem płockich egzorcystów nie trzeba mieć złych intencji, by otworzyć się na „działanie złych duchów”. Samo przebieranie się dla zabawy w straszne postaci czy wycinanie okropnych paszczy w dyni to „niebezpieczne praktyki” i „wejście w przestrzeń demonów”, co „często wiąże się ze wzrostem liczby opętań wśród dzieci”.

Trzeba jasno powiedzieć, że to, co piszą płoccy egzorcyści, nie ma nic wspólnego z wiarą chrześcijańską, lecz jest przejawem myślenia magicznego. Nieprawdziwy – i manipulacyjny – charakter ma również zawarta w apelu płockich egzorcystów sugestia, że halloweenowe zabawy mają cokolwiek wspólnego z praktykami okultystycznymi i satanistycznymi, które Kościół zawsze potępiał.

Możliwe, że – jak wspominają autorzy apelu – zgłaszają się do nich „rodzice z prośbą o pomoc, z powodu pojawiających się problemów u dzieci, które brały udział w różnych »zabawach«, odbywających się w okolicach 31 października”. Jest bowiem prawdopodobne, że część dzieci może tak przeżywać kontakt z rówieśnikami przebranymi za czarownice czy kościotrupy, albo widok płonących dyniowych twarzy szczerzących zęby, że pojawią się u nich potem lęki czy senne koszmary. Ale ma to tyle wspólnego z opętaniem, co doświadczany także przez niektórych dorosłych strach przed pójściem w nocy do łazienki po obejrzeniu sugestywnego horroru. Czyli nic.

Naprawdę przerażające powinno być co innego: możliwość, że – zapewne już podszyty religijnym strachem – rodzic dziecka, któremu w nocy z 31 października na 1 listopada przyśniła się czarownica, zgłosi się w do płockiego egzorcysty, a ów zasugeruje, że dziecko zostało opętane. Duchowe i psychiczne skutki – tak dla samego dziecka, jak i dla jego rodziny – będą wówczas opłakane.

Co gorsza, apelu płockich egzorcystów nie można zbyć stwierdzeniem, że są to tylko stwierdzenia ośmiu księży. Ich tekst został opublikowany na głównej stronie internetowego portalu diecezji płockiej, a potem rozpowszechniony w poczytnych mediach katolickich, takich jak KAI, czy portale związane z „Gościem Niedzielnym” lub tygodnikiem „Niedziela” (a także zupełnie świeckie informacyjne strony internetowe). Stał się kolejnym szeroko oddziałującym aktem przyczyniającym się do zatruwania naszej wiary strachem i kształtującym w naszych Kościołach religijność lękową.

Wystarczy zaś rozejrzeć się uważniej dookoła, by zobaczyć, do jakiego stopnia polski katolicyzm jest zatruty lękiem i strachem: boimy się imigrantów i uchodźców (i w ogóle: obcego), lękamy się islamizacji nadciągającej z południa i wschodu oraz laicyzacji i ataków gender niesionych wiatrem kulturowych zmian z zachodu i północy; drżymy przed czyhającymi zewsząd zagrożeniami duchowymi związanymi biżuterią o kształtach ładnych, lecz przypominających staroegipskie hieroglify, z wydrążoną dynią czy z ćwiczeniami oddechowymi. A strach – to dobrze opisany psychologiczny mechanizm – rodzi agresję.

Dobrze by było, gdybyśmy sobie uświadomili, że św. Paweł nie tylko do Rzymian, ale także do nas pisał: „Nie otrzymaliście ducha niewoli i bojaźni, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia” (Rz 8, 15). Jeśli Bóg z nami – któż przeciwko nam? „Jeśli do Niego należymy – pisał w swej książce »Jezus z Nazaretu« Benedykt XVI – wszystko inne pozbawione jest jakiejkolwiek mocy”.

Dlatego nie boję się bawić ze swoimi dziećmi w drążenie dyni i wycinanie w niej strasznej gęby, a potem w rozstawianie świecących dyniowych głów w ciemnym ogrodzie. Zabawa to przednia, integruje rodzinę, zaś w jej trakcie warzywo wcale nie zmienia się w demona. Co najwyżej w smaczną i zdrową zupę.

Demony zaś nie mają ani kawałka przestrzeni – cała istnieje w Bogu i należy do Niego.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Teolog i filozof, publicysta, bloger, redaktor działu „Wiara”. Doktor habilitowany, adiunkt w Katedrze Filozofii Boga i Religii w Akademii Ignatianum w Krakowie. Członek Krakowskiej Grupy...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Nie otrzymaliście ducha niewoli i bojaźni, lecz otrzymaliście Ducha usynowienia”...A ja przytoczę inny cytat, który choć nieewangeliczny, to trafnie określa fundamenty religijności wielu ludzi(a szczególnie w Polsce): "Wolę, jak ludzie są mi wierni ze strachu, jak przekonania-przekonania mozna zmienić, strach zaś pozostaje niezmienny". To cytat bat'ki Stalina, otaczanego w "osaczonej przez wrogów" Rosji boskim kultem. Na całym świecie nie brakuje pretendentów do boskości-także i w kosciołach chrześcijańskich różnych denominacji. Stąd bierze się rosnąca ostatnimi laty popularność Szatana, jako czynnika konsolidującego religijną asocjację. Tylko czy dla sprzedaży paru egzemplarzy "Egzorcysty", lub dla gwiazdorskiego brylowania duchownego podczas "uzdrowieńczych seansów" w kosciele, warto stawiać Ewangelię i Chrystusa na głowie?

Nie dość, że czas Bożego Narodzenia kojarzy się z gorączką zakupów to jeszcze na Wszystkich Świętych łażą po ulicach jakieś straszydła. Nie mam nic przeciwko balom przebierańców ale na wszystko jest czas i miejsce. Nie podoba mi się, że w czasie podniosłym i świętym na ulicach polskich miast mają miejsce takie wygłupy. Zresztą widzę to u moich córek, że nie katolickie święto im w głowie ale to jak się umalować na Haaloween. Nie sądzę aby świętego Pawła tego typu zmiany w naszej kulturze miały cieszyć. Bardzo się pan Sikora stara aby nas zeuropeizować.

widząc absurdalną szopkę, jaką mieniący się chrześcijanami, a de facto sekciarscy polscy katolicy czynią z Krzyża i Ewangelii. Szanownego Pana post przykładem.

Obawiam się, ze Świetego Pawła od dawna nie interesuje, co się dzieje u potomków tych, których zdołał przekonać do zapisania się do wspólnoty chrześcijańskiej:))) Co do pańskich córek - pozwole sobie zasugerować, żeby mniej przywiązywać wagi do tego, w co się bawią, o ile ta zabawa nie zagraza zdrowiu, a raczej do tego, jaką wyznają hierarchie wartości. Jak dla mnie - na czele powinna stać chęć rozwijania swojej osobowości w harmonii z potrzebami innych ludzi

to totalitarnie chrześcijaństwo wlazło z buciorami w wszystkie wolne terminy i wymyślało na siłę rozmaite święta byleby terminy świąt wcześniejszych tradycji religijnych i kulturowych pozajmować, jedynie Wielkanoc ma własny wiarygodny termin, cała reszta to bujda powciskana w wcześniejsze tzw. "pogańskie" święta.

trafiony, zatopiony

Prawdę powiedziawszy, to i Wielkanoc ma przedchrześcijańskie korzenie oraz sporą część obrzędowości (te wszystkie jajka i zajączki).

Oswajanie śmierci i wspomnienia o zmarłych są częścią naszej tradycji - wystarczy wspomnieć dziady

Pana córki zachowały zapewne równowagę i potrafią się bawić, a nie tylko umawiać. Dlaczego jest Pan takim ponurakiem?

trudno o bardziej adekwatne określenie na kogoś, kto widzi demony ukryte w dyniach - choć oczywiście można i tę nadprzyrodzoną psychiczną przypadłość niuansować i ozdabiać dodatkowymi epitetami [wersja 2.0 po ocenzurowaniu tekstu pierwotnego]

a Idiotę, może i słusznie, zostawmy Dostojewskiemu

Krótko: na głupotę halloween odpowiadać Odezwą Księży Kościoła Katolickiego to jest dopiero głupota.

Trudno mi uwierzyć w te brednie z Plocka. Tych ludzi należy izolować i leczyć, a nie jeszcze popularyzować ich chorobę umyslową

i prawie nie ma nic wspólnego z żadnymi duchami, wiedźmami i demonami. Dzieciaki chodzą poprzebierane w dowolne kostiumy (sprzedawcy licencjonowanych kostiumów StarWars i superbohaterów zacierają ręce) i wymuszają słodycze. A kto nie da albo go nie ma w domu - bach mu jajkiem w drzwi. Wolę kolędników, ale akurat ten zwyczaj zamarł. Nie mówię o kolędnikach jak z obrazka, tylko o dzieciakach, które chodziły po klatakach bloku z szopką i lepiej albo gorzej śpiewały jakąś kolędę.

Los sprawił, że przyszedłem na świat na wsi, w czasach bez telewizora gdzie radio było rarytasem. W domach królował tak zwany kołchoźnik. Pamiętam jak przez mgłę, zimowe długie wieczory przy piecu kuchennym, gdzie zawsze palił się ogień. Do mego domu przychodził pogadać pewien starzec, zwaliśmy go Wycher. Nie mam pojęcia jak się naprawdę nazywał. Był niewyczerpaną zbiornicą opowieści o duchach, strachach, poczwarach, zjawach i czego by tam jeszcze nie wymyślił. Opowiadał historie smutne, śmieszne i straszne czasami. Dziś już ich nie pamiętam, utkwił mi w głowie obraz nas dzieci, siedzących w wielkim łóżku rodziców pod pierzynami, bacznie podsłuchującymi owych opowieści z przerażeniem nieraz. Rodzice nieraz później straszyli nas strachami będącymi bohaterami tych powiastek, robili to by nas trzymać w karbach i dyscyplinie. Najwięcej opowieści było o diabłach i zmorach. Dziś z armaty strzelamy do dyni. Osobiście znam kapłana z alergią na dynię, zresztą to nie jedyna jego alergia. Niestety dziś w naszym kościele rządzą ludzie przesiąknięci wiejskim zabobonem i przesądami, nic się na to nie poradzi. Nastała też moda na opętania. Mój kolega ze szkolnej ławy, skądinąd dość inteligentny człowiek, bardzo religijny, przewodzący kółku różańcowemu, dodatkowo jeszcze zaangażowanemu w różne parafialne inicjatywy, jest człowiekiem niezwykle przesądnym, Kupuje Wróżkę jako opiniotwórczy periodyk, czytuje książki o jasnowidzach, zachwyca się różnymi alternatywnymi sposobami leczenia. Kiedyś zaproponował mi ułożenie ścieżki życia - cokolwiek to znaczy. Gdy u jego syna wystąpiły objawy kłopotów z psychiką, omal nie zrobił z niego opętanego. Szczęściem rodzina żony i pod jej presją i ona wymusili podjęcie profesjonalnego leczenia. Demony mieszkają w nas i nie dają tego po sobie poznać. Jesteśmy pogmatwanymi istotami. Wczoraj czytałem tekst o siostrzyczkach zakonnych z Borów Tucholskich, tam też przebija motyw - huragan zniszczył las a opatrzność ocaliła świątki, istny cud. Te wszystkie sprawy należy przyjmować z pokorą i kierować się zasadą - lepiej z mądrym zgubić, jak z głupim znaleźć

Jak się ma prawdopodobieństwo, że dziecko zostanie opętane przez demona z dyni do prawdopodobieństwa, że zostanie skrzywdzone przez pedofila w sutannie? O tym drugim od czasu do czasu słychać, niestety się zdarza, o tym pierwszym jak żyje nie słyszałem. I czego tu się bać? Statystyka prawdę ci powie. ps. czując się zainspirowany płockimi egzorcystami właśnie przystąpiłem do wykrawania dyni, jak mnie "opęta" dam znać :)))

konstatacja bardzo przytomna i rzeczowa - nic dziwnego, że fachowcy od zjawisk nadprzyrodzonych z pogranicza paranoi i pospolitej głupoty ją ignorują

Skoro mowa o polskim strachu katolików przed otwartością na to co inne, jak uzasadnić głos płynący od kilku lat z Watykanu: Przeciwko Halloween w 2009 r. wypowiedział się Benedykt XVI. Stwierdził on, że jest to „święto antychrześcijańskie i niebezpieczne”. Halloween „promuje kulturę śmierci” i „popycha nowe pokolenia w kierunku mentalności ezoterycznej magii, atakuje święte i duchowe wartości przez diabelskie inicjacje za pośrednictwem obrazów okultystycznych”. Papież Franciszek również wyraził opinię, że „Halloween nie jest niewinną zabawą, lecz stanowi przedsionek do czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego”. Może papież Benedykt i Franciszek to również zaboboni klechowie z prowincji???

Szanowny Pan, zakładam iż w dobrej wierze, acz bezrefleksyjnie, skopiował i wkleił powyższą frazę wprost z jednej z jej niezliczonych kopii krążących po necie. W identycznej co do joty formie można ją znaleźć na portalach typu pch24.pl, gloria.tv, wpolityce.pl, niedziela.pl, niezależna.pl, czy wreszcie wielu stronach lokalnych parafii. Żadna z tych stron nie odnosi się do wiarygodnego, choćby watykańskiego źródła co sprawia, że zachodzi podejrzenie, iż to typowy fake news. Okazuje się, że te przypuszczenia są uzasadnione. Nietrudno odnaleźć informacje na temat pochodzenia owego wirusa - na przykład klarownie wyjaśnienia zawarte są TUTAJ: https://www.thoughtco.com/pope-benedict-and-halloween-541558 +++ Dla mnie eksplozja namnożeń tej anty-HLLWN mantry jest co najwyżej dowodem na istnienie i narastające szaleństwo dewocyjnego fanatyzmu - kto wie, może i pod wpływem Szatana - być może całkiem sporych odłamów polskiego kościoła katolickiego. Pozdrawiam, z Panem Bogiem i proszę się nie obawiać dyni, patisona czy ogórka.

Świetny przykład typowego, 3 minutowego, chłamu mającego na celu kopnąć złych katoli. Pisze Pan o agresji. Czym jednak jest ten artykulik jak nie kolejnym paździerzem dla ludzi, którzy nawet nie sprawdzą czym tak naprawdę było Halloween, nie mówiąc już o podstawach demonologii, a którzy po przeczytaniu zaczną kląć pod nosem na tych tfu księży straszących. W artykule nie ma żadnych merytorycznych argumentów, które popierałyby...no właśnie, co ? Powołując się na słowa Benedykta XVI nie uwzględnia Pan pewnej rzeczy. Mianowicie tego, że kierowane są do dorosłych ludzi z wykształconą osobowością i tożsamością religijną. Niestety dzieci dopiero wykształcają te cechy i tym samym są podatne na różne bodźce, które przy pewnych szczególnych okolicznościach mogą przekształcić się w koszmar. Co jest złego, że ktoś jeszcze w ogóle zwraca uwagę na tego typu zagrożenia i przekazuje to dalej? Tak nawiasem mówiąc, to nie jest to nowość wśród wspólnoty Kościoła, księża nie wymyślili tego od tak, na potrzebę chwili ogólnopolskiego konfliktu. To armaty artykułów takie jak ten wycelowane w nie właściwą stronę sieją strach, tylko żeby to zobaczyć trzeba spojrzeć. Artykuł na miarę super ekspresu, przykro, że znalazł się w TP.

pofatygowałem się by Szanownemu Panu pomóc - znalazłem na przykład informację, iż to praktyki stworzone przez katolickich irlandzkich chłopów całe wieki po celtyckim pogaństwie - więcej ciekawych informacji uzyska Sz. Pan wstukując w googla "origin of halloween". +++ p.s. Szanowny Pan ma rację, dzieci są w zasadzie bezbronne wobec ideologicznej indoktrynacji prowadzonej przy udziale rodziców, dlatego kościół taką dużą wagę przykłada do ich tresury już od pierwszych lat życia. I choć Halloween nie stanowi skutecznej odtrutki na wszystkie zagrożenia z takiej tresury płynące, i tak często uznawany jest przez "treserów" za zagrożenie dla ich misji i interesów.

Skoro już Pan wspomniał o tym,że dzieci dopiero wykształcają w sobie osobowość religijną, to warto wskazać, że chrześcijaństwo jest jednym z bardziej szokowych doświadczeń dla dzieciaka, które wszystko przyjmuje literalnie. Bóg umiera na krzyżu, po wielogodzinnych mękach, umiera a potem znowu jest żywy. I jeszcze na Mszy św. ksiądz pije Jego krew i zjada Jego ciało. Dorośli znają kontekst, dziecko nie. Z jego punktu widzenia dzieją się rzeczy straszne. A w Halloween najważniejsze dla nich są słodycze i przebranie, nie jakieś bredzenia o magii.

No cóż, demon może wleźć nawet w pobożnego katolika, często przystępującego do komunii świętej. Chętnie też rozgości się w ateiście albo antyklerykale. Bywa, że opętuje dziecko, szczególnie z poranioną psychiką. Rzecz nie rozgrywa się na poziomie rytuałów religijnych czy jarmarcznych zabaw. Dotyka głębi duszy. Tam, gdzie dominuje agresja, lęk, nienawiść [nawet tłumiona], zawiść, grzech, tam wkracza Zły. Nie powstrzyma go woda święcona, powierzchowne życie sakramentalne,podpieranie się pseudonaukowymi argumentami.Jak ktoś zaznaczył: istotna jest hierarchia wartości i autentyczność wiary.[Opisane przeze mnie przypadki naprawdę miały miejsce.To nie cytat z "Egzorcysty", tylko efekt moich obserwacji.] Jego obecność nie zawsze się manifestuje w sposób spektakularny. „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo by pożreć”. (1P 5,8)

toż to dopiero wspaniała dla niegłupiego przecież demona baza wypadowa!... Szanownego Pana pojęcie o demonach usadowionych w ateistach jest - proszę się nie obrazić - infantylne, delikatnie mówiąc.

Za poranioną psychikędziecka najczęściej odpowiadają jego najbliżsi, nie musi być to dzieło demona.

Po pierwsze, autor artykułu krytykuje płockich egzorcystów nie mając zielonego pojęcia o tym, co mówi. Autor artykułu jest w stanie tylko mówić o opętaniu, czyli najcięższym stopniu ingerencji szatańskiej, zapominając o bardziej subtelnych formach działalności Szatana jak nękanie czy dręczenie, które występuje wielokrotnie częściej niż opętanie. Po drugie, Szatan nie pyta się o intencję człowieka, czemu wchodzi w strefę zagrożeń duchowych. Jeśli widzi człowieka w swojej orbicie, to go atakuje. Dlatego miedzy innymi nawet "zabawa " w wywoływanie duchów może się skończyć tragicznie dla osoby "bawiącej się". Po trzecie, obchodzenie Halloween wcale nie kończy się na wydrążaniu potwora z dyni, tylko przebieraniem się w różne demony, czarownice czy duchy i tym samym chore zaciekawienie sferą okultystyczną wśród dzieci i młodzieży. O wiele lepiej przecież zaszczepić wśród nich ciekawość wobec swego patrona (Uroczystość Wszystkich Świętych) czy życia po śmierci, ale w duchu chrześcijańskim (Dzień Zaduszny) Halloween jest w tym wszystkim jak pieść do nosa. I w końcu argument może najsłabszy,ale mnie przekonywujący. Egzorcyści są specjalistami w swojej dziedzinie, to co mówią, głoszą na podstawie swojej PRAKTYKI. Czy autor tekstu kiedykolwiek asystował egzorcystom w modlitwie o uwolnienie? Czy zna świadectwa osób zniewolonych od Szatana? czy był świadkiem egzorcyzmów? Dla przypomnienia, to właśnie teolodzy orzekli, że Anneliese Michel wcale nie była opętana, tylko chora psychicznie, a diabeł nie istnieje. Historia pokazała, kto ma rację.

Szanownemu Panu zwrócę uwagę, że podobnych wspomnianym przez Sz. P. 'specjalistów' w swej dziedzinie znamy z historii tabuny - dla znaczącego przykładu podam mistrzów ceremonii Świętej Inkwizycji. Nieco lżejszy kaliber to mniej lub bardziej jarmarczni magicy, iluzjoniści czy zwykli oszuści jak David Copperfield. Albo taki Barabara, czarnoskóry szamana w katolickiej sutannie, którego seanse wskrzeszania zmarłych i uzdrawiania chorych ściągają dziesiątki tysięcy ufających 'specjaliście'. +++ Życzę spokoju ducha Szanownemu Panu i uwolnienia się od zaimplementowanych Mu zapewne w dzieciństwie lęków przed rogatym diabłem z widłami. W tej drugiej intencji z pewnością nie zaszkodzi Panu zwykła, dowolna modlitwa. Jeśli objawy nie ustąpią - jednak specjalista, od psychologa w górę. p.s. coś więcej można prosić na temat wzmiankowanej przez Sz. P. 'orbity Szatana?

Primo, porównywanie księży egzorcystów do Świętej Inkwizycji czy Barabary to obrażanie tych ludzi- są to kapłani cieszący się dużym zaufaniem lokalnego biskupa, bardzo często po solidnej formacji intelektualnej. Ja miałem przyjemność być organista u ks. Mariana Piątkowskiego, pierwszego odpowiedzialnego za egzorcystów w Polsce. Był doktorem teologii duchowości na KUL, ojcem duchownym w seminarium, sprowadził również Odnowę w Duchu Świętym do Polski. Jeden z największych autorytetów wśród kapłanów archidiecezji poznańskiej. Warto więc miarkować sądy w stosunku do tych ludzi, którzy są naprawdę specjalistami w tej dziedzinie. Po drugie, ja nie mam lęków przed "rogatym diabłem", taki diabeł nie istnieje. Istnieje Szatan, który jest bardzo inteligentnym stworzeniem, który uwielbia, gdy ludzie w niego albo nie wierzą, albo przedstawiaja jako śmiesznego rogatego pana, wówczas nierozpoznany, może najlepiej działać, jak zauważa również Ignacy Loloya. Co do modlitwy, proszę sie nie martwić, prowadzę życie modlitwy, ze zdrowiem psychicznym u mnie tez w porządku. A co do "orbity Szatana", czyli de facto zagrozeń duchowych polecam lekturę artykułu http://egzorcyzmy.katolik.pl/przyczyny-zniewolenia-nawiedzenia-i-opetania/ lub wykład ks. Piątkowskiego na ten temat https://www.youtube.com/watch?v=WkI5IF6paR4

Szanowny Panie - nie jest moim zamiarem obrażanie kogokolwiek, podaję jedynie suche fakty. Inkwizytorzy w swoim czasie również cieszyli się dużym zaufaniem i szacunkiem lokalnych biskupów, i na pewno nie byli przygłupami czy analfabetami - dokładnie jak dziś opisuje Pan egzorcystów, porównanie więc jak najbardziej uzasadnione. To dokładnie taka sama kategoria specjalistów. Jestem przekonany, że gdyby kościół miał dziś pozycję taką jak w owych mrocznych i haniebnych czasach Świętej Inkwizycji, współcześni egzorcyści również nie wahaliby się przed użyciem wyrafinowanych tortur itepe w celu 'wypędzenia diabła'. Chwała Bogu te czasy już za nami. Z satysfakcją przyjmuję Pańską opinię, iż ewentualny Szatan to nie kosmaty stwór machający ogonkiem, tym samym nie przysłowiowy wiejski głupek strojący się w szaty haevematalowych pseudosatanistów albo skrywający się w ponacinanej dyni. Ten infantylny obraz niestety jednak wciąż dominuje w narracji współczesnych 'wojujących' z nim. Wykłady ks. Piątkowskiego zostawię sobie na czas większej nudy. Póki co mam zbyt wiele dowodów na działanie wiejskich plebanów, biskupów czy politykierów, ich banalnej żądzy władzy i chciwości jako przyczyn ludzkiego zniewolenia, nawiedzenia i opętania. Raczej ci, co w kapłańskie szaty przebrani stroją w srebrne sukienki i złote korony 'święte' obrazki, odwracając uwagę od Ewangelii i zafałszowując jej przekaz niż ci, co na estradzie w oparach sztucznej mgły i migotaniu stroboskopów ją drą, są niebezpiecznymi dla wiary w Jezusa sługami Szatana. I poza tym wszystkim, "nie lękajcie się!..."

Abstrahując od demonów i innych stworów chciałam Panu bardzo podziękować za świetne komentarze. Bardzo lubię czytać Pana teksty, bo polemizuje Pan na poziomie, bez agresji, bez prymitywnych manipulacji i prostackich określeń. Pełno jest agresji na różnych forach, dlatego czytanie Pana komentarzy, niepozbawionych gorzkiej ironii, która bardzo mi "podchodzi" i ciętych ripost godnych odnotowania w kajeciku, to dla mnie ogromna przyjemność! Dziękuję i pozdrawiam serdecznie :-)

na nie człowiek zawsze łasy ;)

Nic nie powodowalo takiego krecka w glowie jak Halloween z ktorym spotkalam sie 36 lat temu w Kanadzie. Powiedziano mi ze dzieciom trzeba dawac cukierki. Poki mieszkalismy w apartamencie problem byl z glowy bo dla dzieci cukierki byly wystawiane na dole w hallu. Potem urodzil sie pierwszy syn a z czasem zamieszkalismy w domu. Dziecko w szkole obchodzilo Halloween. Szkola byla katolicka a dzieci uczyly sie wierszykow o czarownicach i dyniach. Zaczelismy chodzic z innymi od domu do domu, ogladac czasami straszne dekoracje wspomagane okropnymi dzwiekami. Pewnego roku sami straszne dekoracje wykonalismy i jeszcze strasznejsze dzwieki puszczalismy. Nasz syn biegal z kolegami po osiedlu i zbieral slodycze. Potem urodzilo sie wiecej dzieci ( plus trzy) i nagle dowiedzialam sie od polonijnego polskiego srodowiska ze to niekatolicka tradycja i cala narracje anty. Dzieci w szkole obchodza Halloween a my nagle zapowiadamy ze to szatanstwo. Zaczelam zabierac dzieci do kosciola na Zabawe Wszystkich Swietych. Byly bardzo niezadowolone z tej zmiany. To nie to samo! Kiedy byly wieksze mowilam ze maja rozwazyc w swoim sercu co nalezy zrobic i jak postapic. Wszystkie poszly zbierac cukierki. I tak jest do dzis. Moj wnuk 15 miesiecy wiek, wystapil jako Batman a moj syn jako Robin. Syn ma 195cm wzrostu. To jest taka tradycja polaczona z zabawa. Szatanizm? Jesli zabawa w Raz dwa trzy babajaga patrzy ma cos wspolnego z szatanizmem to uznam ze halloween rowniez. W tym roku wystawilam cukierki dla dzieci przed drzwi z kartka ze maja dzelic sie z innymi. Po chrzescijansku.

Szanowny Panie! Chciałbym przypomnieć, że posługa egzorcysty istniała już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, biorąc swój początek z nakazu Jezusa o wypędzaniu złych duchów. Inkwizycja zaś była pewnym dziełem społeczno-polityczno-religijnym, który już nie istnieje, polecam w tej materii bardzo dobrą książkę bp Rysia na ten temat.Poza tym Kościół przeprosił za grzechy Inkwizycji, nie przeprosił i myślę nie będzie przepraszać za posługę egzorcysty. Żaden egzorcysta, albo jak Pan określa wojujący z szatanem nie przedstawia go jako diabełka z widełkami i różkami- wykład ks. Piątkowskiego radziłbym posłuchać nie tylko w chwili nudy, ale w ramach metodycznego przygotowania do tematu,w przeciwnym razie nasza dyskusja będzie jałowa i mało rzeczowa. Oczywiście zło i szatan przejawia sie przez chciwość, żądzę pieniądza i władzy. Jest to standardowe działanie Szatana, który wykorzystując naszą upadła naturę odwodzi nas od Boga. Egzorcyści uczulają bardzo mocno an takie praktyki, które mogą być szczególnie niebezpieczne.I tak jak na ambonie słyszałem już wezwanie do ubóstwa lub niepożądaniu władzy, o tyle nigdy nie usłyszałem o tym, ze chrześcijanin nie wchodzi w świat magii i innych zagrożeń duchowych. Co do ostatniego wezwania "nie lękajcie się"- oczywiście, jeśli żyjemy blisko Boga nie musimy bać się szatana. Chrystus szatana już pokonał. Bać sie mozemy tylko wówczas, gdy wychodzimy z orbity Boga i wchodząc na drogę zagrozeń duchowych, które same w sobie są grzeszne, przechodzimy w orbitę Szatana. I takiej postawy należy się już lękać.

Z tymi przeprosinami poczekajmy, wszak w przypadku inkwizytorów zajęło to kościołowi wieki całe ... Co do samego Szatana - myślę, że łatwo ten sam zestaw ludzkich przypadłości uzasadniać jego działaniem, jak i wywodzić z naturalnych niedoskonałości samej istoty ludzkiego bytu, jego ewolucyjnie ukształtowanej i warunkowanej konstrukcji. Tyle, że ten pierwszy sposób automatycznie eliminuje możliwość racjonalnego dochodzenia do ich przyczyn oraz prób ich naprawy - w tym widzę szkodliwość takiego podejścia. Ja rozumiem, że jeśli kto przyjmuje za dobrą monetę i w dobrej wierze co na temat boskiego dzieła stworzenia oraz relacji Boga i Człowieka napisano w Biblii, a później wygenerowano na tej podstawie w niezliczonych teologicznych denuncjacjach, temu łatwo obarczyć winą za wszelkie zło tego świata demony. Jednak uważam, że nie po to Bóg obdarzył człowieka rozumem, aby ten wyłączał go w podobnych przypadkach i dobrowolnie ograniczał korzyści płynące z jego posiadania. Nierozwiązanym w tej sytuacji absurdem pozostaje pytanie o odpowiedzialność PB za pozostawienie Człowieka na pastwę owych upadłych aniołów, generalnie za całe zło i nędzę stworzonego przezeń świata. Tłumaczenia teologiczne w tej kwestii były, są i muszą pozostać mętne, nielogiczne i absolutnie nieprzekonywujące dla tych, co Boży dar rozumu sobie jednak cenią i z niego korzystają. Uprzedzając ewentualne dygresje na temat 'wolnej woli' dodam, że jestem skłonny przychylić się ku szeroko już dziś rozpowszechnionym i uznawanym, także dzięki osiągnięciom badawczym neuronauk, teoriom opisującej fenomen tzw. 'wolnej woli' jako jednej z wielu iluzji którym jesteśmy poddani w efekcie pracy naszych mózgów. Krótko mówiąc - wolna wola to raczej wolne żarty. Ja wiem, takie podejście burzy fundamenty religii i doktryn chrześcijańskich - ale cóż mnie do tego, nie moje małpy, nie mój cyrk. +++ Wracając do meritum, czyli do dyni: myślę, że dla nawet średnio inteligentnego jest oczywiste, że straszenie owieczek dynią, diabłem i co tam jeszcze wykorzystuje kościół walcząc o utrzymanie jak największej sfery wpływów, która według mniemania niektórych hierarchów została uszczuplona poprzez pojawienie się nowych obyczajów w okolicy tradycyjnie zawłaszczonej przez kościół właśnie. Ale cóż to za metoda, cóż za absurdalne zarzuty. Jak zawsze w swym działaniu, strachem chce swą pozycję budować kościół, ale to już nie te czasy, proszę zaśniedziałych biskupów i ich macerowanych w demonologicznym sosie zwolenników.

Co do rozróżnienia Szatan- upadła natura można tu przyjąć zasadę św. Ignacego, iż nie rozważam, czy to pochodzi od Szatana czy upadłej natury, odrzucam to, ponieważ na pewno nie jest to z natchnienia Bożego i na większą chwałę Bożą. Ja jako tomista będę bronił wolnej woli, Pan Bóg chroni nas Swoją Opatrznością,a le nic na siłę. Zawsze tłumaczę uczniom, że Szatan jest jak zły pies, którego łańcuch trzyma Pan Bóg, by nikomu nic nie zrobił. Ale zawsze znajdzie się jakiś inteligentny, który włoży rękę lub głowę do paszczy psa- trudno wówczas winić Boga. Czy rzeczywiście hierarchowie Kościoła straszą- czy jesli rodzice mówią dziecku, by nie wkładali ręki do kontaktu, bo porazi go prąd, czy oni go straszą? Albo gdy mówią, by nie wpadało na ulicę bez oglądania się, bo samochód bo przejedzie, czy to tez straszenie? Nie za bardzo widzę również strefę wpływów, którzy hierarchowie Kościoła mieliby zdobyć, mówiąc o zagrożeniach duchowych, tym bardziej że patrząc na ogólne nauczanie hierarchów, zagrożenia duchowe są na peryferiach ich działalności. A co do dyni, to jak wspominałem w pierwszym poście, na tym sie nie kończy, sam miałem jako nauczyciel wątpliwa przyjemność pilnowania uczniów w czasie obchodów Halloween i wszystkie ich stroje (trupy, wiedźmy, duchy), filmiki które prezentowali, dziwne okrzyki, które wydawali tym bardziej mnie przekonało, że pod pozorem zabawy brałem udział w jakimś pogańskim świętowaniu.Biorąc pod uwagę piękno i specyfikę Świąt Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, Halloween to naprawdę nie moje kredki i to bardzo dalekie od chrześcijaństwa. Czy rzeczywiście musimy importować pogański cyrk zza oceanu, niż raczej wejść głęboko w specyfikę chrześcijańskich uroczystości poświęconym zmarłym, które miały zawsze w Polsce tę przepiękna zadumę i czas na autorefleksję?

Można się deklarować jako tomista co "będzie bronił wolnej woli" - ale na litość boską, Tomasz żył wieki temu, wtedy Słońce się kręciło bezdyskusyjnie wokół Ziemi, a za Oceanem mieszkały Smoki!... Głupi z pewnością nie był, zakładam więc śmiało, że gdyby miał okazję zapoznać się z dzisiejszym stanem nauk przyrodniczych na temat człowieka, jego mózgu, świadomości, woli etc. bez wahania schowałby swe dzieła do szuflady i zaczął pisać coś bardziej sensownego. No przynajmniej te o wyższości mężczyzn nad kobietami czy właśnie intelekcie i woli niezależnymi od ciała. Wychwalanie monarchii pewnie też by przemyślał. Ale do rzeczy, czyli do dyni. Nie bawi mnie przebieranie się w Halloween, za to wkurza zabranianie tego innym i straszenie ich Szatanem. Tę metodę kościół stosuje notorycznie i bez umiaru. Strach wdrukowany mi w dzieciństwie przez katechetki i otoczenie spłynął ze mnie, kiedy zobaczyłem jak moja Mama w śmiertelnej męce zaprzątała sobie jeszcze głowę piekłem i niebem. To był moment prawdziwego oświecenia, największy dar jaki mi w owej chwili mogła przekazać. Od tego momentu żyję o wiele lepiej, i nie waham się napisać - jestem bez tego strachu lepszym człowiekiem. Nota bene, może to ten właśnie fenomen sprawia, że pomimo dwóch tysięcy intensywnych zabiegów i praktyk ewangelizacyjnych pozytywnych jej skutków jak nie było, tak nie ma? może dlatego, że strach do niczego dobrego nie prowadzi, my jako naród po tysiącu lat od mitycznego chrztu jesteśmy narodem, który w wielu dziedzinach moralnych odstaje nawet od tych wcale nieochrzczonych?... Nie mnie rozstrzygać, patrzę i widzę. A propos strefy wpływu kościoła - pamiętam sprzed lat początki antydyniowej kampanii - otóż wtedy jasno i jednoznacznie podnosili biskupi argument, że Halloween jest 'zbyt blisko' Wszystkich Świętych, że jak tak można, że to czas nie zabawy a zaduma i takie tam dyrdymały. Ktoś wkroczył na 'ich' teren, protestowali właśnie w ten sposób. Dynie pojawiły się później, kiedy Halloween nie zechciał się przenieść do lutego czy marca. Co do "importu pogańskich cyrków" - nasz własny, narodowo - katolicki cyrk jest niczym innym jak kompilacją wielu importowanych kabaretów i wodewili, z rodzimej tradycji pozostały jedynie wspomnienia o Świętych Gajach i parę wygrzebanych spod ziemi szczątków dawnych posągów Światowida. Pozdrawiam i biorę się za dynię marynowana z goździkami - przepis mojej babci, pycha. +++ Najpierw pokrojoną w 2-3 cm kostki dynię moczymy przez przez noc w roztworze octu, 1/2 l octu na 3 l wody. Na drugi dzień ocet zlewamy, dynia do słoiczków i zalewamy gorącym syropem: 2,5 l wody, 2,5 szkl. cukru, pół łyżeczki soli, 16 goździków. Goździki usuwamy z syropu przed rozlaniem go!. Zagotowujemy słoiki ok. 5 minut. Można się uzależnić....:)

Może w ramach tego Świętego Święta autor z dziećmi wytnie w dyni odwrócony krzyż i swastykę. Zabawa będzie przednia, rodzina się zintegruje i zabawa nic nie zaszkodzi bo cała rodzina jest zanurzona w Bogu, a symbole to tylko zabawa. "Tak, tak, nie, nie." Ale oczywiście z wyłączeniem czasu zabawy, w którym wszystko wolno.

TP jak zwykle z lewackiej strony ma myślenie życzeniowe - chciałby, żeby rzeczywistośc była taka, jak on chce. A chce, żeby było tak: polski katolik boi się wszystkiego, co obce, jest zamknięty na róznorodność a popkultura jest przez niego (ciemnego strachliwego katola) demonizowana. Inaczej ujmując - szuka wroga klasowego. Konkretnie chodzi o HallocośTam....Powiem krótko: miałem mieszane uczucia co do potępiania tego HalocośTam, bo jest to jakas forma pseudozabawy i popkultury własnie. aż do momentu, kiedy dowiedziałem się o źródle tego święta - mianowicie rzeczy pochodzi od Celtów. Dynia symbolizowała szatana, jego zwolennicy wystawiali ją w oknach. Członkowie tych sekt chodzili po domach i żadali nie cukierków ale wydania domownika albo przydarzy im się ...nieszczescie. Typowa magia. Tfu, ohyda, Jesli tak się sprawy mają, to HallocośTam ma wypad z mojej przestrzeni kultury, równiez dla mojego dziecka. Po drugie czytałem, ktoś relacjonował z Anglii, że tam HallocośTam zaczyna sie juz miesiąc - dwa przez 31 października - w sklepach, na wystawach - sztuczne kości, trupie czaszki itd. Rozumiem, że to też trzeba pozaklinać lewackim - "nie bądź zamknięty, strachliwy katolu". Na szczeście ja duchowośc TP mam w głebokim poważaniu i pewnym sprawom staram się mówić: no pasaran. p.s. Całe szczęscie, że Jezus zamiast rozważać intelektualnie TP po prostu mówił do opętanego "Milcz i wyjdź z niego"
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]