Reklama

Doładowania i spięcia

Doładowania i spięcia

14.07.2017
Czyta się kilka minut
Prawdopodobnie u liderów PiS pojawiło się przekonanie, że skoro upiekło im się opanowanie Trybunału Konstytucyjnego, pacyfikacja Sądu Najwyższego też ujdzie na sucho.
Jarosław Kaczyński. Fot: Jacek Domiński/Reporter/EastNews
W

Wakacje miały być nudne. W pierwszy lipcowy weekend byliśmy świadkami równoległych partyjnych zjazdów PiS i PO. Przełomu jednak nie było: wydawało się, że przed wakacyjną przerwą oba ugrupowania chciały co najwyżej doładować akumulatory, by po powrocie z urlopów wznowić zmagania z nową energią. To wszak ostatni moment, by zebrać siły przed rokiem dzielącym nas od kolejnych wyborów. Wygląda jednak na to, że zamiar niespecjalnie się powiódł. Medialne echa obu wydarzeń zostały zdominowane przez zawód niż nowe nadzieje.

Stare i nowe fronty      

Widać było wyraźnie, że kac po brukselskiej szarży PiS przeciw Donaldowi Tuskowi już minął, jednak dawnej euforii nie udało się wzbudzić. Wróciła nadzieja, że jednoznaczne stanowisko wobec uchodźców i efekty programu 500 plus to wystarczająca podstawa do utrzymania się przy władzy. Ale wiele problemów pozostało. W oczy rzucał się brak rozstrzygnięć personalnych: wewnątrzpartyjna równowaga wciąż ma, ulubioną przez Jarosława Kaczyńskiego, postać osłabiania najsilniejszych i wspierania tych, którzy są zbyt słabi, by wybić się na podmiotowość. I tak bez końca. Nie widać było też zwątpienia w już rozpoczęte projekty, ani pomysłów na ograniczenie ich kosztów, nawet jeśli są kłopotliwe, jak Puszcza Białowieska czy reforma edukacji.


Zamach na sądy – czytaj i udostępniaj specjalny, bezpłatny serwis „Tygodnika Powszechnego” >>>

         A nie są to jedyne pola, na których trudno uniknąć napięć. Ciągnie się sprawa szpitali. Powraca pytanie o brutalność policji i jej rolę podczas demonstracji antyrządowych. W dodatku Kaczyński otworzył nowy front, zapowiadając zmianę ordynacji samorządowej i likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych w tych gminach, w których wprowadziła je kiedyś PO. Trudno doprawdy powiedzieć, po co zwiększać napięcie w relacjach z jedynym potencjalnym koalicjantem, jakim jest Ruch Kukiz’15. To, że PiS przez dwa lata nie udało się pozyskać jego wyborców, trudno uznać za sukces rządzącej partii, skoro dwa lata po wyborach 2005 r. elektorat LPR i Samoobrony w zdecydowanej większości przeszedł pod jej sztandary.

         PO podjęła próbę, by zaistnieć w dniu kongresu konkurentki. Jednak już to, że jej konwencja odbywała się w Warszawie, było wątpliwym pomysłem –potwierdzającym negatywne stereotypy na temat głównej partii opozycyjnej. Oczywiście to, że podczas spotkania nie pojawiło się nic nowego poza krytyką partii rządzącej, trudno uznać za nieracjonalne. Stanie z bronią u nogi wynika z faktu, że PO odzyskała rolę głównej partii opozycyjnej i nawet jeśli wciąż traci dystans do PiS, to na razie nie wiadomo, w którą stronę powinna się udać, aby go zmniejszyć. Możliwe dopływy elektoratu są trzy. Po pierwsze: zawiedzeni wyborcy PiS, a przynajmniej ci pozyskani w 2015 r., uosabiani przez Jarosława Gowina. Drugi kierunek wydaje się przeciwstawny: wyborcy Nowoczesnej, zdecydowanie odmienni ideowo, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy obyczajowe. Są też ci, którzy odpłynęli do Kukiza, na fali antyemigranckich i antyestablishmentowych emocji.

         Teoretycznie można by ruszać we wszystkich tych kierunkach jednocześnie, tylko wtedy konieczne byłoby rozpisanie starannie zaplanowanych działań na role. To zaś wymaga talentu i zaufania wśród głównych partyjnych aktorów. Tymczasem jednego i drugiego brakuje. Słabość kadrowa Platformy jest widoczna, a uczucia kierowane wobec Grzegorza Schetyny nie różnią się zbytnio od udawanego entuzjazmu, który otaczał Ewę Kopacz. Partia ma też liczne grono doradców ochotników o umiarkowanej szczerości i budzącym wątpliwości rozsądku. Swoje marzenia zaplatają oni w intrygi, starając się popychać Platformę na ścieżki, którymi miło byłoby iść samemu, ale które niekoniecznie prowadzą do zwycięstwa wyborczego. Pojawiają się też plotki o nowej partii Donalda Tuska czy o przejęciu przywództwa w opozycji przez Władysława Frasyniuka.

         Czarnych scenariuszy dla PO można pisać wiele. Problemem jest pęknięcie najwierniejszego elektoratu – z jednej strony odpływu do konkurentów po prawej, zaś z drugiej na lewicę lub ku Nowoczesnej. Istnieje obawa wejścia w ślady Unii Wolności i zrażenia do siebie wszystkich. Największy kłopot wiąże się jednak z tym, co dzieje się w Warszawie w związku ze sprawą reprywatyzacji.

Andrzej i Adrian

Kilka dni po partyjnych konwencjach do Polski przyjechał Donald Trump, co zmniejszyło wrażenie osamotnienia obozu rządzącego. Warto jednak pamiętać, że prezydent USA pakuje się w coraz większe tarapaty i powoływanie się niego może ściągnąć kłopoty w nieodległej przyszłości. Bez specjalnego rozstrzygnięcia skończyło się też krótkotrwałe odnowienie sporu wokół smoleńskich miesięcznic. Z jednej strony PiS może mieć satysfakcję, że jego przeciwnicy wykazali się mniejszą determinacją, niż zapowiadali. Ponieważ jednak byłaby to determinacja w dość wątpliwej sprawie, satysfakcja jest równie wątpliwa.

         A potem wybuchła polityczna bomba, a właściwie cztery. Nowa opłata paliwowa jest czymś, co może odczuć każdy – podnoszenie podatków to wprawdzie zwykła polityczna procedura, ale zawsze dostarcza amunicji politycznym przeciwnikom. Tutaj huk szybko nie ucichnie. Pytanie, jak będzie z trzema pozostałymi eksplozjami, dotyczącymi kwestii bardziej odległych od codziennego życia – z pierwszym prezydenckim wetem, kasującym reformę Regionalnych Izb Obrachunkowych, uchwaleniem ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i zgłoszeniem projektu ustawy o Sądzie Najwyższym. Wszystkie trzy mają cechę wspólną – choć ich oficjalnym uzasadnieniem jest walka z patologią, to zalatują na kilometr partykularnymi interesami obozu władzy. Gdyby były uchwalane przez sejmową większość w 2012 r., PiS również wyciągałby argumenty o zamachu na demokrację i państwo prawa.

         Polityczna waga i moralne oceny tych spraw nie układają się w prosty wzór. Od strony merytorycznego uzasadnienia samej idei pewnie najbardziej warta dyskusji jest sprawa KRS. Tu jednak są najbardziej jednoznaczne zastrzeżenia konstytucyjne, podnoszone od dłuższego czasu przez prezydenta. Wynikające stąd sejmowe wahania zostały najwyraźniej przecięte: nie wiadomo, czy prezes PiS postawił Andrzeja Dudę pod ścianą, czy próbuje „rozpoznania bojem”, czy też udało się prezydenta po prostu przekonać, powołując się na werdykt „swojego” Trybunału Konstytucyjnego.

Nie udało się to natomiast w sprawie RIO – rzecz to poniekąd środowiskowa, lecz potencjalnie groźna dla samorządu. A to akurat obszar, w którym narracja PiS najbardziej rozchodzi się z odczuciami ogółu Polaków. Pomysł, by dać rządowi narzędzia kontroli „gospodarności” samorządu, nie ma uzasadnienia w nastrojach społecznych. Wbrew opowieściom Jarosława Kaczyńskiego, wyborcy bez problemu pozbywają się samorządowców, którzy utracili ich zaufanie – całkiem często także tych, którzy są członkami PiS. Wystarczą do tego wybory.

Zawetowanie tej ustawy wygląda na sygnał, że Andrzej Duda postanowił pokazać wolę nie tylko na polu przemeblowywania swojej kancelarii. Nie wiadomo jednak, czy nie jest to tylko ustawka – skromna pociecha dla serca zranionego obrazem serialowego „Adriana”. Tak czy owak, jakaś granica została przekroczona i następnym razem będzie znacznie łatwiej. Czy kolejne weto nastąpi przy okazji Sądu Najwyższego?

Kolega i promotor

W teorii ta sprawa jest najbardziej odległa od wejścia w życie, ale też i waga jest tu największa. Koncepcja uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości poprzez wybicie mu zębów w ciemnym zaułku nie nadaje się do jakiejkolwiek dyskusji. Może być obrazem stanu psychicznego, do jakiego doprowadził swoje środowisko prezes, oraz pokazem pokus i nadziei, jakie przy tej okazji pojawiły się w głowie niewątpliwie najbardziej ambitnego gracza w tym środowisku – Zbigniewa Ziobry. Temu ostatniemu projekt ustawy daje przecież – nawet jeśli teoretycznie tymczasowo – uprawnienia prezydenta RP, pierwszego prezesa SN i całej KRS razem wziętych. Minister sprawiedliwości może dowolnie, bez konkursu, opiniowania i uzasadniania, mianować sędziów SN spomiędzy gremialnie zwolnionych.

Prawdopodobnie u liderów PiS pojawiło się przekonanie, że skoro upiekło im się opanowanie Trybunału Konstytucyjnego, pacyfikacja Sądu Najwyższego też ujdzie na sucho. Kluczowe jest jednak pytanie, jak zachowa się prezydent: czy dalej będzie czekał pod drzwiami, gdy były kolega i promotor będzie odbierał mu resztki kompetencji i powagi? Czy będzie chciał spalić ostatnie mosty prowadzące do tej drugiej połowy Polaków, która nań nie głosowała?

         Wracając dziś do kongresu i konwencji sprzed dwóch tygodni, nieco inaczej trzeba spojrzeć na ich zrytualizowanie. W minionych latach partie w ramach swojej profesjonalizacji przyzwyczaiły nas do przygotowywania robiących wrażenie pokazów. Tym razem jednak zaplanowane show świeciły raczej słabo. Widać, że akumulatory są już mocno zużyte i proste doładowanie nie daje takiego efektu jak kiedyś. Nowa energia, która miała rozjaśnić drogę obozu rządzącego ku świetlanej przyszłości, najwyraźniej przydała się tylko do wywołania nowych spięć, które mogą przepalić kolejne bezpieczniki. Być może jednak w samym PiS dojdzie do opamiętania. By zablokować niebezpieczną inicjatywę, wystarczy naprawdę kilka osób. Mogą one – jak wcześniej niespodziewany buntownik, poseł Krzysztof Łapiński – znaleźć oparcie w prezydencie. Wtedy ten ostatni mógłby zacząć nadawać ton całemu obozowi, z którego przecież wcale nie musiałby się od razu wypisywać.

Zawsze też pozostaje nadzieja, że ostatni bezpiecznik – wybory – jest tak mocno zakorzeniony w wyobrażeniach Polaków, że rządzący nie odważą się go tknąć. Ostatnie brytyjskie głosowanie pokazuje, że sondażowa przewaga może stopnieć w kilka tygodni. Wystarczy popełnić o jeden błąd za dużo i swoimi zachowaniami uwiarygodnić zarzuty stawiane – wydawałoby się bezskutecznie – przez oponentów.

Podnoszenie napięcia w przekonaniu, że skoro przeżyliśmy wcześniejsze wstrząsy, to przeżyjemy i następne, jest śmiertelnie niebezpieczne.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Jak wiadomo sądy - jedyna instancja odwoławcza w demokracji liberalnej - działały źle. Arogancja, kuriozalne wyroki, bezkarność to codzienne bolączki. A przede wszystkim opieszałość. Aby otrzymać rozstrzygnięcie należało uzbroić się w cierpliwość, znajomości i pieniądze... Orzeczenie wydane po paru latach (a to dopiero wstęp do wyegzekwowania jego tresci)to nie to samo co wydane po paru miesiącach.

"Temu ostatniemu (ministrowi sprawiedliwości-przyp. mój) projekt ustawy daje przecież – nawet jeśli teoretycznie tymczasowo – uprawnienia prezydenta RP, pierwszego prezesa SN i całej KRS razem wziętych. Minister sprawiedliwości może dowolnie, bez konkursu, opiniowania i uzasadniania, mianować sędziów SN spomiędzy gremialnie zwolnionych." Rozumiem, że ci z partyjnego nadania będą działali szybciej. Świetnie, w takiej sytuacji, co mi tam niezawisłość sądów i trójpodział władzy!

Szybkość działania sadów jako kryterium jakości ich działania...:))) Interesujace, a ja myślałam, ze dobrze działający sad, to sad, który z dostateczna wnikliwoscia wywazył racje obu stron, co niekoniecznie da się zrobić szybko:)))

A skąd Panu wiadomo? Bo ja jestem związana z wymiarem sprawiedliwości i mogę zapewnić, że w większości przypadków za przewlekłość postępowań odpowiadają: zbyt szeroka kognicja, złe procedury, które uchwala Parlament, nie sądy, przede wszystkim możliwość zaskarżania każdej bzdury, obstrukcja stron i ich pełnomocnikow. Jeżeli sędzia ma w referacie nawet 800 spraw rocznie, to proszę nie oczekiwać szybkiego rozstrzygnięcia, gdy strony składają liczne wnioski dowodowe, potem zażalenia na wszystko co możliwe, a część z nich mieszka poza Polską. Są leniwi sędziowie, są tacy, którzy nie powinni siedzieć na sali, ale zapewniam, to jest mniejszość. Sędziowie maja rodziny i prawo do wypoczynku. Tez są kudźmi. Zapewniam Pana, że Włochy maja większy problem z przewlekłością niż polskie sądy. Nie wspomnę o oczekiwaniu na wykonanie pomocy prawnej przez państwa arabskie, a dużo tego jest w sprawach rodzinnych.

A to co chce zrobić PiS to nie jest reforma. Ani procedury, ani kognicja ani oddanie części zadan innym podmiotom niż sedziowie nie jest ruszone. Za to uzależnią sądy od siebie. Proszę się wtedy modlić, by nie zadrzeć z kimś z tej czeredy, bo w sądzie będzie miał Pan standardy białoruskie i rosyjskie. Za to szybkość postępowania będzie oszałamiająca.

Rządzący mają poparcie ludu dla dokonania głębokiej zmiany w sądownictwie. Opozycję nie tylko reprezentują, ale wręcz tworzą, mierni i zgrani już do cna politycy bez przyszłości w dalszych rozgrywkach. Nie widać też nigdzie jakiejś nowej, o czystych rękach, czystych kartach, bez spuścizny poperelowskiej i okrągłostołowej. A więc ci co dostali od suwerena prawo by w Polsce rządzić bardzo długo je zachowają, szczególnie że się samodyscyplinują pod czujnym okiem prezesa Kaczyńskiego :)

Ciekawe, z jaką Pan wystepuje spuscizną:))) Chyba nie jest ona bogata w intelektualne dokonania, skoro nie jest Pan w stanie skojarzyć, ze powiazane z PRLem osoby maja dziś najmarniej powyżej 70-tki:))) Okragłostolowców tez już raczej nie ma, powymierali lub wegetują na marginesie. Co nie umniejsza pańskiej racji co do rokowań politycznych na przszłość. "Suweren" wspierający bande wyjątkowo cyniczną i bezwzględną w niszczeniu państwa, oznacza polską mierzwę społeczna - ciemna, bezmyslna, bezrefleksyjna, całkowicie obojętną na wszelkie wartości cywilizacyjne, których nie zna i nie rozumie. Bo i skąd ma znać, przecież niczego nie czyta, nie uczestniczy w kulturze, nie podróżuje (chyba ze na plaże hiszpańskie, gdzie okopuje się w polskim grajdołku), nie ma zielonego pojęcia, co się w Polsce dzieje. W takiej sytuacji szkoda czasu na oczekiwanie na bunt społeczny. Te władzę może zmieść jedynie pucz wojskowy, chyba, ze ta banda rozsadzi się od wewnątrz w walce o spadek po Prezesie. Co oby nastapilo jak najszybciej

Trafna ocena. ja dodałbym jeszcze skorego sąsiada do mieszania w naszym biednym kraiku. Natomiast "spuściznę komunistyczną' widzę w Panu Piotrowiczu , Macierewiczu i jego kolesiach, "Wolfgangu" wraz z małżonką i innych, szkoda wymieniać. jakoś dziwnie ulokowali się oni w tej jedynej słusznej partii.

Suweren okazał się spadkobiercą całkiem sporej spuścizny intelektualnej i nie daje się nabierać na plewy :D Do końca rządów PO-PSL postbolszewia miała się w Polsce świetnie i to się teraz kończy. Zbyt wolno, ale kierunek właściwy :)

Zanim zaczynasz Szanowny rzucać wyuczonymi, czy też wpojonymi w przekazach dnia określeniami typu "postbolszewia", na przykład, zadaj sobie trochę trudu intelektualnego (to nie boli) i naucz się co to był bolszewizm, komunizm. Na czym to polegało i jak działało. Myślę, ze dojdziesz do ciekawych wniosków i analogii do obecnej sytuacji. Poza tym , cóż to za argument: tamci byli źli. Jasne że to z serii: A u was biją murzynów.

Panie Melchiorze, nie warto strzępić języka. Do tej grupy suwerena żadne argumenty nie trafią.

Zawsze sobie to mówię, ale, następnie cholera mnie ponosi i próbuję. Ja wiem , że do tych ..... dotrze dopiero jak zaczną czuć dno kieszeni. Tylko, jak zaślepionym trzeba być , żeby nie widzieć podnoszenia podatków. Na razie nie poczuje, bo ropa leci w dół na świecie, za miesiąc lub dwa zacznie bić w górę. To drobny przykład. To jest tak samo jak 2 mln członków partii za komuny. Widzieli, co tamci wyprawiali , ale udawali, ze nie wiedzieli.

Nie wiem, podzielam Pana uczucia. Czèść z nich na pewno nie ceni wolności, nie jest im potrzebna albo mylą ją z samowolą. Część jest za młoda, by zrozumieć jak boli brak wolności i co to był PRL. A pozostali to karierowicze, którzy wszystko by sprzedali byleby im dobrze było. Co tam Polska, co tam przyszłość kraju leżącego obok żarłocznej Rosji. Tyle pokoleń dążyło do tego byśmy byli tam, gdzie jesteśmy, by nas uznano za część zachodniego świata. Tyle pokoleń poszło na marne. Bezsilność, oto co czuję od prawie 2 lat.

Zgadza sie a najgorsze jest to, ze wiekszosc Polakow nie wie na czym polega trojpodzial wladzy. Posel Kaczynski bedzie mogl oglosic sie krolem Polski, bo Wawel juz ma... do swojej dyspozycji. A tak powazniej (choc nie wiem co siedzi w glowie czlowieka chorego z nienawisci i kompleksow) to warto zycytowac tutaj Monteskiusza - "O duchu praw" "Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela." Niejedna prawda stanie sie zrozumiala dopiero wowczas, kiedy ujrzymy lancuch wiazacy ja z innymi... Polska kierowana przez PiS coraz szybciej gna do dyktatury.

Samo słowo "postbolszewia" jest mojego własnego autorstwa i bardzo dobrze określa tych, których ono dotyczy, wywołując w nich negatywne emocje, jak właśnie powyżej :) Prawidłowe zrozumienie znaczenia czym jest postbolszewia nie wymaga też jakiegokolwiek "trudu intelektualnego". To jest oczywista oczywistość :D

I świadczy to o miałkości umysłowej autora. Rzucać określeniami o których znaczeniu niewiele się wie.

Oceniający ocenia używając swego rozumu i nie mogę mieć pretensji, że nie pojmuje wypowiedzi zrozumiałych bez trudu przez lekkopółśredniointeligentów z małą zaoczną maturą. Zdarza się :D

..to z kolei mój synonim Pańskiej 'postbolszewii' - myślę, że trafniej i bardziej precyzyjnie definiuje istotę naszych dzisiejszych problemów.

Nie, ta kiepska obelga nie jest w najmniejszym stopniu synonim "postbolszewi". Jest po prostu nieprawdziwa, bo nie ma czegoś takiego. Natomiast "postbolszewia" jest oryginalny jednoznacznym wyrażeniem, zwartym a jednak treściwym słowem, irytującym tylko "postbolszewię", tak jak tu i nigdy nikogo z PiSu.

Zauważyłem, że nawet stary, pisowski komuch Piotrowicz niby się uśmiecha na hasło 'precz z komuną' - ale nie jestem pewny, czy uśmiecha się szczerze. Popłuczyna. Zresztą, gdzie i u kogóż tam szukać szczerości? A może u komucha Kryże? No, jeśli już to u Kaczyńskiego - on się szczyci swoją komuszą proweniencją, dumny jest z komuszego dyplomu i doktoratu, bolszewickiej mentalności. Tak, to komuch czystej wody. On się nie zirytuje. On by się wręcz obraził za "post'.

Bardzo się Panu chwali ta samokrytyka. Jednak PiS to nie postbolszewia, gdyż taka figura retoryczna raczej sugeruje formację powstałą na gruzach bolszewii. Ja byłabym raczej za określeniem "neobolszewia", która oznacza sieroty po PRL-u, które nigdy nie zaakceptowały zmian ustrojowych w Polsce. A z racji swych powiązań rodzinnych - sa to dzieci kacykow PZPR-owskich w rodzaju pana Kaczyńskiego, Ziobry i in. - nie sa w stanie myśleć na sposób europejski

Rządzący rządzą dzięki ordynarnym kłamstwom przedwyborczym - i tyle jest ich mandat do rządzenia wart, co ich uczciwość i prawdomówność. Tak, dokładnie psinco. Zaś samo słowo 'suweren' dziś kojarzy się z bolszewicka zarazą, pisowską obłudą i łgarstwem w żywe oczy - na pewno nie z wolą wyborców. Nawet tych mizernych 18,5%.

Już za dwa lata wybory do parlamentu RP. Jak powszechnie wiadomo prezesa Kaczyńskiego nikt w tym kraju nie cierpi i nikt nie popiera. Skoro Leszek Balcerowicz mówi, że PiS niszczy gospodarkę to tak właśnie jest. Jeśli premier Cimoszewicz ( dyżurny demokrata w TVN ) twierdzi, że Kaczyński wprowadza dyktaturę to trzeba mu uwierzyć ( Cimoszewiczowi - demokracie rzecz jasna, a nie Kaczyńskiemu ). No więc za dwa lata Polacy wybiorą zatroskanych o Polskę i Polaków patriotów z PO, a zwłaszcza z Nowoczesnej. Czy jest tu ktoś kto śmie wątpić w to, że Rysiu zostanie premierem RP ?

A ja nie, bo wybory będą w standardzie wschodnim. Jak za PRL. Demokracja będzie. Ludowa. Jak 40 lat temu.

Nie co dzień człowiek spotyka proroka ! ( trochę zmodyfikowałem poprzedni wpis )

Jak zwykle szanowny nie dostrzega rzeczywistości. nie słyszał o ciąganiu ludzi po sądach - bo protestować im się zachciało. Nie słyszy wypowiedzi Prezesa i jego akolitów jak to sądy, w tym Sąd Najwyższy mają działać (nadzór ludu na sądami - prosta droga do linczu). Nie widzi szanowny Warszawy pogrodzonej płotkami? Czego potrzeba, żebyś wyszedł ze swej zapiekłej nienawiści i dojrzał rzeczywistość? Berezy? Myślę, że niedaleko do tego.

Niedawno przypominałem tu na Forum jak władza ( ściślej policja )za czasów PO strzelała gumowymi kulami do strajkujących górników ( władza strzelała do górników ledwie 2 lata temu a kolega chyba już zapomniał ). Obecna władza wystrzega się przemocy. Gdyby we Francji albo - zwłaszcza w USA - ktoś rzucił się z rękami na policjanta tak jak to zrobił Frasyniuk w Warszawie to wylądował by w więzieniu na pół roku albo dłużej. Podobnie się rzecz ma z innym waszym bohaterem Mateuszem Kijowskim. Facet naciągnął naiwnych staruszków na 120 tysięcy złotych i nadal jest szefem stołecznego KOD. Gdyby taka rzecz miała miejsce gdziekolwiek w Europie gość dawno by już zniknął z życia publicznego. Aż strach wsadzić tego przestępcę do pierdla, ponieważ opozycja z pomocą Brukseli gotowa zrobić z niego ofiarę kaczyzmu ( podobnie zresztą jak w przypadku Piniora ).

Skoro o górnikach mowa, to może jeszcze przypomnijmy, że jak przyjeżdżali do W-wy protestować, to rujnowali co było na drodze. Więc i te gumowe kulki były jakoś uzasadnione. Teraz nie przyjeżdżają, bo "władcy" zedrą z suwerena tyle, żeby górników jakoś "kupić" i usatysfakcjonować, więc nie mają po co protestować. A dzisiaj ludzie przychodzą protestować pokojowo z białymi różami, co najwyżej położą się na jezdni, może coś krzykną o wolności. Nie zauważa plainduncan różnicy? No i ta obłuda - jak to bolą cudze pieniądze. Bo w tych 120 tysiącach nie było chyba ani jednej złotówki plainduncan-owej, prawda? Więc żadnej straty nie poniósł, a o tych oszukanych staruszków też niech się nie martwi, bo oni z KOD-u i przeciw "umiłowanej władzy" protestują.

Polacy to naród rozsądny, zwłaszcza na tle innych europejskich narodów. W Polsce nawet ekstremiści np ONR nie demoluje miast. A przecież mamy okazję obserwować jak fatalnie ze swoimi emocjami radzą sobie Niemcy ( Hamburg, Lipsk itd ), Anglicy ( demolowanie Londynu przez studentów po zmianie przepisów o finansowaniu uczelni ), Francuzi ( demolowanie Paryża po zatrzymaniu ciemnoskórego Francuza ) itp itd. A poza tym, już dawno doszedłem do wniosku, że moje sukcesy i moje porażki wynikają głownie z moich osobistych wyborów. PiSowi kibicuję, ponieważ profesjonalnie przygotował się do rządzenia i konsekwentnie realizuje program, który przygotował. W szeregach opozycji dostrzegam głównie bezradność i histerię. I jeszcze te żałosne nieustanne odwoływanie się do instytucji unijnych ( Europo ratuj, Europo, racz nam wrócić pełnię władzy bo jedynie my tj Grzesiu i Rysiu jesteśmy jej godni ! ).

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że PIS przygotował się profesjonalnie (tu moja zgoda się kończy), tyle, że do rządzenia opartego na łamaniu prawa, nie przestrzeganiu Konstytucji, dzieleniu narodu, poniżaniu oponentów, wciąganiu Kościoła do polityki itd. Czym więc opozycja może "przebić" rządzących? Większymi niegodziwościami? Obietnicą ciężkiej pracy, zwłaszcza tych żyjących z socjalu (stanowiących już podobno ponad 1/3 społeczeństwa)?

Panie Kolego. jak długo jeszcze będziesz używał argumentów o biciu murzynów. Bądź rozsądny i odróżnij chuliganów od pokojowo protestujących. Zresztą, zaczniesz płacić rachuneczki na tych biednych, ciemiężonych górników to może coś ci drgnie.?

Szanowny Pan z lubością odtwarza zdartą płytę wierutnego kłamstwa - dla przyjemności czy płacą mu za to?... W Jastrzębiu policja pacyfikowała agresywną bandycką hordę, atakującą siedzibę spółki węglowej i oddziały policyjne. Jeśliby to mieli być "strajkujący górnicy" - tym gorzej dla górników. Pisowska bolszewia tylko czeka na pretekst do użycia siły - lecz póki co demonstracje antykaczyńskie są wyjątkowo spokojne. Ten facet co naciągał naiwnych staruszków to nie na 120 tys., ale na dziesiątki milionów, i nie jest szefem KODu tylko toruńskim biznesmenem, tym od radia z ryjem. Kiedy patrzę na Pańskie teksty nasuwa mi się refleksja, że Bozia niemiłosiernie sknociła gatunek ludzki

Proszę wreszcie przyjąć do wiadomości, ze zadnych wolnych wyborów nie będzie. I wiem to nie od pana Cimoszewicza, ale na podstawie obserwacji poczynań przestępczej bandy

Jaka jest różnica między zarzutami a insynuacjami? Na insynuacje się nie odpowiada. Stwierdzić też trzeba, że insynuacje wasze są po prostu prymitywnym hejtem.

Szanowny Pan nie dostrzega różnicy pomiędzy faktami a insynuacjami. Ciężko dopuścić fakty do świadomości, co?

widzi to każdy.

Oto obecna nowomowa. Krytykę równa się z hejtem. Proszę poczytać prawicowe fora, to jest dopiero mega hejt.

Kompleksowych zmian, także i w sądownictwie, oczekuje lud - suweren. Trudno też wyobrazić sobie sprawiedliwe osądzenie tak wielkiej aferalnej spuścizny po PO-PSL bez niezależnego sądownictwa, które samo w sobie jest ciągłą postperelowską schedą. Protesty tzw. "opozycji" próbują temu właśnie przeszkodzić. Ale Polacy aż tak głupi nie są, by uwierzyć, że tym "puczystom" chodzi o demokrację.

Najlepsze, że to "niezależne sądownictwo" ma się opierać na ludziach może nie najlepiej wykształconych, może bez doświadczenia, ale za to lojalnych wobec rządzących. To już przecież niejednokrotnie podkreślano - obecnie lojalność jest najwyższym kryterium przydatności. Gdzie tu miejsce na niezależność? Obłuda polega na tym, że podkreśla się, iż to suweren oczekuje zmian w sadownictwie, przy czym to "zmian" w rozumieniu PIS oznacza "wymian" albo "zamian". I nic więcej oprócz zastraszania tych, którzy się nie podporządkują. No i dobrze rządzący wiedzą, że suweren niestety w swej masie jest taki, jak to wcześniej w swoim komentarzu bezbłędnie napisała Kalina. Można mu więc wciskać ciemnotę jako prawdę, kupi wszystko, byle by go tylko wcześniej odpowiednio "połechtać" jaki to on mądry, patriotyczny i chrześcijański. Ciekawe, jakby go tak "na ulicy" zapytać, co to jest ta demokracja, co by odpowiedział?

O tym jakie będzie to zreformowane sądownictwo trudno dziś wyrokować. Jednak bez wątpienia potrzebni są i sędziowie nowi i nowe sądy. Rzeczywista zmiana zawsze na wstępie zawiera w sobie pewne znaki zapytania. Ma jednak ten walor, że zmienia to co było. To właśnie trzeba zrobić :)

Dominik Dano - o tym, ze zmiany sa potrzebne nikt nie ma watpliwosci, tylko nie na takie, ktore sa w Turcji, Koreii czy na Bialorusi. Najpierw zapoznaj sie z tymi, ktore sa wprowadzane bez konsultacji - noca , tylnymi drzwiami i przez ludzi bez wyksztalacenia prawniczego. Wiedze swoja, zreszta jak wiekszosc tych , ktorzy sa za obecna zmiana, opierasz na tym, co uslyszysz w TVP lub TV Trwam.

Pytanie proste i retoryczne - kto z kim, kiedy i w jakim trybie konsultował to, co obecnie zwycięska formacja próbuje teraz zmienić? A ponieważ dostała zielone światło do zmian w wyniku wygranych demokratycznie wyborów, słusznie uznała, że jest to wystarczający mandat otrzymany od Narodu.

Wiekszosc spoleczenstwa nie uczestniczyla w wyborach, wiec nie wyrazila swojej przychylnosci zadnej partii. PiS zostalo wybrane tylko przez kilka milionow Polakow a Polska liczy sobie 38 mln obywateli. Wygrac wybory nie oznacza robic wszystko co sie chce a spoleczenstwo /suweren ma prawo do weryfikowania tego co czyni dany rzad. Mamy tego przyklad chocby dzisiaj w manifestacjach w calym kraju. Co robi TVP , ktora na zywo relacjonowala demonstracje w obronie SN – ze to nawolywanie do puczu przez opozycyjnych bojowkarzy. Ogladalam na zywo i widzialam mnostwo ludzi , ktorym lezy dobro polskiej demokracji(byli tez moi znajomi, ktorych wspieralam mentalnie). Widzac lancuch swiatla mialam lzy w oczach. Dominik Dano - panstwo musi posiadac instytucje niezalezne od partii politycznych. Podporzadkowane instytucje wladzy to juz totalitaryzm. Dziwie sie, ze jest pan tak zaslepiony, ze tego nie widzi.

Większość parlamentarna uprawnia do rządzenia i właśnie zgodnie z tym co obiecano w wyborach. Politycy zwycięskiej formacji obiecali również reformę sądownictwa i to teraz robią. Obecnie nad sądownictwem kontrolę sprawują sami sędziowie. natomiast w demokratycznym ustroju nie ma takich instytucji władzy, których nie kontroluje jakaś inna odpowiednia instytucja. I do tego zmierza reforma.Sądy każdego szczebla, które wyrokują w tak wielu sprawach, w tym też dotyczących i rządu i parlamentu, czyli pozostałych dwóch z władz, muszą też mieć odpowiednią zewnętrzną kontrolę. Nie są wyjątkiem w organizacyjnej strukturze państwa.

Kto bedzie kontrolowac ministra Sprawiedliwosci pana Ziobro ? - prokurator Generalny pan Ziobro ? Nie rozsmieszaj mnie pan.

Premiera i ministrów rządu kontroluje parlament.

A parlament kontroluje Kaczyński dodam, żeby dać Dominikowi Dano szansę zrozumienia choć ciut ciut z tego, co się wokół niego dzieje.

Dziękuję Szanownemu Panu za poświęcony czas, także krytyczne wobec mnie komentarze przyjmuję z uwagą. W tym przypadku jednak stwierdzam, iż bez wątpienia na określenie 'cham' raczej Szanowny Pan zasługuje - po przyzwoitej kindersztubie nie rzuca się takimi obelgami z byle powodu. Pozostaję z wyrozumiałą dla ubogich w merytoryczne argumenty fanatyków sekty życzliwością. Zachęcam do mniej emocjonalnego podejścia do swej twórczości. Z Panem Bogiem.

skoro jednak redakcja portalu, mimo, że została zawiadomiona o takim pańskim zachowaniu nie reaguje, należało otwarcie rzecz nazwać po imieniu, co też zrobiłem i przykro mi, ale tę opinię podtrzymuję.

zresztą niełatwo się obrażam. Tak... cenzura się marzy, gdy prawda w oczy kole, a argumentów brak +++ p.s. "ZIANIE", nie 'zionienie'

Strony

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Anna Kurowska, Radosław Korzycki
Jarosław Flis
Karolina Wigura, Henryk Domański, Beata Chomątowska

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]