Dobro pod przymusem

Te dwa telewizyjne spoty (okropne słowo) wciąż mam przed oczami, chociaż już dawno nie pojawiają się na ekranie. Jeden z nich był zresztą zwyczajną chyba reklamą (kawy?). Ale scenka, w której młoda kobieta w trakcie podwieczorku kładzie przed towarzyszem ozdobne pudełeczko z niemowlęcymi trzewiczkami, pozostawiała arcysympatyczną podpowiedź: i tak można zakomunikować sobie wielką radość zostawania rodzicami. Drugi "spot" był jeszcze prostszy: mała dziewczynka przytulająca się do brzucha matki, by za moment uśmiechnąć się do odkrytej właśnie niespodzianki: tam ktoś jest. Widz już sam sobie dopowiadał, że matka za chwilę dopełni odkrycia dziecka: to twój brat albo siostra.
Czyta się kilka minut

Kiedy czytam o wojnach toczonych przez zwolenników i przeciwników upowszechnianej w coraz nowych miastach wystawy antyaborcyjnej, krzyczącej wprost na ulicy wstrząsającymi zdjęciami, żałuję zawsze, że nie ma ona kontrpropozycji: wystawy o życiu płodowym człowieka, takiej, przed którą bez obawy szoku mogą stanąć rodzice z najmniejszym nawet dzieckiem i powiedzieć: popatrz, ty też tak wyglądałeś, już wtedy słyszałeś, jeśli zagrała muzyka, tak jak to dziecko tutaj umiałeś ssać palec, umiałeś ziewać, a kiedy tak wyglądałeś, postanowiłeś, że wyjdziesz na świat, bo już potrafisz oddychać. Przed takimi planszami byłoby nie tylko bezpieczniej - bo zło oglądane nie zawsze buduje i naucza dobrego. Najważniejsze, że byłoby to jakieś doświadczenie, z którym można, warto i chce się pozostać - a z przerażeniem i wstrząsem - niekoniecznie.

Wiele wskazuje na to, że wkroczymy w nową fazę prawnego porządkowania jednej z najboleśniejszych spraw współczesności: ochrony życia. Nie ma wątpliwości, że będzie się ono toczyć w bardzo gorącej temperaturze, przy użyciu wszystkich emocjonalnych argumentów i w języku, z którego żadne mocne słowo wyeliminowane nie zostanie. Pytanie, bez którego nie będzie można się obejść, brzmi: co ma być celem ostatecznym? Jeżeli sam zapis prawny, satysfakcjonujący zwolenników dobra egzekwowanego nakazami, może się to udać nawet szybko. Inaczej, jeśli przypomnimy sobie, że dobro wymaga wolnego wyboru. Człowiek nie tylko ma być ocalony administracyjnie - i ten jeszcze niewydany na świat, i ten dożywający swojego kresu w pozornej niepotrzebności. Żadna inwektywa i żadne oskarżenie wykrzyczane w jego imieniu samo nie sprawi, by ktoś przy nim wiernie stanął. A to dopiero będzie ocalenie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 38/2006